reklama

Kidawa-Błońska: Polska bardzo potrzebuje takiego prezydenta jak Tusk

Dorota KowalskaZaktualizowano 
Małgorzata Kidawa-Błońska
Małgorzata Kidawa-Błońska Piotr Smolinski
O tym, czy Donald Tusk wróci do polskiej polityki, dowiemy się zapewne za rok - mówi posłanka Małgorzata Kidawa-Błońska z PO w rozmowie z Dorotą Kowalską.

Wszystko wskazuje na to, że Donald Tusk wraca do polskiej polityki, prawda?
To naturalne, że Donald Tusk jest zainteresowany wydarzeniami w Polsce. Trudno, by wieloletni premier polskiego rządu całkowicie odciął się od tego, co się dzieje w naszym kraju. Sprawy Polski są mu bliskie. Sam przewodniczący już wielokrotnie odniósł się do spekulacji o powrocie. O jego decyzji, czy wróci do polskiej polityki, dowiemy się zapewne za rok.

Nie uważa pani, że słowa o walce ze współczesnymi bolszewikami były bardzo mocne? Zwłaszcza że padły tuż przez 11 listopada.
Donald Tusk wygłosił w Łodzi bardzo ciekawy i pouczający wykład. Poruszył w nim wiele wątków polskiej historii, nie uważam jednak, by te słowa uderzały w konkretne osoby. Niektórzy są przewrażliwieni na swoim punkcie i wzięli te słowa do siebie. To już ich indywidualne odczucie. Moim zdaniem, ten wykład tworzył całość opisującą zagrożenia i problemy, które stoją przed Polską. Właśnie temu miał służyć i wsłuchując się w całość, można wynieść bardzo interesujące wnioski.

11 listopada Donald Tusk nie spędził w Paryżu, gdzie spotkali się przywódcy ponad sześćdziesięciu krajów z okazji zakończenia I wojny światowej. Przyjechał do Polski. Co Donaldem Tuskiem kierowało?
Na pewno to, że 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości to wydarzenie, które już się nigdy nie powtórzy. To wyjątkowa rocznica, którą Donald Tusk chciał spędzić z rodakami, wspólnie, ponad podziałami. Pokazał, że da się tego dnia, w imię wyższego dobra, zapomnieć o różnicach i świętować razem.

Ale szef Rady Europejskiej nie został euforycznie przywitany przez obecny rząd: stał w którymś tam szeregu, nikt nie podał mu ręki.
Powiedzmy to szczerze, że w ogóle nie został przywitany. To małostkowe, już nie wspominając o pominięciu zasad protokołu dyplomatycznego. Prezydent Duda i przedstawiciele rządu apelowali o jedność, wspólne świętowanie, zakopywanie różnic, po czym, na najważniejszej tego dnia uroczystości, nie przywitano najwyższego przedstawiciela Unii Europejskiej obecnego na placu Piłsudskiego. Donald Tusk nie przyjechał tam przecież jako osoba prywatna. Takie zachowanie władz jest jednak przeciwskuteczne. Chcąc pominąć Donalda Tuska, jeszcze bardziej podkreślono jego obecność.

Niektórzy podnoszą, że swoim wystąpieniem przed komisją mającą zbadać aferę Amber Gold Donald Tusk rozpoczął kampanię wyborczą.
Donald Tusk nie prosił się o przesłuchanie przed komisją, nie ustalał też daty posiedzenia. Jeżeli ktokolwiek uczynił z sejmowych komisji śledczych trampolinę w wyborach, to są to politycy Prawa i Sprawiedliwości. Komisje miały pomóc ich kandydatom wygrać wybory w Krakowie czy Warszawie. To się nie udało żadnemu z nich. Przewodnicząca Wassermann przegrała wybory w Krakowie, a na dzień po nich wyznaczyła przesłuchanie Donalda Tuska.

I jak pani ocenia to przesłuchanie?
Faktem jest, że komisja poniosła porażkę, ponieważ przez dwa lata pracy nie ustaliła niczego nowego w sprawie Amber Gold. Politycy PiS pytali podczas przesłuchania o odczucia, przemyślenia, starali się urazić lub obrazić Donalda Tuska. Chcieli wyprowadzić go z równowagi, atakując jego rodzinę. Nie udało się to. Dwa lata prac i zupełna porażka komisji i przewodniczącej Wassermann. Przesłuchanie potwierdziło jedynie to, o czym mówiliśmy od początku. PiS traktuje sejmowe komisje śledcze instrumentalnie, bo ich celem nie jest wyjaśnienie sprawy, a polityczna nagonka. Nie taka jest rola komisji śledczych.

Zwolennicy Donalda Tuska twierdzą, że to właściwie on przesłuchiwał komisję, a nie komisja jego.
Donald Tusk cierpliwie odpowiadał na pytania, odpierał ataki na siebie i swoją rodzinę. Natomiast członkowie komisji wyraźnie nie byli przygotowani do przesłuchania. Nie zadawali pytań, które mogłyby wnieść coś nowego do sprawy. Próba udowodnienia, że to „wina Tuska” nie powiodła się.

Pani jest uważana za jedną z osób z Platformy Obywatelskiej bliskich Donaldowi Tuskowi, bo wiadomo, że frakcji w PO jest kilka. Więc tak szczerze, z ręką na sercu, myśli pani, że Donald Tusk wystartuje w wyborach prezydenckich?
Polska bardzo potrzebuje takiego prezydenta jak Donald Tusk. Jestem przekonana, że dzięki niemu udałoby się odbudować mocno osłabioną teraz pozycję Polski w Europie i na świecie, zmienić nasz wizerunek. Polacy mu ufają, jest liderem rankingów zaufania. Czy Donald Tusk jednak taką decyzję podejmie? Zobaczymy. W każdym razie, mocno go do tego zachęcamy.

My, to znaczy członkowie Platformy, jak rozumiem?
Tak.

Od czego ta decyzja zależy, pani zdaniem?
Rok w polityce to całe lata świetlne. Wszystko się może zdarzyć. Szczerze jednak wątpię, by Donald Tusk chciał po zakończeniu kadencji przewodniczącego Rady Europejskiej przejść na emeryturę. Z pewnością układa już plany na przyszłość.

Grzegorz Schetyna nie czułby się zagrożony? Niektórzy podnoszą, że powrót Donalda Tuska do polskiej polityki prawie jego wcale by nie ucieszył.
Zarówno Donald Tusk, jak i Grzegorz Schetyna są politykami odpowiedzialnymi, myślącymi szerzej, nie kierują się własnym interesem. Obaj chcą Polski praworządnej, demokratycznej, szanowanej na świecie. Współpraca dla przywrócenia w kraju normalności jest oczywista.

11 listopada pojawili się nawet razem, zakopali topór wojenny?
Pojawili się razem w ważnym dla wszystkich Polaków dniu, by wspólnie z warszawiakami świętować rocznicę 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Poza tym jeśli ma się te same korzenie, razem zakładało się Platformę Obywatelską, to ma się również świadomość, że są sprawy najważniejsze, i na pewno należy do nich kwestia przyszłości Polski.

Myśli pani, że wynik wyborów do Parlamentu Europejskiego i potem do parlamentu to będą czynniki ważne dla Donalda Tuska podczas podejmowania decyzji o ewentualnym starcie w wyborach prezydenckich?
To trudno powiedzieć. Wybory do Europarlamentu są dla nas bardzo ważne, bo to od naszych przedstawicieli w Brukseli będzie zależał głos Polski w Europie, to, jak będziemy postrzegani, jak będzie przebiegała współpraca z innymi europejskimi politykami i w ogóle z Unią Europejską. Ważne też, żebyśmy wspólnie, jako środowiska demokratyczne, poszli razem do tych wyborów. W Parlamencie Europejskim powinni być ludzie, którym zależy na jedności Europy. To szczególnie istotne w czasach, kiedy politycy w kraju krytykują Unię Europejską, twierdzą, że Polska na obecności w zjednoczonej Europie niczego nie zyskała, a jedynie straciła. Dlatego będziemy namawiać do udziału w tych wyborach, do mobilizacji, będziemy uświadamiać, że nasze członkostwo w UE to wielka wartość i osiągnięcie. Że to dowód i gwarancja naszej niepodległości, a nie zagrożenie.

Kiedy, pani zdaniem, Donald Tusk podejmie decyzję o ewentualnym starcie w wyborach prezydenckich, jak pani myśli?
Donald Tusk pełni funkcję szefa Rady Europejskiej do listopada przyszłego roku i do tego czasu na pewno na ten temat się nie wypowie.

A nie boi się pani? Bo jednak Donald Tusk wzbudza skraje emocje: jedni witają go na dworcu kolejowym jak bohatera, inni chcą wieszać na szubienicach. Więc zarówno przyciąga, jak odpycha wyborców, efekt jego powrotu do polskiej polityki wcale dla samej Platformy Obywatelskiej nie musi być taki oczywisty.
Donald Tusk, mimo że nie bierze czynnego udziału w polskiej polityce, stoi na czele rankingów zaufania publicznego. Jest bardzo wyrazistym politykiem, którego Polska potrzebuje.

Wspomnieliśmy o wyborach. Jak pani ocenia wynik wyborów samorządowych? Opozycja, czy Koalicja Obywatelska mówi o sukcesie, podobnie jak Prawo i Sprawiedliwość.
Koalicja Obywatelska zdecydowanie wygrała wybory samorządowe w miastach. Potwierdziła to szczególnie druga tura. Była to klęska kandydatów PiS, które spodziewało się dużo lepszego wyniku, a w rzeczywistości nie będzie rządzić w żadnym dużym mieście. Stąd ich nerwowość, a prezes Kaczyński na specjalnie zwołanej konferencji musiał dać wytyczne, jak tłumaczyć tę porażkę. Pomimo tak dużego zaangażowania premiera Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego efekt był zdecydowanie poniżej ich oczekiwań. Polacy nie lubią być szantażowani, nie dali się wciągnąć w przekupstwo, że jeśli wybiorą kandydatów PiS, to samorządy otrzymają pieniądze od rządu. Nam udało się obronić większość sejmików i niewątpliwie wynik tych wyborów dał Koalicji Obywatelskiej wiatr w żagle i motywację do jeszcze cięższej pracy przed zbliżającymi się kampaniami do Europarlamentu i polskiego parlamentu. Bardzo cieszy dobra frekwencja i zainteresowanie wyborami. To dowód, że Polacy zdają sobie sprawę ze znaczenia niezależnego samorządu, z konieczności jego obrony przez centralizacją i próbą zagarnięcia przez partię rządzącą. Obronili małe ojczyzny, o których przyszłości chcą sami decydować. To, moim zdaniem, największy sukces tych wyborów.

Czyli uważa pani, że ta aktywność premiera Morawieckiego, prezesa Kaczyńskiego, ministrów rządu Prawa i Sprawiedliwości nie pomogła kandydatom PiS?
Na pewno nie pomogła. Wystarczy spojrzeć na wyniki wyborów w miastach, które obaj panowie odwiedzili.

No tak, ale jakby na to nie patrzeć, przed wyborami PiS rządziło w jednym sejmiku, dzisiaj rządzi w siedmiu. To jednak spora różnica, więc chyba trudno się dziwić, że politycy partii rządzącej mówią o zwycięstwie.
Mówiliśmy przed wyborami, że dla nas sukcesem będzie wygrana w przynajmniej 8 województwach. Ten rezultat osiągnęliśmy z nadwyżką. PiS natomiast rozpoczęło po wyborach nie negocjacje, ale akcję przekupywania radnych, co jest przykładem czystej korupcji politycznej.

Uważa pani, że zawiązanie Koalicji Obywatelskiej to był dobry pomysł na wybory samorządowe?
Bardzo dobry i oczekiwany. Na każdym spotkaniu, a dużo jeżdżę po Polsce i rozmawiam z Polakami, słyszę postulaty, żeby opozycja zjednoczyła się mimo różnic, bo przecież różnimy się w wielu kwestiach, ale zdaniem wyborców, powinniśmy znaleźć wspólne punkty i na nich się skupić. Razem zatrzymać Prawo i Sprawiedliwość - takie jest powszechne oczekiwanie Polaków. Ta nasza współpraca dobrze zrobiła samorządom lokalnym, gdzie przedstawiciele opozycji doskonale się dogadują. Podejrzewam, że to pierwszy krok, żeby zdobyć zaufanie raz - społeczeństwa, dwa - poszczególnych ugrupowań do siebie. I doskonały podkład pod następne wybory.

Będziecie chcieli tę koalicje rozszerzyć przed wyborami do Europarlamentu?
Na pewno będziemy chcieli pójść do tych wyborów jak najszerzej, bo stawka jest duża. Niewpuszczenie eurosceptyków do Parlamentu Europejskiego to wielkie zadanie i musimy je z sukcesem wykonać.

Przekonacie Polskie Stronnictwo Ludowe, żeby pójść razem do tych wyborów?
Co więcej, te rozmowy już trwają. Mamy wieloletnią historię współpracy z Polskim Stronnictwem Ludowym i wszyscy zdajemy sobie sprawę ze stawki w nadchodzących wyborach. Nie możemy jako siły demokratyczne popełnić żadnego błędu. Musimy te i następne wybory wygrać.

Wydaje się, że jest kłopot w rozmowach Grzegorza Schetyny z Włodzimierzem Czarzastym, prawda? Nie ma chyba chemii między panami.
Nie chemia jest najważniejsza. Myślę, że każdemu należy dać czas na refleksję.

Mówi się, że Hanna Zdanowska, Rafał Trzaskowski, Jacek Jaśkowiak to mogą być nowe twarze Platformy, które pociągną ją w górę. Pani się z taką prognozą zgadza?
Na pewno wyraziści, energiczni, cieszący się dużym poparciem mieszkańców prezydenci miast wzmacniają wizerunek Platformy. Osoby, które pani wymieniła, potrafią przekonać do siebie ludzi i do wartości, które reprezentują.

Niektórzy komentatorzy sceny politycznej mówią, że Platforma dostała wiatru w żagle. Czujecie, że jesteście na fali?
Z pewnością wynik wyborów samorządowych poprawił nastroje w obozie opozycyjnym i dał wiarę w kolejne zwycięstwa w 2019 roku. Dialog z Polakami jest coraz lepszy, słuchamy siebie nawzajem, rozmawiamy otwarcie. Liczne spotkania w Polsce, propozycje w zakresie samorządu, spraw kobiet czy polityki senioralnej procentują. To wszystko przynosi widoczne i wymierne efekty.

Mniej się już kłócicie w Platformie? Bo dużo się mówiło o sporach między frakcjami Tuska i Schetyny, między liberałami i konserwatystami.
To już dawno zamknięty etap, będący konsekwencją poprzednich wyborów. Szybko jednak poukładaliśmy sprawy na nowo i w tej chwili jesteśmy już w zupełnie innym miejscu. Mamy konkretne zadania do wykonania i na tym się skupiamy. Naszym celem są kolejne wybory.

I Grzegorz Schetyna jest dobrym liderem Platformy?
Grzegorz Schetyna doprowadził do powstania Koalicji Obywatelskiej, która odniosła sukces w wyborach samorządowych.

Zarzut, jaki pada pod adresem opozycji, jest jednak taki, że nie zaproponowaliście Polakom żadnej alternatywy dla Prawa i Sprawiedliwości, nie pokazaliście żadnego programu, który porwałby wyborców. Kiedy taki program stworzycie?
Platforma Obywatelska jest jedyną formacją, która przygotowała program samorządowy nie tylko centralny, ale także dla każdego poszczególnego regionu. Program jest powszechnie dostępny, opublikowany na stronie internetowej, każdy może się zapoznać z naszymi propozycjami. Przedstawiliśmy tzw. sześciopak, obejmujący m.in. wprowadzenie równych szans w szkołach, walkę ze smogiem czy wsparcie dla seniorów. Zarzut o braku programu jest więc chybiony. Natomiast PiS zaproponowało Polakom wyłącznie demolkę demokracji.

Co przez te kilka najbliższych miesięcy przed wyborami do Europarlamentu chcecie zrobić?
Wszystkiego nie mogę zdradzić. Z pewnością będziemy kontynuować dialog z Polakami. Przedstawimy najlepszych kandydatów do Europarla-mentu. Będziemy wzmacniać współpracę ze wszystkimi siłami demokratycznymi po stronie opozycji. To nasze najważniejsze zadania.

W kontekście tych wyborów padają konkretne nazwiska waszych kandydatów: Ewy Kopacz, Bronisława Komorowskiego, pani nazwisko też chyba się pojawiło.
(śmiech) Ja się do Europarlamentu nie wybieram! Na pewno będziemy chcieli wybrać osoby merytoryczne, wyraziste, z bardzo mocną pozycją i dużym doświadczeniem politycznym.

Zdradzi pani jakieś nazwiska?
O nazwiskach jeszcze nie rozmawialiśmy.

Nie mogę nie zapytać o ostatnie obchody 11 listopada. Jak pani je ocenia?
W Polsce odbyło się tysiące wspaniałych imprez. Ludzie wyszli z domów, by wspólnie, radośnie świętować tę wyjątkową rocznicę. Samorządy stanęły na wysokości zadania. Jedynie centralne obchody, jak się okazało, były kompletnie nieprzygotowane, a prezydent Duda poszedł na czele marszu ONR. Rząd nie zaproponował wydarzenia dla wszystkich - nie wykorzystał trzech ostatnich lat.

Z drugiej strony, gdyby prezydent Duda taki marsz zorganizował, opozycja by w nim poszła?
Gdyby prezydent od początku zaproponował inną formułę i zorganizował wspólne obchody, nie rozmawiałybyśmy dziś na ten temat. Prezydent Komorowski organizował marsze, na które ludzie chętnie przychodzili, a co najważniejsze, czuli się na nich bezpiecznie. Wiedzieli, że to marsz apolityczny, zorganizowany pod patronatem prezydenta.

Ale 11 listopada na Marsz Niepodległości przyszło 250 tys. ludzi, najwięcej jak do tej pory!
Przyszli, ponieważ chcieli świętować 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości, a nie mieli alternatywy. To był marsz, na którego czele poszedł pan prezydent.

Rozmawiamy w dniu, kiedy media żyją propozycją korupcyjną, jaką szef KNF miał złożyć biznesmenowi Leszkowi Czarneckiemu. Co pani myśli o tej sprawie?
Jest to największa afera tej władzy, porównywana z aferą Rywina. Ja powiedziałabym, że nawet większa. Co chwilę pojawiają się nowe, szokujące wątki, a krąg osób zamieszanych w tę sprawę powiększa się. W Sejmie pilnie procedowane były zmiany nadające KNF uprawnienia do przejmowania banków. To wymaga dogłębnego wyjaśnienia, bo cały proceder dzieje się pod patronatem rządu PiS, z udziałem osób związanych z obozem rządzącym. Ostatnie godziny pokazują, że PiS nie kwapi się do wyjaśnienia tej afery. Dlatego w trybie pilnym tą sprawą powinna zająć się komisja śledcza.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Materiał oryginalny: Kidawa-Błońska: Polska bardzo potrzebuje takiego prezydenta jak Tusk - Plus Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Jarosławowi Kaczyńskiemu, za 10 miesięcy 2018 roku, wypłacono 71,804,64 złotych, a ile wypłacono Donaldowi Tuskowi za 7 lat, od 2007 do 2014 roku? ZA CO MU WYPŁACONO? CO ZROBIŁ DOBREGO DLA Polski?
Jakie było w Polsce BEZROBOCIE, w czasie tego panowania Tuska? Ilu mieliśmy wtedy RZECZYWISTYCH bezrobotnych i jaką wypłacono im kwotę w czasie tych samych siedmiu lat PANOWANIA Tuska?
Ilu było w tym czasie ZATRUDNIONYCH ogółem w Polsce, nie licząc całego przywództwa wszystkich istniejących ogółem firm i jakie było przeciętne wynagrodzenie takiego UCZCIWIE PRACUJĄCEGO SZARAKA, po odjęciu kwot wypłacanych kierownictwu tych firm?
A jaka była przeciętna emerytura takiego, "zasłużonego na nią, przedstawiciela PRZYWÓDZTWA funkcjonujących firm?

i
iusus

POlska juz miala premiera Tuska i skonczyo sie katastrofa (VAT, LOT, Amber Gold, wiek emerytalny, Nordstreem etc) oraz panstwem ch.d.kk, wiec juz nam Tuskow wystaczy!

G
Gość

Obowiązkiem WŁADZY było przeprowadzenie REFERENDUM z jednym tylko pytaniem:

Kto się zgadza na CAŁKOWITE ZASTĄPIENIE NATURALNEJ POLSKIEJ ŻYWNOŚCI unijnym PRZEŁYKADŁEM o niesprecyzowanej zawartości składników żywieniowych, przy braku jakichkolwiek informacji o zawartości pierwiastków chemicznych w składzie początkowym PRZEŁYKADŁA oraz o nieprzewidywalnym składzie chemicznym dodatków utrwalających przydatność PRZEŁYKADŁA do spożycia, jakich będzie dodawał każdy producent według uznania własnego?

Brak tych podstawowych informacji sprawi, że nikt nie będzie nic wiedział o żadnym artykule spożywczym, z czego i jak został on spreparowany!

Ciekawe, ilu Polaków zaakceptowałoby TAKĄ PRAWDĘ?

G
Gość

Niech koniecznie wraca ten Tusk i to jak najszybciej!
CZEKA NA NIEGO KONSTYTUCJA i JEJ ARTYKUŁ 39.:
NIKT nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, BEZ DOBROWOLNIE WYRAŻONEJ ZGODY.
NIKT MNIE ani prosił, ani pytał mnie o ZGODĘ na POZBAWIENIE MNIE JADALNEJ, NATURALNEJ i ZDROWEJ POLSKIEJ ŻYWNOŚCI!
HEJ, Tusk - GDZIE TA ŻYWNOŚĆ?
Ja nie jestem "ktoś", ale też nie jestem "NIKT" - gdzie ten "ktoś", co to nadał sobie prawo, pozbawienia mnie MOJEGO PRAWA KONSTYTUCYJNEGO?
Czy ten "ktoś", to nie Tusk i jego "pomocnik" w łamaniu artykułu 39, czyli Komorowski?
A co w tej sprawie MOŻE powiedzieć cała reszta, tych NIEWIDZIALNYCH "nikt", których podobnie, jak mnie zmuszono do PRZEŁYKANIA TEGO "unijnego" GÓWNA BEZ GWARANCJI NIESZKODLIWOŚCI?
Czy ten OHYDNY NIESMAK PO PRZEŁYKANIU, to nie jest WYJĄTKOWO OBRZYDLIWA SZKODLIWOŚĆ, DLA DOBREGO SAMOPOCZUCIA?
Czy ta NIC NIEZNACZĄCA reszta, NIEPYTANA O ZGODĘ, to nie jest czasem KILKANAŚCIE MILIONÓW POLAKÓW, narażonych na skutki MEDYCZNEGO EKSPERYMENTU z POLSKĄ, UNICESTWIONĄ ŻYWNOŚCIĄ na rzecz NIEZNANYCH ODDZIAŁYWAŃ odkrytego "odkrycia", "wzbogaconego" nigdy niesprawdzoną chemią, w liczbie PONAD 700 NIEZWYKŁYCH, (oprócz tych NIEODGADNIONYCH, "ZWYKŁYCH"), "poprawiaczy", które MIAŁY ZASTĄPIĆ NATURALNY SMAK i ZAPACH, DAJĄCYCH ROZKOSZ SPOŻYWANIA NATURALNYCH SKŁADNIKÓW NATURALNEJ POLSKIEJ ŻYWNOŚCI?
WRACAJ! CZEKAMY wraz z NIESTRUDZONYM, ZUPEŁNIE NIEOCZEKIWANYM... Trybunałem Stanu, który ma wiele cierpliwości, dlatego ŻADNA SPRAWKA NIE MUSI SIĘ MARTWIĆ o PRZEDAWNIENIE, bo PRZEDAWNIENIA NIE MA i NIE BĘDZIE!

A
AG

ach, oczywiscie ze naturalne! locha z ddr-u konczy wlasnie swoja dzialanosc, jej giermka tez nie bedzie tam nikt trzymal. Zadania wypelnione ale sie klimat polityczny zmienil. Takie lajzy jak kidawa beda oczywiscie zawsze agitowaly na rzecz potomka nazisty, w koncu ma w tym interes ekonomiczny.

Dodaj ogłoszenie