Kamil Haidar: Radykalny islam to daleko idące zło

Rozmawiał Paweł GzylZaktualizowano 
Mateusz Owczarek i Kamil Haidar – czyli duet Lion Shepherd
Mateusz Owczarek i Kamil Haidar – czyli duet Lion Shepherd Fot. Wiktor Franko
Rozmowa z pochodzącym z Syrii, wokalistą i gitarzystą, Kamilem Haidarem, z zespołu Lion Shepherd, o jego nowej płycie „Heat”.

- Zanim pojawił się Lion Shepherd, działałeś w Maqamie. Co się stało, że mimo, iż wszystko dobrze szło, zespół ten zakończył działalność?

- Tamta grupa było stricte rockowym kwartetem. Z czasem przestał być on otwarty na eksperymenty. Zacząłem więc tworzyć nową muzykę z gitarzystą, który wspomagał nas tylko na koncertach – Mateuszem Owczarkiem. W założeniu miała to być nowa płyta Maqamy, wydana po europejskiej trasie koncertowej w 2013 roku. Eksplorowaliśmy przede wszystkim dźwięki z kręgu world music, a reszta zespołu chciała pozostać przy rocku. Postanowiliśmy więc z Mateuszem pójść swoją drogą. Tak powstał Lion Shepherd.

- Pozostaliście w duecie, na kolejne płyty zapraszając innych gości. Dlaczego wolicie pracować w takim układzie?

- W zespołach jest tak, że tam gdzie jest dwóch – naprawdę są trzy zdania, a tam gdzie trzech – pięć opinii (śmiech). Aby móc swobodnie eksperymentować pozostawiliśmy więc kwestię składu zespołu otwartą. Korzystamy z muzyków sesyjnych, zapraszamy gości do studia i na koncerty. Przynosi to ciekawe efekty: bo te same utwory brzmią potem podczas kolejnych występów zupełnie inaczej.

- Lion Shepherd i Maqamę łączy wykorzystywanie muzyki etniczej z Bliskiego Wschodu. To dlatego, że pochodzisz z Syrii?

- Wychowywałem się w Syrii, potem mieszkałem długi czas w Libii z rodzicami, którzy są lekarzami. Stąd te dźwięki nie są mi obce, podobnie jak historia i kultura tamtego regionu. O ile jednak w Lion Shpherd są one podstawą brzmienia, tak w Maqamie były tylko dodatkiem do rocka.

- Dlaczego nie wykonujecie „czystej” muzyki etnicznej z tamtego regionu, tylko nadal łączycie go z innymi gatunkami?

- Po pierwsze: nie chcemy się zamykać. Eklektyzm to definicja muzyki naszego zespołu. Ostatnio sięgnęliśmy nawet po wpływy hinduskie czy irlandzkie. Po drugie: Mateusz nie jest Arabem, więc dla niego to są rzeczy nabyte. Ja, choć poznałem tę muzykę w naturalny sposób, nie jestem również specjalistą w tej dziedzinie. Próbując więc grać „czyste” etno z tamtego regionu, nie bylibyśmy szczerzy.

- Po koncertach u boku Riverside wiele osób uznało Lion Shepherd jako zespół prog-rockowy. Zgadzasz się z tym?

- To stało się siłą rzeczy, bo publiczność Riverside musiała nas jakoś umiejscowić w swej percepcji. W takim rozumieniu nie jesteśmy zespołem prog-rockowym, bo nie hołdujemy klasyce tego gatunku z lat 70. Interesuje nas jednak progres – jako ciągły rozwój muzyczny. Zostaliśmy więc zaakceptowani przez tę widownię i staliśmy się swego rodzaju „rodzynkiem” na tej scenie.

- Koncertowe doświadczenia miały duży wpływ na kształt Waszej nowej płyty?

- Bardzo. Pierwsza płyta miała bardzo studyjny charakter. Ta druga zawiera już jednak doświadczenia zespołu po koncertach. Zagraliśmy bowiem nie tylko z Riverside, ale też choćby na Przystanku Woodstock. Dzięki temu „Heat” jest surowszy i prostszy, bardziej organiczny. Bo umieszczone na płycie utwory zostały napisane po to, aby je grać na żywo.

- Mają one też bardziej piosenkowy charakter, to nie są już transowe kompozycji, jak na debiucie.

- Ja lubię formę piosenki: melodię, refren, pozytywną energię. I taka jest też ta płyta. Ale myślę, że na kolejnym albumie znów wrócimy do transowego grania.

- Większość słuchaczy znając Twoje pochodzenie myśli pewnie, że w swoich tekstach poruszasz dziś ważną kwestię uchodźców z Syrii. Tymczasem jest inaczej.

- Ta płyta była naznaczona dwoma skrajnymi wydarzeniami w moim życiu. Z jednej strony urodziło mi się pierwsze dziecko, a z drugiej – niespodziewanie zmarł mój kolega, Piotr Grudziński z Riverside. Dlatego teksty z „Heat” przeniknęły bardziej metafizyczne rozważania. Zadaję w nich podstawowe dla każdego człowieka pytania. Dokąd zmierzamy? Jaki jest sens życia? Co dzieje się z nami po śmierci? Nie jesteśmy bowiem zespołem zaangażowanym politycznie, choć mamy bardzo wyraziste poglądy polityczne.

- Wydaje mi się, że Twoje teksty są na tyle uniwersalne, że mogą się w nich odnaleźć zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie, a nawet agnostycy. Jak duchowość jest Ci najbliższa?

- W młodości, mama, która jest katoliczką, wychowywała mnie i brata w religii chrześcijańskiej. Nasze naturalne otoczenie stanowili jednak muzułmanie. Chodziliśmy do arabskiej szkoły i przerabialiśmy Koran. Może dzięki temu żaden system religijny mnie nie wciągnął i mam na nie trzeźwe spojrzenie z zewnątrz. To chyba coś unikatowego w dzisiejszych czasach i bardzo sobie to cenię.

- Trudno nie zapytać Cię przy okazji naszej rozmowy o stosunek do imigrantów. Przyjmować ich w Europie czy pomagać na miejscu?

- Na pewno trzeba rozwiązywać problemy tam. Dlatego mam żal do bogatych państw arabskich, które wykazują dużą ignorancję, jeśli chodzi o sytuację w regionie. Europa powinna zachować się jednak humanitarnie – czyli przyjmować uchodźców wojennych, ale nie przyjmować imigrantów i ekstremistów, którzy się pod nich podszywają. Nie jestem więc za tym, aby wpuszczać wszystkich tych, którzy płyną do nas na łodziach. Radykalny islam to daleko idące zło, które trzeba zwalczać. I zgodzi się ze mną każdy umiarkowany muzułmanin. Bo jeżeli się do kogoś przyjeżdża, trzeba uznawać wyznaczone przez niego zasady. Tak było w przypadku mojej rodziny. Mój ojciec mieszka w Polsce od 42 lat – i jest jedynym Syryjczykiem odznaczonym dwukrotnie przez prezydenta innego Państwa. To oznacza, że Arab może się zasymilować i żyć normalnie w kulturze europejskiej.

- Jak widzisz przyszłość Lion Shepherd?

- Śpiewamy po angielsku, bo chcemy mieć szansę zaistnieć na Zachodzie. Zresztą przerzucamy już coraz więcej mostów. Mamy dystrybucję nowej płyty w Anglii czy w Niemczech. Za chwilę ruszamy z koncertami do Skandynawii. Ekspansja poza polski rynek – to nasz cel numer jeden. Nie chcemy jednak zaniedbać naszych odbiorców nad Wisłą. Tym bardziej, że bardzo lubię tutaj grać.

WIDEO: Dlaczego kupujemy tyle leków bez recepty?

Autor: Dzień Dobry TVN, x-news

Wideo

Materiał oryginalny: Kamil Haidar: Radykalny islam to daleko idące zło - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3