Kaczmarek: To ja odkryłem Tytonia dla Polski. Ależ miałem satysfakcję

Cezary Kowalski
Bogusław Kaczmarek
Bogusław Kaczmarek Wojciech Barczyński/Polskapresse
- W 2004 r. wypatrzyłem Przemysława Tytonia w Zamościu, miał kilkanaście lat i był uczniem klasy licealnej. Wtedy jeszcze uznałem, że nie czas, aby brać go do Górnika Łęczna, w którym pracowałem i który grał w ekstraklasie. Jak zrobił drugie podejście, to zdecydowałem, że go biorę. Jest coś takiego jak intuicja, która z reguły mnie nie zawodzi - mówi Bogusław Kaczmarek, asystent w kadrze Leo Beenhakkera,dziś trener Lechii Gdańsk, w rozmowie z Cezarym Kowalskim.

Tytoń uratował Polskę, Pan odkrył Tytonia...
Na to wychodzi. W 2004 r. wypatrzyłem go w Zamościu, miał kilkanaście lat i był uczniem klasy licealnej. Wtedy jeszcze uznałem, że nie czas, aby brać go do Górnika Łęczna, w którym pracowałem i który grał w ekstraklasie. Jak zrobił drugie podejście, to zdecydowałem, że go biorę. Jest coś takiego jak intuicja, która z reguły mnie nie zawodzi. Chodził jeszcze do szkoły, więc trenowaliśmy o różnych porach, często po zmroku, przy prowizorycznym oświetleniu, bo profesjonalne pojawiło się dopiero później. Doskonale pamiętam jego debiut. To było w Grodzisku Wielkopolskim podczas meczu z Dyskobolią, której trenerem był wtedy Liczka. Zremisowaliśmy 1:1. Bramkę Tytoniowi strzelił Ślusarski - w sytuacji jeden na jednego nie miał szans, choć zachował się bardzo dobrze. W kilku innych sytuacjach też miał przytomne interwencje jak na młodego chłopaka. Wiedziałem, że będą z niego ludzie. Po kilku miesiącach mnie zwolnili z Łęcznej, a jego menedżer Jakóbczak załatwił mu przenosiny do Rody Kerkrade. W Łęcznej nikt po Przemku nie płakał, a ja wystawiłem mu jak najlepsze referencje. Grał jak kilku innych moich piłkarzy w reprezentacji Michała Globisza.

Czym Pana ujął?
U Przemka funkcjonuje coś takiego jak UID. U to uczciwość, I to inteligencja, D to dojrzałość. Wczoraj jeden z kandydatów na moich współpracowników w Lechii Gdańsk powiedział: Trenerze, przecież jesteśmy dorosłymi ludźmi. Dorosły to nie znaczy jednak: dojrzały.

Jaki jest Tytoń?
Żyje w harmonii ze swoim ciałem. Ma olbrzymie poczucie rytmu. Z czego to się wywodzi? Być może z tańca towarzyskiego, który trenował z siostrą. Nawet ta jego interwencja przy rzucie karnym. On nie zrobił pół takiego ruchu, który mógłby mu przeszkodzić w odbiciu tej piłki. Wykorzystał maksymalnie swoje ciało. Dla mnie jego dobra gra to żadna niespodzianka. Mój kontakt z nim urwał się, jak wyjechał do Holandii, a ja pracowałem w reprezentacji z Leo Beenhakkerem. I przypominam sobie taki epizod z maja 2007 r. Globisz przygotowuje się do mistrzostw świata drużyn młodzieżowych w Kanadzie. Zrobił taką konsultację w Gdańsku, ja zaprosiłem Leo. Odbyliśmy dwugodzinną rozmowę. Później Michał zaprosił nas na zgrupowanie swojej młodzieżówki do Włocławka. Wtedy było u niego trzech bramkarzy. W kolejności: Białkowski, Tytoń, Szczęsny. Szczęsny został powołany na konsultacje do naszej kadry właśnie w wyniku tego, co zobaczyliśmy.

Trenerem u Globisza był mój były zawodnik Janusz Stawarz, kiedyś zawodnik kadry Antoniego Piechniczka. Leo rozmawiał z Globiszem, ja ze Stawarzem, bo zawsze interesowały mnie kwestie bramkarskie. I okazało się, że nasz ranking bramkarzy był inny niż trenera Globisza. Tytonia i Szczęsnego uważaliśmy za lepszych od Białkowskiego. Obaj po latach grają w bardzo dobrych klubach, a Białkowski jest gdzieś na peryferiach brytyjskiego futbolu. Cieszę się, że moja intuicja mnie nie zawiodła. Oglądając w telewizji ten rzut karny, wnusio mój Janek się odwrócił, zaczął płakać. A ja mówię: Nie martw się, Przemek to obroni. No i obronił. Ależ ja miałem satysfakcję. Nie chcę się przechwalać, ale ja przez kilkadziesiąt lat wynalazłem do reprezentacji różnych kategorii wiekowych przynajmniej kilkudziesięciu zawodników. Jak jeszcze byłem zawodnikiem, to szukałem talentów.

Dlaczego oglądał Pan mecz telewizji, a nie na stadionie?
Bo po rozmowie z sekretarzem generalnym PZPN panem Baryłą czy jakoś tak usłyszałem, że muszę złożyć aplikację i starać się o możliwość kupienia biletu z puli PZPN. Z tym że od razu pan Baryło mi powiedział, że na Rosję, bo na Grecję to nie ma szans. Powoływałem się na to, co przeczytałem w "Wyborczej" i "Polsce The Times", że mają pule biletów dla byłych trenerów i reprezentantów Polski. Niestety, mimo złożonej aplikacji możliwości kupienia biletów nie otrzymałem.
I co Pan na ten temat sądzi?
Że w dalszym ciągu nic się nie zmieniło. Nie szanuje się ludzi, którzy coś dla polskiej piłki zrobili. Poza tym niedawno pracowałem w reprezentacji, gdzie moje uposażenie było dużo mniejsze niż jakiegokolwiek trenera II-ligowego. Przyjąłem te warunki, bo dla mnie idea była ważniejsza, moja pasja. A jakby pan przeszedł się po trybunie, na której siedzieli ludzie, którym PZPN umożliwił kupno biletów, to pewnie też miałby pan mieszane uczucia. Kogo wyróżniono i dlaczego. Nie mówię o trybunie honorowej, ale tej, gdzie powinni siedzieć ludzie, którzy służą polskiej piłce. Ja nie mówię o przywilejach, ale normalnym uczciwym traktowaniu.

Tytoń zatrzyma Rosjan?
Chce Pan na poważnie rozmawiać o Rosjanach? To muszę wyjść od tego, że takiego Franciszka Smudy jak w meczu z Grecją nie widziałem jeszcze nigdy. Tak pasywnego w podejmowaniu jakiejkolwiek decyzji. Czego zabrakło mi w drugiej połowie? Odwagi i reakcji na to, co zrobił przeciwnik. Trener Santos zrobił za to dwa najważniejsze ruchy w tym meczu Za Avraama Papadopoulosa wprowadził Kyriakosa Papadopoulosa. Z Schalke. Ten drugi, młody był zdecydowanie lepszy w obronie od pierwszego, który krył Lewandowskiego. A następnie wprowadził małego Salpingidisa. Na zmęczonego i nieprzygotowanego do turnieju Boenischa. Co by się u nas przydało? Trzeba było wycofać Murawskiego i wpuścić do pomocy kogoś bardziej kreatywnego. Powinien wejść Mierzejewski, aby odwrócić uwagę Greków od tej naszej lewej strony i przenieść trochę akcenty na lewo. W czym tkwi siła Lewandowskiego? Oczywiście w znakomitej współpracy z Piszczkiem i Błaszczykowskim, ale nie oszukujmy się. W środku jest tam w Dortmundzie taki zawodnik jak Kagawa. Ja wiem, że była czerwona kartka Szczęsnego, to i tamto. Ale przecież ta czerwona kartka była pochodną wcześniejszych błędów naszej defensywy. To już jest historia. Jest mecz z Rosją.

Pamiętam, jak Polonia Warszawa, w której pracowałem, grała sparingowy mecz z mistrzem Rosji Zenitem, na którym oparta jest reprezentacja Dicka Advocaata. Bohaterem tego sparingu był Mierzejewski, który fantastycznie poradził sobie z Denisowem. Denisow to papierek lakmusowy tej drużyny. Mam na myśli przejście z obrony do ataku. Ktoś taki ja w Hiszpanii Busquets czy van Bommel w reprezentacji Holandii, Khedira w Niemczech. W tym kierunku powinniśmy pójść. Choć oczywiście ja nie mówię, że powinniśmy wycofać jednego defensywnego pomocnika. Nie. Moim zdaniem powinien wrócić do pierwszego składu Dudka. Trzymanie go na ławce w drużynie, która ma taką właśnie organizację gry, to ogromna strata. Trzeba się zastanowić, jak usprawnić obronę. Franek zaufał Boenischowi, ale po 20 minutach chłopak zrobił dwa takie błędy, które każda inna drużyna pewnie by wykorzystała. Raz uratował mu skórę Murawski i raz szaleńczym wślizgiem Perquis.

Jest Pan pod wrażeniem gry drużyny Advocaata?
Tak, bo Rosja to jest kontynuacja gry Hiddinka, ogromna konsekwencja, prawdziwa myśl trenerska, sposób na grę. Skład z meczu Rosja - Polska z 2007 r. w Moskwie, gdzie było 2:2, jest niemal identyczny.

Czyli jesteśmy bez szans?
Nie. To będzie zupełni inny mecz. Oni mają trzy punkty, im się nie będzie śpieszyło. Trzymają rywali w szachu. Grają fantastycznie do przodu. To jest niesamowita eksplozja, petarda. Dwie, trzy sekundy czasem zajmuje im przejście od swojej bramki pod bramkę rywala i już Arszawin jest sam na sam. Takiego szybkiego kontrataku nie widziałem już bardzo dawno. Ich formacje są niezwykle zgrane. Co Advocaat zrobił najlepszego? Zadzwonił do Wengera i dogadał się, że ten odda Arszawina do Zenitu, bo w Arsenalu jest mu przecież średnio potrzebny. Żeby w tym jego układzie zaczął funkcjonować, żeby sobie pograł z reprezentacyjnymi kolegami. Ale zauważyłem też ułomności. Ignaszewicz i Bierezutski w pewnych sytuacjach się gubią. To nie jest monolit. Żyrkow zapomina o obronie, jak rusza do przodu. Najpewniejszym punktem jest Aniukow z prawej strony. My musimy się wznieść na wyżyny. Remis nie będzie zły. Później ogramy Czechów i możemy wyjść z grupy.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jemopl
To jest jeden z najbardziej doświadczonych w polskiej Ekstraklasie trenerów. Zna się na piłce i piłkarzach. Wprowadził do Ekstraklasy m.in. Stomil Olsztyn i przez kilka sezonów był tam trenerem. Był trenerem Górnika Łęczna. Był asystentem Leo Benhakera.
l
lucy
Czy zatem władcami Polski są Tusk i Komorowski?
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Kaczmarek: To ja odkryłem Tytonia dla Polski. Ależ miałem satysfakcję
K
Kowalski
cóż to za przemądrzały i pretensjonalny rozmówca. Jakie są właściwie dokonania p. Kaczmarka, że tak się sadzi jak nie przymierzając Mourinho?
K
KTS
przestańcie bredzić o zasługach Tytonia lepiej przeczytajcie sobie wypowiedź kard Stanisława Dziwisza i wszystko jasne czyja to zasługa tak trzymać a rusków położymy na łopatki,wygrana pewna jak w banku szwajcarskim
Dodaj ogłoszenie