Jest dobrze, szklanka już do połowy pusta

Adam Buła
Adam Buła
Adam Buła Fot. Polskapresse
Ubawiła mnie konstrukcja informacji omawiających najnowszy raport BIG InfoMonitor na temat zadłużenia Polaków. Po raz pierwszy od czterech lat liczba osób mających problemy z terminową obsługą zobowiązań zmalała - takie zobaczyłem wszędzie tytuły. A o ile zmalała? A o 21,5 tys. w stosunku do ostatniego raportu sprzed kwartału. To ilu nam tych źle zadłużonych Polaków zostało? Ano, już tylko 2 079 642.

Można dane zawarte w raporcie podać inaczej: łączna kwota zaległych płatności Polaków przekroczyła poziom 30 mld zł, niemal potrajając się w ciągu dwóch lat.

Albo tak: średnie stany stanu dłużników: ubyło 21,5 (w tysiącach narodu). Średnie stany przeterminowanego zadłużenia dłużników: przybyło 1,62 (w miliardach złotych).

Polacy zaczynają wychodzić z długów: Dłużników jest coraz mniej

Najbardziej w opisywaniu tego raportu denerwuje mnie powtarzane zdanie: "Na szczęście cały czas większość zobowiązań opiewa na niskie kwoty do 5 tys. zł - to aż 60 proc. wszystkich dłużników".
No właśnie, że to jest nieszczęście. To znaczy, że przestają płacić najbiedniejsi. Ci, którzy balansowali nad krawędzią. 5 tys. zł to dla niektórych jest część wypłaty, dla innych roczny dochód. Jak ktoś jest zadłużony na kilkaset tysięcy, to znaczy akurat tyle, że biedny raczej nigdy nie był.

Zadłużenie lidera tego zestawienia, tajemniczego mieszkańca woj. mazowieckiego, sięga już 94 mln zł, choć zaczynał zaledwie od 20. I on jest problemem banków. Drobnica z długami po kilkaset złotych, z jedną spóźnioną ratą, to dla tych samych banków eldorado. Złote żniwa: opłata za monit telefoniczny, opłata za monit listowny, karne odsetki: kasa płynie od zadłużonego narodu do systemu jak Wisła do morza.

"Komorowski będzie prezydentem lata po tym, jak Tusk będzie już tylko posłem"

Warto więc pamiętać, że problemy z terminową spłatą zobowiązań mają z filmami katastroficznymi tylko tyle wspólnego, że pierwsi toną ci, którzy wpadają w panikę. Czasy są ciężkie i kłopoty finansowe nie są ani czymś wyjątkowym, ani powodem do wstydu. Ważne, jak sobie z nimi radzimy. A pierwsza zasada dobrego radzenia sobie z długiem brzmi: moderuj. Każdy, kto kiedykolwiek pożyczył koledze, a potem nie mógł się do niego dodzwonić, zrozumie, o czym mówię. Prościej jest powiedzieć: sorry, miałem ci oddać jutro, ale nie dam rady, niż wymyślać, co powiedzieć, gdy pojutrze zobaczymy numer wierzyciela wyświetlający się w połączeniach przychodzących.

Mniej więcej tak samo jest z bankiem: klient, który ucieka, jest gorszy od tego, który rozmawia, nawet, jak i tak nie uda mu się potem dotrzymać ustalonych terminów.

Palikot w nowym wydaniu, czyli lepperyzm inteligencki. "PiS i PO mówią, że mamy 6-7 proc."

Aha, terminy: jak zadzwoni pani w sprawie spóźnionej o tydzień raty i powie, że może czekać już najwyżej trzy dni, powiedzcie jej grzecznie: nie. Nie ma obaw: zadzwoni za dwa tygodnie i zacznie od nowa. Kłopot zaczyna się dopiero, gdy jedna rata jest niezapłacona i zachodzi na kolejną. A nieprzyjemnie zaczyna być dopiero wówczas, gdy nie zapłacimy trzech kolejnych rat. Do tego czasu spokojnie szukaj wyjścia z sytuacji i grzecznie rozmawiaj z bankiem. Zwłaszcza że za to też w końcu zapłacisz.

Co dziesiąty Polak kupuje podróbki

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Jest dobrze, szklanka już do połowy pusta

G
GrzegorzZ

Czy to nie jest optymistyczne? Spytajcie ich rodzin!

Dodaj ogłoszenie