Kaukaski Prometeusz

Andrzej Krajewski
Niepodległość Gruzji to jeden z kluczy do bezpieczeństwa Rzeczpospolitej. Ale choć jej obrona jest polską specjalnością, to w tej grze - jak dotąd - rzadko odnosiliśmy sukcesy.

Na początku tygodnia rosyjska publicystka Julia Łatynina w Radiu Echo Moskwy ogłosiła, że działania kilku krajów Unii Europejskiej uniemożliwiły Rosji rozpętanie wojny z Gruzją. Zbrojną interwencję zaplanowano na noc z 8 na 9 maja, ale Kreml został powstrzymany przez "wspólny front młodych demokracji europejskich - Polski, Litwy, Łotwy" - twierdzi Łatynina.

Jeśli to prawda, to być może Lech Kaczyński odniósł największy sukces podczas swej prezydentury, osiągając (choć nie wiadomo na jak długo) to, o czym marzył Józef Piłsudski. Nawiązanie do osoby Marszałka nie jest tu przypadkowe, nie tylko dlatego, że to polityczny idol Kaczyńskiego. Splot okoliczności geopolitycznych sprawia bowiem, że strategiczne koncepcje twórcy II Rzeczpospolitej znów stają się boleśnie aktualne.

Można o nich przeczytać już w memoriale, jaki w lipcu 1904 r. Piłsudski przekazał w Tokio przedstawicielowi rządu japońskiego. Jak wówczas zauważył, odzyskanie przez Polskę niepodległości nie zapewni jej bezpiecznego bytu, ponieważ naturalną cechą rosyjskiego imperializmu jest dążenie do podporządkowywania sobie kolejnych ziem, bo jedynie ekspansja ratuje to państwo przed wewnętrznymi kryzysami.

Sposób na zabezpieczenie niepodległości Polski widział Piłsudski w doprowadzeniu do sytuacji, gdy podbite przez Moskwę narody odzyskają swą suwerenność: "gdyż Rosja, pozbawiona swych podbojów, będzie o tyle osłabiona, że przestanie być groźnym i niebezpiecznym sąsiadem".

Marszałek nigdy nie zapomniał o tym celu. Gdy Polska odzyskała niepodległość, Warszawa uważnie obserwowała, co się działo na Wschodzie. Kiedy w lutym 1920 r. młode państwo gruzińskie otrzymało z Moskwy dyplomatyczną notę z żądaniem podporządkowania się Kremlowi, Piłsudski natychmiast wysłał na Kaukaz delegację kierowaną przez Tytusa Filipowicza.

W Tbilisi polscy posłowie podpisali z rządem Gruzji umowę o współpracy militarnej, obiecując, że Rzeczpospolita będzie dostarczać sojusznikowi broń i amunicję. Wkrótce potem Filipowicz z towarzyszami udał się do stolicy Azerbejdżanu. W Baku zaskoczyła ich inwazja Armii Czerwonej i posłowie dostali się do sowieckiej niewoli.

Atak na Kaukaz stał się dla Piłsudskiego jednym z sygnałów, że nie może już zwlekać ze zdecydowanymi działaniami. Zanim Rosjanie najechali na Gruzję, polskie wojska 25 kwietnia 1921 r. rozpoczęły ofensywę kijowską. Sześć dni potem w Adżarii i Osetii komuniści wszczęli rewoltę, a Armia Czerwona rozpoczęła marsz na Tbilisi.

Gruzini stawiali zaciekły opór, ale po tygodniu zaczęło po prostu brakować im amunicji, a państwa zachodnie odmówiły swej pomocy. Jednak polskie wojska były już w Kijowie. I w tym momencie Lenin spanikował. Na jego osobisty rozkaz wstrzymano ofensywę w Gruzji i zaproponowano Tbilisi pakt pokojowy, żądając jedynie zobowiązania, iż obce wojska nie będą stacjonować w Gruzji, a komunistyczna partia będzie mogła swobodnie prowadzić tam działalność.

Przez następne pół roku Sowieci skupili się na wojnie z Polską, ale o Kaukazie nie zapomnieli. Wystarczyło tylko, że na Zachodzie nastąpiło zawieszenie broni i od razu w listopadzie 1920 r. Armia Czerwona podbiła Armenię. Wyczerpana wojną Rzeczpospolita już nie miała sił, by cokolwiek przedsięwziąć.

W lutym 1921 r. Sowieci ponownie najechali na Gruzję i - pomimo bohaterskiego oporu - po miesiącu ten kraj stał się częścią imperium. Rząd gruziński ewakuował się do Stambułu, gdzie dyskretny kontakt z uchodźcami nawiązał attaché wojskowy polskiej ambasady, płk Balicki. W imieniu Piłsudskiego zaoferował posadę żołnierzy kontraktowych dla około stu najzdolniejszych gruzińskich oficerów.

Przeszli oni na żołd Rzeczpospolitej, ale Marszałek gwarantował, że zachowają służbową podległość wobec szefa sztabu generalnego armii gruzińskiej.

Niedługo potem Piłsudski oddał władzę. Polska zaprzestała wspierania kaukaskich narodów. Zmieniło się to zaraz po zamachu majowym. Z inicjatywy Marszałka powstało w Paryżu stowarzyszenie Prometeusz skupiające przedstawicieli: Gruzji, Ukrainy, Azerbejdżanu, Turkmenistanu i innych narodów siłą podporządkowanych Moskwie.

Celem organizacji było wspieranie wszelkich ruchów niepodległościowych na terenie ZSRR. Jednocześnie do Stambułu pojechał współpracownik Piłsudskiego Tomasz Hołówko, aby zebrać informacje o emigrantach z Kaukazu oraz przygotować plan udzielenia im pomocy. W swoim raporcie zażądał, by tworzonemu Komitetowi Niepodległości Kaukazu wypłacać 1 tys. dol. miesięcznie.

"Uważam, że mniejsza suma byłaby kompromitacją Polski, która zużyła tyle energii, tyle zachodów, aby powstał Komitet, po to, aby później nie mieć dla niego miesięcznie 1 tys. dol." - pisał.

Przez następne lata działania Warszawy skupiały się na dwóch celach. Pierwszy zakładał zbudowanie organizacji politycznej jednoczącej wszystkich emigrantów z podbitych krajów kaukaskich. Jednocześnie polski wywiad miał wspierać ruchy niepodległościowe na terytorium ZSRR. To drugie zadanie okazało się piekielnie trudne.

Już w lipcu 1927 r. odbyła się w Moskwie seria pokazowych procesów kurierów, kursujących pomiędzy Paryżem (gdzie rezydował emigracyjny rząd Gruzji), Warszawą a Tbilisi.

"Nie możemy przejść obojętnie obok tej pomocy, którą rząd polski okazuje kontrrewolucyjnej działalności mienszewików gruzińskich" - groził dziennik "Charkowskij Proletarij". Także "Kommunist" ostrzegał czytelników: "Nie wiadomo, ilu nam szpiegów emigrantów wyprawił Hołówko". Spośród Polaków właśnie Hołówko był odtąd postrzegany na Kremlu jako drugi po Piłsudskim wróg imperium.

Zwłaszcza odkąd starał się doprowadzić do pojednania polsko-ukraińskiego i skutecznie zapobiegał wybuchom waśni narodowych na wschodnich ziemiach Rzeczpospolitej, które stale podsycał sowiecki wywiad. W sierpniu 1931 r. Hołówko spędzał wczasy w sanatorium prowadzonym przez grekokatolickie zakonnice w Truskawcu.

W nocy 29 sierpnia do jego pokoju wdarli dwaj ukraińscy nacjonaliści z OUN Wasyl Biłas i Dmytro Danyłyszyn, by zastrzelić jednego z największych zwolenników odbudowy niepodległej Ukrainy. I choć nie ma bezpośrednich dowodów, że mord zorganizowano na polecenie Moskwy, to Kreml najwięcej na nim skorzystał.

Jednak - pomimo śmierci Hołówki - polskiemu MSZ udało się doprowadzić do końca jego plan i 14 lipca 1934 r. uroczyście opublikowano w Brukseli, podpisany wcześniej w Warszawie, pakt o utworzeniu Konfederacji Kaukaskiej. Przedstawiciele Gruzji, Azerbejdżanu i ludów Kaukazu Północnego (w tym Czeczenów) deklarowali wolę współpracy oraz to, że po odzyskaniu niepodległości stworzą federację wolnych państw, prowadzącą wspólną politykę obronną i zagraniczną.

Aż do wybuchu II wojny światowej, głównie dzięki opiece, jaką otoczył emigrację kaukaską II Oddział Sztabu Generalnego (czyli polski wywiad), sowieckim służbom nie udało się rozbić jej jedności. Ale pomimo tych sukcesów tak naprawdę prawie wszystkie atuty pozostały w ręku Kremla. Kiedy 17 września 1939 r. Armia Czerwona uderzyła na Polskę, oddziały NKWD otrzymały listę Gruzinów przeznaczonych do likwidacji. Ujętych oficerów tej nacji, niegdyś pupili Piłsudskiego, rozstrzeliwano na miejscu. J

edynie około dziesięciu pozostawiono przy życiu, odsyłając do obozu w Kozielsku. Tam podzielili tragiczny los swych polskich kolegów. W Warszawie na prośbę Moskwy w październiku 1939 r. gestapo wymordowało przywódców gruzińskiej koloni (notabene działając wbrew interesowi III Rzeszy).

Wojnę światową przeżyło jedynie kilkunastu gruzińskich oficerów, służąc w szeregach AK. Ale i im Kreml nie wybaczył. Od początków 1945 r. na terenie Polski miejsc ich pobytu szukały grupy specjalne NKWD. Prawie wszystkich ujęto i stracono. Tak dopełniał się los prometejskich marzeń o niepodległości ludów Kaukazu.

Ale pół wieku później imperium - tak jak w 1917 r. - rozpadło się i Gruzja odzyskała niepodległość. Upadek okazał się jednak czasowy i Moskwa znów zbiera siły, a historia zdaje się zataczać koło.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kazimierz Prokopczyk
PŁK LEON BOBICKI
W
Wnuk Leona Bobickiego
Nie Balicki a Bobicki!!!!!
R
Romek
Attache wojskowym w Konstantynopolu w latach 1921-1924 był ppłk Leon Bobicki.
Pan Hołówko o którym mowa w artykule miał na imię Tadeusz.
Dodaj ogłoszenie