Joanna Jędrzejczyk: Mogłam zostać piłkarką. Wybrałam MMA, ale sentyment pozostał

Tomasz DębekZaktualizowano 
Joanna Jędrzejczyk
Joanna Jędrzejczyk Szymon Starnawski /Polska Press
Jest wiele składowych, które mają wpływ na mój ewentualny występ na gali w Ergo Arenie. Nie chodzi tylko o pieniądze. Chcę walczyć w Polsce. Ale nie wiem, czy zrobię to w tym roku, czy może w przyszłym. Nic nie jest jeszcze potwierdzone, ale kolejny pojedynek prawdopodobnie stoczę jesienią w Madison Square Garden. Obstawiam, że moją rywalką będzie Rose Namajunas - przewiduje polska mistrzyni UFC Joanna Jędrzejczyk (14-0). Królowa wagi słomkowej największej organizacji MMA świata opowiada nam też m.in. o swojej pasji do piłki nożnej, Mamedzie Chalidowie oraz reakcjach fanów na jej biografię "Wojowniczka".

W maju obroniła Pani pas mistrzyni UFC kategorii słomkowej, nie dając szans Jessice Andrade. Sama była Pani zaskoczona tym, że poszło tak łatwo?
Mówi się, że ciężka praca popłaca. Mnie zwróciła się ona w tej walce. Podczas przygotowań szczegółowo rozrysowaliśmy możliwy przebieg tej walki. Każdego dnia dodawaliśmy nowe kreski i kolory. Wszystko się sprawdziło, z czego jestem bardzo zadowolona. Wyszła piękna walka. Wiele osób mówiło, że jedna z najlepszych w moim wykonaniu. To pokazuje, że podjęłam dobrą decyzję przenosząc się na Florydę do American Top Team. Tak naprawdę to był mój pierwszy kompletny camp, który tam przepracowałam. Przed walką z Karoliną Kowalkiewicz nie mieliśmy wiele czasu na poznanie się z trenerami i sparingpartnerami. Od razu zaczęliśmy pracować nad tym, żeby moja forma na galę była jak najlepsza. Teraz rozumieliśmy się już dużo lepiej. Ostatnie trzy miesiące pokazały, że jesteśmy zgraną ekipą. Czuję naprawdę bliską relację z moimi trenerami. Trafiłam na bardzo dobrych ludzi. W ATT jest ponad 20 trenerów, ja mam trzech zaufanych. Mówi się, że Mike Brown jest tym głównym. Ale Katel Kubis i Kami Barzini też odgrywają ważną rolę w moich przygotowaniach. Z optymizmem patrzę w przyszłość w ATT.

Spotkaliśmy się na Gali Ekstraklasy, gdzie wręczała Pani nagrodę najlepszemu bramkarzowi sezonu. To chyba nie przypadek, bo piłka nożna jest Pani bliska.
Piłkę bardzo lubię, mój narzeczony kiedyś grał w III lidze. Każdy, kto czytał moją książkę "Wojowniczka" wie, że w 2010 roku miałam przerwę od sportów walki. Nie było z tego ani pieniędzy, ani perspektyw. Powiedziałam sobie, że chcę z tym skończyć. Wtedy hobbystycznie poszłam na treningi piłki nożnej. Zawsze lubiłam tę grę, ciągnęło mnie do kontaktowych dyscyplin takich jak piłka ręczna i nożna. Myślę, że gdyby kobiecy futbol siedem lat temu był tak rozwinięty jak obecnie, mogłabym zostać piłkarką. Później wróciłam do sportów walki i zaczęłam karierę w MMA. Ale sentyment do piłki pozostał. To ogromne wyróżnienie, że mogłam wręczyć nagrodę najlepszemu bramkarzowi Lotto Ekstraklasy. Spotkałam wiele osobistości świata piłki. Było bardzo fajnie, super przeżycie. (śmiech)

Znajduje Pani czas, by oglądać mecze ligi polskiej?
Pewnie. Byłam nawet na meczu Legii z Lechią w ostatniej kolejce ligowej. Kiedy tylko znajduję wolną chwilę, oglądam mecze. Chociaż wiadomo, że w Stanach są z tym kłopoty. Różnica czasu, transmisje, ograniczenia lokalizacyjne w internecie... Staram się jednak oglądać najważniejsze spotkania. Przede wszystkim reprezentacji, ale też ekstraklasy. To najlepsza liga w Polsce, trzeba ją wspierać.

Kibicuje Pani jakiemuś klubowi poza Stomilem z rodzinnego Olsztyna i Juventusem?
Jestem postronna. Tu chodzi o sport, grę fair play i dobrą zabawę. Chciałabym, żeby wszystkie polskie kluby osiągały sukcesy. Z zagranicznych faktycznie lubię Juventus. Ta drużyna jest dowodem na to, że poświęcenie i determinacja prowadzą do sukcesów. Jakiś czas temu klub został zdegradowany za korupcję. Piłkarze i kibice stracili najwięcej, chociaż to nie była ich wina, tylko władz klubu. Wielu zawodników zostało jednak w Turynie mimo spadku, a drużyna szybko się odbudowała. Dziś to ścisła czołówka. W tym sezonie nie wygrali tylko Ligi Mistrzów. Szkoda, ale Real był zdecydowanie lepszy. Tak czy inaczej historia Juve pokazuje, że warto ciężko pracować w pogoni za marzeniami.

W Juventusie czy reprezentacji Polski są piłkarze, którzy poradziliby sobie w MMA?
Na pewno. Choćby Grzesiek Krychowiak, który potrafi się zastawić czy powalczyć z rywalem wręcz. W MMA byłby mocny. Tak jak Robert Lewandowski. Rywale zawsze starają się go poturbować, ale jemu nie przeszkadza to w świetnej grze. Ma niesamowitą siłę fizyczną i mentalną. Dosłownie i w przenośni jest bardzo zdrowym zawodnikiem. Przeciwnicy nie "koszą" go tak jak kiedyś. To da się zauważyć.
Ciąg dalszy wywiadu na następnej stronie
Co czeka Panią po walce z Andrade? Mówi się o Rose Namajunas, inni spekulują o trzecim pojedynku z Claudią Gadelhą.
Wiele mówi się o mojej kolejnej rywalce. Powstała plotka, że wygrana w walce Claudii z Karoliną ma być następną pretendentką. To nie była prawda. Rozmawiałam z matchmakerem UFC Seanem Shelbym. Powiedział, że w kolejce czeka Rose. A Karolina nawet gdyby wygrała, nie dostałaby jeszcze rewanżu ze mną. Wiem, że wiele osób chciałoby to zobaczyć. Polecam im powtórkę naszej pierwszej walki. Zdominowałam ją. Karolina zagroziła mi przez kilka sekund, w czwartej rundzie. W MMA jedna akcja może zakończyć pojedynek. Podobnie jest zresztą w piłce, jeden gol mógł zmienić losy mistrzostwa Polski, o które do samego końca walczyły cztery drużyny. Sport jest piękny, ale przewrotny. Ktoś musi przegrać, żeby inny mógł wygrać. Kolejną walkę najprawdopodobniej stoczę nie z Claudią czy Karoliną, ale z Rose.

A propos Gadelhi i Kowalkiewicz - zaskoczyła Panią tak szybka porażka Polki?
Nie lubię typowania walk, ale spodziewałam się takiego wyniku. Chociaż zawsze kibicuję Polkom i Polakom. Sama polecałam Seanowi zakontraktowanie Karoliny, mówiłam mu że jest wspaniałą zawodniczką. Szybko doszła do walki o tytuł, dałyśmy bardzo dobry pojedynek. Wielu liczyło na szybki rewanż, ale myśleli emocjami. Sorry, ale tak to nie działa, przecież wygrałam zdecydowanie. Gadelhę pokonałam dwa razy i wiem, jakiej klasy jest zawodniczką. A Karolina zrobiła szkolny błąd, z abecadła MMA. Oddała rywalce plecy, co kosztowało ją porażkę. Mam nadzieję, że wróci silniejsza i nadal będzie w ścisłej czołówce wagi słomkowej.

Druga walka będzie dla Pani jednocześnie ostatnią w 2017 roku?
Chciałam stoczyć w tym roku trzy pojedynki. Podczas przygotowań do ostatniego dopadła mnie jednak kontuzja. Na szczęście był ze mną mój fizjoterapeuta z Olsztyna, Kamil Iwańczyk. To zabawne, że nasi fizjoterapeuci wzorują się na amerykańskich rozwiązaniach, a ja nie mogłam tam znaleźć nikogo dobrego i musiałam ściągać Kamila na Florydę. Bardzo cenię jego, Grzegorza Lemiesza i Mateusza Dąbrowskiego. Tworzą wspaniały team, przez wiele lat kariery nie spotkałam lepszego. Dzięki nim czuję się już dobrze. Kontuzja nie była poważna, choć bardzo dokuczliwa. Był dzień, kiedy nie mogłam się nawet ruszyć z łóżka. Łzy leciały mi jak grochy, został miesiąc do walki, chciałam trenować, ale ciało na to nie pozwalało. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. W przyszłości chcę jednak unikać podobnych sytuacji. Łatwo rzucić się w wir pracy, przeciążyć organizm i później mieć problemy. Nie daj Boże być zmuszonym do odwołania walki. Dlatego odpoczynek też jest bardzo ważny. Teraz chcę się zresetować. Co nie znaczy, że leniuchuję. Biegam, dbam o kondycję. Niedługo wrócę na salę, by utrzymać podstawowe wytrenowanie. Wszystko jednak bez dużych obciążeń. Po trzymiesięcznych przygotowaniach najważniejsza jest regeneracja. Kolejną walkę stoczę prawdopodobnie na przełomie października i listopada, może grudnia.

21 października UFC organizuje galę w Ergo Arenie. Jest choćby mała szansa na to, że Pani na niej wystąpi?
Jest bardzo wiele składowych, które mają wpływ na mój ewentualny udział w tej gali. Nie chodzi wyłącznie o pieniądze. Ale MMA to moja praca, muszę zabezpieczyć swoją przyszłość. To nie sport olimpijski, w którym najlepsi mogą liczyć na emeryturę po zakończeniu kariery. Mnie nikt niczego nie da. Trójmiejska gala jest jedną z cyklu UFC Fight Night. To mniejsze wydarzenia, które nie są transmitowane w pay-per-view. A dla mnie pokazanie się publice z całego świata jest bardzo ważne. Jestem mistrzynią od dwóch lat, obroniłam tytuł już pięć razy. Doszłam do pewnego poziomu rozpoznawalności. UFC to wykorzystuje. Od kilku walk dostaję część wpływów z PPV. Organizacja firmuje moim nazwiskiem numerowane gale, bo kibice chcą mnie oglądać. Na galach Fight Night czy UFC on Fox raczej promuje się zawodników, którzy później mogą bić się podczas największych eventów. Wiele razy mówiłam, że chcę walczyć w Polsce. Te słowa nadal są aktualne. Ale nie wiem, czy zrobię to w tym roku, czy może w przyszłym. Bardzo możliwe, że zawalczę w Madison Square Garden. Obstawiam, że z Rose. Choć jeśli w najbliższych tygodniach któraś z dziewczyn mocno zaskoczy i wbije się do czołowej piątki rankingu, coś może się jeszcze zmienić. Ale nic nie jest jeszcze potwierdzone. Jestem w kontakcie z Daną White'em i Seanem Shelbym. W ciągu tygodnia, może dwóch, coś może się wyjaśnić.

Pokonując Namajunas wyczyści Pani kategorię słomkową...
...czy ja wiem? To bardzo mocna dywizja. Nie czuję takiej presji, choć na pewno się pojawia. Każdy chce wygrywać. A wielu kibiców chce zobaczyć mistrzów spadających z piedestału. Nie myślę o tym. Twardo stąpam po ziemi. Chcę, by przemawiały za mną sukcesy sportowe. A teraz każda walka jest dla mnie coraz trudniejsza. Kiedy panuje się przez dwa lata, rywalki za wszelką cenę chcą pokazać, że to one zasługują na pas. To cena bycia mistrzem. Konkurencja nie śpi, muszę mieć oczy szeroko otwarte i dawać z siebie coraz więcej. Zostanie zawodniczką UFC i dojście do poziomu mistrzowskiego było dla mnie łatwiejsze niż utrzymywanie tytułu. Pomimo tego, że z walki na walkę jestem coraz bardziej spokojna. Trenuję coraz mocniej, idę po swoje, inwestuję w siebie. Ludzie myślą, że przeprowadziłam się do Stanów, bo tam czekają na mnie większe pieniądze. A jest tak, że wydaję dużo więcej na mieszkanie tam i przygotowania do kolejnych walk. Współpracuję z najlepszymi fachowcami. Świetnymi trenerami, dietetykami, lekarzami. To kosztuje, ale przynosi efekty.

Chodziło mi o to, że po wygranej z Namajunas będzie Pani miała na rozkładzie cztery najwyżej notowane pretendentki do pasa - Gadelhę, Kowalkiewicz, Andrade i Rose. A wiele razy potwierdzały one, że są lepsze od niżej notowanych dziewczyn. Zbliża się czas na podbój wagi muszej, która niedługo też będzie miała swój pas?
Zobaczymy. Na dobrą sprawę ta kategoria rozkręci się w przyszłym roku. Jest jeszcze sporo czasu, na razie skupiam się na obronach mojego pasa. Wyrównaniu i pobiciu rekordu Rondy Rousey, która broniła tytułu sześć razy. A to niełatwe, od kiedy zdobyłam pas, tylko jeden mistrz UFC się nie zmienił - Demetrious Johnson w wadze muszej mężczyzn. Wiem, że bardzo dużo mówiłam o przejściu wagę wyżej. Cieszę się, że ta kategoria powstaje. To pokazuje rozwój kobiecego MMA w bezsprzecznie najlepszej organizacji na świecie. Dana kilka lat temu powiedział, że w UFC nie będzie żeńskiego MMA. Tymczasem otwiera już czwartą kategorię wagową. Kobiety biją się w walkach wieczoru wielkich gal, choćby w Melbourne było prawie 60 tys. kibiców. [Jędrzejczyk w co-main evencie pokonała wtedy Valerie Letourneau, po niej Holly Holm znokautowała Rondę Rousey - red.] Wspaniałe jest to, że polska organizacja zorganizowała podobną galę na PGE Narodowym. To pokazuje, jak popularne jest MMA. I że jest to sport dla każdego. Uważam, że osiągnęłam sukces na skalę światową. Fajnie, że coraz więcej ludzi to docenia. Choćby na Gali Ekstraklasy podchodziło do mnie wiele osób zajmujących wysokie stanowiska. Gratulowali, mówili że wstają w nocy na moje walki i kibicują. To bardzo cieszy. Może nie jestem pionierką MMA w Polsce. Ale sztuk walki już tak. Jestem w tej branży od 14 lat. Dołożyłam swoją cegiełkę do promocji sportów walki i MMA w naszym kraju. To dla mnie bardzo ważne.
Ciąg dalszy wywiadu na następnej stronie
Wspomniała Pani o gali KSW. Jak odebrała Pani gwizdy na Mameda Chalidowa, z którym przez wiele lat trenowaliście w Berkut Arrachionie Olsztyn?
Kompletnie nie zgadzam się z tymi gwizdami. Byłam, jestem i będę wielką fanką Mameda. Dla mnie to wzór do naśladowania. Wspaniały człowiek, niesamowity sportowiec i wojownik. Moim zdaniem popełnił jednak błąd przyjmując walkę z Borysem Mańkowskim. Wielu ludzi nie do końca rozumie specyfikę naszego sportu. Kiedy Mamed wygrywa z zawodnikami z zagranicy, wszyscy go kochają, bo jest nasz. Ale kiedy staje do walki z Polakiem, traktują go jako Czeczena. Taka mentalność. Mamed urodził się w Czeczenii, był, jest i będzie Czeczenem. Ale ma też polskie obywatelstwo. Jest również Polakiem, od wielu lat żyje w naszym kraju i godnie go reprezentuje. Zrobił wiele dobrego dla naszego sportu. KSW wypromowało Mameda, ale działało to też w drugą stronę. Nie powinniśmy o tym zapominać. Zdarzają się lepsze i gorsze walki. Kiedy jest się na topie, wielu chce zobaczyć twój upadek. Dzięki ciężkiej pracy części z nas udaje się jednak na nim utrzymać. Z jednej strony robimy to dla fanów. Oni kupują bilety czy PPV, fundując nasze gaże, my chcemy dać im jak najlepsze widowisko. Prawda jest jednak taka, że występujemy też dla siebie. Spełniamy własne marzenia, walczymy też dla naszych bliskich. Mamed ma swoją rodzinę oraz ludzi, którzy są z nim na dobre i na złe. Wierzę w to, że podejmie słuszną decyzję o swojej przyszłości. Najważniejsze, by żyć w zgodzie ze swoim sumieniem.

[MISTRZ i MISTRZYNI pod jednym dachem

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3