"Joker", czyli przeszywające studium samotności [RECENZJE FILMU] Fenomenalny Joaquin Phoenix w roli głównej [ZWIASTUN] [TRAILER]

Krzyszof PołaskiZaktualizowano 

Wideo

Źródło: TVN

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Recenzja filmu. "Joker" to przeszywające studium samotności. Dołujący obraz upadku człowieczeństwa i człowieka, który został opluty przez rzeczywistość. Doprowadzony do skraju swoich nerwów, pozostawiony przez ludzi oraz państwo sam sobie, decyduje się na najgorsze.

Łotr, bohater czy ofiara? A może każdy z nich po części? Te pytania o naturę Jokera będą zadawać sobie widzowie po seansie nowego filmu Todda Phillipsa. Chociaż z sali kinowej raczej wyjdą w milczeniu, bo nowy "Joker" emocjonalnie paraliżuje.

"Joker". Recenzja filmu Todda Phillipsa

Joker - ikona zła, szaleństwa oraz nieprzewidywalności. Właśnie w takiej odsłonie dotychczas znaliśmy tę postać, jednak reżyser (i współscenarzysta) Todd Phillips odchodzi od komiksowej wizji oraz stylistyki na rzecz hardego dramatu społecznego. Proszę państwa, oto pokiereszowany przez życie Arthur Fleck (Joaquin Phoenix), czyli Joker na miarę naszych czasów oraz możliwości, bo chociaż akcja filmu rozgrywa się prawdopodobnie w końcówce lat 70. XX wieku w Gotham City, które niebezpiecznie przypomina brudny Nowy Jork żywcem wyjęty z "Taksówkarza" Martina Scorsese lub "Gorączki sobotniej nocy", to aluzji do współczesności nie brakuje. Epoka jest kolorową maską.

„Joker” z Joaquinem Phoeniksem: Klauni z ulic miasta nadchodzą?

Za sprawą "Jokera" przenosimy się do świata, gdzie życie ludzkie ma bardzo małą wartość, a cios nożem można otrzymać wszędzie. Bezlitosna rzeczywistość depcze ludzkie plany oraz marzenia, taplając wszystkich w kadzi z uryną i odchodami dnia codziennego. W takim świecie każdego ranka budzi się Arthur Fleck, który niedawno wyszedł ze szpitala psychiatrycznego, musi opiekować się schorowaną matką, nigdy nie poznał własnego ojca, a o kobiecie, która zobaczyłaby w nim człowieka, a nie chorego dziwaka, może jedynie fantazjować. W pracy też nie ma lekko; jako klaun do wynajęcia zaznaje kolejnych upokorzeń, jest bity oraz wyśmiewany. Łatwo w takiej sytuacji eksplodować, a jest to jeszcze prostsze, gdy ma się dostęp do broni. Sytuacji nie poprawia też hobby; Arthur chciałby być komikiem, ale - delikatnie mówiąc - spokojnie mógłby znaleźć zatrudnienie w większości polskich kabaretów, bo jego gagi w żadnym wypadku nie śmieszą.

"Joker". Oficjalny zwiastun

W zasadzie w "Jokerze" nie ma miejsca na śmiech inny niż ten spowodowany neurologicznym defektem. Ekranowy świat to miejsce, w którym nikomu nie jest do śmiechu. Zanieczyszczona złem metropolia na manowce potrafi sprowadzić każdego, a rosnące dysproporcje pomiędzy bogatymi a biednymi tylko potęgują gniew. Żyjący w bezpiecznych bańkach arystokraci i właściciele fortun pokroju Thomasa Wayne'a (Brett Cullen) nie rozumieją normalnych ludzi. W ich oczach biedni sami są sobie winni. Patrzą na nich z góry, lecz jeszcze nie mają świadomości, że to się na nich zemści. Chcąc przejąć władzę i uważając się za mądrzejszych od pozostałych tracą czujność, co będzie miało swoje krwawe konsekwencje. Słowo za słowo, krew za krew.

Czytaj także

Do tego świata nie pasuje Arthur Fleck, który może w innych warunkach miałby szansę być zwykłym, pogodnym człowiekiem. Ale Gotham City gwałci jego człowieczeństwo i doprowadza na skraj rozpaczy. Może podjąć wyłącznie jedną decyzję - chce dalej być ofiarą czy stać się katem? Jako, że najlepszą obroną jest atak bierze sprawy we własne ręce i zaczyna robić porządek z nimi wszystkimi. Czy "Joker" wybiela bandytę? Nie, po prostu daje spojrzenie na jego sytuację oraz motywację. Pamiętajmy, że często autorami wielkich masakr są ludzie, których szkalowano i krzywdzono. Todd Phillips zwraca na to uwagę, chociaż zapewne nie każdemu spodoba się ta perspektywa.

"Joker" to przeszywające studium samotności. Dołujący obraz upadku człowieczeństwa i człowieka, który został opluty przez rzeczywistość. Doprowadzony do skraju swoich nerwów, pozostawiony przez ludzi oraz państwo sam sobie, decyduje się na najgorsze. Joaquin Phoenix w głównej roli jest rewelacyjny, ale tego można było się spodziewać. On nie musi nic mówić, wystarczy popatrzeć na jego mimikę, ruchy, gesty, to jak się wygina - doskonały obraz człowieka zagubionego w swojej głowie, który w starciu z normalnym światem zostaje w brutalny sposób znokautowany. Po takim ciosie o dziwo wstaje i uznaje, że też musi zacząć faulować...

Ocena: 8/10

POLECAMY W SERWISIE POLSKATIMES.PL:

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie