Jutro 38. rocznica skatowania Grzegorza Przemyka przez milicję

Lucjan Strzyga
Grzegorz Przemyk został pobity na komisariacie 12 maja 1983 r. Dwa dni potem zmarł w szpitalu.
Grzegorz Przemyk został pobity na komisariacie 12 maja 1983 r. Dwa dni potem zmarł w szpitalu. fot.archiwum
Śmierć warszawskiego maturzysty była jedną z najgłośniejszych zbrodni komunistycznej władzy w latach 80-tych. Komunistyczna władza w Polsce wielokrotnie posuwała się do zbrodni. Przypomnijmy sekwencję wydarzeń sprzed 38 lat.

5 maja 1983 r. pobita została matka Grzegorz Przemyka, poetka Barbara Sadowska. Miało to miejsce w Prymasowskim Komitecie Obrony Osobom Pozbawionym Wolności i Ich Rodzinom, mieszczącym się przy furcie klasztoru ss. franciszkanek na ul. Piwnej w Warszawie. Sadowska aktywnie działała w opozycji, wcześniej była szykanowana przez SB, m.in. wielokrotnie aresztowana i "ostrzegawczo" przesłuchiwana.

Niektórym historykom daje to dziś powód do twierdzeń, że gdy kilka dni później, 12 maja, jej syn Grzegorz znalazł się na komisariacie - nie było to przypadkowe. Oficjalnym powodem zatrzymania Grzegorza było jego głośne zachowanie się na placu Zamkowym, gdzie świętował zdanie egzaminu maturalnego. Został obezwładniony i razem z kolegą - Cezarym Filozofem - doprowadzony na ul. Jezuicką, na pobliski komisariat MO.

Wydarzenia, które się rozegrały później, wciąż są przedmiotem spekulacji badaczy. W czasie przesłuchania Przemyk, w którym funkcjonariusze prawdopodobnie zidentyfikowali syna opozycjonistki, otrzymał pewnie 40 ciosów pałkami po barkach i plecach, a także kilkanaście ciosów łokciami albo pięścią w brzuch. Gdy leżał na ziemi, było kopany. Katowało go trzech młodych funkcjonariuszy, niewiele starszych od niego. Czwarty, obserwując całe zajście z dyżurki, miał ich podjudzać: "Bijcie tak, żeby nie było śladów...".

Bicie musiało być wyjątkowo brutalne, bo skonsternowani milicjanci zdecydowali się wezwać pogotowie. W szpitalu na ul. Hożej chłopaka operowali dr Leszek Karpiński, Filip Grzejszczak i Marek Bagniewski. Niestety, w wyniku ciężkich urazów jamy brzusznej (m.in. pęknięcie jelita) Grzegorza Przemyka nie udało się uratować - zmarł 14 maja.

Ta absurdalna śmierć była bardzo nie na rękę komunistycznej władzy, która zareagowała na nią w typowy dla siebie sposób - lawiną propagandowych kłamstw i przekłamań. Oskarżenia posypały się na sanitariuszy, którzy wieźli Przemyka do szpitala (zostali aresztowani), lekarzy, którzy mieli jakoby sfuszerować operację, i na opozycję, która rzekomo wyreżyserowała całe zdarzenie. Generał Czesław Kiszczak powołał specjalną grupę operacyjną, która miała wyświetlić całą prawdę, w rzeczywistości jednak jej celem było głównie wybielenie katów z Jezuickiej i odwrócenie uwagi społecznej od działań milicji.
19 maja odbyła się msza pożegnalna w kościele św. Stanisława Kostki.

Przemyka żegnało ponad 60 tys., a według niektórych - nawet 100 tys. osób. Za trumną syna szła Barbara Sadowska podtrzymywana przez ks. Jerzego Popiełuszkę, który niebawem miał się okazać kolejną ofiarą władzy. Była to pierwsza tak duża manifestacja od czasu wprowadzenia stanu wojennego - większość zebranych manifestantów szła w całkowitej ciszy. Prze Polskę przetoczyła się fala oburzenia na bezkarność milicji. W efekcie aresztowano sprawców pobicia.

Jednocześnie armia funkcjonariuszy i wielka machina propagandy starały się wyciszyć tzw. sprawę Przemyka. Szczególnie że w czerwcu planowana była kolejna pielgrzymka Jana Pawła II do Polski i komuniści obawiali się, że śmierć maturzysty mogłaby zaszkodzić wizerunkowi "narodowej stabilizacji". Stąd m.in. szykany wobec głównego świadka - Cezarego Filozofa - próbowano go skompromitować, karnie wcielić do wojska, zmusić do emigracji. Posunięto się też do pomysłu - na szczęście niezrealizowanego - aby uśmiercić go w wypadku samochodowym.

Jerzy Urban cynicznie radził, że byłoby dobrze, żeby Kiszczak osobiście pojechał do szkoły i spotkał się z radą pedagogiczną oraz klasą Przemyka. Wizyta ta nie powinna robić wrażenia operacji propagandowej. - Chodzi o to, żeby reakcja na śmierć Przemyka wypaliła się do 12 czerwca. Tak aby w chwili przyjazdu papieża sprawa przestała być gorąca - wywodził ówczesny rzecznik rządu premiera Wojciech Jaruzelskiego.

Władze potraktowały tę radę poważnie. W lipcu 1984 r., po starannie wyreżyserowanym procesie milicjantów z Jezuickiej, sąd uwolnił od odpowiedzialności dwóch z nich (w tym dwóch najbardziej winnych bicia: Ireneusza Kościuka i Arkadiusza Denkiewicza), skazał natomiast dwóch funkcjonariuszy za nieudzielenie pomocy pobitemu. Po procesie gen. Kiszczak mówił: "Resort spraw wewnętrznych, nie poczuwając się w najmniejszym stopniu do jakiegokolwiek zawinienia śmierci Przemyka, nie mógł pozostać obojętnym wobec jawnej prowokacji i kampanii oszczerstw skierowanej na nasz aparat". W tym samym czasie Kiszczak nadał nagrody pieniężne tym funkcjonariuszom MSW, którzy przyczynili się do ujawnienia wobec opinii publicznej "oczywistej prawdy" na temat śmierci Przemyka. Innymi słowy nagrodził tych, którzy roztoczyli wobec tej zbrodni aurę kłamstwa i fałszu.

Musiało minąć jeszcze kilkanaście lat sądowych matactw, kłamstw i manipulacji, by te haniebne wyroki unieważniono. W 1997 r. skazano wreszcie jednego z winnych zbrodni - Arkadiusza Denkiewicza. Ireneusz Kościuk uniknął kary, jego proces umorzono w związku z przedawnieniem się sprawy.

W 2007 r. prezydent RP Lech Kaczyński pośmiertnie odznaczył Grzegorza Przemyka Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce. W 2012 roku na ścianie kamienicy przy ulicy Jezuickiej 1/3 na Starym Mieście została odsłonięta tablica pamiątkowa.

Trwa sezon na arbuzy. Jak wybrać najlepszego?

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kja

To fatalni ludzie denkiewicz dla mnie to absurdalnie zle ludzie i zyja sobie za donosienia i bicia dwaj bracia z wiatracznej chyba czerwone mordki pelne nienawisci raczej zwierzaki umyslowe znam jednego oblesny gosc

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Mija 30 lat od skatowania maturzysty Grzegorz Przemyka przez milicję. Większość winnych uniknęła kar

p
purkrapek

"skazał natomiast dwóch funkcjonariuszy za nieudzielenie pomocy pobitemu." - sanitariuszy a nie funkcjonariuszy

Dodaj ogłoszenie