Kamiński: W 2011 roku Kaczyński zrealizował swoje plany całkowicie

Redakcja
Michał Kamiński
Michał Kamiński Bartek Syta/Polskapresse
Kaczyński swoje plany na ten rok zrealizował z dodatkowym bonusem, czyli pozbył się z partii Ziobry i Kurskiego. A to, że Jarosław Kaczyński nie chciał wygrać wyborów parlamentarnych, dla każdego, kto obserwował, co zrobił ten mądry polityk, jest jasne - mówi europoseł Michał Kamiński w rozmowie z Dorotą Kowalską.

Podobno pisze Pan książkę z Andrzejem Morozowskim. O czym mu Pan w tym wywiadzie rzece naopowiada?
Nie mogę zdradzić wszystkiego, bo zależy mi, aby ludzie tę książkę kupili.

Przypuszczam jednak, że Michał Kamiński podsumuje w niej swoje dotychczasowe życie polityczne.
Dobrze to pani ujęła. Niektórzy spodziewają się, że ta książka będzie totalnym rozliczeniem z jednym tylko okresem mojego życia politycznego, jakim było uczestnictwo w Prawie i Sprawiedliwości. Siłą rzeczy mówię o nim, również dlatego, że do tej pory na temat mojej aktywności w PiS czy pracy w Kancelarii Prezydenta opowiadali głównie moi wrogowie albo osoby mi nieprzychylne. A uważam, że mam prawo przedstawić swoją wersję wydarzeń. Ale ta książka nie będzie tylko opowiadać o mojej działalności w PiS, moje życie było dłuższe i bogatsze.

Dobrze, w książce podsumuje Pan swoją działalność polityczną, a dzisiaj spróbujemy podsumować mijający rok. Co w 2011 roku było dla Pana w polskiej polityce największym zaskoczeniem?
Było ich kilka. Z całą pewnością w wymiarze sceny politycznej takim zaskoczeniem jest wejście Ruchu Palikota do Sejmu, nie sądzę jednak, abym był w tym stwierdzeniu oryginalny, bo to było zaskoczenie dla wszystkich. Dalej - zjazd polityczny, być może chwilowy, Grzegorza Schetyny. Szczerze mówiąc, po tym, jak Schetyna lojalnie pracował w kampanii wyborczej, zakładałem, że będzie w dalszym ciągu trzymał się w czołówce Platformy Obywatelskiej. Tak się jednak nie stało i to mnie zdziwiło. Jednak pozytywnym zaskoczeniem jest dla mnie to, że Schetyna przyjął to odsunięcie bardzo mądrze: nie obraził się, nie trzasnął drzwiami, nie buntował kolegów, tylko - mówiąc krótko - wziął na przeczekanie. To mądrość dość rzadka u polskich polityków.

Skoro jesteśmy przy Januszu Palikocie i Grzegorzu Schetynie, to wyjdźmy w przyszłość. Jak Pan myśli, co może dla nich obu przynieść nowy rok, i kolejne lata w polityce? Ruch Palikota przejmie SLD i będzie numerem jeden po lewej stronie sceny politycznej?

Już dzisiaj widać, że Tusk lepiej się czuje w roli męża stanu niż lidera partii politycznej

Na to pytanie już dzisiaj odpowiedź zna Janusz Palikot. To od niego zależy - i to nie tylko dlatego, że Ruch ma jego nazwisko - jak potoczą się dalej losy tego ugrupowania. Dzisiaj lewica jest bardziej na fali znoszącej niż wznoszącej, także spoglądając na nią w wymiarze historycznym. Formuła postkomunistycznej lewicy, która jest wspólnotą biografii, moim zdaniem po prostu się kończy. Kiedyś była skuteczna, miała mądrych, co tu dużo mówić, polityków, ale dzisiaj Polska jest w nowej epoce i dla mnie przykrym, ale mocnym elementem tej epoki jest właśnie Janusz Palikot. Tyle tylko, że to, co robił Palikot do tej pory, to żenada dająca mu 10, może 12 procent poparcia. Jeśli ma ambicje być poważnym graczem na scenie politycznej, musi się dość radykalnie zmienić. Przejść ewolucję, i rodzi się pytanie, czy do takiej ewolucji jest zdolny. Czasem to, co robi, chociażby jego ostatnie spotkania z Aleksandrem Kwaśniewskim, próba racjonalnych zachowań, pokazuje, że potrafi, ale czasami jego wyskoki, na przykład te z trybuny sejmowej, powodują, że w dalszym ciągu trudno go traktować jako człowieka poważnego.

Nie lubi Pan Palikota?
Nie mam do niego sympatii. Uważam go za człowieka złego, po prostu złego, w takim elementarnym tego słowa znaczeniu. I nie chodzi mi nawet o jego poglądy polityczne, bo - szczerze mówiąc - poważnie się zastanawiam, czy jakiekolwiek poglądy polityczne posiada, ale o to, że bardzo świadomie odwołuje się do tego, co złe w ludzkiej naturze. Nie mogę Januszowi Palikotowi zapomnieć haniebnych ataków na świętej pamięci Lecha Kaczyńskiego, bo były to ataki bez precedensu w polskiej polityce. Nie ukrywam też, że dla mnie rzeczą, która Janusza Palikota po ludzku przekreśla, jest historia opisana w książce Reszki i Majewskiego. Po tragicznej śmierci pary prezydenckiej Janusz Palikot zażartował sobie, że oto zaprasza na kolację, na której serwowane będą "kaczka po smoleńsku i Krwawa Mary". Dla mnie takie żarty świadczą o tym, że ten człowiek sięgnął dna w sensie moralnym.

Powtórzę: gołym okiem widać, że formuła SLD po prostu się wyczerpała, jak wyczerpało się paliwo budowania lewicy na sentymencie do peerelu i na niechęci do przemian po roku 1989. Majstersztykiem PR-owskim polskiej lewicy w latach 90. było to, że ludzie, którzy jako grupa społeczna byli beneficjentami zmian po 1989, politycznie wykorzystywali na swoją korzyść niezadowolenie z tych reform. Dzisiaj na tym paliwie daleko się nie zajedzie: wyczerpał się, z jednej strony, potencjał SLD jako partii antywolnorynkowej, z drugiej - afery, które przecież nie były wymysłem obsesyjnych wrogów Sojuszu, przypomnę, że symboliczną z nich ujawniła "Gazeta Wyborcza", którą trudno posądzić o zajadły antykomunizm, więc owe afery w znaczący sposób obniżyły wiarygodność tego ugrupowania. Co nie zmienia faktu, że Leszek Miller jest politykiem zdolnym, ale jego niewątpliwe zdolności polityczne mogą wystarczyć na to, aby to, co zostało z SLD, wprowadzić w nową rzeczywistość. To mu się zresztą może udać. Tyle tylko, że ani Miller, ani to środowisko hegemonem na lewej stronie politycznej nie będzie. Może zagra fuzja z Palikotem, pod warunkiem że Palikotowi będzie się chciało i będzie umiał grać w poważnej polityce, a nie brać udziału w festynie.

A Grzegorz Schetyna będzie czekał spokojnie na swój czas tam, gdzie go odesłał Donald Tusk?
Grzegorz Schetyna nie dał swoim wrogom w Platformie podstaw do oskarżania go o nielojalność i tym zbudował bardzo mocny kapitał na przyszłość. Schetyna, zachowując się tak, jak się zachował, po ewidentnym upokorzeniu, jakie go spotkało, bo przecież nie ma się co oszukiwać, że tak było, stłumił emocje i czeka. Pytanie na co? Nie znam Schetyny, więc trudno mi powiedzieć. Logika by wskazywała, że jego polityczną szansą będzie kryzys przywództwa Donalda Tuska, ale czy ten kryzys nastąpi, tego nie wiemy, to zależy od bardzo wielu czynników. Tym bardziej że człowiekiem, który ten rok kończy z realnym poczuciem zwycięstwa, jest na pewno Donald Tusk.

Myśli Pan, że premier jest największym wygranym mijającego roku?
Obiektywnie tak. I chętnie tę myśl rozwinę, ale powiem wcześniej, że ten rok zadowolony kończy także Jarosław Kaczyński.

Bo przegrał szóste z kolei wybory?
Nie znaczy, że obiektywnie jest zwycięzcą, bo oczywiście nie jest. Jednak Jarosław Kaczyński zrealizował swoje plany na rok 2011.

I jakie to były plany?
Zrealizował je z dodatkowym bonusem, czyli pozbył się z partii Ziobry i Kurskiego. A to, że Jarosław Kaczyński nie chciał wygrać wyborów parlamentarnych, dla każdego, kto obserwował, co zrobił ten mądry polityk, jest jasne. Jego wrogowie oskarżający go o wariactwo czy irracjonalizm nie rozumieją, że Jarosław Kaczyński działa bardzo racjonalnie. Kaczyński decyzję o zmianie skutecznej strategii budowania wielkiej partii politycznej zmierzającej w stronę centrum i zdolnej do wygrania wyborów, bo taką strategię Kaczyński realizował wraz z grupą ludzi, których się później pozbył w czasie kampanii prezydenckiej, podjął nie z głupoty, emocji czy zaćmienia umysłu. Powód takiej decyzji był tylko jeden: on woli władzę w PiS od władzy w Polsce. Co oczywiście nie oznacza, że gdyby przy okazji miał rządzić w kraju, byłby z tego niezadowolony. Jeśli ma jednak do wyboru władzę nad Prawem i Sprawiedliwością i niepewną walkę o władzę w Polsce i niepewne przywództwo w partii, to wybiera to pierwsze. W mijającym roku swoje przywództwo w partii Jarosław Kaczyński umocnił. Pewnie chciał przegrać mniej z Platformą i pewnie poczucie satysfakcji mąci mu to, że ta porażka byłaby mniejsza, gdyby nie osobiste błędy, ale tak czy inaczej ma duży klub parlamentarny i pozbył się jedynej osoby, która mogła mu zagrozić - być punktem odniesienia dla ludzi myślących o innym przywództwie, czyli pozbył się z partii Zbigniewa Ziobry.

CZYTAJ TEŻ:
* ''Nie wiem, czy Kamiński chodził po burdelach. Chce zaszkodzić prezesowi''
* Kamiński: Kaczyński boi się ludzi, to jest jego problem
* Michał Kamiński. Dojrzał, czy prowadzi polityczną grę o przyszłość?
* ''Czy Kamiński walczy, by za brukselskie pieniądze pić kumys w Afganistanie?''
* ''Kaczyński kłamie, a nie jest niepoczytalny. To jest jego problem''

Daje Pan Ziobrze i Solidarnej Polsce jakieś szanse?
Niewielkie. Cieszę się z powstania Solidarnej Polski, bo nawet przy swojej słabości jest problemem dla PiS, umacnia bowiem Prawo i Sprawiedliwość w pozycji niezdolności do jakiejkolwiek ofensywy politycznej i zdobycia nowych wyborców.

Dlaczego?
Istnienie Solidarnej Polski powoduje, że PiS musi być zaangażowany w licytowanie się w skrajnościach z Ziobrą. Nie może sobie pozwolić na odstępstwo od tej, moim zdaniem, oszołomskiej już ortodoksji po to, by Ziobro nie zyskał pola do istnienia. Z drugiej strony, Ziobro nie może, co mądrzy ludzie mu doradzali, iść w stronę centrum i budować skrzydła prawicowego. Wtedy PiS zaatakuje go za odejście od prawicowej ortodoksyjności, zdradę ideałów. W ostatnich tygodniach widzimy to wyraźnie: obserwujemy przecież wyścig na eurosceptycyzm, ale ten wyścig i Ziobrę, i Kaczyńskiego będzie spychał na marines życia politycznego.

Ale, Pana zdaniem, to Jarosław Kaczyński ma większe atuty?
Ma nieporównanie większą charyzmę od Ziobry, jeśli Ziobro w ogóle ma jakąkolwiek charyzmę. Kaczyński jest nieporównanie bardziej inteligentny i nieporównanie bardziej zdolny politycznie od Ziobry. Co więcej, bywa skuteczny w realizowaniu swoich osobistych ambicji, a dzisiaj jego osobistą ambicją jest utrzymanie przywództwa w PiS i utrzymanie sytuacji, w której nie ma alternatywy dla Prawa i Sprawiedliwości. Już to kiedyś powiedziałem: Ziobro ma wszystkie wady Kaczyńskiego, ale nie ma jego zalet, dlatego daję mu małe szanse.

Dobrze, więc zamknijmy listę wygranych: Kaczyński, Tusk, Palikot. Ewa Kopacz?
Z całą pewnością, jest pierwszą kobietą marszałkiem Sejmu. Ale jej sukces wynika z wewnętrznych układów w Platformie, a ja, oceniając sukcesy czy porażki polityków, biorę pod uwagę ich własne dokonania, ich własne uprawianie polityki. Tymczasem pozycja Ewy Kopacz jest funkcją sukcesu Donalda Tuska, a nie jej własnego, przy całym szacunku dla Ewy Kopacz. Przecież nikt nie twierdzi, że została marszałkiem Sejmu, bo była świetnym ministrem zdrowia czy błysnęła w innych dziedzinach, prawda? W jakimś sensie wygranym jest Waldemar Pawlak, bo utrzymał funkcję wicepremiera. Bronisław Komorowski, który powolutku, bez awantur, wyrąbuje sobie własne miejsce na scenie politycznej. I na dzisiaj nie wydaje się, aby ktokolwiek mógł mu zagrozić, tak w obozie Platformy, jak w kraju. Wprawdzie do wyborów prezydenckich jeszcze daleko, ale na przełomie 2011 i 2012 roku najspokojniej na najbliższe wybory prezydenckie może patrzeć właśnie Bronisław Komorowski.

A najwięksi przegrani mijającego roku? Politycy PJN?
Chińczycy mówią, że każda dłuższa droga zaczyna się od pierwszego kroku. PJN zrobił ten pierwszy krok. Biorąc pod uwagę, że była to partia młoda, obarczona niełatwym startem, to jednak zdołała zebrać podpisy we wszystkich okręgach, a taki polityczny wyga jak Marek Jurek czy Korwin-Mikke nie dali rady tego zrobić. Oczywiście, 2 procent poparcia to nie jest wynik satysfakcjonujący, ale on pokazuje, że jakaś część ludzi, przy tak bardzo spolaryzowanej scenie politycznej, uznała, że spór PiS - Platforma jest dla Polski jałowy, i postanowiła gdzie indziej zainwestować ten głos. To był pierwszy krok. Trudno dzisiaj rozstrzygać, jak się będą układać losy PJN, ja osobiście głęboko wierzę, że w Polsce jest miejsce na racjonalną prawicę, że prawica patriotyczna, konserwatywna, oparta na wartościach nie musi maszerować pod transparentami, na których napisano, że Unia Europejska jest obozem koncentracyjnym. To transparenty obraźliwe dla milionów Polaków, którzy w UE upatrują źródła naszego sukcesu, ale także dla tych, którzy bez kompleksów, realnie czerpią korzyści w uczestnictwa Polski w UE.

CZYTAJ TEŻ:
* ''Nie wiem, czy Kamiński chodził po burdelach. Chce zaszkodzić prezesowi''
* Kamiński: Kaczyński boi się ludzi, to jest jego problem
* Michał Kamiński. Dojrzał, czy prowadzi polityczną grę o przyszłość?
* ''Czy Kamiński walczy, by za brukselskie pieniądze pić kumys w Afganistanie?''
* ''Kaczyński kłamie, a nie jest niepoczytalny. To jest jego problem''

Najbardziej przegrany polityk mijającego roku to Grzegorz Napieralski?
W jakimś sensie na pewno tak. Zdobył gorszy wynik, niż chciał, i przestał być liderem SLD, ale on jest jeszcze na tyle młody, że w jego przypadku mówienie o śmierci politycznej jest daleko przedwczesne. W życiu jest takie powiedzenie: "Co cię nie zabije, to cię wzmocni", więc nie jest wykluczone, że ten kryzys Napieralskiego wzmocni. Chociaż oczywiście w bilansie politycznym tego roku jest politykiem przegranym.

Chyba że, o czym już wspomnieliśmy, numerem jeden na tej liście będzie jednak Zbigniew Ziobro.
Z punktu widzenia swojej własnej kariery Ziobro popełnił błąd, ale w jakimś sensie go rozumiem. Sam z własnego doświadczenia wiem, że atmosfera w PiS i sposób, w jaki prezes Kaczyński traktuje ludzi, jest dla osób o pewnej wrażliwości rzeczywiście trudny do zniesienia. Więc mogę zrozumieć, że w pewnym momencie wzięły u Ziobry górę emocje, a nie czysta kalkulacja. Z drugiej strony, Ziobro nie wyszedłby z PiS, gdyby nie Jacek Kurski, który z całą pewnością doświadczał dużego dyskomfortu bycia w PiS.

Tyle że panowie przekalkulowali siły?
Ziobrę wprowadziła w błąd jego niewątpliwa popularność, nie zdawał sobie jednak sprawy, że świeci światłem odbitym. Że może być delfinem, choć prezes mu ten tytuł w swojej książce odebrał (śmiech), ale tylko wtedy, gdy odbija światło prezesa.

Polityczne wydarzenie roku?
Siłą rzeczy wybory parlamentarne. W każdym normalnym kraju, jeśli nie dzieje się nic nadzwyczajnego czy tragicznego, wydarzeniem politycznym numer jeden są wybory. Te były dla naszego kraju o tyle nietypowe, że po raz pierwszy w historii nowoczesnej, wolnej Polski przyniosły reelekcję obozu władzy. Mało tego, partia rządząca uzyskała bardzo zbliżony wynik wyborczy do tego, jaki zdobyła cztery lata temu.

I o czym to świadczy?
O tym, że największym zwycięzcą mijającego roku jest właśnie Donald Tusk. I zyskuje coraz bardziej możliwość, pytanie, czy z niej skorzysta, bycia politykiem, który mocno wyrośnie poza własną partię polityczną. Jednym z elementów sukcesu Platformy Obywatelskiej w tych wyborach było to, że PO postawiła na Tuska. Jego objazd kraju, mocne spersonifikowanie kampanii wokół premiera były, z jednej strony, relatywnym przyznaniem się do słabości partii i rządu Tuska, a z drugiej - triumfem wielkiego atutu, jakim jest premier dla Platformy. Tusk, wygrywając po raz drugi wybory, staje przed szansą uzyskania na scenie politycznej takiej pozycji, jaką swego czasu zajął Aleksander Kwaśniewski. Ale to wymaga od niego większego dystansu do własnej partii. Chociaż już dzisiaj widać, że Tusk lepiej się czuje w roli męża stanu niż lidera partii politycznej i z całą pewnością ma do tego predyspozycje. Pytanie, czy premier ten proces domknie, bo na razie skutecznie go rozpoczął.

A może ta reelekcja świadczy także o słabości opozycji?
Na pewno tak.

Jak Pan ocenia polską prezydencję, to był dobry czas dla Polski?
Myślę, że to była udana prezydencja. Biorąc pod uwagę kampanię, która toczyła się w kraju, kryzys, który przyszedł do Unii Europejskiej, i ograniczone możliwości prezydencji, nie możemy narzekać. Z perspektywy europarlamentu mogę powiedzieć, że dla miejsca Polski w świecie Tusk tą prezydencją zrobił bardzo dużo i to mu trzeba przyznać. Oczywiście, bardziej dotykam tu sfery PR-owskiej, wizerunkowej, ale temu właśnie służy prezydencja. Bilans wypada na plus, co nie znaczy, że wielu rzeczy nie można by było zrobić lepiej.

CZYTAJ TEŻ:
* ''Nie wiem, czy Kamiński chodził po burdelach. Chce zaszkodzić prezesowi''
* Kamiński: Kaczyński boi się ludzi, to jest jego problem
* Michał Kamiński. Dojrzał, czy prowadzi polityczną grę o przyszłość?
* ''Czy Kamiński walczy, by za brukselskie pieniądze pić kumys w Afganistanie?''
* ''Kaczyński kłamie, a nie jest niepoczytalny. To jest jego problem''

Czym nas przyszły rok może politycznie zaskoczyć?
Dla mnie największym pytaniem jest: czy i jak długo Donaldowi Tuskowi uda się utrzymać własną popularność i popularność własnej formacji. A jeśli mu się nie uda, kto będzie beneficjentem takiego biegu zdarzeń. I nie mam tu na myśli wewnątrzpartyjnych beneficjentów, bo ewidentnie jeśli Tusk będzie miał kłopoty, skorzysta na nich Schetyna, ale kto skorzystałby z zewnętrz. Wydaje mi się, że mocno zdefiniował się Aleksander Kwaśniewski po rozmowach z Palikotem, bo mówi wyraźnie, że na lewicy trzeba budować alternatywę dla PO. To wyznaczenie linii frontu i biorąc pod uwagę ten hak, o którym wspomniałem wcześniej - zasklepiony PiS i Ziobro w prawym narożniku - Prawo i Sprawiedliwość pozbawia się szansy zyskania na ewentualnych kłopotach Tuska i jego formacji. Więc skorzystać na nich może szeroko rozumiany obóz lewicy. Ale powiem szczerze, przy wszystkich moich zastrzeżeniach do Platformy, a jest ich niemało, dzisiaj kłopoty PO musiałyby być związane z jakimiś kłopotami Polski.

Na przykład z kryzysem?
Właśnie, kryzysem, który by w nas uderzył. Nie głosowałem na Platformę Obywatelską w tych wyborach, głosowałem na PJN, który wybrałem jako obywatel, natomiast kryzysu Polsce życzyć nie mogę. Tym bardziej że dzisiaj lewica nie ma żadnych ciekawych recept na to, jak Polskę przez kryzys przeprowadzić. I siłą rzeczy, co konstatuję z ogromną przykrością, nie ma takich recept brnąca w skrajny eurosceptycyzm opozycja prawicowa. A w tej sytuacji gospodarczej i geopolitycznej, w jakiej znajduje się Polska, polityka antyeuropejska jest polityką dla naszego kraju samobójczą. I to sobie trzeba jasno i wyraźnie powiedzieć. Niezależnie od tego, że ktoś może stwierdzić: "A, słuchajcie, polityka PiS nie była antyeuropejska, bo to PiS ostatecznie się zgodził na jeden z najbardziej proeuropejskich ruchów, jakim był traktat lizboński, i pewnie, jak Kaczyński doszedłby do władzy, to nie byłby tak radykalny jak dziś". Być może to prawda. Tyle tylko, że nie można lekceważyć kwestii wizerunkowych. Słowa, które powiedział Kaczyński, tę nienawiść, którą sieje, one nie są niezauważalne w Europie. Dzisiaj w Europie Jarosław Kaczyński nie posiada żadnych realnych sojuszników. Wygląda więc na to, że na razie alternatywy dla Platformy nie ma.

Bo Janusza Palikota jako premiera Pan sobie nie wyobraża?
Abstrahując od tego, że uważam, iż osoba o jego kondycji moralnej nie powinna być w Polsce nikim ważnym, a co dopiero premierem, dzisiaj nie wygląda na to, aby Janusz Palikot miał coś ciekawego do powiedzenia na temat państwa polskiego, oprócz walki z krzyżem. A myślę, że od walki z krzyżem nikomu w Polsce złotówki w kieszeni nie przybędzie.

Czyli, Pana zdaniem, gdybyśmy mieli sobie składać polityczne życzenia noworoczne, to trzeba sobie życzyć, żeby się lepiej nic nie zmieniło?
Ja bym chciał, żeby się zmieniło. Chciałbym, aby wyrosła alternatywa dla Platformy Obywatelskiej. Chciałbym, aby polska prawica, tak jak ją rozumiem, była prawicą, która będzie miała albo realny wpływ na to, co dzieje się w obozie władzy, albo tworzyła dla tego obozu władzy alternatywę. W dalszym ciągu uważam bowiem, że realna polityka prawicowa jest Polsce potrzebna, choćby jako tama dla Janusza Palikota i lewicy postkomunistycznej, którzy bardzo wyraźnie chcą zmienić konsensus wokół wartości chrześcijańskich, które szanował nawet Aleksander Kwaśniewski. I tego sobie życzę: aby przez polityczne gry i doraźne rozgrywki, które nie prowadzą do niczego dobrego, nie zgubiono w Polsce rzeczy najważniejszej - patriotycznej, chrześcijańskiej wizji naszego kraju.

Wideo

Komentarze 33

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
teraz łysy

Gdy aresztowano Pinocheta grupa polskich działaczy ówczesnego AWS, Tomasz Wołek, Marek Jurek i Michał Kamiński, złożyła mu prywatną wizytę w szpitalu i podarowała ryngraf przedstawiający Matkę Boską. Ich zdaniem Pinochet przysłużył się obronie praw człowieka, wolności i sprawiedliwości.

ż
żałosny oszust

to juz nie jestes faszystom? Wystraczyło napluć na Kaczyńskiego i hotowe?
Giewałt !

M
Marek

Mogę zrozumieć to że odszedł Pan z PiSu który dał Panu
bardzo dużo.Nie mogę pojąć że po odejściu nic Pan nie zrobił
dla prawicy Chyba że pragnie Pan rozbicia.Nie znam kulis
ale wniosek nasuwa się tylko jeden.Zapytam.
Czy jest Pan aż tak chory na władzę?

t
tramp

Od kiedy przestał być ortodoksyjnym PiSowcem, rzetelnie odbiera rzeczywistość.

G
Gazda z Diabelnej

Z wpisów piasiaczków i z ilości pomyj wylanych na głowę Kamińskiego jasno wynika że Kamiński ma rację

G
Gazda z Diabelnej

Z tych brudów i pomyj wylewanych na Kamińskiego jakie w komentarzach wylali wściekłe pisiaczki widać jasno że to żółć ich zalewa z czego jedyny wniosek sie nasuwa że Kamiński ma rację.

k
krzysztof

przeczytalem co napisali waldi i jol-ka i musze stwierdzic ze tumany nawet nie widza ze pan kaminski wyraza sie b.pozytywnie o przesie.znaczy to tylko ze matolectwo nie ma granic.

j
jol-ka

Koncz Wasc i wstydu oszczędz.dzieki Kaczynskiemu dostal sie Pan do europarlamentu a teraz pan na niego pluje?Wyborcy napewno juz pana nie wybiorą.Wstyd!

N
Nasz_Dziennik
Permanentny kryzys systemu polityczno-urzędniczego o nazwie Unia Europejska przypomina walkę o przetrwanie, w której liczą się tylko najsilniejsi. Nikt już nawet nie protestuje, gdy najważniejsze decyzje są obecnie podejmowane w UE w nielegalnym (z punktu widzenia obowiązujących traktatów) trybie dwustronnych spotkań szefa państwa francuskiego i niemieckiej kanclerz. Unią nie rządzą już Herman Van Rompuy ani José Manuel Barroso. Unią rządzi "Merkozy".

W zamian za rosyjskie i chińskie wsparcie finansowe UE gotowa jest oddać część swojej niezależności ekonomicznej i energetycznej. Europejscy liderzy nie potrafią od dwóch lat wydobyć z zapaści finansowej małego państwa, jakim jest Grecja. Organizacja międzynarodowa o nazwie Unia Europejska jest najwyraźniej niezdolna do zarządzania obecnym kryzysem, nie potrafi nakreślić jakiejkolwiek konkretnej drogi i perspektywy czasowej wyjścia z tegoż kryzysu. Nie ma przecież żadnej mapy drogowej wychodzenia z zapaści finansowej, nie padają żadne terminy. UE działa doraźnie: od kryzysu do kryzysu.

Wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy wbrew zapewnieniom przywódców UE obecnie wcale nie mamy do czynienia z kryzysem ogólnoświatowym. To nieprawda, że dotknął on całyą świat. Gospodarka większości krajów globu rozwija się dynamicznie. Jedynie przywódcy UE i USA od trzech lat bezsilnie załamują ręce nad "światowym kryzysem".

Były komisarz unijny Gźnter Verheugen obliczył, że firmy europejskie tracą każdego roku około 130 mld euro na sprawozdawczości przestrzegania przepisów unijnych, które są zbędne i można w każdej chwili je zlikwidować (wymiary krzywizny banana, kiedy należy zaliczyć skorupiaka do ryb itp.).

Podczas gdy w Chinach likwiduje się kolejne bariery dawnej komunistycznej gospodarki nakazowej, dzięki czemu wytwarza się coraz tańsze towary, w UE od wielu lat "produkuje się" nowe normy i przepisy, które zwiększają koszty produkcji.

Do znudzenia powtarzane hasło Tuska, że lekarstwem na kryzys będzie "więcej Europy", przypomina raczej zaklęcie politycznego szamana niż realistyczną wizję rozwiązania problemu.

Nowe kraje członkowskie są drenowane finansowo i politycznie. Polska nie miała praktycznie nic do powiedzenia w najważniejszych decyzjach UE, mimo formalnej rezydencji w Unii. Polski minister był wypraszany ze spotkań strefy euro, nawet jako obserwator.

W sprawie projektu budżetu UE oddaliśmy interes rolników zarówno polskich, jak i wschodnioeuropejskich bez najmniejszego sprzeciwu. Na koniec wreszcie polski minister poprosił w Berlinie niemiecką kanclerz, aby poprowadziła Unię w kierunku przez siebie wybranym.

Został wprowadzony w życie model zarysowany w 2001 roku przez prezydenta Jacques´a Chiraca dla Europy Wschodniej. Wówczas w Paryżu kazano nowym członkom NATO i przyszłym członkom UE milczeć i nie przegapiać okazji do milczenia.

Teraz nie tylko milczymy, lecz także sami prosimy prezydenta Merkel-Sarkozy´ego, aby wskazywał nam świetlaną przyszłość, którą mają podążać kraje Europy peryferyjnej, niezdolne do prowadzenia własnej polityki. Finansowym symbolem tego drenażu peryferii jest transfer finansów krajów uboższych na rzecz bogatszych.

Polski rząd poparł bez żadnych warunków i komentarzy transfer 6 mld euro z Polski na rzecz funduszu wspomagającego strefę euro poprzez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, na czele którego stoi Francuzka Christine Lagarde - była minister finansów w rządzie Sarkozy'.

Kraje posiadające waluty narodowe szybciej dostosowały się w UE do obecnego kryzysu niż kraje strefy euro. Dziesięć lat po powstaniu strefy euro państwa, które do niej nie przystąpiły, mają się lepiej w sferze finansów publicznych i samodzielnie szukają dróg wyjścia z kryzysu niż te, które przyjęły wspólną walutę. Nawet skrajnie uległy wobec Brukseli obecny rząd w Polsce zaprzestał mówienia o dacie wejścia Polski do strefy euro.

W samym tylko samorządzie miasta Warszawy rocznie wydaje się okrągły miliard złotych na armię urzędników. W skali całego państwa są to dziesiątki miliardów. W Unii Europejskiej jest niestety podobnie. Być może dlatego właśnie cały postpeerelowski aparat urzędniczy tak ochoczo popierał wejście Polski do UE. Postulatem jest więc redukcja aparatu urzędniczego i redukcja aktów legislacyjnych zaśmiecających prawo iduszących europejską gospodarkę.

System ekonomiczny oparty na nadmiernych regulacjach zabija wolność, a w dłuższej perspektywie bogactwo. Komunizm jest tego najbardziej smutnym przykładem. Poprzez chęć regulowania wszystkiego - od chwili kupna surowca, aż po zużycie gazów cieplarnianych w czasie jego obróbki - UE zaczyna coraz bardziej przypominać kraje starego sowieckiego Sojuzu.

Noblista Milton Friedman w 2000 roku przewidywał upadek strefy euro po 10 latach. Niewiele się pomylił. Polaków nie złamał komunizm, nie powinien więc złamać ideologiczny europeizm. Słowacy już dziś mają dosyć strefy euro. Niemcy żałują utraty swojej marki. Brytyjczycy będą bronić funta jak niepodległości. Przy obecnym kryzysie finansów europejskich dobrze już teraz przypomnieć, że naprawa finansów II RP zaczęła się od naprawy waluty i ustanowienia złotówki w 1924 roku.
I
Illy

Kamiński to gangster z Pruszkowa, czy Wołomina, bo już się gubię?

p
polo

Ja tu towar Wam reklamuję, o zakupach w Netto przypominam, czas tracąc a ty mi z takimi tekstami wyjeżdżasz.
Czy wiesz, że taka ruska papacha to ostatni krzyk mody gawiedzi PO ?
Zapylaj do Netto póki czas.
Ilość rzuconych na rynek ciepłych rosyjskich putinówek jest ograniczona, możesz nie zdążyć.

P
Paweł50

Taka wypowiedź charakteryzuje ruskiego "duraka"bo to sie ani k-py ani d-py nie trzyma.Pan Kamiński odsłania niby siebie...na razie zaczął od głowy......tylko czas leci a w polityce nieobecny i nie mający zaplecza, wypada na zakręcie,więc pewnie i na niego to wypadnie ,mozna komentować wypowiedzi bez idiotycznych wkrętów...ale ot"sobaka" mówią Rosjanie....i maja racje co do nijakiego "polo"

w
waldi

jadl prezesowi z reki

e
emes 5756

Nie będę tu zapewne oryginalny, ale przeczytałem z zainteresowaniem komentarz-wywiad Kaminskiego, tak różny od tego, co przyszło mi słuchac z jego ust od czasów, gdy startował w polityce a szczególnie wtedy gdy był w orbicie obu braci. Ja te wypowiedzi pamiętam, chluby intelektualnej mu nie przynoszą - były to bowiem głosy papugi kręcącej sie w orbicie prezesa. Tą rolę spełnia dziś rzecznik partii i pozostali dworzanie. Gdy tylko Kamiński wyrwał się spod skrzydeł prezesa odkrywamy (może wraz z Nim), że to wysoce inteligentny człowiek, ma własne zdanie i dużą przenikliwość polityczną. Nie lubię Kamińskiego, troche na tej samej zasadzie jak On Palikota (choc z innych powodów), po prostu nie jest mi sympatyczny, ale to co mówi ma rece i nogi, "trzyma sie kupy" i to trzeba przyznać i uznać. Nie pierwszy raz ostatnio. Jak to ludzie w pewnych formacjach karleją: gdy Kamiński wyszedł z PiS-u okazało sie, że ma o wiele większy format niż w partyjnym kagańcu. Moje uznanie!

p
polo

tanie ruskie papachy dla gawiedzi PO w cenie19,99 szt.
Bardzo modne, włochate, kudłate, wiązane na sznurek POd brodą.
Zachęcam wszystkich sympatyków PO do kupna takiej ruskiej papachy.
Z taką uroczą papachą na głowie, potwierdzicie swoje POparcie dla Ukochanego Przywódcy
i będziecie mogli łatwiej rozpoznawać siebie na ulicy.
19,99 to nie pieniądze, a ile radości !!!
Kamińskiemu też by się taka przydała, ochroni łysą czaszkę prze nadmiernym wychłodzeniem.

Dodaj ogłoszenie