Kamasutra nad stawem

Marzenna Nowakowska
Są jednymi z najlepszych lotników wśród owadów. I jednymi z najszybszych.

W południe nad moim stawem trwa orgia. Dziesiątki ważek oblegają wilgotne brzegi i każdą wynurzoną roślinę. Najwięcej jest par niebieskich i zielonych. Czasem przeleci ważka czerwona albo naznaczona migocącą metalicznie czernią. Siedzę na wielkim dębowym plastrze, obok Bryś i koty, słońce przypieka, a my nie możemy oderwać wzroku od miłosnych zapasów gatunku… właściwie nie wiem jakiego - nimfy stawowej, łątki dzieweczki, łątki jeziornej? W Polsce jest blisko 70 gatunków ważek, w tym kilka niebiesko-zielonych, różniących się tak drobnymi detalami, że trzeba je oglądać pod lupą. Robota jak dla jubilera. Żeby ją wykonać, trzeba ważkę uwięzić. Nie śmiem przeszkadzać zakochanym.

Gra wstępna zaczyna się w momencie, kiedy do lecącej zielonej samicy zbiega się gromadka niebieskich samców. Ona ucieka, one ją gonią. Wreszcie jeden dopada, zbliża końcówkę odwłoka do głowy wybranki i zaciska na jej "szyi" cos, co nazywa się niewinnie przysadkami odwłokowymi, a co pełni rolę kleszczy uniemożliwiających ucieczkę. Od tej chwili szczęśliwiec i jego więźniarka fruwają połączeni, w tak zwanym tandemie. Zwykle trwa to kilka godzin. Reszta kawalerów nie czeka. Odlatują w poszukiwaniu wolnej panny.

Po południu większość ważek lata już w tandemach, choć w różnych pozycjach. Pierwszą jest "pociąg" - samiec frunie pierwszy, ciągnie za sobą partnerkę i szuka wygodnego miejsca na intymne chwile. Druga - "pętla na patyku" - ma miejsce zaraz po wylądowaniu. Kochanek, trzymając samicę na uwięzi, dotyka własnym "brzuchem" do końcówki "ogona". Po co? Ważki to jedyne owady, których tak zwany aparat kopulacyjny, czyli penis, znajduje się z dala od miejsca tworzenia nasienia. Zanim dojdzie do zbliżenia, muszą zdeponować w drugim segmencie odwłoka, tuż za tułowiem, świeży zapas plemników wyprodukowanych i spakowanych w pakiety w segmencie dziewiątym. Gdy samiec się z tym upora, kolej na ruch więźniarki. Wygina wdzięcznie odwłok, zbliżając jego końcówkę w to samo miejsce, do którego wcześniej trafiły plemniki. To pozycja trzecia - dwa ciała układają się na kształt serca.

W pierwszym etapie serduszkowego splotu samiec… sprząta. Końcówka jego penisa przypomina szczotkę do butelek zbudowaną z haczyków zagiętych ku tyłowi. Kolce ułatwiają wymiatanie pakunków nasienia zdeponowanego przez poprzedniego kochanka. Posprzątawszy, partner wtłacza własne pakiety do intymnych zakamarków samicy. Ale to nie koniec jej niewoli. Kleszcze otworzą się dopiero wtedy, gdy złoży ona jaja. Po południu większość ważek nad moim stawem właśnie tym się zajmuje. Samice, zgięte w pałąki, maczają odwłoki w wodzie, samce - dumne i wyprostowane - trzymają je, aż ostatnie jajeczko zostanie umieszczone bezpiecznie w wodzie.

Taki obcesowy sposób zapewniania sobie ojcostwa stosuje wiele ważek zwanych przez entomologów równoskrzydłymi. Łatwo je poznać po patyczkowatym delikatnym ciele i zwyczaju odpoczywania ze złożonymi skrzydłami. Do tej gałęzi rodu należą świtezianki, łunice, straszki, pióronogi, łątki i pałątki. Jest też drugi ród - ważki różnoskrzydłe. Są dużo potężniejsze od delikatnych kochanków, mają ogromne oczy, odpoczywają z rozłożonymi skrzydłami, a kiedy fruwają, słychać cichutki chrzęst. Tu należą trzeple, gadziogłówki, szklarki, lecichy, szablaki czy zalotki.

U mnie kilka wojowniczych gatunków podzieliło staw na terytoria. Latają od granicy do granicy, niczym policyjne helikoptery. Nie widziałam, jak się kochają. Ale o ojcostwo dbają równie pieczołowicie jak łątki i nimfy. Nie więżą wprawdzie samic w kleszczach dłużej niż to potrzebne, by przekazać pakiety nasienia, ale od chwili zbliżenia nie odstępują partnerek na krok. W południe mogę więc oglądać potężne matki, które pod czujnym okiem samców składają jaja. Leci taka niziutko nad wodą i co chwila smaga jej powierzchnię odwłokiem. Za każdym razem do wody trafia jajeczko.

Siedzę na dębowym plastrze, obok Bryś i koty. Jak zahipnotyzowane patrzą na olbrzyma, który usiadł wśród situ. Umięśniony tułów, tłusty odwłok. Czarny skoczył pierwszy. I skąpał się okrutnie. Skąd miał wiedzieć, że ważki to nie tylko wyrafinowani kochankowie, ale także jedne z najszybszych owadów świata?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie