Józef Cyppek. Morderca i kanibal ze Szczecina

Marcin Dobrosz
Kamienica przy ulicy Niemierzyńskiej 7 w Szczecinie. Tutaj mieszkał Józef Cyppek
Kamienica przy ulicy Niemierzyńskiej 7 w Szczecinie. Tutaj mieszkał Józef Cyppek Google Maps
Niepozorny mieszkaniec Szczecina mógł zamordować tuż po wojnie nawet kilkadziesiąt osób, które podstępnie zwabiał, zabijał, potem ćwiartował, na koniec mięso ofiar sprzedawał.

Całej prawdy o Józefie Cyppku niestety nigdy nie poznamy, czasy były takie, że władza ludowa w obawie przed wybuchem niepokojów sprawę załatwiła szybko, błyskawiczny proces, równie szybki wyrok i egzekucja.

Józef Cyppek zabrał swoje tajemnice do grobu, do dziś mieszkańcy domu, w którym mieszkał, opowiadają, że to przeklęte miejsce.Mówiono o Cyppku „Rzeźnik z Niebuszewa”, tak nazywa się szczecińska dzielnica w której zamieszkał po wojnie ten typ.

Przyszedł na świat w 1895 roku w Opolu, jego matka była Polką, ojciec zaś Niemcem. Cyppek do końca uważał siebie za Niemca. Niewiele o nim wiadomo, poza tym, że walczył na frontach I wojny światowej w niemieckiej armii, był nawet ciężko ranny, dostawał za męstwo odznaczenia. Przez jakiś czas, gdy lizał wojenne rany był członkiem komunistycznej partii Niemiec, za to przez kilka miesięcy siedział za kratami w Berlinie.

Żona prostytutka
Kiedy w roku 1919 zaczął pracę na kolei, wydawało się, że zaczyna normalne życie, wkrótce ożenił się z Polką, która urodziła dwójkę dzieci. Kobieta zginęła w roku 1941 w czasie nalotu alianckich samolotów. W roku 1943 Cyppek żeni się ponownie, jego wybranką jest Niemka, kobieta ma na imię Margarita i pochodzi z nizin społecznych, jest zwyczajnie prostytutką.

Oboje postanowili po wojnie przenieść się do Szczecina. Odpowiadało im to miasto, gdzie przez kilka kolejnych lat mieszkało kilkadziesiąt tysięcy Niemców. To wśród nich miał Cyppek sporo znajomych. Miasto było w tym czasie bardzo niebezpieczne, spotkać tam można było niedobitki niemieckich oddziałów, których żołnierzy zrzucili mundury i zajęli się ciemnymi interesami. Nie brakowało też Rosjan, którzy tworzyli bandy łupiące co się da i kogo się da.

CZYTAJ TAKŻE: Tadeusz Ołdak był seryjnym mordercą. "Wampir z Warszawy" wpadł przez zbytnią pewność siebie

Wreszcie najechało się tam zwyczajnych szabrowników, którzy byli panami życia, gdy tylko zapadał zmrok.

Przybywający tam z centralnej części kraju Polacy, z trudem przyzwyczajali się do warunków w mieście. Niejeden z nich wspominał ten czas jako okres horroru, bojaźni o życie swoje i najbliższych. Milicja i polskie wojsko nie były w stanie zaprowadzić porządku, władza ludowa jeszcze nie okrzepła. Tak było w latach 40, nie lepiej na początku lat 50.

I to wtedy właśnie w mieście gruchnęła wieść, że grasuje seryjny morderca, który fachowo kawałkuje swoje ofiary, a ich szczątki porzuca w mieście. Milicjanci zajęci walką z reakcją, jak nazywano tych, którzy nie kochali władzy, ale nie byli w stanie wpaść na trop seryjnego zabójcy, czy zabójców.

Makabra w pociągu
Miarka się przebrała, kiedy miejscowa prasa podała, że w jednym z pociągów relacji Szczecin- Poznań znaleziono w przedziale walizkę, a w niej szczątki zamordowanej osoby. Był to kawałek klatki piersiowej i odrąbane ręce, głowy ofiary nie było.

Jakby tego było mało na Niebuszewie, szczecińskiej dzielnicy, bawiące się w ruinach dzieci znalazły korpus kobiety bez głowy.
Miejscowy komitet partii szalał, ściągnięto posiłki milicyjne z innych miast, przeczesywano miasto, bo już nikt nie miał wątpliwości, że w mieście grasuje morderczy psychopata.

Po kilku tygodniach sprawa przycichła, milicjanci nie mieli się czym pochwalić.

A tymczasem nasz bohater Józef Cyppek zaczął pracować w jednej ze szczecińskich zajezdni tramwajowych. Kiedy on wykonywał prace fizyczne, jego żona Margerita posyłała w miasto prostytutki, które dla niej pracowały. Nie wiadomo dokładnie, ile czasu panie lekkich obyczajów oddawały kasę Margaricie, sprawa jednak stała się na tyle głośna, że prawdopodobnie sąsiedzi donieśli na nią milicji, kobieta trafiła za kraty, potem do więzienia.

Kiedy ona odbywała karę, Cyppek spraszał do swojego mieszkania na Niebuszewie prostytutki, a balangi odbywały się tam do rana. Tak wspominali sąsiedzi, W wolnych chwilach Cyppek uwielbiał wpadać do pobliskiego kina „Młoda Gwardia”. Poza piciem wódki i zabawianiem się z prostytutkami, była to jego kolejna pasja.

W tych balangach brali też udział niemieccy znajomi Cyppka, pewna handlarka z bazaru oraz rzeźnik Gunter i Hans, ten ostatni prowadził budkę z mięsem i alkoholem na bazarze.

To ważne postaci dla tej opowieści, bo jak się potem okazało to im Cyppek odstawiał swój towar, czyli rozkawałkowane ciała ofiar, które mordował. Być może wśród nich była też jego żona Margarita, nikt z sąsiadów bowiem nie widział jej po wyjściu zza krat, sam Cyppek mówił, z wyjechała do rodziny do Berlina.

Podobnie jak Margarirta, przepadł też młodzian o blond włosach, który przez jakiś czas mieszkał u Cyppka, a potem nagle zniknął. Miał to być rzekomo syn ”Rzeźnika z Niebuszewa”. W kamienicy przy ulicy Wilsona 7, gdzie mieszkał Cyppek było tak, że ludzie starali się nie zaglądać innym w ich życie prywatne, cenili nie tylko spokój, w przypadku Cyppka działał zwyczajny strach, nie raz bowiem potrafił on zrugać za byle co ciężarne kobiety, a nawet dzieci.

CZYTAJ TAKŻE: Tadeusz Ołdak był seryjnym mordercą. "Wampir z Warszawy" wpadł przez zbytnią pewność siebie

Narodziny potwora
Ten w miarę spokojny świat runął 11 września 1952 roku. Zaczęło się od tego, że jeden z mieszkańców budynku Józef Jarosz po przyjściu do pracy nie zastał żony, co się nigdy wcześniej nie zdarzało. Na dodatek w mieszkaniu płakało jego maleńkie dziecko, przy którym czuwała znajoma jego żony.

Jarosz nie mógł wyciągnąć od kobiety informacji, co się stało z jego ślubną. Zaczął chodzić wokół domu, wołał, krzyczał, po żonie jednak ani śladu. Kiedy wszedł na daszek komórki, która stała na podwórku, i zajrzał do mieszkania na pierwszym piętrze, gdzie mieszkał Cyppek, zwaliło go z nóg. Zobaczył tam swoją pierzynę, która leżała na podłodze.

Jarosz powiadomił o tym odkryciu milicję, ta przyjechała jak tylko to było możliwe najszybciej i przed domem Cyppka czekano na jego powrót. Kiedy mężczyzna pojawił się wreszcie milicjanci weszli z nim do mieszkania.

W notatniku milicyjnym znalazła się taka między innymi informacja: na kanapie w pokoju leżały zwłoki kobiety z odciętą głową, jej wnętrzności były wyjęte. Na talerzach rozstawionych na stole była wątroba i ludzkie serce. Jeden z milicjantów napisał też: ręce i udo porzucone przy szafie, wnętrzności w wiadrze pod oknem. W kuchni na zlewie i na krzesłach widniały czerwone plamy z krwi, stała maszynka do mielenia mięsa, na patelni zaś wysychała niedojedzona jajecznica i chleb ze smalcem
Można sobie darować kolejne opisy tego, co zobaczyli w mieszkaniu mundurowi, faktem jest, że to od tamtej chwili w całym Szczecinie rozpowiadano już tylko o jednym, o „Rzeźniku z Niebuszewa”.

Wyznanie mordercy
Cyppek od razu przyznał się do tego morderstwa, a na pytanie, dlaczego to zrobił, takie miał wytłumaczenie: zawsze chciałem się kochać z Ireną Jarosz, ale ona była mi nieprzychylna, kiedy zapukała do moich drzwi i chciała pożyczyć mąkę wpuściłem ją to środka, a potem straciłam głowę.

Walił swoją ofiarę młotkiem po głowie, potem nożem odciął jej głowę i chciał kobietę dalej poćwiartować, ale opadł z sił. Zamiast więc szczątki, tak jak planował, wyrzucić na cmentarzu zaniósł tylko głowę nad staw Rusałka i tam ją utopił.

Milicjanci ściągnęli strażaków do pomocy i zaczęto pompować wodę ze stawu. I wtedy, jak opisywali niektórzy mieszkańcy Szczecina, którzy podeszli blisko Rusałki, widziano kilkudziesiąt ludzkich czaszek, które walały się na dnie stawu. Od razu mówiono, że to robota Cyppka.

Narodziła się kolejna legenda Szczecina, okazało się, że „Rzeźnik z Niebuszewa” to seryjny morderca.

Naciskany przez śledczych Cyppek początkowo przyznawał się tylko do zabicia Ireny Jarosz, kiedy zaczęto go bardziej maglować wyznał, że zamordował kilkudziesięciu chłopców.

Miał ich zabijać w podziemiach szczecińskiej Akademii Rolniczej. Tam też miał swoje ofiary przerabiać na przetwory jadalne, które odstawiał swoim znajomym handlującym na bazarach.

CZYTAJ TAKŻE: Tadeusz Ołdak był seryjnym mordercą. "Wampir z Warszawy" wpadł przez zbytnią pewność siebie

Niewykluczone, że zabijał też chłopców w piwnicy swojego domu, miała mu te ofiary podsyłać zaprzyjaźniona bileterka kina, w którym często bywał Cyppek. Tej wersji jednak nigdy nie potwierdzono. Podobnie jak i kolejnej, roli jednej z Niemek, która wynajmowała na godziny pokoje marynarzom, ci potem przepadali w tajemniczych okolicznościach, a ich ciał nigdy nie odnaleziono.

Dla szczecinian te odkrycia były szokiem, opowiadano o makabrycznych szczegółach zbrodni dokonywanych przez Cyppka, choć śledczy przysięgali, że od nic nie wyciekła na miasto żadna informacja.

Błyskawiczny proces
13 września 1952 r., a więc zaledwie dwa dni po aresztowaniu Cyppka, do sądu w Szczecinie trafił akt oskarżenia. Prokurator oskarżył Cyppka o zamordowanie Ireny Jarosz na tle seksualnym. Unikano badania tej sprawy, nie zajmowano się ćwiartowaniem ofiar przez Cyppka i odstawianiu ciał na bazar. Władza bała się, że rozgrzebywanie tych dramatów mogłoby wywołać pogromy na Niemcach w mieście, a było ich tam nawet kilkadziesiąt tysięcy.

Dlatego sprawę szybko i sprawnie zamknięto. Proces Rzeźnika z Niebuszewa zaczął się 17 września 1952 r. i zakończył się tego samego dnia. Wyrok brzmiał: kara śmierci. A kiedy Cyppek napisał prośbę do prezydenta Bolesława Bieruta o łaskę odpowiedź była równie szybka i stanowcza: nie.
3 listopada, niecałe dwa miesiące po zamordowaniu Ireny Jarosz Cyppek zawisł na szubienicy. Pochowano go na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie w bezimiennej mogile. I wielu tylko zastanawia, kto dziś stawia na tej bezimiennej mogile znicze.

CZYTAJ TAKŻE: Tadeusz Ołdak był seryjnym mordercą. "Wampir z Warszawy" wpadł przez zbytnią pewność siebie

Dawna ulica Wilsona nazywa się dzisiaj Niemierzyńska, zaś życie w kamienicy w której żył i mordował Cyppek toczy się normalnie. Ale, kiedy tylko spytać kogoś z miejscowych o tę historię, momentalnie odgrzewane są namiętności. Nawet najmłodsi lokatorzy znają historię tego horroru, jest ona przekazywana z pokolenia na pokolenie. Do dziś mówi się o słodkawym smaku mięsa, jakie można było kupić na miejscowych bazarach i o zapadni, którą w swoim mieszkaniu wykorzystywał Cyppek, by swoje ofiar wrzucać do piwnicy, a tam przerabiać je na jadalne produkty.

I nawet jeśli część z tych opowieści obrosła legendą, to jeden fakt pozostaje bezsporny: Józef Cyppek był autentyczną postacią.

******************

TUTAJ - w serwisie prasa24.pl mogą Państwo już teraz kupić e-wydanie Naszej Historii: PRASA24.PL

Zapraszamy także na profil Naszej Historii na FACEBOOKU i do obserwowania naszego konta na TWITTERZE.

Tweety użytkownika @naszahistoria

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Jest o nim książka - livro.pl/rzeznik-czornyj-max-sku1229189116.html Historia faktycznie przerażająca. I pewnie takich kiedyś było więcej, tylko nie odnaleziono sprawców. Skąd się biorą tacy ludzie? Co im siedzi w głowach? Naprawdę trudno to pojąć. A przeczytanie książki - polecam. Dużo wyjaśnia i wiele pokazuje.

O
OK

Zabił też Irenę Jarosz, bo chciał się z nią kochać, ale ona nie chciała. Mógł być raczej biseksualny.

f
fixit

Dlaczego mordował tylko mężczyzn!? Czyżby był homoseksualistą?

z
zdziwiony

Duma - co tam duma - wręcz megalomańska pycha po tym artykule zapewne rozpiera pierś mieszkańców Szczecina a szczególnie Niebuszewa. No proszę! Szczecin sroce spod ogona nie wypadł!. Nie tylko Londyn miał Kubę Rozpruwacza czy Boston swego Dusiciela - Szczecin miał także swego seryjnego zabójcę. Wynika z tego, że po Wojnie Szczecin aż takim zapyziałym miasteczkiem jak dziś nie był. Nie każde, nawet większe miasto może się poszczycić własnym wampirem! Szczególnie, że dziś już nie bardzo jest czym się chwalić. Sięganie do przeszłości nie zastąpi marności czasów obecnych.

Może by tak Cyppkowi pomnik postawić? W końcu - rozsławił Szczecin czy nie?

a
ala66

Jak zwykle w GS 24 literówki. Czy dziennikarze nie mogą pisać staranniej? Pierwszy przykład - "od nic nie wyciekła" a powinno być - od nich nie wyciekła.

W
Weronika

Artykuł w porządku, tylko literówek mnóstwo, nie tak powinno być na poważnym portalu.

Dodaj ogłoszenie