Katalońskie sny o niepodległości. Co mogą zmienić niedzielne wybory?

Rafał Hetman
Plac Kataloński w centrum Barcelony jest zwykle wypełniony gołębiami. Ptaków jest tak dużo, że tworzą ciemnoszarą, zwartą masę, która co kilka chwil wzbija się w powietrze, by przelecieć kilka metrów w poszukiwaniu okruchów chleba rzucanych przez turystów z całego świata.

Jednak 11 września 2012 roku na placu nie było ani jednego gołębia. Ciemną, zwartą masę utworzył tłum ludzi, który wyległ na ulice w Narodowym Dniu Katalonii. Nastrój nie był świąteczny. Półtora miliona ludzi wyszło na ulice, żeby zademonstrować swoje niezadowolenie. W całej Hiszpanii bezrobocie jest ogromne, wynosi 25 proc. (50 proc. wśród młodych). Rząd tnie wydatki, a opłaty jakie muszą ponosić zwykli Hiszpanie rosną.

- Niepodległość! - krzyczeli ludzie podczas wrześniowego protestu. Niepodległość jest zdaniem tłumu rozwiązaniem wielu problemów. Katalończycy wierzą, że odłączenie od Hiszpanii sprawi, że łatwiej im będzie się uporać z kryzysem.

W kilkanaście dni po gigantycznym proteście na ulicach Barcelony jej premier Artur Mas rozwiązał parlament i ogłosił wcześniejsze wybory. - Głos ulicy musi znaleźć odbicie na kartach wyborczych. Jeśli mamy rozpocząć ten niezwykle złożony proces dążący do samostanowienia, niezbędne będzie poparcie w wyborach - powiedział Mas podczas jednej z debat w katalońskim parlamencie.

Katalończycy ruszą do urn już w niedzielę, a ich decyzja może mieć wpływ nie tylko na region, ale także na całą Hiszpanię, bo Artur Mas zapowiedział, że zorganizuje referendum, w którym Katalończycy będą mogli się wypowiedzieć, czy są za niepodległością swojego regionu.

Należy pamiętać, że Hiszpania nie jest tak jednolitym państwem jak Polska. Ojczyzna Cervantesa składa się z kilku wspólnot autonomicznych, które mogą mieć swój własny parlament oraz prawa. Najdalej posuniętą niezależnością od rządu w Madrycie cieszy się dziś Kraj Basków położony w północnej części półwyspu. Katalonia także posiada dużą autonomię, choć wielu mieszkańców chciałoby niepodległości.

Znawcy twierdzą, że niepodległa Katalonia wydaje się dzisiaj tylko odległym marzeniem

Jednak niepodległa Katalonia wydaje się dziś tylko odległym marzeniem. - To nie jest realny pomysł - już na samym początku rozmowy stwierdza Bartłomiej Znojek z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. - Po pierwsze jest to ograniczone przepisami. Już sama konstytucja nie przewiduje takiej opcji, żeby region samodzielnie się oderwał. Przestępstwem przeciw konstytucji jest ogłoszenie niepodległości jakiejkolwiek części terytorium Hiszpanii. Te argumenty prawne pojawiają się zwłaszcza po stronie rządu centralnego w Madrycie - wyjaśnia Znojek.

Jest też inny argument, który może jeszcze bardziej przemawiać do wyobraźni, nie tylko samych polityków, ale przede wszystkim mieszkańców Katalonii. Niepodległość tego regionu oznaczałaby automatyczne wykluczenie z Unii Europejskiej i utratę wszelkich przywilejów związanych z członkostwem w tej organizacji.

Przed takim rozwojem wydarzeń 17 listopada podczas XXII Szczytu Iberoamerykańskiego w Kadyksie ostrzegał zwolenników secesji szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso.

Oczywiście Katalonia mogłaby się starać o ponowne przystąpienie do Wspólnoty, ale rząd w Madrycie już zapowiedział, że w takim przypadku sprzeciwi się wejściu państwa katalońskiego do UE, a to skutecznie zablokuje proces integracji. Pozostanie poza strukturami Unii oznaczałoby dla Katalończyków przede wszystkim problemy.
Katalonia jest dziś najbogatszym, ale i najbardziej zadłużonym regionem w Hiszpanii. Według banku centralnego jej dług wynosi 21 mld 364 mln euro, co stanowi 22 proc. całego PKB. Jest to najgorszy wynik w historii. Tak mały region nie poradzi sobie ze spłatą ogromnego zadłużenia. Potrzebuje pomocy, a tej szuka w... Madrycie.

Pod koniec sierpnia Katalonia zwróciła się do rządu centralnego o pożyczkę w wysokości 5 mld euro. Pieniądze mają w całości być wykorzystane na pokrycie części zadłużenia.

Niepodległość wydaje się zatem sloganem, który ma przyciągać ludzi, dawać im nadzieję na lepszą przyszłość i, jak twierdzi wielu, odciągać uwagę od realnych problemów Katalonii.

Co ciekawe sam Artur Mas, którego prawicowa partia Convergencia i Unió najprawdopodobniej wygra wybory (sondaże mówią, że może ona zdobyć absolutną większość głosów) nigdy w swoich wystąpieniach nie używa słowa "niepodległość". Mówi on raczej o prawie do samostanowienia, o niezależności i o Hiszpanach z Madrytu.

Gdyby jego partia wygrała wybory, referendum dotyczące niepodległości miałoby się odbyć w 2014 roku. To termin dosyć odległy. Wiele się może zmienić.

Dziś katalońscy politycy mówią o niepodległości, bo jest to po prostu nośny temat, na którym można zbić kapitał polityczny. Winę za kryzys i ekonomiczne kłopoty Katalonii bardzo łatwo zrzucić na władzę w Madrycie, a to podsyca nastroje niepodległościowe.

Zauważyli to także katalońscy socjaliści, którzy do tej pory nie przejawiali otwartych poglądów separatystycznych. Dzisiaj jednak na plakatach i ulotkach wyborczych PSE (El Partit dels Socialistes de Catalunya) można zobaczyć hasło "federalizm".
Według sondażu przeprowadzonego w październiku przez największy kataloński dziennik "La Vanguardia" 55 proc. Katalończyków jest za oderwaniem się od Hiszpanii, przeciwnicy stanowią tylko 35 proc. To wynik przełomowy, bo wcześniej w podobnych ankietach ludzie opowiadali się za pozostaniem Katalonii w granicach królestwa.

Choć w czasie licznych demonstracji (ostatnie z nich odbyły się 14 listopada w czasie strajku generalnego) na ulicach wykrzykiwane są hasła niepodległościowe, w oknach wielu domów w Barcelonie wiszą katalońskie flagi z czerwonymi i żółtymi pasami, wielu Katalończykom tak naprawdę nie spieszy się do niepodległości.

- Sama idea mi się podoba. Jest ciekawa, ale nie wiem, jak by to wszystko miało wyglądać w praktyce - mówi Aleix, 26-latek, który na co dzień mówi i myśli po katalońsku, ale w rozmowie ze mną używa języka kastylijskiego, czyli tego, który nazywamy hiszpańskim.

Również po hiszpańsku rozmawiam z Irene, która mówi mi, że nie wie, co myśleć o niepodległości. - Nie wiem, po prostu nie wiem - mówi nieco zdezorientowana tą całą sytuacją .

Dla Irene i Aleixa ważne jest to, żeby w Katalonii żyło się lepiej, żeby łatwo można było znaleźć pracę i utrzymać się w drogiej Barcelonie. Mniej ważny jest dla nich już sam status prawny regionu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie