Kaczorowska: Kiszczak wiedział, że miliony Solidarności są w...

    Kaczorowska: Kiszczak wiedział, że miliony Solidarności są w Kościele. Jednak bał się skandalu

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Polska

    - Książka to nie tylko opowieść o niesamowitych losach 80 mln zł wrocławskiej Solidarności. Opowiada także o stanie wojennym, o Polsce, i jest jednocześnie portretem solidarnościowej "Twierdzy Wrocław" - mówi Katarzyna Kaczorowska, dziennikarka "Gazety Wrocławskiej" i autorka książki "80 milionów Solidarności. Historia prawdziwa", w rozmowie z Jackiem Antczakiem.
    Katarzyna Kaczorowska

    Katarzyna Kaczorowska ©JANUSZ WOJTOWICZ / POLSKAPRESSE GAZETA WROCLAWSKA

    Na okładce Twojej książki jest trzech bohaterów wchodzącego niebawem na ekrany filmu Waldemara Krzystka pod tym samym tytułem. Ale to aktorzy, którzy wcielają się w role prawdziwych bohaterów tamtych czasów. Twoja książka nie jest inspirowana scenariuszem, choć scen filmowych i dramatycznych zwrotów akcji w niej nie brakuje.
    Nawet nie czytałam scenariusza i pewnie na premierze filmu pod tym samym tytułem nieraz zostanę zaskoczona. Moja książka to w stu procentach autentyczna historia, opowiada, jak to wszystko wyglądało naprawdę.

    "To", czyli brawurowa akcja podjęcia 80 mln dolnośląskiej Solidarności, którą 3 grudnia 1981 roku zrealizowali Józef Pinior i Piotr Bednarz przy udziale Stanisława Huskowskiego oraz Tomasza Surowca.

    W książce to tylko punkt wyjścia, bo przecież wszyscy wiedzą, że pieniądze zostały podjęte z banku i gdzieś ukryte, że "wzięli, schowali, na coś tam wydawali i w końcu zamieniali na dolary". No, prawie wszyscy, bo niektórzy do dziś są przekonani, że te pieniądze zostały wydane przez solidaruchów w austriackich kasynach.

    Akcja, do której doszło 10 dni przed wprowadzeniem stanu wojennego, pozostaje lejtmotywem Twojej reporterskiej opowieści o Polsce lat 80., o niezwykłych losach ludzi tworzących Solidarność. Takie było założenie?
    Tak, moja książka tak naprawdę jest opowieścią o stanie wojennym, o Polsce, ale i portretem solidarnościowej "Twierdzy Wrocław".

    I niezwykłych, dramatycznych losów wielu ludzi, którzy byli "zamieszani" w tę sprawę. Od referentek w banku, księgowych Solidarności, po Labudę, Frasyniuka, Kiszczaka i… Jana Pawła II. Jak odtworzyłaś atmosferę tamtego czasu, jak rekonstruowałaś te zdarzenia?
    Książka powstawała etapami. Czytałam akta procesowe Józefa Piniora, Piotra Bednarza, akta operacyjne SB na temat dolnośląskiej solidarności, raporty dzienne wysyłane do centrali Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie. Rozmawiałam z bohaterami i świadkami tej historii. Wielu informacji o życiu w tamtych czasach dostarczyła mi też lektura gazet. To była piętrowa praca - rozmawiałam z kimś, pojawiał się jakiś ciekawy wątek, zaczynałam szukać informacji na ten temat i cała książka coraz bardziej się rozrastała. Przykład. Zaczęłam się mierzyć z jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń, czyli próbą samobójczą Piotra Bednarza, do której doszło w więzieniu w Barczewie w 1984 roku. W raporcie SB pułkownik Błażejewski pisał, że podjął tę próbę, gdyż był w depresji, bo starał się o zwolnienie warunkowe i współwięźniowie polityczni zaczęli go bojkotować. W pierwszym momencie naiwnie pomyślałam, że to straszna prawda.

    Pojechałam do Frasyniuka. Oniemiał, "jaki bojkot, nie było czegoś takiego". Pojechałam do Jerzego Kropiwnickiego. Powiedział, że jedyny bojkot, i to ze strony więźniów kryminalnych, dotyczył Bałuki, bohatera grudnia 1970. Nie chciał chodzić w ciuchach więziennych i owinął się w prześcieradło, które kryminalni traktowali jak sukienkę cwela. Im bardziej się wgłębiałam, tym bardziej rozumiałam, jak SB próbowała przerzucić odpowiedzialność za to, co się wtedy działo z Piotrem Bednarzem, na jego kolegów z podziemia. Chwilę potem przejęty Kropiwnicki pisał do mnie mejle i telefonował, opisując tamte czasy, a nawet tłumacząc, że nie mogli mu odmawiać papierosów, jak pisała SB, gdyż Piotr nie palił w więzieniu. Takie historie i losy tych ludzi coraz bardziej mnie wciągały i dowiadywałam się mnóstwa fascynujących rzeczy, o których niewielu ludzi dziś pamięta, a co dopiero ja, która miałam 14 lat, gdy wprowadzono stan wojenny.

    Czytaj także:
    * Albin Siwak: To ja puściłem szczura o stanie wojennym

    * "80 milionów": Film o sensacyjnym epizodzie z dziejów dolnośląskiej Solidarności

    1 3 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (5)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Pamiętam...

    Zibi Kit (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 26 / 21

    Te czasy dość dobrze - prowokacje SB, lewe ulotki i szeroko rozpowszechniane plotki. Ich skutek widoczny jest do dzisiejszego dnia, choćby w komentarzach do tego artykułu. Mali ludzie którzy w...rozwiń całość

    Te czasy dość dobrze - prowokacje SB, lewe ulotki i szeroko rozpowszechniane plotki. Ich skutek widoczny jest do dzisiejszego dnia, choćby w komentarzach do tego artykułu. Mali ludzie którzy w tamtych trudnych czasach nie robili nic, (dzisiaj mówią że protestowali milcząc, bo wiedzieli że komuna musi upaść). Te małe gnidy w wolnej Polsce uprawiają dzikie harce. Narzędzie do wymiany poglądów jakim jest internet, wykorzystują do opluwania wszystkich inaczej myślących - niestety...
    Podpisał aktywny uczestnik strajków i demonstracji. Rencista bez profitów i pieniędzy.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Ocena artykułu

    Władysław (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 28 / 22

    Skoro tekst na ten temat ukazuje się na reżimowym portalu ma on dla mnie taką wartość jak Wiadomości TVP lub Fakty TVN.


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Aha! Jeszcze do autorki

    Władysław (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 27 / 25

    Jeśli chce Pani abym uwierzył w powyższe rewelacje proszę umieścić tekst w mediach niezależnych.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    ta prawda była zgoła inna...

    dlugo_pis (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 30 / 22

    rzad ktory mial sie sam wyzywic nie mogł isc do koscioła po prosbie

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    artykuł Dionizego Sidorskiego

    Irena Brojek (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 29 / 18

    Pamiętam jak jedna z koleżanek czytala ten tekst skupionym wokół niej kobietom w Ośrodku dla Internowanych w Goldapi. Podeszlam i posłuchalam, a potem dostałam odruchu wymiotnego.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo