Joanna Mucha: Polski sport to jedna z ostatnich ostoi komuny

Robert Małolepszy
Joanna Mucha
Joanna Mucha Małgorzata Genca/Polskapresse
- Polski sport to jedna z ostatnich dziedzin życia, która jeśli chodzi o strukturę organizacyjną, procedury, mentalność tkwi jeszcze w epoce komunizmu - mówi Joanna Mucha, ministra sportu, w rozmowie z Robertem Małolepszym.

Jak się pracuje z pistoletem przystawionym do głowy przez premiera Tuska? Szef rządu dał Pani czas do końca roku...
Pracuję jak przez ostatni rok, czyli ciężko, a owoce tej pracy zaczynają nabierać kształtów.

Ma Pani na myśli wydarzenia na Stadionie Narodowym podczas meczu Polska - Anglia?
Zupełnie coś innego. Za to, co wydarzyło się wówczas, czułam się odpowiedzialna politycznie, dlatego oddałam się do dyspozycji premiera. Ale tak jak już wiele razy to powtarzałam, przeanalizowałam tę sytuację wielokrotnie i jestem pewna, że zrobiłam wszystko, co mogłam.

Czego zatem oczekuje od Pani premier Tusk?
Jeśli chodzi o tę sytuację, to mam poprawić funkcjonowanie Narodowego Centrum Sportu. Takie zadanie dostał nowy prezes spółki Michał Prymas.

Co to znaczy?
Prezes NCS do końca 2012 r. będzie wdrażał program naprawczy w dwóch kluczowych obszarach: w zarządzaniu obiektem oraz szeroko pojętej komunikacji. Do niego należeć będzie wdrożenie procedur współpracy z wynajmującym stadion już na etapie przygotowawczym do imprezy oraz na etapie jej przeprowadzenia, audyt techniczny weryfikujący i potwierdzający funkcjonalność stadionu, weryfikacja i ewentualna modyfikacja biznesplanu na lata 2012-2020. Ważna będzie także kontynuacja procesu zawierania porozumień i rozliczeń z podwykonawcami.

Jednym słowem, wybudowaliśmy stadion za dwa miliardy, a teraz musimy się dowiedzieć, czy można zamykać dach?
Panie redaktorze, wiemy. Ale mamy też sytuację z meczu Polska - Anglia, mamy pierwszą zimę, podczas której stadion w pełni funkcjonuje. Dlatego analizujemy możliwości stadionu, dachu, murawy, wszystkiego.

Czy nie uważa Pani, że warto dołożyć nawet kolejne miliony i przebudować dach? Przecież ten, który mamy, to zwykły bubel. No bo jak nazwać dach za 200 mln, którego nie można otwierać, gdy pada albo wieje?
Takie dyskusje nie mają dziś sensu. Decyzja została podjęta na etapie budowy, gdy wybrano dach o lekkiej konstrukcji, co oznaczało, że nie będzie można nim operować przy złych warunkach pogodowych. Przypominam, że to jest ponad hektar powierzchni. Teraz trzeba się nauczyć posługiwać tym urządzeniem, opracować procedury, które więcej nie zawiodą. Opracować też taki wzór umowy z podmiotami wynajmującymi obiekt, by potem nie było wątpliwości, kto za co odpowiada, czy dach ma być otwarty, czy zamknięty.

I co mecz wymieniać murawę. Przecież to granda. Koszty tej wymiany wynoszą od 100 tys. euro w górę. Czemu nie zainstalowano na Narodowym murawy modułowej, takiej, jaką mają choćby w Gelsenkirchen?
To rozwiązanie jeszcze droższe. W Europie rzadko spotykane. Taka opcja była zresztą rozważana, ale uznano, że taniej będzie jednak rozkładać murawę na poszczególne mecze.

Jednym słowem poza reprezentacją Polski w piłce nożnej żadna inna drużyna, no chyba że Legia w Lidze Mistrzów, na Narodowym nie zagra. Futbolistów amerykańskich, którzy rozegrali dwa mecze, nigdy nie byłoby na to stać, gdyby musieli ponieść koszty rozłożenia murawy, to samo dotyczy reprezentacji Polski w rugby, która też mogłaby tutaj grać.
Od tego są zarządzający stadionem, by grupować wydarzenia, które wymagają murawy, tak by było to jak najbardziej opłacalne.

Kiedy stadion będzie gotowy?
Do końca 2013 r. powinny zakończyć się wszystkie prace wykończeniowe w strefie komercyjnej. Dopiero wówczas stadion osiągnie pełną zdolność operacyjną. Od 2015 r. powinien zacząć zarabiać na utrzymanie.

Jak to? Przecież kilka dni temu ukazała się informacja, że stadion zarobił na siebie już w pierwszym roku, co zostało słusznie określone "cudem narodowym", ale w złym świetle stawia i ministerstwo, i NCS. Wygląda na to, że nikt nie panuje nad zarządzaniem tym obiektem.
Ta informacja była nierzetelna. Dziennikarz zestawił wyłącznie koszty podstawowe utrzymania stadionu - wodę, światło, ochronę, sprzątanie. Ale nie brał pod uwagę kosztów administracji czy trwających ciągle prac wykończeniowych. Jakie naprawdę będą koszty generowane przez stadion, dowiemy się po pierwszym roku normalnego funkcjonowania.

Czy zaprosi Pani Zbigniewa Bońka na rozmowy w sprawie siedziby PZPN na Narodowym?
Oczywiście, że będę chciała w tej sprawie rozmawiać. Poprzednie władze PZPN nie były zainteresowane wynajęciem powierzchni, twierdząc, że mogą dostać pieniądze od UEFA i FIFA wyłącznie na budowę nowej siedziby. Dziś wiemy, że to nieprawda.

Były jednak też głosy, że ceny, jakie podyktował NCS, były z kosmosu. Może warto wynająć biura dla PZPN i może kilku innych mniejszych związków po preferencyjnych cenach?
Stadion ma wyjątkowe położenie, a PZPN to bardzo bogata organizacja. Ale będę na ten temat rozmawiać z prezesem Bońkiem.

Czego się Pani spodziewa po nowych władzach PZPN?
Jak wszyscy mam bardzo duże nadzieje na zmianę i odnowę wizerunku związku. Na zakończenie spraw korupcyjnych, ale też uporządkowanie bałaganu licencyjnego, reformę, czy wręcz stworzenie systemu szkolenia młodzieży. Wszyscy znamy problemy polskiej piłki i wierzę, że nowy zarząd z Bońkiem na czele zacznie te problemy rozwiązywać.

Zostawmy piłkę. Gdy oddała się Pani do dyspozycji premiera, w jednym z wywiadów powiedziała Pani, że szkoda jej odchodzić, bo właśnie dobiegają końca prace nad kompleksową reformą sportu. Może już Pani przedstawić efekty tych prac?
Najpierw chciałabym powiedzieć o mojej diagnozie stanu polskiego sportu. Po tym okresie mam już dość dobre rozeznanie, a fakt, że nie wywodzę się ze środowiska sportowego, pomógł mi wyciągać bardzo ostre i bolesne wnioski.

Jest źle, to wiemy.
To za mało powiedziane. Polski sport to jedna z ostatnich dziedzin życia, która jeśli chodzi o strukturę organizacyjną, procedury, mentalność tkwi jeszcze w epoce komunizmu.

Na jakiej podstawie Pani to mówi?
Przeprowadziliśmy wiele analiz. Mam za sobą dziesiątki spotkań z prezesami, trenerami, działaczami. Jesteśmy też po analizie startu w Londynie. Wyniki są zatrważające. W naszym sporcie tak naprawdę nikt nie odpowiada za wynik. Od odpowiedzialności uciekają wszyscy - prezes mówi, że nie ma wpływu na szefa wyszkolenia, szef wyszkolenia zrzuca odpowiedzialność na trenera, trener mówi, że nie ma wpływu na zawodnika. A cześć zawodników wykazuje się niedojrzałością. Takie wydawałoby się podstawowe sprawy jak kontrola treningu, opieka medyczna czy współpraca z ośrodkami badawczymi to wciąż abstrakcja.
Przecież zawodnicy są badani, trenerzy robią sprawozdania...
Proszę mi wierzyć, nawet spośród tych najlepszych nie wszyscy są badani. Poza tym te procesy nie są usystematyzowane, wiele działań jest nieprofesjonalnych. Dam jeden przykład - trener naszej reprezentantki w Londynie jako przyczynę nieudanego startu podał iniekcje, jakie jego podopieczna musiała przyjąć kilka tygodni przed startem. A ich powodem była wykryta u niej anemia. To ja się pytam, jak wcześniej wyglądał jej monitoring?

I co Pani chce z tym zrobić?
Reformy, jakie proponujemy, będą dotyczyć wszystkich stref - sportu powszechnego, młodzieżowego i seniorskiego. Jestem po spotkaniach z prezesami związków, podczas którego przedstawiłam założenia reformy sportu młodzieżowego.

Słucham...
Do tej pory było tak, że związki, tak przynajmniej twierdziły, nie miały wpływu na szkolenie młodzieży. Za ten etap, upraszczając bardzo, odpowiadały wojewódzkie federacje sportu. To tam trafiały pieniądze rządowe i samorządowe na szkolenie młodzieży, która niebawem powinna stać się zapleczem dorosłej kadry. Pieniądze, które dostawały federacje, były dzielone wedle prostego przelicznika - na każdego zawodnika 75 zł na dzień zgrupowania, razy 50 dni tegoż zgrupowania w roku, co dawało 3750 zł. Trenerzy, którzy te kadry powoływali, byli rozliczaniu głównie z tego, jak poradzili sobie z buchalterią finansową. Nikt nie badał, czy i jakie postępy robią zawodnicy. Pieniądze były przyznawane w takiej samej wysokości na tego, który lada dzień miał szansę wskoczyć do reprezentacji, i dla tych, którzy nigdy takiej szansy nie będą mieli. Do tego obowiązywały przepisy, że jeżeli zawodnik korzysta z jakiegoś programu wsparcia, to już nie może brać udziału w innym. W efekcie mieliśmy finansowanie na zasadzie wszystkim po równo, ale wszystkim mało.

Jak będzie teraz?
W federacjach zostawiamy tylko najmłodsze grupy, czyli młodzików. Od kadeta w górę odpowiedzialność, a co za tym idzie i pieniądze, przejmuje związek. Ale koniec z równością. Związki mają opracować indywidualne programy dla najlepszych młodych zawodników. Mają też opracować spójny dla wszystkich program oceny wyników. I nie chodzi tu o miejsca na zawodach, jak było do tej pory. Raczej chcemy oprzeć się na wynikach badań. Zawodnik, jeśli ma być finansowany, musi zmieścić się w tzw. tunelu wynikowym czy też ścieżce dojścia do mistrzostwa.

A co, jeśli nie będzie się mieścił w tunelu?
Jeśli przyczyny będą obiektywne, np. kłopoty w szkole czy zdrowie, dostaje czas. Jeśli zawali kolejny sprawdzian, wypada z programu. Generalnie też będziemy starali się upraszczać wszelkie procedury rozliczania.

Jaka jest opinia związków i kiedy wdrożenie?
Pilotaż rusza już w 2013 r. Przystąpią do niego Polski Związek Lekkiej Atletyki, Polski Związek Żeglarski, Polski Związek Wioślarski i Polski Związek Pływacki. Negocjujemy z Polskim Związkiem Biathlonu. Pozostali prezesi związków też znają koncepcję - jeden z nich podsumował naszą dyskusję - polskie związki księgowe zmienią się w polskie związki sportowe.

Ale to mały wycinek sportu...
Mały, ale chyba najważniejszy. Jeśli nie będzie szerokiego zaplecza dla naszych mistrzów, nie zrobimy żadnego postępu i nadal sportem będzie rządził przypadek. Bo dziś fakt, że zdobywamy 10 medali na igrzyskach, to nie jest efekt systemu, jaki mamy, a właśnie przypadek.

Ok, mamy sport młodzieżowy, a co z samą podstawą piramidy - sportem masowym?
Też szukamy rozwiązań. Rozpoczynam właśnie cykl wielkich debat. W każdym województwie chcę się spotkać z samorządami, trenerami, działaczami i przekonywać ich do nowego podejścia do sportu powszechnego.

Nowego, czyli jakiego?
Systemowego. Dam przykład ministerstwa - do tej pory pieniądze z departamentu sportu powszechnego dzieliliśmy co roku w konkursach. Dofinansowywaliśmy setki zadań małymi kwotami. I znów nikt nie badał efektów. Teraz chcę dawać pieniądze wyłącznie na rozwiązania systemowe. Już podjęliśmy współpracę z PZLA, a także związkami koszykarskim, piłki ręcznej i siatkówki. Powstają programy wykorzystania orlików, na których miałoby być prowadzone systematyczne szkolenie najzdolniejszych dzieciaków z okolicy. Musimy też doprowadzić do powstania realnych połączeń szkoła - klub. Anglicy np. postawili sobie cel - do następnych igrzysk chcą utworzyć sześć tysięcy takich połączeń.

Jak Pani chce to wprowadzić w życie w Polsce?
Wypracowaniu takiego klimatu i formuły mają służyć spotkania w województwach. Ale nie tylko. Rozmawiałam już z ministrem Siemoniakiem o sporcie w wojsku, będę rozmawiać z ministrem Cichockim o sporcie w policji. O odbudowie struktur, które utrzymywały zawodników.

Już Pani wie, ile jest w Polsce lig hokeja?
Taką wiedzę muszą mieć dziennikarze sportowi. Nie zamierzam się z wami licytować. Minister powinien skupiać się na strategicznych sprawach i ja to robię. Na efekty mojej pracy trzeba jednak poczekać. Polski sport nie był reformowany w niektórych strefach od 50 lat.

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

R
REX
Tylko za komuny polscy SPORTOWCY odnosili naprawdę sukcesy
J
Jacek
Cała komuna przeniosła się teraz do PO.
z
zb
Pani Minister to tak jak Pan Borusewicz - Marszałek niepotrzebnego Senatu - wypowiada się z pozycji swoich wyżyn intelektualno-moralnych,jakie wyżyny takie umysłowe "wydaliny" bo nie mozna nazwać inaczej tego co słyszymy.
J
Jerzy
ładna, ale głupiutka mucha, lepiej jak nic nie mówi, bo żal ściska
i
internautka50+
nie ostoja. A jaka dowcipna i postępowa -wie kiedy małżeństwo jest skonsumowane!
Byłby wiarygodniejszy gdyby się nie silił na aforyzmy ze swojej głowy które wcale nie pasują do sytuacji
G
Gabriel
Pani Minister powinna sprecyzować na czym polega pozostałość komunizmu w PZPN ?
j
jasiek
ten śmierdzący komuną sport,nie ma sukcesów jak za komuny?Może zobaczyli Tuska i spadła im na oczy uska?Do sukcesów sportowych komuny to wy pożal się boże kapitaliści do końca świata nie dojdziecie.Potraficie tylko walczyć z komuną,tylko nie zapominajcie,że wygraliście bo wam komuna wyszła na przeciw.
p
polo
Szkoda, że "ministra" Mucha tego nie zauważa.
Dodaj ogłoszenie