Każda miejscowość jest inna, a w każdej lokalny McDonald’s

Materiał informacyjny McDonald's Polska
Czy lokalna firma to ta, która zatrudnia pracowników z najbliższej okolicy? A może ta, która płaci podatki zasilające budżet samorządu lub wspiera inicjatywy ważne dla mieszkańców? Jak w tę definicję może wpisywać się globalna marka, taka jak McDonald’s? O budowaniu związków z lokalną społecznością oraz o wpływie, jaki polscy przedsiębiorcy działający w sieci McDonald’s mają na swoje najbliższe otoczenie, rozmawialiśmy z franczyzobiorczynią Anetą Czaplicką.

Najważniejsze to znać swój region

Pani Aneta zarządza 8 restauracjami – 5 z nich zlokalizowanych jest w Łodzi, jedna w Skierniewicach, a kolejna w Zgierzu. Licencjobiorczyni reprezentuje Region Centrum, który obejmujący województwa mazowieckie, łódzkie i kujawsko-pomorskie, na terenie których działa 22 lokalnych przedsiębiorców związanych z McDonald’s. To bardzo różne obszary, każdy ze swoją historią, specyfiką i innymi potrzebami. Przedsiębiorczyni podkreśla, jak bardzo istotne jest w jej filozofii prowadzenia biznesu branie pod uwagę lokalnej specyfiki oraz nadanie restauracji indywidualnego charakteru.

Jak sama mówi, każda z nich jest inna, bo każde miasto, a w zasadzie każda dzielnica jest inna.

Łódź jest bardzo barwna. To miasto studenckie, a Mak to ich miejsce spotkań. Głównie w restauracji przy Piotrkowskiej. Jednak moim pierwszym dzieckiem była otwarta w 2010 roku restauracja na Batorym, na Widzewie. Tam, na początku, ludzie mieli bardzo sceptyczne podejście do nas. Chcieliśmy ich do siebie przekonać, dlatego postanowiliśmy zorganizować w Maku turniej Monopoly. Przed restauracją rozstawiliśmy namioty, zielone stoły, do współpracy zaprosiliśmy profesjonalnych sędziów i krupierów. Zainteresowanie było tak duże, że nawet po zmroku goście chcieli grać dalejwspomina z uśmiechem.

Położona w centrum miasta restauracja w Zgierzu jest bardzo duża i piętrowa – stała się swego rodzaju znakiem rozpoznawczym miasta i dobrym punktem orientacyjnym dla przyjeżdżających.

Szczególna historia wiąże się z restauracją w Łowiczu, która miała wyjątkowo huczne otwarcie, inne niż wszystkie.

Łowicz jest miastem bardzo dumnym ze swojej tożsamości. Kiedy otworzyliśmy restaurację, zaprosiliśmy lokalną grupę folkową w strojach łowickich, która śpiewała i tańczyła od rana do wieczora. Nasi pracownicy przygotowali specjalne, wycinane serwety w tradycyjnych kolorach łowickich. Po pandemii planujemy kontynuację współpracy w ramach koncertów łowickich. Dostosowaliśmy się do tego, czego potrzebują łowiczanie i z czego są dumnizauważa Aneta Czaplicka.

mcdonalds

Lokalne inicjatywy pod szyldem McDonald's

Żeby być dobrym sąsiadem, trzeba znać swoją okolicę, słuchać mieszkańców i odpowiadać na ich potrzeby. Każda restauracja jest inna, nie ma jednego schematu działania. O potrzebach naszych gości wiedzą najwięcej kierownicy każdej z restauracji. Na przykład na Widzewie, gdzie jest największe skupisko placówek dla najmłodszych oraz rodzin z dziećmi, zorganizowaliśmy wizytę ambulansu Fundacji Ronalda McDonalda, w którym prowadzone są badania profilaktyczne dla dzieciaków w zakresie wczesnego wykrywania chorób nowotworowychmówi pani Aneta.

Licencjobiorczyni wraz ze swoim zespołem angażuje się w wiele lokalnych inicjatyw, niektóre z nich wspierając od wielu lat. Ciekawym przykładem takiego działania, które znalazło stałe miejsce w kalendarzu imprez lokalnych jest konkurs piosenki angielskiej w centrum językowym działającym w pobliżu jednej z restauracji. Biorą w nim udział dzieci z całej Łodzi, Zgierza i okolic. W wydarzeniu uczestniczą całe rodziny, dziadkowie, pradziadkowie. Dzieci do konkursu zgłaszają nauczyciele, wspólnie przygotowują piosenki.

Wcześniej, przed pandemią, organizowaliśmy konkurs nawet dwa razy w roku. Na zakończenie roku w przedszkolu oraz w okresie świąt Bożego Narodzenia. Okazało się, że liczba zainteresowanych przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Zgłosiło się około 30 placówek. Takie inicjatywy to niby małe rzeczy, ale dla lokalnych społeczności są niezwykle ważne. To nie jest jednorazowa celebracja, tylko coś ciągłego, zapamiętywanego. Przypominają nam o tym uczestnicy, którzy chcą do tego wrócićCzaplicka opowiada o wydarzeniu z ogromnym entuzjazmem.

W lokalnym biznesie liczą się ludzie i ich rozwój

Pytana o to, z czego jest najbardziej dumna, Czaplicka mówi, że z postawy swoich pracowników.

Najważniejsze, czego nauczyłam swój zespół to tego, że najbardziej niewygodna prawda jest lepsza niż kłamstwo. Że nie zamiatamy pod dywan żadnych problemów. Dlatego mówią mi wszystko. Moim największym sukcesem jest też to, że ludzie są dumni ze swojej pracy.

W restauracjach pani Anety pracuje ponad 600 osób, a szefowa chce ich wszystkich poznać i chce, aby oni znali ją. Podkreśla też wagę różnorodności wśród załogi. Jej firma zatrudnia osoby dojrzałe, studentów, ale również osoby z niepełnosprawnościami.

Często zdarza się, że historie moich ludzi mnie wzruszają. Jak pewna pani 60+, bardzo elegancka, która zatrudniła się do pracy na lobby. Zwróciła uwagę kierownika restauracji, który zachęcił ją do aplikowania na wyższe stanowisko. I ona się ze mną spotkała. Okazało się, że jest autorką książki, jest dobrze wykształcona, przepięknie włada językiem angielskim. Teraz jest managerem McCafé.

Kolejna historia to przypadek osoby z niepełnosprawnością fizyczną, która dzięki ogromnemu zaangażowaniu została kierownikiem jednego z obszarów funkcjonowania restauracji. Dodało jej to wiatru w żagle, była dumna, mogła się pochwalić przed swoją rodziną sukcesem. Takie historie powodują, że ja, twardy człowiek korporacji, się wzruszam. Nieważne, kim jesteś – liderzy zespołów zawsze powinni mieć czas na spotkania ze swoimi współpracownikami. Lubię, gdy nie mamy problemu, by przyznać się do błędów, gdy pracownicy mówią – ok, coś poszło nie tak, ale to naprawimy. To właśnie kwintesencja pracy w McDonald’s – szansa na rozwój i ogromną satysfakcję z tego, co wspólnie robimydodaje pani Aneta Czaplicka.