Kamiński: Ewa Kopacz nie powiedziała ostatniego słowa. Usunięcie jej na boczny tor było błędem

Dorota KowalskaZaktualizowano 
Michał Kamiński: Żałuję, że Siemoniak zrezygnował z walki o przywództwo w PO
Michał Kamiński: Żałuję, że Siemoniak zrezygnował z walki o przywództwo w PO Fot. Piotr Smoliński
O sytuacji na polskiej scenie politycznej, nastrojach w Platformie Obywatelskiej i o tym, jak zmieni się nasza pozycja w Unii Europejskiej – mówi Michał Kamiński, polityk PO w rozmowie z Dorotą Kowalską.

Gdzie Pan był, jak Pana nie było?
W jakim sensie: nie było?

Nagle, po przegranych wyborach, jakoś Pan zniknął?
Nie, byłem kilka razy w mediach, pracowałem w Sejmie. Nigdzie nie zniknąłem.

Ale chyba mocno Pan przeżył przegraną Platformy w wyborach parlamentarnych?
Na pewno przeżyłem, ponieważ uważam, że źle się stało dla Polski, iż wygrał PiS i na dodatek wygrał w takim wymiarze. Po raz pierwszy w historii wolnej Polski jedna partia ma samodzielną większość: ma swojego prezydenta, większość w Sejmie i w Senacie. Biorąc pod uwagę charakter tej partii, to nie jest dla Polski dobre rozwiązanie. Zresztą każda partia, gdyby miała samodzielną większość stałaby przed pokusą, w przypadku Prawa i Sprawiedliwości, ta pokusa jest oczywiście większa i większe skłonności do wykorzystania tej większości.

W czym Pan upatruje porażkę Platformy?
Taka analiza by się, szczerze mówiąc, przydała. Z całą pewnością wielkim tąpnięciem dla Platformy była przegrana w wyborach prezydenckich. Do tej kampanii prezydenckiej Bronisław Komorowski ruszał, jako zdecydowany faworyt. Jego porażka wiele zmieniła. To widać po sondażach. Do maja Platforma była przed PiS-em, czasami na równi z PiS-em, w każdym razie miała gwarantowane pierwsze miejsce w wyborach, albo drugie, szła łeb w łeb z Prawem i Sprawiedliwością. Tąpnięcie nastąpiło po wyborach prezydenckich, kiedy Platforma spadła w sondażach na trzecie miejsce, za Kukiza, a jej notowanie wahały się w granicach 17 procent. W oczywisty sposób ta porażka wpłynęła źle na morale wyborców Platformy. Z Platformą jest trochę tak, jak z armią - armia jest dopóty niezwyciężona dopóki jest niezwyciężona. Platforma przyzwyczaiła ludzi do zwyciężania. Te zwycięstwa były dla wielu wyborców PO istotną legitymacją, to znaczy głosowano na PO, jako na tę partie, która stanowimy zaporę dla Prawa i Sprawiedliwości. Niestety część publicystów, także ludzi związanych z Platformą już w kampanii prezydenckiej przyjęła tezę, którą historia zweryfikowała nader boleśnie, że nie wolno straszyć PiS-em, że mówienie, iż w Prawie i Sprawiedliwości panują inne standardy niż w pozostałych partiach jest przesadą i że PO powinna od tych tematów odejść. To oczywiście była narracja, która PiS-owi bardzo odpowiadała. Bo, przypomnę, cały pomysł na zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości polegał na tym, że PiS musiał udawać, iż jest inną partią, niż jest nią w istocie.

To prawda, Prawo i Sprawiedliwość w kampanii pokazało dość pokojową, zrównoważoną i racjonalną twarz.
Dlatego kandydatura Dudy na prezydenta, dlatego kandydatura Szydło na premiera, dlatego schowanie, wyciszenie radykałów i radykalnej retoryki, łącznie z tym, że w ostatnich dniach przed wyborami zniknął ze strony Prawa i Sprawiedliwości bardzo radykalny i dzisiaj realizowany projekt konstytucji. Wtedy PiS go wycofał. Znamy inne fakty z tej kampanii: chociażby historię z kandydaturą Antoniego Macierewicza. Prawo i Sprawiedliwość chciało udowodnić podczas kampanii, że jest taką samą partią, jak każda inna. Bo problemem PiS-u było to, że wielu wyborców tak nie uważało. Ja to nazywałem „efektem Dosi”, reklamy słynnego proszku do prania.

Efektem Dosi?
Tak, zadaniem Prawa i Sprawiedliwości było powiedzenie, jak w reklamie Dosi: „Nie ma różnicy, to po co przepłacać?” Wyborcy mieli wrażenie, że po ośmiu latach rządzenia jakoś tam przepłacają za Platformę. Uważali, że PO ma wiele wad, ale te wady nie były tak ważne biorąc pod uwagę, że alternatywą był PiS. Prawo i Sprawiedliwość udawał, że radykalny nie jest, a część PO się w tę retorykę wpisała już w kampanii prezydenckiej. Inna sprawa, że trudno się robi kampanię po ósmym roku rządzenia. Nawet w dojrzałych demokracjach, rządząca partia może przeżywać jakiś kryzys. Uważam, że biorąc pod uwagę, z jakiego punktu stratowała kampania PO, przypomnę, z trzeciego miejsca za Kukizem, wynik wyborczy nie był spektakularną porażką. Pani premier Kopacz zdołała wyciągnąć tę partię na wynik ponad 24 procent poparcia, trzy razy więcej zdobyła PO w tych wyborach, niż Nowoczesna, dzisiaj te proporcje się nieco zmieniły.
Swoją drogą, pani premier Ewa Kopacz też się usunęła w cień.
Taka była wola partii. Myśmy w jakimś sensie odpowiadali za tę kampanię i wynik wyborczy. Byłem małym trybikiem, ale absolutnie biorę całą odpowiedzialność za to, co robiłem, jako osoba nadzorująca centrum informacyjnego rządu i odpowiadająca za wizerunek pani premier. Więc taka była wola partii i pani premier ją uszanowała.

A jaka była wola partii?
Że trzeba dokonać wymiany. I ta wymiana się dokonała.

Grzegorz Schetyna będzie dobrym szefem Platformy?
Mam nadzieję, że tak.

Pan ma wielu wrogów w Platformie, zwłaszcza wśród ludzi Grzegorza Schetyny. Nie boi się Pan, że będzie teraz sekowany?
Nie wszedłem do żadnych delegacji zagranicznych, nawet do ukraińskiej, do której mam ewidentne kompetencje. Jestem zwykłym, szeregowym posłem, nie ma za bardzo mnie z czego wycinać, prawdę mówiąc. Nie boję się sekowania, bo w sensie towarzyskim radzę sobie, a w sensie politycznym, jak powiedziałem, nie ma za bardzo jak sekować. Skąd inąd uważam, że mogę się Platformie przydać. W Platformie winna obowiązywać dzisiaj zasada: wszystkie ręce na pokład, bo z jednej strony mamy silny PiS, który buduje Polskę sprzeczną z wizją, którą ma Platforma Obywatelska, a z drugiej strony mamy bardzo silnego Petru, który na dzisiaj wygrywa z Platformą. Wydaje mi się, że w PO wszyscy są potrzebni. Platforma będzie miała za moment za sobą wybór nowego szefa i to od szefa zależy, jak będzie budował drużynę, ale myślę, że rozsądek każe łączyć, nie dzielić.

Dlaczego Tomasz Siemoniak ustąpił z pola walki, jak Pan myśli?
Nie rozumiem tej decyzji, ale znam się na Platformie na pewno mniej niż Tomasz Siemoniak. Żałuję, że wycofał się w z wyborów na szefa partii, bo głosowałby na niego. Ale teraz, każdy, kto dobrze życzy Polsce i Platformie Obywatelskiej musi trzymać kciuki za to, żeby się Schetynie udało.

Ciężko będzie! Nowoczesna wyraźnie was wyprzedza, a Ryszard Petru wyrasta na lidera opozycji.
Jeżeli na czele partii stoi polityk, który jest najpopularniejszym politykiem PO, a takim była pani premier Ewa Kopacz, czego dowodem był najlepszy wynik Ewy Kopacz w wyborach do Sejmu, bo pokonała w personalnym pojedynku w Warszawie Jarosława Kaczyńskiego, to partia ma spore szanse na wyjście z kryzysu. Dlatego uważam, że usunięcie pani premier na boczny tor było błędem. Powtarzam: to na nią głosowali wyborcy, do niej mieli zaufanie, zresztą nawet krytycy przyznawali, że wykonała pracę gigantyczną i ta jej praca bardzo pomogła Platformie, bo wyprowadziła PO z kryzysu po wyborach prezydenckich.

I jak się Ewa Kopacz czuje na tym bocznym torze?
Nie jestem upoważniony do tego, aby o tym mówić. Pani premier Ewa Kopacz jest bardzo aktywna w pracy parlamentarnej, jest aktywnym członkiem komisji zdrowia, ma niekwestionowane kompetencje w tej dziedzinie. Myślę, że Ewa Kopacz nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. W Polsce przyjęła się taka tradycja, i to nie jest zła tradycja, że funkcja byłego premiera jest jednak funkcją szczególną. Premierów mamy kilku i każdy z nich odgrywa rolę polityczną długo po tym, jak przestaje być premierem. Każdy były premier jest w takiej sytuacji w Polsce, więc liczę na to, że pani premier Kopacz nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, że będzie potrzebna Platformie. Prawdopodobnie do wyborów są jeszcze cztery lata, trudno powiedzieć, jak będzie wyglądać wtedy polska scena polityczna. Dzisiaj bardzo istotnym momentem kształtującym scenę polityczną jest ordynacja wyborcza, prawda? Bo ona siłą rzeczy wpływa na kształt polskiej sceny politycznej. Jeżeli prawdą jest, a tak wynika z informacji, jakie do nas docierają, że PiS będzie chciał zmienić ordynację wyborczą, wprowadzić 230 okręgów jednomandatowych do Sejmu, a druga połowa mandatów będzie rozdawana w listach proporcjonalnych, czyli będzie obowiązywać ordynacja trochę mieszana, to z całą pewności 230 jednomandatowych okręgów do Sejmu, i to moja prywatna opinia, będzie wmuszało powstanie bloku całej opozycji przeciwko Prawu i Sprawiedliwości. I być może zmiana tej ordynacji odbije się Prawu i Sprawiedliwości czkawką. Bo dzisiaj sondaże, nie najlepsze dla Platformy, pokazują, że szeroko rozumiana opozycja, od lewicy po Platformę i Nowoczesną, cieszy się większym poparciem niż PiS. A więc wydaje mi się, że jest rzeczą fundamentalną, jeśli zostanie zmieniona ordynacja, aby opozycja w tych 230 okręgach wystawiła po jednym kandydacie po prostu.
Jakimś pomysłem, przynajmniej zdaniem ekspertów jest to, żebyście połączyli się z Nowoczesna. Pan to uważa w ogóle za możliwe? Taki pomysł istniej?
Pewnie w różnych środowiskach istnieje. Ale jest też tak, że dzisiaj Ryszard Petru niesiony jest sukcesem. Jemu kryzys Platformy po przegranych wyborach, z całą pewnością pomógł, ale tego rodzaju pycha może się zwrócić przeciwko Ryszardowi Petru. Przypominam sobie doskonale, jak w roku 1995, po wyborach prezydenckich, w których Jan Olszewski zrobił bardzo dobry wynik, jego Ruch Odbudowy Polski dochodził w sondażach do 20 procentowego poparcia, na tle rozproszonej prawicy to był duży sukces. Pamiętam też, jak Jacek Kurski, który był rzecznikiem Jana Olszewskiego ukłuł, jak zwykle taką zręczną formułkę, że jest cała tablica Mendelejewa partii prawicowych i nie ma sensu się z nimi dogadywać, bo to Olszewski rośnie w siłę. Olszewski się z nikim się nie dogadał, a w tym samym czasie Marian Krzaklewski całą tę tablicę Mendelejewa zjednoczył wokół siebie i wygrał wybory w 1997 roku. To jest nauczka dla każdego, bo sondaże bywają kapryśne. A myślę, że tego, czego ludzie oczekują dzisiaj, zarówno wyborcy Platformy jak i Nowoczesnej, także w dużym stopniu wyborcy lewicowi, także ci, którzy zniechęcenie nie poszli do wyborców i dzisiaj są zasmuceni tym, co widzą, dla nich podstawowym kryterium nie będzie kryterium partyjne, ale pytanie, czy opozycja do wyborców przedstawi taką ofertę, która odsunie PiS od władzy.

A Pan jest zasmucony tym, co widzi?
Jestem zasmucony tym, co widzę, bo uważam, że Polska doznaje uszczerbku na arenie międzynarodowej. Mam taką refleksją: jestem ostatnim, który przypisywałby Jarosławowi Kaczyńskiemu szaleństwo, co jego przeciwnicy nader chętnie czynią, nie mając racji. Otóż, o tym, że Jarosław Kaczyński nie jest szaleńcem świadczy fakt, iż zrozumiał, że musi do wyborów pójść pod przykrywką. Szczerze mówiąc, nie wierzyłem, że to zrozumie. Ale zrozumiał, wystawił Dudę, wystawił Szydło, zmienił retorykę partii: stonował ją, wyciszył. Zrozumiał, że aby wygrywać wybory w Polsce w takim układzie społeczny, jak jest musi udawać kogoś innego. Dzisiaj przestał udawać i godzi się z tym, że PiS zanotował spadki w sondażach, wrócił do poziomu normalnego dla tej partii w ostatnich latach, więc twierdzę, że ponieważ nie jest szaleńcem zakłada, iż tak zmieni sytuacje społeczno-polityczną w Polsce, że następnych wyborców już nie przegra. Oczywiście jest pytanie, co Kaczyński rozumie pod pojęciem tej zmiany, poczynając od wyeliminowania Trybunału Konstytucyjnego, poprzez przejęcia mediów, na zmianie zmianę ordynacji wyborczej kończąc. Moim zdaniem, w założeniu Jarosława Kaczyńskiego, te zmiany mają mu pomóc wygrać kolejne wybory. I dopóki nie zamierza niczego robić w sposób nie demokratyczny ma do tego prawo, bo to jest rolą każdej partii politycznej, żeby wygrać kolejne wybory. Natomiast ja i wielu Polaków mamy, myślę uzasadnione obawy, czy plan Jarosława Kaczyńskiego dla Polski mieści się w tym, co rozumiemy, jako normalną, zachodnią demokracji.

Nie uważa Pan jednak, że reakcja Europy na to, co dzieje się w Polsce jest nazbyt histeryczna?
Nie uważam. Odrzucam myślenie, że reakcja Europy wobec Polski, to coś zewnętrznego. Nie! My jesteśmy częścią UE. My także interesujemy się tym, co się dzieje w innych państwach UE. Pamiętam, jak części polityków PiS, w czasie, kiedy byłem w PiS, protestowała przeciw przyjęciu przez Holendrów ustawy o eutanazji. Nie mieliśmy poczucia, że się wtrącamy w nieswoje sprawy, bo Europa jest wspólnym dobrem. Więc osobiście odrzucam podejście, które zakłada, że UE jest jakimś tworem zewnętrznym. Nie jest! Polacy zasiadają w europarlame-ncie, mają swojego komisarza, teraz mają jeszcze tę ekstra premię w postaci prezydenta Rady Europejskiej, dostajemy gigantyczne fundusze z tej organizacji, Polska na członkostwie w UE ewidentnie korzysta. W związku z tym nie widzę niczego dziwnego w tym, że inni interesują się tym, co dzieje się w Polsce. Jesteśmy do krajów Unii ważnym partnerem, jesteśmy ważnym rynkiem. Niemcy wysyłają na do nas prawie tyle towarów, co na rynek rosyjskiej, a więc z punktu widzenia eksportu niemieckiego, Polska jest dla Niemców prawie tak samo ważnym partnerem jak Rosja. Jest więc jasne, że dla Niemiec, czy innych krajów UE jesteśmy po prostu bardzo ważnym partnerem i to, co dzieje się w Polsce nie jest dla nich bez znaczenia biorąc pod uwagę także sytuacje na wschodzie.

Jak Pan ocenia wtorkową debatę o Polsce na forum parlamentu europejskiego?
Pokazała, że dla przytłaczającej części tych, którzy tworzą jądro Europy, od lewicy do centroprawicy, to co dzieje się w Polsce budzi w różnej skali niepokój. Natomiast ci, którzy bronili dzisiaj Polski, oprócz samego Prawa i Sprawiedliwości, to skrajna prawica. I taka jest brutalna rzeczywistość, że najbardziej skrajne siły w Europie, dzisiaj Polski bronią. Dla mnie w tej debacie niezwykle ważne słowa powiedział szef frakcji liberałów Guy Verhofstadt, który zawsze był wyczulony na rosyjski imperializm i zawsze był sojusznikiem europejskiej solidarności względem Rosji. Verhofstadt stwierdził, że Putin cieszy się z polityki, jaką prowadzi dzisiaj polski rząd. I ma w tym sporo racji.

Myśli Pan, że Jarosław Kaczyński przejmuje się tym, co ma do powiedzenia Unia Europejska?
Nie. Myślę, że się nie przejmuje. On Europy nie rozumie. On cały czas, moim zdaniem, tkwi w tym archaicznym myśleniu, że Unia jest czymś zewnętrznym, że Bruksela, to taka Moskwa za peerelu. Pewnie do końca tak nie uważa, nie byłbym uczciwy, gdybym tak powiedział, ale Kaczyński nie rozumie, że UE, to jedna, wielka rodzina, w której obowiązują pewne standardy.

Beata Szydło i Andrzej Duda też tego nie rozumieją?
Mam wrażeni, ale to takie wrażenie poza werbalne, że do prezydenta, a zwłaszcza do jego otoczenia, zaczyna odcierać jedna przykra prawda, że cenę za to, co się dzieje ponosi Andrzej Duda, a zdaje się, że on polubił bycie prezydentem. O ile jest kwestią dyskusyjną, czy PiS wygrałby dzisiaj wybory, gdyby odbyły się przyspieszone wybory do Sejmu, to śmiem twierdzić, że dzisiaj w II turze Andrzej Duda nie wygrałby ani z Bronisławem Komorowski ani z żadnym innym normalnym kandydatem. Jeśli nie dociera to do samego Andrzej Dudy, to dociera to do jego otoczenia, które też polubiło być otoczeniem prezydenta.

Prezydent Duda nie dostrzega, że traci poparcie?
Dostrzega, ale nie ma innego wyjścia. To jest taka psychologiczna sytuacja, w której z jednej strony Duda myśli sobie tak: „Gdyby nie ja, PiS nie wygrałby wyborów prezydenckich.” Kaczyński nie miałby szans, innego kandydata oprócz Dudy też za bardzo nie było. Z drugiej strony Kaczyński może sobie myśleć tak: „Ja tego młodego człowieka zrobiłem prezydentem i gdyby nie ja, on by tym prezydentem nie był.” I paradoksalnie obaj mają w tej logice racje, ale obaj patrzą przed swoją perspektywę. Kaczyński wymaga od Dudy lojalności, bo go tym prezydentem zrobił.
Ale przecież Andrzej Duda widzi, że odwróciło się od niego nawet jego środowisko naukowe z Krakowa?
Widzi, ale jest dzisiaj uzależniony od Prawa i Sprawiedliwości. Nie ma w sobie charyzmy, ani woli politycznej, siły, żeby wybić się na niezależność. Podejrzewam, że jedną z cech, który Kaczyński brał pod uwagę, a przecież Dudę zna, było ta, którą u niego wiedział: wiedział, że Duda się na niezależność nie wybije.

A Beata Szydło się wybije?
Nie przypuszczam, żeby Beata Szydło, jako premier wytrzymała do końca kadencji. Ani w PiS-ie, ani poza PiS-em nikt nie ma wątpliwości, że nie jest samodzielnym tworem na polskiej scenie politycznej.

Jak rozwinie się sytuacja w kraju?
Bardzo wiele zależy od sytuacji ekonomicznej, międzynarodowej. Od tego, czy powstanie taki blok przeciwko PiS. Nie chodzi mi nawet o blok partyjny, ale obudzenie się społeczeństwa obywatelskiego, którego przejawy widzimy. Te reakcje nie mogą być przesadne, ani histeryczne, bo jak się będzie dziesięć razy krzyczało, że wilk zabija owce, to za jedenastym razem, jak wilk naprawdę przyjdzie po owce, nikt się nie rzuci, żeby ją ratować. Trzeba racjonalnie działać, ale i twardo. Jestem zwolennikiem tego, aby społeczeństwo obywatelskie protestowało tam, gdzie może przeciw polityce PiS. Ja biorąc po uwagę logikę Jarosława Kaczyńskiego myślę, że może przesadzić w pewnym momencie. I jeśli przesadzi, nie wiem, czy wszyscy w PiS-ie będą chcieli żyrować jego politykę. Na razie Kaczyński stosuje mądrą taktykę, taktykę znaną z postępowania różnych dyktatorów, nie chcę zarzucać Kaczyńskiemu, że jest dyktatorem, na pewno ma zadatki, teraz jednak robi wszystko, aby jak najwięcej ludzi było umoczonych w jego politykę. Wszystko po to, aby nie powtórzyła się sytuacja, kiedy w czasie jakiegoś kryzysu zaufania do PiS-u, doszłoby w partii do jakiejś wolty. A taki kryzys może nadejść, bo sytuacja wewnątrz Polski będzie cały czas niestabilna i w pewnym momencie to będzie pracowało na niekorzyść rządu, bo kiedy rząd kojarzy się z notorycznym konfliktem awanturą, odstrasza to wyborców. Ci wybierają rząd, żeby w kraju był spokój, a nie wieczna rewolucja. Jarosław Kaczyński jak prześledzimy 25 lat jego polityki cały czas miał kłopot z tym, że mu się ktoś odłączał, ktoś go opuszczał, bo miał dość.

Co zrobi z tym wszystkim Europa?
To co robi Europa zależy w dużej mierze od tego, co zrobi Jarosław Kaczyński, czy się cofnie, czy pójdzie jeszcze dalej.

A cofnie się, czy pójdzie jeszcze dalej?
Mam obawy, że pójdzie dalej. I starałem się to już wyjaśnić, na zasadzie logicznej analizy: ponieważ zarzucił politykę udawania, znaczy, że zakłada, iż nie straci władzy. Jest wilkiem, który już wszedł do babcinego domu, teraz ten wilk najwyraźniej uważa, że już drugi raz nie będzie musiał pukać do babci i przekonywać, że jest czerwonym kapturkiem.

No tak, ale co może Europa?
Nie ma co na ten temat spekulować. Ja wiem jedno: straciliśmy na tym najważniejszym dla nas geopolitycznym kierunku polityki wschodniej. Poprzez postawienie podejrzeń nad naszymi standardami demokratycznymi, realną izolację w Europie, pozbawiamy się wpływu na politykę wschodnią, zwłaszcza na politykę wobec Ukrainy. I mogę powiedzieć, nie ujawniając nazwisk, jest to przedmiot troski wielu ważnych polityków na Ukrainie. Nie dlatego, że mają wątpliwości, iż PiS jest proukraiński, byłby ostatnim, który powiedziałby, że nie jest. Problem polega na tym, że wszystko inne, co robią politycy PiS podważa naszą wiarygodność w Europie. Nasz wpływ na politykę UE jest coraz mniejszy.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 17

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

a
amen

by te zakichane - antypolskie partie, dostały w następnych wyborach takiego kopa, żeby wraz z tym grubasem musiały lizać rany !

J
January

"Mumia powraca"?

J
January

luźna kupa (tatarska)

G
Gość

JAK BY JOM MERCKELKA NIY ZATRZIMAŁA TO BY PRzEz POt W BERLINIE PRzessKOczYŁA jak twBOLLEK=WYGRYZŁABY TUSKa I ZOOstaŁABY PIER WSZOM AFOM JEWRIOPY.

G
Gabriel

Uważam zdecydowanie i nie dam się przekonać, że ocena b. Premier Pani Kopacz
jest głęboko krzywdząca. Najbliższy okres będzie tej tezy sprawdzianem.

w
wyobrazić sobie

co myślę patrząc na tego uśmiechniętego pucka

A
ALA43

Kopacz POwinna w końcu powiedzieć mieszkańcom RADOMIA i przeprosić , jak to się stało , że jej niby to jej rodzinne miasto ,które ją wykreowało ,gdzie skończyła tam tylko liceum , dostał przez 10 lat tylko 60 mln. pomocy z U. E. , KIELCE 4 500 MLN.ZŁ WARSZAWA 90% POMOCOWYCH ŚRODKÓW Z U.E. Przecież piastowała najwyższe funkcje w tej znikającej wreszcie wraz z PSL-em ze sceny politycznej partii, godziła się na niegodziwy podział środków z U. E. Była udziałowcem ze swoimi poplecznikami z za biurka takiej sytuacji , że RADOM i OKOLICE PRZEZ TE LATA ZUOBOŻONO PONAD DWA I PÓŁ RAZA !!!!Przecież z pełną świadomością była działaczką w polityce co najmniej 26 lat , teraz nagle misio sonduje , czy można ją jeszcze reaktywować.

a
aron

zadaniem tego zaprzańca jest oddanie stolca na Polskę i Polaków

J
Jack NH

Kamiński, nie pij tyle. Alkohol zlasował ci już mózg. "Mało co rozśmieszyło mnie w ostatnim czasie jak to, że Platforma stawia ultimatum prezydentowi. Mają chłopaki poczucie humoru. Platforma dziś krzyknęła: „Przestańcie, bo popełnimy seppuku!”. Trzeba być kompletnym idiotą, by grozić dziś czymś, co oznaczałoby kompletne pognębienie tej formacji. Platforma została już nagrodzona sondażem na wysokości 12 procent".

s
spokojny

Kopacz czy Schetyna. Dajcie spokój ze starymi garniturami i zgranymi kartami.
Potrzeba nowego rozdania z nowej talii. Proponuję dla PO: zróbcie fuzję o nazwie Nowoczesna Platforma i pod wodzą Petru idźcie dalej zjednoczonym blokiem centrowym.
Inaczej, pojedynczo, nie macie szans na wygranie z PiS-em, który tak właśnie zjednoczył prawicę.

r
robert

j.w.

G
Gość

Ja wprawdzie nie w żadnym klubie "Misia", jednak powiem czytelnie: rzeczony Kamiński ma swoją rację, chociaż i teraz ma ją na odwrót. Intencje "Misia" daje się doskonale wyczuć, a nimi są: "Miś" Kamiński przy boku lady Kopacz pozyska osobistą szansę na dalszą kasę z budżetu i inne profit. Ale tutaj sam "Miś", dążąc do tej beczki miodu, siebie właściwie nie docenia.

Otóż, nigdy żadna lady Kopacz nie wyciągnie PO na powierzchnię, i kiedy PO osobiście rozłożyła. Np. mielonymi i serwowanymi w Pendolino, zaczepianiem Kanadyjczyków na dworcu po polsku, skłócaniem obywateli i członków partii, czy schodzeniem wężykiem z purpurowego kilimu w Berlinie, etc. Times przydzielił na wpis 3800 znaków, a "sukcesy" lady Kopacz znacznie ten przydział znaków przekraczają.

Jeśli ktoś w PO jest zdatnym do wyciągnięcia PO z jej obecnych czeluści na właściwą drogę, oraz szybkiego odebrania zasobów PO i zagarniętych przez Petru... jest nim właśnie sam "Miś" Kamiński. Natomiast lady Kopacz, i po wyborze "Misia" Kamińskiego na CEO w PO, pozostaje szefową klubu PO-ch ladies. Ostatecznie, nie tylko u lady HGW jest: stosowny wiek, apodyktyczność, kłótliwość, rygorystyczność...

Kandydat Schetyna, tak na siłę wtykany i preferowany w mediach jako ten CEO w PO, powinien w PO służyć jako kurier poczty PetruPO & PO do komnat w Brukseli. Tajemnicą poliszynela, Król Europy nie optuje w tercecie rodzaju: Kopacz-Petru-Schetyna.

G
Gość

Wracajcie do Berlina zameldować swoim szefom ,że Polaka już nie będzie niemiecką kolonią . I zabierzcie ze sobą tego rumuńskiego przybłędę petru . Won zdrajcy !

o
oko

2014r w wyborach samorządowych,
wszyscy urzędnicy od Waltz od Kozłowskiego z UW oraz z ministerstw mieli zaświadczenia i głosowali po dwa trzy razy w różnych komisjach a i tak śmierdziele z PO przegrali?

S
Sten

Nie wiem, kto gorszy, ten łysy zdrajca, czy ta beznadziejna kobieta..?

Dodaj ogłoszenie