John Maxwell Coetzee: "Pisarz to po prostu zawód". Spotkanie...

    John Maxwell Coetzee: "Pisarz to po prostu zawód". Spotkanie z doktorem honoris causa UAM

    Marek Zaradniak

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    John Maxwell Coetzee i promotorka nadania tytułu doktora honoris causa profesor Liliana Sikorska z Wydziału Anglistyki UAM
    1/18
    przejdź do galerii

    John Maxwell Coetzee i promotorka nadania tytułu doktora honoris causa profesor Liliana Sikorska z Wydziału Anglistyki UAM ©Fot. Łukasz Gdak

    Tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu otrzymał w poniedziałek światowej sławy pisarz John Maxwell Coetzee. Znalazł też czas, aby podzielić się z dziennikarzami swymi refleksjami na temat zawodu pisarza, opowiedzieć o polskich korzeniach i o obecnym pobycie w Polsce.
    Urodził się Pan w Kapsztadzie w Republice Południowej Afryki, ale na początku XXI stulecia przeprowadził się Pan do Australii. Dlaczego i co to Panu dało?

    John Maxwell Coetzee: - Australia to miejsce, w którym czuję się jak u siebie w domu i przyjęto mnie tam z otwartymi ramionami. A przeprowadziłem się głównie ze względu na sytuację polityczną w RPA.

    Kiedy był Pan w Polsce w 2006 roku poszukiwał Pan informacji o swej rodzinie z Odolanowa. Czy od tamtej pory ma Pan jakieś nowe fakty na ten temat?


    John Maxwell Coetzee: - Nie mam żadnych nowych informacji. Mój prapradziadek urodził się nie jako Balthazar du Biel, ale jako Balcer Dubyl w 1844 roku we wsi Czarnylas koło Odolanowa jako Polak i katolik, ale na własne życzenie chodził do szkoły ewangelickiej. Wyjechał do Afryki jako misjonarz, a stamtąd do Stanów Zjednoczonych. W 1881 roku wrócił do Afryki. Najmłodszy z synów Balthazara - Albert du Biel był zawodowym pisarzem. W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku opublikował pół tuzina książek, z których jedna lub dwie stały się lekturami szkolnymi i nadal jest wspominany w historii literatury południowoafrykańskiej jako reprezentant pierwszej generacji pisarzy afrykanerskich.

    A dzisiaj kim, Pana zdaniem, jest pisarz?

    John Maxwell Coetzee: - Nie mam żadnej definicji. To jest po prostu zawód jak każdy inny i nie ma w tym żadnego romantyzmu. Decyzja, by pisać, by zostać pisarzem jest niejako niezależna od nas samych. Człowiek pisze, bo po prostu czuje, że dobrze to robi, czuje powołanie do szerzenia swojego spojrzenia na świat.

    Przyjechał Pan do Poznania nie tylko po to, aby odebrać tytuł doktora honoris causa UAM, ale także w związku z Międzynarodowym Festiwalem Teatralnym Malta. Jak Pan się czuł jako jeden z jego bohaterów?

    John Maxwell Coetzee: - Moja rola na tym festiwalu była bardzo mała. Nicholas Lens długo czekał na znalezienie grupy teatralnej, która by się podjęła wystawienia i realizacji opery "Slow Man". Ja byłem tylko autorem libretta i nikim więcej.

    Dlaczego unika Pan spotkań z dziennikarzami?

    John Maxwell Coetzee: - Bo nie chcę wchodzić w kontrowersje.

    A czy ten pobyt w Polsce jest dla Pana inspirujący?

    John Maxwell Coetzee: - Nie pracuję jako reporter. Nie o taki sposób rejestracji i obserwowania zdarzeń mi chodzi. Jestem pisarzem i wszelkie impresje, które mają na mnie wpływ, potrzebują pewnych przemyśleń.


    Jedyna taka osobowość
    Godność doktora honoris causa UAM otrzymał w poniedziałek światowej sławy pisarz John Maxwell Coetzee
    Promotorką była prof. Liliana Sikorska z Wydziału Anglistyki UAM. Jak powiedziała wybór padł na tę właśnie osobę, bo Coetzee to jedyna osoba, spośród żyjących pisarzy, o takim formacie i intelekcie.
    

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo