Kapuściński w roli eksperta teorii poznania

Mariusz Grabowski
Polsapresse/Archiwum
Chodził przed laty po Warszawie pijaczek-intelektualista Tadeo, który jeszcze zanim został menelem, parał się m.in. uczeniem polskiego w mojej szkole. Brodaty, wiecznie zalany, dopadał znajomych w knajpach (najbardziej lubił modny na początku lat 90. klub garnizonowy na Mazowieckiej ze specjalnością: ciepła wódka i zapiekany makaron z boczkiem) i tam zadręczał poprzekręcanymi cytatami z Gałczyńskiego i Miłosza.

Miał też taką idiotyczną zabawę: zapisywał kulfonami na karteluszkach uwagi na czyjś temat i kazał odczytywać, jak już sobie wreszcie poszedł. Jeszcze kilka lat temu miałem kilka takich świstków z objawieniami typu: "Jesteś głupi, Grabowski" albo "Byłeś debilem i zostaniesz debilem". Kiedyś jednak mojemu znajomemu, dziś obywatelowi egzotycznej Kanady, a wtedy jednej z najbardziej wpływowych figur w tzw. ruchu studenckim, wypisał takie oto słowa: "Masz mordę jak cesarz Etiopii".

Czytaj też: Jak pogodzić literaturę noir z socjalizmem?

"Piszę tylko prawdę" - mówił autor "Cesarza" i pisał swoje. A ja apeluję do jego następców: lepiej odłóżcie na bok kategorię prawdy i piszcie tak, żeby po prostu dało się to przeczytać

Nie muszę chyba dodawać, że znajomy poczuł się wielce dumny z takiego powinowactwa, choć oczywiście nie było w tym za grosz prawdy. Hajle Sellasje był mikrego wzrostu, nosił wysokie obcasy i był po koptyjsku czerniawy, z jakimś zupełnie wymyślnym zarostem. On zaś przypominał raczej aryjski sen Alfreda Rosenberga, dzięki czemu wszystkie panny, jakie pojawiały się w zasięgu jego wzroku, wcześniej czy później lądowały w jego pokoju w akademiku.

Czytaj też: Rzewna ballada o niespożytym Broniewskim

Ale jakoś mi ta historia z śp. Tadeo pasuje do przeczytanej właśnie książki Marka Millera "Pisanie", zapisu rozmów z Ryszardem Kapuścińskim z końca lat 80. Bo jest tu sporo i o ostatnim cesarzu Etiopii, a jeszcze więcej o prawdzie, którą Kapuściński wywija niczym kosą. "Piszę tylko prawdę" - zaklina się raz po raz, a my po latach doskonale wiemy, że akurat w jego przypadku różnie w tym bywało.

Przyznam się, że nie do końca wiem, dlaczego autor "Cesarza", w swoim czasie całkiem poważnie rozważany kandydat na literackiego Nobla, tak bardzo się przy tej prawdzie upierał. Jeżdżąc po świecie, tworzył przecież literaturę, rzecz rządzącą się zupełnie innymi prawami niż traktaty filozoficzne, zapełniał strony fikcyjnymi postaciami, zdarzeniami i anegdotami. Dzięki czemu jego książki wciąż są strawne, nawet jeśli - tak jak w przypadku "Cesarza" - unosi się nad nimi ulotny duch marksistowskiego postępu. Dla mnie osobiście książki Kapuścińskiego mogłyby się składać z samych zmyśleń - byle zajmująco podanych.

Czytaj też: Pozostałe artykuły Mariusza Grabowskiego

Rozmowa Millera z Kapuścińskim przypomina jednak rozmowę wyznawcy z kapłanem. Jedna z minirecenzyjek reklamujących książkę, pióra Piotra Wojciechowskiego, brzmi tak: "Miller szanuje i podziwia mistrza i przyjaciela, ale jest bezlitosny". Oho, coś ciekawego, jakaś rysa na pomniku Wielkiego Autorytetu. Ale nie, brak litości Millera idzie w zupełnie innym kierunku, niż myślałem. On nie chce złapać reportażysty na jakimś kłamstewku, on typowo po dziennikarsku znęca się nad problemem, jak postawić pierwsze zdanie książki. A to przecież proste: tak, by zaciekawić czytelnika. A czy to będzie prawda, kogo to obchodzi?

Marek Miller, "Pisanie. Z Ryszardem Kapuścińskim rozmawia Marek Miller", wyd. Czytelnik, Warszawa 2011, cena 40 zł

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie