Kabaret z kabaretu, który nim nie jest, czyli współczesna satyra polityczna

Anita Czupryn
Jan Pietrzak ze swoim Kabaretem pod Egidą nadal śmieszy sucharami, kpiąc z władzy w Cafe Mozaika, tak jak nadal śmieszą abstrakcyjne żarty Mumio, które kabaretem nie jest
Jan Pietrzak ze swoim Kabaretem pod Egidą nadal śmieszy sucharami, kpiąc z władzy w Cafe Mozaika, tak jak nadal śmieszą abstrakcyjne żarty Mumio, które kabaretem nie jest Arkadium Dembiński/Polskapresse
Polskie kabarety kochamy nieodmiennie od lat. Sale, w których występują, pękają w szwach. Kabarety w telewizji przyciągają pięciomilionową widownię. Dziś jednak kabareciarze coraz częściej uciekają od polityki, bo publiczność nie chce politycznych żartów. Ale Jan Pietrzak, pozostając poza TV, ani na brak pracy, ani na widownię nie narzeka - pisze Anita Czupryn

Opolskiej scenie kabaretowej i o tym, z czego dziś śmieją się Polacy, chciałam porozmawiać z członkami Mumio. Ale menedżerka Mumio Monika Wacławska poinformowała, że członkowie Mumio nie znają się na kabaretach, nic nie wiedzą o scenie kabaretowej i nie ma sensu ich o to pytać. Na koniec stanowczo zaprzeczyła, jakoby Mumio miało być kabaretem. Poczułam, że wpadam w znane z artystycznej działalności Mumio opary absurdu. Jak mówił pan Czesio z kabaretu Olgi Lipińskiej - ja już całkiem głupia jestem.

Bo też czym, u licha, jest Mumio? Firmą reklamującą kiedyś pewną sieć komórkową? Grupą egzekucyjną? Kryptonimem tajnej operacji służb specjalnych? - Mumio to Mumio - usłyszałam. A niech to kopytko!

Z badań nad poczuciem humoru Polaków wynika, że po czasach fascynacji abstrakcyjnymi żartami Mumio - grupy teatralnej czy też tworu artystycznego, który cała polska publiczność mylnie brała za kabaret - czy nonsensami prezentowanymi przez kabaret Łowcy B. ponad połowa Polaków wróciła do tego, co zna najlepiej. Zupełnie jak z piosenkami, z których najbardziej lubimy te, które znamy. Nadal więc śmieszą nas najbardziej kawały o blondynkach, policjantach i babie, która przychodzi do lekarza. Był czas, że lubiliśmy śmiać się z sąsiada, ale on też już ostatnio wychodzi z mody.

A co z polityczną satyrą, która królowała za czasów komuny? Tu wyraźnie widać, że tak, jak podzielili się w Polsce wyborcy, jeśli chodzi o politykę, tak też podzieliła się publiczność kabaretowa, jeśli chodzi o podejmowaną na scenach tematykę. Kiedyś satyra była elementem walki z systemem, był wróg, którego należało obśmiać. Kiedy Laskowik ze Smoleniem z kabaretu Tey prowadzili Opole "z tyłu sklepu", to było wielkie wydarzenie, a publiczność szybko wychwytywała niuanse i wiedziała, o co chodzi. Jednak wiele żartów nie przetrwało próby czasu. Nowe pokolenie nie rozumie rzeczywistości, w której stało się w kolejce po wódkę, a monopolowe otwierano od 13. Rzeczywistość poszła do przodu, kabarety starają się iść z duchem czasu. Zwłaszcza te, które powstały po 2000 r., odchodzą dziś od żartów politycznych. Młodsi kabareciarze są zdania, że jest to sfera, która już nie śmieszy. Przestała być więc obecna na scenie i w telewizji, chociaż króluje w innej formie - w internecie.

- Zakładając w 2004 r. z Igorem Kwiatkowskim kabaret Paranienormalni, byliśmy absolutnie przekonani co do tego, że nie będziemy robić politycznego kabaretu. Po pierwsze - dlatego że byliśmy wtedy młodymi chłopakami i wiedzieliśmy, że się na tym nie znamy. Po drugie - polityki jest mnóstwo i jest obecna wszędzie, Polska nią żyje na co dzień. A to jest nużące: wieczna wojna o to, kto naprawdę rządzi, czy była katastrofa, czy zamach, kto będzie premierem, prezydentem. Wymyślać jeszcze skecze na ten temat? Są inni kabareciarze, którzy od zawsze uprawiali i nadal uprawiają satyrę polityczną, i robią to dobrze. My chcieliśmy od samego początku znaleźć coś dla siebie. Coś, co byłoby prawdziwe, nic na siłę, żaden produkt sprzedażowy. Nie myśleliśmy, że ten kabaret będzie nam przynosił pieniądze. Wybraliśmy najprostszą ścieżkę: róbmy to, co nas rozśmiesza i co rozśmiesza innych, kiedy się wygłupiamy w ich obecności - opowiada Robert Motyka z Paranienormalnych.

Najnowszy dowcip Jana Pietrzaka o szefie rządu: Tusk przeciął wstęgę na nowym odcinku autostrady. Wstęga była dłuższa niż odcinek

Członek kabaretu Paranienormalni Robert Motyka wielokrotnie podczas kabaretowych wydarzeń zwracał uwagę, że szeroka publiczność, taka po 3 tys. osób na widowniach, biorąca udział w kabaretonach niespecjalnie chętnie chce wracać do politycznych żartów - czy to z czasów stanu wojennego, czy rzeczywistości politycznej po 1989 r., czy w końcu dowcipów o współczesnej scenie politycznej. Dziś rzeczywistość jest inna i są kabarety, które wybierają prowokacje, zajmując się sprawami religii, orientacji seksualnych, idą po bandzie, nie mają świętości, a nawet próbują robić skecze o papieżu, co dotychczas było naszym tabu.

Paranienormalni uciekli zaś w obserwację ludzkich zachowań. Budują ciekawe postaci, które z czasem, jak Mariolka Krejzolka i jej sławne "fafkolce", stały się kultowe, zwłaszcza wśród młodej widowni. - To ludzi śmieszy i na taki humor jest wyraźne zapotrzebowanie - potwierdza Motyka i dodaje: - Nie śmieszą nas sytuacje związane z religią, z orientacjami seksualnymi, nie chcemy wcielać się w geja i robić z tego kabaret. Jego zdaniem jest to po prostu kwestia szacunku do publiczności. - Jeśli na nasz spektakl przychodzi 500 osób, kupują bilety, to w żadnym razie nie chcielibyśmy urazić ani jednej osoby na sali. To nie znaczy, że robimy grzeczny kabaret. Też balansujemy na krawędzi, ale staramy się nie przekraczać linii, gdzie po drugiej stronie jest niesmacznie - dodaje Motyka. Poszli więc w abstrakcje, wykorzystują swoje możliwości wokalne i talenty parodystyczne Igora Kwiatkowskiego, śmieją się z show-biznesu, pokazują napompowane media i celebrytów, a jednocześnie śmieją się z samych siebie.

Zdaniem Motyki dziś każdy kabaret ma swoje zdanie na temat tego, co śmieszy Polaków, i każdy zdobywa swoją własną publiczność. Choć tych podziałów nie widać na festiwalach, kiedy na jednej scenie pojawia się 10-12 kabaretów, artyści są w różnym wieku, tworzyli w różnych czasach, obok Andrzeja Grabowskiego i Marcina Dańca występują Ani Mru-Mru czy Kabaret Moralnego Niepokoju i wszyscy czują się niczym jeden wspólny organizm. Co jest powodem tej ogromnej popularności? - To, że nasz kabaret nie tylko stoi na wysokim poziomie, ale jest też płodny. Na każde wydarzenie, festiwal kabarety przyjeżdżają z nowym repertuarem, jeśli już zdarzają się powtórki skeczy, to raczej można je obejrzeć w telewizji, a nie na scenie - mówi Krzysztof Grzegocki, menedżer kabaretu Paranienormalni, a zarazem producent Płockiej Nocy Kabaretowej dla TVP. Uważa on, że dla wielu ludzi w miasteczkach przyjazd znanych z telewizji kabareciarzy to namiastka życia kulturalnego zastępująca kontakt z teatrem, stąd też nic dziwnego, że kabareciarzy wita się jak gwiazdy disco polo.

Polska w skali świata jest dziś więc ewenementem, jeśli chodzi o popularność, jaką cieszą się kabarety nie tylko na żywo. W telewizji co tydzień przyciągają pięciomilionową widownię i mają udziały w rynku na poziomie 30 proc., podczas gdy na przykład wydarzenia muzyczne osiągają poziom o połowę niższy. A do tego dochodzą transmisje kabaretowych wydarzeń i festiwali, które też przecież gromadzą ogromną publiczność.

Ani w publicznej, ani w komercyjnych telewizjach nie zobaczy się dziś Jana Pietrzaka, ojca polskiego kabaretu, i jego Kabaretu pod Egidą. Wśród kabareciarzy istnieje opinia, że Pietrzak za mocno odpłynął w politykę i narodowe klimaty. A on sam ma jak najgorsze zdanie o tych, którzy tam występują. Swój kabaret nazywa jedynym satyrycznym kabaretem polskim. - Kabarety telewizyjne to są audycje na zamówienie. To są rządowe kabarety. Nie są żadną miarą satyry i poczucia humoru. Grają tak, żeby ich nie wyrzucić z telewizji. Rozumie pani? Grają po to, żeby udawać kabarety. Wygłup zastępuje kabaret. Gdyby były ostrzejsze, mówiły satyrę, to by ich wyrzucono z telewizji i by ich w niej nie było. Natomiast satyra w kabaretach normalnych, takich jak Kabaret pod Egidą, rozkwita. Bo sytuacje, jakie się wydarzają, wszystko to, co życie niesie, wymaga komentarza. Uczciwego komentarza. Nawet absurd, nawet paradoks, a najbardziej drwina i szyderstwo wielkie muszą być uczciwe. I to jest jedyne kryterium w naszym kabarecie - że nie fałszujemy rzeczywistości, ale z niej żartujemy - opowiada.

Stąd też i Jan Pietrzak ani na brak pracy, ani na brak widowni nie narzeka. Od kilku miesięcy co tydzień, a nawet ostatnio dwa razy w tygodniu występuje w warszawskiej Cafe Mozaika, restauracji bardzo popularnej w czasach PRL, dzisiaj zwanej reliktem czasów komuny. Obrusza się jednak na takie skojarzenia.

- Nieporadne spekulacje pani snuje. Lokale pozostały, są substancją materialną, ludzie przychodzą też do restauracji w budynku Komitetu Centralnego. My gramy w lokalach przypadkowych, bo niestety jesteśmy przepędzani z lokali przez władze, które nie znoszą naszego poczucia humoru. Tak się złożyło, że przyjęła nas Cafe Mozaika. Występujemy w niej raz albo dwa razy w tygodniu, ciężko kupić bilet, w inne dni jeździmy po Polsce i będę grać, jak długo się da - mówi Pietrzak. Bilety do Cafe Mozaika, choć nie są najtańsze (koszt to 40 zł) na grudzień zostały wykupione już w listopadzie. Pietrzak, z jednej strony wydawałoby się, że nie poszedł jak reszta kabaretów z duchem czasu, bo pozostał wierny tradycji kabaretu politycznego, który zawsze krytykował władze. Ale też dba o to, aby repertuar był świeży, a reakcja na to, co się w Polsce dzieje, i żarty z Donalda Tuska były aktualne.

- Mam cały dział pod tytułem "Tuskalia" - mówi Jan Pietrzak i sypie najnowszymi dowcipami: Premier Tusk powiedział, że nie jest geniuszem. To jest autentyczna wypowiedź Donalda Tuska. Nie jest geniuszem, ale lepszych nie widzi. Jestem rozczarowany. Nie dość, że nie geniusz, to jeszcze ślepy.

Albo: Premier przeciął wstęgę na nowym odcinku autostrady. Wstęga była dłuższa od odcinka. Albo: Po czym poznajemy, kiedy premier kłamie? Po tym, że otwiera usta.

I mimo że jego dowcipy trącą myszką albo, jak mówi młodzież, są sucharami, to ludzie, którzy przychodzą na występy Pietrzaka, nagradzają je oklaskami. - Ludzie dobrze reagują. Zawsze dobrze reagowali na takie żarty - mówi Pietrzak, dodając w swoim stylu: - Satyra Kabaretu pod Egidą rozkwita, ponieważ jest tak, że im głupszy rząd, tym większa frekwencja. Jesteśmy oblegani, gramy na okrągło, mamy fantastyczną publiczność i dzięki głupiemu rządowi dobrze nam się powodzi. Ta tradycja kabaretowa ma już pół wieku: żartowaliśmy z Biura Politycznego, z KPZR, z Gierka, z Jaruzelskiego, a teraz żartujemy z Tuska i Komorowskiego. Z niemądrej władzy szkodzącej Polsce.

Pietrzak zapewnia, że gdy rządził PiS i premierem był Jarosław Kaczyński, też miał z czego żartować, bo rząd Kaczyńskiego z Lepperem i Giertychem i wszystko, co się w tamtych czasach działo, było komicznym widowiskiem. Jeśli tak było, to musiały być to te żarty, które próby czasu nie przetrwały, bo się o nich nie pamięta. A satyryk, który w 1995 r. startował w wyścigu o fotel prezydenta Polski, od kilku lat nie kryje swojej sympatii do PiS. W 2005 r. był członkiem Honorowego Komitetu Poparcia Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, w 2007 r. oficjalnie poparł Prawo i Sprawiedliwość w wyborach parlamentarnych. W 2010 r. poparł Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Założył też Fundację "Towarzystwo Patriotyczne" (w zarządzie są jego żona, Janusz Śniadek i Rafał Ziemkiewicz), aby wspierać dzieła, ludzi i postawy patriotyczne. Jego patriotyczna pieśń "Żeby Polska była Polską", która stała się w 1980 r. spontanicznym hymnem Solidarności, wczoraj towarzyszyła maszerującym sympatykom PiS w Marszu Wolności i Niepodległości w Warszawie.

Anita Czupryn

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Mariano
Pietrzak ma absolutną rację! Tzw. kabarety współczesne mają niewiele wspólnego z satyrą przez wielkie S. Kiczowate, płytkie, tanie i miałkie teksty wykonywane są przez krzywiących gęby pseudo artystów, którzy kpią sobie w żywe oczy z prostackich najczęściej "koneserów sztuki", dających robić z siebie za własne pieniądze idiotów. Poza tym świetnie ma się w tych "kulturalnych" wypocinach instytucja klakiera widoczna i słyszalna gołym okiem i uchem w czasie każdego niemal programu prowadzonego najczęściej przez któregoś z dwóch żałosnych "satyryków"-Bełkotczyka lub ąndrusa, którzy wożą po całym kraju swój kabaretowy cyrk naciągając na kasę "koneserów" sztuki satyrycznej, czyli naiwniaków, ciemniaków i idiotów na własne.życzenie.Kabareciarze polscy -z polskiej kultury won!!!won!!!won!!!
Z
Zyczliwy
"Jak zaczadzony tyskomatolek postrzega swiat przez pryzmat PiS-u". Zapewne trzeba byc "matolem",aby wyobrazic sobie PiS-owski swiat i miec ochote w nim zyc.
A przeciez sprawa jest prosta "Odgrzewane kotlety! Nie dla koneserow"
r
ryba
o czym w ogóle ta dyskusja. pan pietrzak był dobry w zamierzchłej przeszłosci teraz poziom kabaretów jest o wiele wyższy niż kiedyś. rzeczywiście przy innych wykonawcach poziom jego humoru jest przynajmniej dla mnie. zupacki. a poza tym związanie się pietrzaka z pis-em nie świadczy o jego inteligencji. dobry satyryk powinien być niezależny słaby szuka dla siebie pana.
g
granat
prezydentem zniewolonego narodu.Chyba dlatego aby pokazać wszystkim swoją wizję kabaretu
O
Oficer Prowadzacy
Czułym nosem, niczym wyszkolony czekistowski owczarek, zwęszy wszystko co dzieje się na klero-faszystowskiej prawicy.
Tym razem wyniuchała reakcyjny, zagrażający ustrojowi państwa wrogi
kabaret "Pod Egidą" prowadzony potajemnie przez podżegacza wojennego Jana Pietrzaka, znanego działacza reakcyjnego podziemia.
Brawo, towarzyszko Anito ! Tak trzymać !!
POstępowa opinia publiczna całego świata jest z was dumna, towarzyszko Anito.
U
Uważny czytelnik
Za komuny sierżant Pietrzak za "łaskawym przyzwoleniem władz" występował po latach służby w Ludowym Wojsku Polskim. Tak i teraz proponuje zupacki poziom humoru.
Nadal opowiada dowcipy o Breżniewie, Gomułce i Gierku?
KABARET...
s
spoko
Pies tak ma.
Szczeka i sra.
p
polo
jak zaczadzony tuskomatołek postrzega świat przez pryzmat PiS-u.
Dla przeciętnego, ale dobrze wytresowanego tuskoida, wszystko co nie jest zrozumiałe
i co przekracza jego wyobraźnię, to ...PiS !
A przecież sprawa jest prosta, jak w reklamie; "Jan Pietrzak ! Nie dla idiotów !"
d
dud.
nie jesteś kabareciarzem a PISOWCEM i to w najgorszym wydaniu.Jaśli teraz Polska nie jest Polską to ty jesteś szmatą w którą jarkopodobni wycierają sobie ....!Jesteś żałosny,żal mi cię.
G
Gość
Tusk się ich boi, dlatego nie zobaczysz już SZOPKI Noworocznej Marcina Wolskiego (może będzie tekst w GPC) czy felietonu Jana Pietrzaka.
Pan Jan Pietrzak nagrywa swoje satyryczne felietony dla niezalezna.pl i wPolityce.pl. Tam je można znaleźć - polecam - przednia zabawa!

Zwolenników i wielbicieli wulgaryzmów na satyrycznej scenie rozczaruję: żadnych d_p, k_w i innych okresleń używanych przez rządowe kabarety nie ma. KULTURA.
Dodaj ogłoszenie