Kara TSUE za kopalnię Turów. Minister Kurtyka o kulisach negocjacji Polski z Czechami

Lidia Lemaniak
Lucyna Nenow / Polska Press
– Polska i Czechy na początku wyszły z wolą polubownego rozwiązania tej sprawy. Powiedzieliśmy, że nie ma „magicznego przycisku”, który tak złożony i skomplikowany kompleks przemysłowy może wyłączyć z eksploatacji – mówi polskatimes.pl minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka.

Ze względu na niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów, Polska została wczoraj zobowiązana przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej do zapłaty na rzecz Komisji Europejskiej okresowej kary pieniężnej w wysokości 500 tys. euro dziennie.

Kara ma być naliczana od dnia doręczenia Polsce postanowienia do chwili, w której „wspomniane państwo członkowskie zastosuje się do treści postanowienia wiceprezes Trybunału z dnia 21 maja 2021 roku”.

Minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka pytany przez polskatimes.pl o to, czy Polska zrobiła wszystko, aby zapobiec wczorajszej decyzji TSUE powiedział, że „w odpowiedzi na decyzję wiceprezes TSUE z 21 maja br., ws. wprowadzenia środka tymczasowego, przekazaliśmy bardzo kompleksową argumentację, pokazującą, jak negatywne konsekwencje wiążą się ze wprowadzeniem takiego środka tymczasowego oraz jak precedensowy charakter sprawy, wymaga również wyjątkowego sposobu jej procedowania”.

– Poprosiliśmy o to, aby było możliwe procedowanie sprawy przez TSUE w tzw. składzie wielkiej izby, czyli nie pojedynczo przez wiceprezes TSUE, jak to ma miejsce, ale przez szeroką reprezentację przedstawicieli TSUE. Argumentowaliśmy, że sprawa jest wyjątkowa, ma szczególne znaczenie dla interesów związanych ze środowiskiem, zdrowiem i życiem ludzi oraz bezpieczeństwem energetycznym. Podkreślaliśmy także precedensowy charakter sprawy – po raz pierwszy TSUE jest w sytuacji wprowadzenia sankcji finansowych w związku z art. 279 traktatu o funkcjonowaniu UE. Przedstawiliśmy te argumenty w bardzo kompleksowej dokumentacji – 57 stron wniosku głównego ze strony Polski oraz ponad 560 stron dołączonych analiz i dodatkowych ekspertyz – wyjaśnił minister.

Michał Kurtyka dopytywany, czy wniosek strony polskiej o rozpatrzenia sprawy w składzie wielkiej izby, spotkał się z odmową TSUE wyjaśnił, że „rozstrzygnięcie wiceprezes TSUE w tym zakresie sprowadza się – de facto – do zakomunikowania bez żadnego merytorycznego uzasadnienia, że to jest jej właściwość, z której w taki sposób korzysta, a zatem nie ma możliwości przedstawienia polskich racji przed wielką Izbą TSUE”.

– Co więcej – postulowaliśmy o to, że zważywszy na ogromne znaczenie tej sprawy dla regionu – mówimy tutaj o wielu dziesiątkach tysięcy rodzin, ale też o bezpieczeństwie energetycznym państwa, a już, niestety, coraz szerzej – całej Unii Europejskiej, bo jako Polska jesteśmy w tym momencie jednym z większych dostawców energii elektrycznej dla systemu europejskiego, przede wszystkim dla naszych sąsiadów, czyli my dzisiaj jesteśmy tymi, którzy zapewniają bezpieczeństwo energetyczne dla sąsiadów i dla Europy. W tym kontekście argumentowaliśmy, że jest to wyjątkowa sytuacja, ponieważ w polskim systemie energetycznym przez ostatnie miesiące miały miejsce wydarzenia, które powodują, że ta elektrownia staje się kluczowa – to była m.in. sprawa awarii w bloku w Bełchatowie, czy też wyłączenie bloku w Jaworznie. Z tego powodu też argumentowaliśmy, że niezbędne jest szersze, głębsze wejście w tę dyskusję, w postaci wysłuchania stron. Jest taka formuła, która również umożliwia w regulaminie pracy Trybunału Sprawiedliwości UE, przejście z trybu pisemnego na ustny w tych wypadkach, które są wyjątkowe. Tutaj również – bez żadnego merytorycznego uzasadnienia, bez żadnego odniesienia się do tej argumentacji – uzyskaliśmy informację, że nie ma takiej możliwości – wyjaśnił minister.

W ocenie Michała Kurtyki „mamy do czynienia z sytuacją bezprecedensową, również jeżeli chodzi o sposób argumentowania dlatego, że te ekspertyzy, które mają kilkaset stron, a także analizy, które przedstawiamy oraz argumenty, które są bardzo łatwe do weryfikacji, np. odcięcie kompleksu energetycznego kopalni i elektrowni w Turowie od funkcjonowania, powoduje dramatyczne konsekwencje dla potrzeb lokalnej społeczności”.

– Mieszkańcy Bogatyni czy Zgorzelca, korzystają z dostaw ciepła, ale oczywiście – o czym się mało mówi – również wody pitnej. W związku z tym w przeddzień zimy uniemożliwienie mieszkańcom tego regionu korzystania z ciepła oraz wody pitnej, jakie zapewnia kompleks przemysłowy, jest sytuacją absolutnie bez precedensu i zagrażającą po prostu życiu i zdrowiu ludzi – mówił.

Minister klimatu i środowiska zaznaczył, że „taką argumentację przedstawiliśmy, przedstawiliśmy też konsekwencje środowiskowe, związane z możliwością powstania osuwisk, sytuacją, w której koryto rzeki jest bardzo mocno osadzone o prace, które są wykonywane na bieżąco w ramach tego kompleksu energetyczno-kopalnianego”.

– Te wszystkie argumenty znalazły wyłącznie odpowiedź w postaci: „nie przyjmujemy ich”. Nie mamy możliwości nawiązania takiego merytorycznego dialogu, co jest bardzo trudną sytuacją – wyjaśnił.

Za czeską granicą, w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Turowa, funkcjonuje 5 kopalni, a w Niemczech 4. Minister pytany o to, dlaczego akurat Turów jest kwestią sporu, a nie inne kopalnie, stwierdził, że „pojawia się pytanie, dlaczego akurat ta, a nie inne kopalnie odkrywkowe, stała się przedmiotem tak daleko posuniętych działań i niewątpliwie tutaj pojawia się kontekst lokalny”.

– Wczoraj miałem okazję przyjechać do Turowa, rozmawiałem z samorządowcami po drugiej stronie, szukając porozumienia i oni sami są również bardzo mocno zaskoczeni. Chcieliby, żeby były rozwiązania, które dawałyby szansę na długookresowe, długofalowe załatwienie tego problemu. Takie rozwiązania strona Polska położyła na stole. Były one przedmiotem potwierdzeń również pisemnych z naszej strony, był choćby protokół, który podpisali eksperci, ale też przedstawiciele samorządów jeszcze w maju tego roku. To jest nadzieja dla samorządów na to, żeby przywrócić normalne życie, przywrócić pewność zatrudnienia, przywrócić pewność środowiskową, zapewnić również środki na zwiększenie bezpieczeństwa ekologicznego regionu – mówił minister.

Podkreślił, że „niezbędne są działania ze strony samorządowców wspierające i budujące atmosferę na rzecz polubownego rozwiązania tej sprawy, tak jak to jest od samego początku intencją moją i polskiego rządu”.

Pytany o liczbę spotkań negocjacyjnych z Czechami, minister Kurtyka odpowiedział, że „od 17 czerwca było ich 12, przy czym niektóre trwały 3-4 dni”.

– To były często bardzo długie spotkania. Do tego mieliśmy wiele interakcji i zmian eksperckich, z mojej inicjatywy odbyły się dwie wizyty w samej kopalni Turów, bardzo wiele rozmów z samorządowcami. Chcemy polubownie załatwić tę sprawę. Chcemy znaleźć rozwiązanie, które będzie satysfakcjonujące dla wszystkich stron i do tego potrzebujemy partnerów – powiedział.

Dopytywany o kulisy negocjacji z Czachami, Michał Kurtyka odpowiedział, że „Polska i Czechy na początku wyszły z wolą polubownego rozwiązania tej sprawy”.

– Powiedzieliśmy, że nie ma „magicznego przycisku”, który tak złożony i skomplikowany kompleks przemysłowy może wyłączyć z eksploatacji. Pierwsze co zadeklarowałem ze strony polskiego zespołu negocjacyjnego, to nasza gotowość 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, do prowadzenia rozmów, doprowadzenia do tego, aby w interesie lokalnej społeczności, w interesie stosunków pomiędzy obydwoma krajami, jak najszybciej takie porozumienie uzyskać. Na pewno propozycje, które uzyskaliśmy były daleko idące. Wykazaliśmy się dobrą wolą w tym, żeby znaleźć rozwiązania, natomiast można sobie zadać pytanie, na ile kontekst wyborczy w Czechach powoduje, że te rozmowy mogłyby toczyć się szybciej – zauważył.

Minister pytany o to, czy wczorajsza decyzja TSUE zamyka negocjacje z Czechami, czy może wręcz przeciwnie – jest to ich nowe otwarcie – powiedział, że „Polska jest gotowa, żeby budować przestrzeń dla znalezienia rozwiązania tej sprawy, ale to rozwiązanie musi być partnerskie, musi zabezpieczać interesy lokalnej społeczności, musi stworzyć warunki dla stabilnego rozwiązania tego problemu”. – Taka będzie cały czas nasza intencja – dodał.

Pytany przez polskatimes.pl o to, co teraz Polska zrobi – czy zamkniemy Turów i nie będziemy płacić kar, czy nie zamkniemy i będziemy płacić, czy ani to, ani to – Michał Kurtyka odpowiedział, że „tak, jak powiedział premier Mateusz Morawiecki, naszym zdaniem propozycja, która została nam przedstawiona, jest nieproporcjonalna”.

– Będziemy argumentować co do wysokości tych obciążeń. Dzisiaj bardzo trudno sobie wyobrazić, w kontekście ogromnych wyzwań związanych z bezpieczeństwem energetycznym naszego kraju, aby taki kompleks przemysłowy mógł przestać funkcjonować – dodał.

Mobilnych ołtarzy jednak nie będzie?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie