reklama

Jerzy Miller: Raport komisji uderzy w naszą dumę. I to boleśnie

RedakcjaZaktualizowano 
- Co do naszej dumy: nikt z nas nie lubi przyznawać się do błędów i nie dotyczy to tylko pojedynczej osoby, również instytucji czy społeczeństwa jako całości, a tu (raporcie komisji Millera - red.)... rejestr błędów, i to nie błahych. To na pewno mocno w naszą dumę uderza. To boli - mówi Jerzy Miller, minister spraw wewnętrznych i administracji, w rozmowie z Dorotą Kowalską.

Nie żałuje Pan dzisiaj, że przyjął tekę ministra spraw wewnętrznych i administracji?
Rzeczywiście, nie przewidywałem, że rok 2010 będzie, jaki był, to na pewno. Ale przyszedłem zaproszony przez premiera. Oczywiście, nie bez emocji żegnałem się z Krakowem, urodziłem się tam, cały czas tam mieszkam. A nie jest proste zrzec się prawa do bycia wojewodą, a więc do pełnienia funkcji, która ma wpływ na to, co dzieje się w województwie i przyjść do Warszawy, by zająć się sprawami ogólnopolskimi.

Ale premierowi się nie odmawia?
Może inaczej: są różne czasy. Są momenty, kiedy rzeczywiście się nie odmawia.

Właśnie, Pan uchodzi za państwowca, za człowieka, który działa ponad podziałami. Widzi Pan na polskiej scenie politycznej jeszcze takich ludzi?
Oczywiście.

Kogo na przykład?
Mam szczęście do ludzi - do takich, którzy zapraszają mnie do współpracy, i takich, którzy chcą ze mną pracować, czyli moich współpracowników. To ważne. Nie lubię być samotnikiem w pracy. Uważam, że jedynie praca zespołowa daje szanse na sukces. Przecież nie mam przygotowania teoretycznego do pełnienia funkcji publicznych, jestem z wykształcenia inżynierem. Ale zostałem zaproszony do pracy w administracji państwowej w roku 1990 i zgodziłem się przyjść na pół roku, bo uważałem, że to jest właśnie taki czas, kiedy się nie odmawia. Trochę się zasiedziałem, ale trzymali mnie zawsze ludzie.

Mówi Pan teraz o takim typie ludzi wśród swoich pracowników. Pytam, czy widzi Pan ludzi działających między podziałami w rządzie?
Nie mówię tylko o swoich pracownikach. Pracowałem w tylu miejscach, że mogę powiedzieć o pewnej grupie, która zadecydowała o sukcesie Polski. To może górnolotne słowa, ale nie można się ich wstydzić. Gdyby mnie Pani zapytała 21 lat temu, jak będzie wyglądała Polska, nie przewidziałbym, że będzie nam się żyło tak dobrze, jak dzisiaj. Jesteśmy wprawdzie bardzo krytyczni i wobec siebie, i wobec osób, które zajmują się polityką, ale pamiętając punkt startu i widząc, ile było do zrobienia, myślę, że powinniśmy się cieszyć z tego, co osiągnęliśmy.

Poproszę jednak o kilka nazwisk.
Zacznę od Tadeusza Mazowieckiego. I powiem o czymś, co może panią zaskoczyć. Proszę wrócić do początku lat 90. i wyobrazić sobie premiera przyjeżdżającego na spotkanie pociągiem, bo kandyduje w wyborach prezydenckich. Wtedy każdy z urzędników miał tzw. erkę, czyli taką kartkę w samochodzie służbowym, na widok której policjant, widząc zbyt szybko jadący samochód, salutował i kazał jechać dalej. Tadeusz Mazowiecki wybrał się z Warszawy do Krakowa pociągiem. Dlaczego o tym mówię? Bo nie są ważne tylko spisane ustawy, równie ważne są pewne wzorce zachowań. Nie zmienia się administracji przez to, że napisze się ustawy zakładające, iż administracja ma być lepsza. Administracja zmienia się przez eliminowanie tych, którzy swoim zachowaniem nie przystają do wzorca, który się buduje, i przez pokazywanie na własnym przykładzie, jak ma ten wzorzec wyglądać. Więc na pewno Tadeusz Mazowiecki, Leszek Balcerowicz…

Czytaj także:
* 'Niech Rosjanie spojrzą na swoje błędy, a nie uprawiają propagandę'
* Premier podejmie decyzję, czy upublicznić raport komisji Millera
* Awaria tupolewa opóźni raport komisji Millera o sześć tygodni
* Jerzy Miller obelgi bierze na klatę, czyli komisja od kuchni

A dzisiaj?
Jak kogoś pochwalę, to mogę mu przynieść szkodę.

To chyba komplement, że ktoś działa ponad podziałami dla dobra państwa?
Dobrze, więc wymienię jeszcze Jerzego Hausnera.

Jerzego Hausnera w rządzie przecież nie ma.
Ale to były wicepremier. Jeśli ktoś potrafi wzbić się ponad interes swojego ugrupowania politycznego, ogromnie ryzykuje. A jego było stać na to, by w bardzo trudnej dla swojej partii sytuacji mieć odwagę mówić, co myśli o wyzwaniach polskich w tamtym okresie.

Dobrze, więc zapytam inaczej: nie mierzi Pana, jak Pan czyta o konfliktach w Platformie, o wojnie Schetyny i Tuska, jak Pan widzi ambicje i przepychanki w walce o większą władzę?
Nie wypowiadam się na temat wskazanych konfliktów, bo sam ich nie dostrzegam, a wiadomości z drugiej ręki nie zawsze są prawdziwe. Natomiast smuci mnie, gdy tracimy czas na jałową dyskusję. Gdy zaczynamy słowne przepychanki, których celem nie jest wypracowanie lepszego rozwiązania, tylko pokonanie politycznego konkurenta. I to wszystko jedno, kto z kim walczy. My tracimy energię na czczą polemikę, a świat wokół nas idzie do przodu. Nie lubię wystąpień polityków, których nie stać na dyskusję na argumenty, a stać ich tylko na inwektywy i złośliwości. Na szczęście w Polsce nie brakuje polityków, którzy potrafią nawet w twardej i bezkompromisowej polemice zachować kulturę i szacunek dla swego przeciwnika.

Pan słynie z merytorycznych argumentów i stalowych nerwów. Bierze Pan środki uspokajające, wchodząc na sejmową mównicę i wiedząc, że zaraz po Panu wejdzie na nią ktoś inny, kto będzie Panu ciosał kołki na głowie?
Zacznę od motywów. Jak już mówiłem, przyszedłem do administracji na początku polskich przemian i niestety byłem zmuszony do trudnych decyzji, np. o zwolnieniu ludzi. Mogę oszacować, że około tysiąca osób zostało przy moim współudziale pozbawionych pracy. Dopóki nie mamy bezrobotnego wśród najbliższych, nie zrozumiemy jego dramatu. Polskie porzekadło, że syty głodnego nie zrozumie, jest bardzo prawdziwe. Ale wtedy tak musiałem postępować, inaczej nie wyszlibyśmy z kryzysu. Tych ludzi trzeba było zwalniać, ale dzisiaj trzeba mieć dla nich ogromny szacunek, bo większość z nich jakoś się pozbierała, odnalazła w nowej rzeczywistości, choć nie było im łatwo. Nie byli przygotowani do wejścia do gospodarki rynkowej, mogli się czuć wyrzuceni poza nawias, a jednak sobie poradzili. Więc jeśli ktoś ma takie wspomnienia jak ja, to trudno pracować w takich miejscach, w jakich mi przyszło dzisiaj pracować, bez poczucia odpowiedzialności za to, aby przypadkiem taka sytuacja się nie powtórzyła.

Więc ma Pan tych wszystkich zwolnionych przez siebie ludzi przed oczami?
Ta świadomość bardzo pomaga w pracy. Dlaczego mam się dać sprowokować komuś, komu nie zależy na tym, abyśmy dyskutowali, tylko żebyśmy się kłócili? A z drugiej strony: Dlaczego mam komuś, kto bardzo dużo w życiu zapłacił za nasze zmiany, podeptać jego zasługi, bo dzisiaj, będąc ministrem, zamiast dyskutować, komuś ubliżam? Przecież nie po to ten człowiek walczył, nie dlatego przez chwilę był bezrobotnym i nie dlatego zarabia dzisiaj tyle, że nieraz zastanawia się, czy nie przekroczyć zachodniej granicy.

Czytaj także:
* 'Niech Rosjanie spojrzą na swoje błędy, a nie uprawiają propagandę'
* Premier podejmie decyzję, czy upublicznić raport komisji Millera
* Awaria tupolewa opóźni raport komisji Millera o sześć tygodni
* Jerzy Miller obelgi bierze na klatę, czyli komisja od kuchni

To wrócę do pierwszego pytania: jak Pan obserwuje kolegów z rządu, kolegów z opozycji, to nie żałuje, że przyjechał do Warszawy?
Nie wiem. To pytanie, na które nigdy nie ma dobrej odpowiedzi. Na pewno nie należę do ludzi, którzy uchylają się od podjęcia wyzwania. Nie wiem, co bym zrobił, gdybym wiedział, co mnie czeka w 2010 r., może powiedziałbym "tak". Ale jak mnie pani pyta, czy żałuję, to nie żałuję. W ciężkich czasach poznaje się wspaniałych ludzi.

I wielu Pan takich wspaniałych ludzi przez ostatni rok poznał?
Gdyby nie moi współpracownicy z ministerstwa, to nie wysłuchałbym od rodzin tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem, wielu słów podziękowań za opiekę, kiedy poruszali się w gąszczu procedur administracyjnych, zagubieni i bezradni. A ci, którzy im wtedy pomagali, niczego nie oczekiwali ode mnie, oprócz tego prostego słowa "dziękuję". Nie spotkałem w kwietniu nikogo, kto by mi odmówił. Nikogo. I nie dlatego, że jestem ministrem. My naprawdę jako społeczeństwo sprawdziliśmy się.
Jako społeczeństwo sprawdziliśmy się już wcześniej, chociażby podczas powodzi 13 lat temu czy ubiegłorocznej w maju i czerwcu. Ale może nie idźmy tym tropem, bo wyjdzie na to, że jesteśmy współczujący, solidarni, tylko polityków mamy do bani, bo zamiast budować, nieustannie się kłócą.

Oddajmy również to, co politykom się należy. Bez nich nie byłoby Okrągłego Stołu, a to przecież fenomen. Dzisiaj czytam w internecie, że Amerykanie szukają właśnie w Polsce wzoru dla przemian w Egipcie. Ale nie szukają roku 1981, ale prawdopodobnie roku 1980 i 1989. My mamy te dwie nogi. Miałem często okazje na początku lat 90. słuchać Jana Nowaka-Jeziorańskiego, a on zawsze powtarzał: "Co do was przyjeżdżam, to jest wspanialej, ale wy tego nie dostrzegacie. Gdy rozmawiam ze studentami, są otwarci, radośni, ale gdy już rozmawiam ze starszymi, to nie są zadowoleni na miarę swojego sukcesu". Więc nie wystawiam politykom złej oceny. Jest tylko pytanie, w jakich proporcjach dzisiaj poświęcamy swój czas temu, co jest budowaniem, a na ile wdajemy się w błahe potyczki słowne.

To teraz o poważnych sprawach. Czemu raport Pana komisji opóźnia się o sześć tygodni?
Raport komisji nie może zawierać żadnego błędu, bo jeden błąd znaleziony w ustaleniach komisji podważa zaufanie do całego raportu. Gdyby nie było tej całej dyskusji od 10 kwietnia, z różnymi, przedziwnymi tezami, to może bym do tego nie podchodził tak twardo. Ale jestem pewien, że niejeden nie doczyta się w raporcie tego, co już przyjął za oczywistą prawdę, i dlatego komisja nie może popełnić ani jednego błędu.

Zdaje sobie Pan sprawę, jaka odpowiedzialność na Panu ciąży?
Aż nadto, czasami trudno zasnąć. Ale pośpiech, niezależnie od tego, jak bardzo oczekiwany, nie może determinować naszych działań. Bo raport przede wszystkim musi oddawać możliwie pełną analizę wszystkich czynników, które miały wpływ na zdarzenia z 10 kwietnia ubiegłego roku. Miałem bardzo kwaśną minę, kiedy dowiedziałem się o tym, że eksperyment, który miał być przeprowadzony, będzie odłożony w czasie, bo wiedziałem, jaki będzie odbiór tej informacji. Nie przewidziałem wprawdzie niektórych wypowiedzi polityków…

Na przykład tych, że to polityczna decyzja?
Właśnie. Wie Pani, może jestem naiwny, ale niektóre interpretacje wciąż mnie zadziwiają. Ale myślę, że Polacy są gotowi poczekać kilka tygodni, a w zamian dostać raport, który w pełni odpowiada na ich wątpliwości.

Czytaj także:
* 'Niech Rosjanie spojrzą na swoje błędy, a nie uprawiają propagandę'
* Premier podejmie decyzję, czy upublicznić raport komisji Millera
* Awaria tupolewa opóźni raport komisji Millera o sześć tygodni
* Jerzy Miller obelgi bierze na klatę, czyli komisja od kuchni

Pan już powiedział, że będzie to raport surowszy dla polskiej strony, boleśniejszy. Dla konkretnych osób boleśniejszy?
Dla polskiej strony, nie miałem i nie mam na myśli żadnej konkretnej osoby. Mamy swoją dumę narodową.

A dla osób odpowiedzialnych za to, co się stało?
Zacznijmy jednak od dumy narodowej. Uważam, że wolelibyśmy, aby raport stwierdzał, że przyczyną wypadku były nadzwyczajne warunki meteorologiczne, niemożliwe do wykrycia wady samolotu czy inne zdarzenia niezależne od człowieka. A ten raport będzie się odwoływał do ludzkich zaniechań, zaniedbań i niefrasobliwości. I nie chodzi o kogoś, kto coś zaniedbał…

Myśli Pan o ministrze Bogdanie Klichu?
O nikim nie myślę. Komisja na szczęście nie musi przypisywać żadnych osób do stwierdzonych błędów.

Ale przecież z raportu będzie wynikało, kto jest odpowiedzialny.
Tak, ale wskazywanie winnych to zadanie prokuratury. Ona dostanie ten raport i pewnie wykorzysta go w swoim postępowaniu. Zresztą, częściowo już korzysta z naszych ustaleń. Ale wracając do naszej dumy: nikt z nas nie lubi przyznawać się do błędów i nie dotyczy to tylko pojedynczej osoby, również instytucji czy społeczeństwa jako całości, a tu… rejestr błędów, i to nie błahych. To na pewno mocno w naszą dumę uderza. To boli.

Pan, będąc premierem, po zapoznaniu się z tym raportem zdymisjonowałby któregoś ze swoich ministrów?
Takiego doświadczenia na szczęście nie mam. Nigdy nie byłem premierem. Może premier dostaje inne raporty równie trudne, mimo że nie tak głośne. I na pewno musi wtedy podejmować decyzje. Ale ja pani nie powiem, co bym zrobił na jego miejscu, bo nie wiem.

Politycy Platformy, ale nie tylko oni, mówią, że nasza spóźniona reakcja na raport MAK to Pana spóźniona reakcja. Bo powinien Pan mieć prezentację przygotowaną wcześniej i zaprezentować ją w godzinę po konferencji pani Anodiny albo przed nią. I co Pan na takie zarzuty?
Oglądałem konferencję pani Anodiny, wysłuchałem jej i poprosiłem członków komisji, aby sprawdzili dokładnie, na ile wypowiedzi pani Anodiny czy pana Morozowa pokrywają się z naszymi ustaleniami. Chcieliśmy być bardzo dokładni w ocenie tego, co usłyszeliśmy. Musieliśmy sprawdzić, które polskie uwagi przesłane w grudniu zostały uwzględnione w raporcie końcowym. I jak sobie pani przypomina, tego samego dnia w godzinach popołudniowych zaprosiliśmy dziennikarzy do siebie, aby zakomunikować, że się z wypowiedziami strony rosyjskiej nie zgadzamy i w związku z tym przedstawimy dowody na to, że nasze krytyczne uwagi do współpracy kontrolerów lotu lotniska Smoleńsk-Północny z załogą Tu-154M są w pełni uzasadnione. Ale szanując odbiorcę naszej informacji, polskie społeczeństwo, musieliśmy bardzo dokładnie przygotować materiały. I przygotowaliśmy chyba dość czytelną prezentację, która wymagała pracy przez kilka dni i nocy tak, aby przełożyć język ekspercki na język zrozumiały dla odbiorcy.

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Czytaj także:
* 'Niech Rosjanie spojrzą na swoje błędy, a nie uprawiają propagandę'
* Premier podejmie decyzję, czy upublicznić raport komisji Millera
* Awaria tupolewa opóźni raport komisji Millera o sześć tygodni
* Jerzy Miller obelgi bierze na klatę, czyli komisja od kuchni

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 24

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

i
internautka

kto jest odpowiedzialny za tą " katastrofę"?!

E
Emeryt

Wyobraźmy sobie reakcję pisu i prezia, gdyby kontrolerzy nie zezwolili na lądowanie. Już sobie wyobrażam orędzie do narodu polskiego wygłoszone przez śp. kaczora. Być może ogłoszona by była mobilizacja i przygotowania do wojny z Rosją. Bo wszakże jak uważają pisiorki Rosja jest wyjątkowo słaba, a dywizje moherowych beretów doszłyby do Moskwy szybciej, niż dywizje Wermachtu. Ale na poważnie. Faktem niezaprzeczalnym jest, prezydent Kaczyński był wyjątkowo niewygodnym pasażerem. Uważał się za guru, nieomylnego, wszystko wiedzącego, najsilniejszego. Niekiedy śmiano się, że aby podbudować własne "ego" wykręcał swój numer telefonu i pytał: kto jest najpiękniejszy, kto jest najmądrzejszy itp. Sygnał zajętości odpowiadał mu: ti, ti, ti. I właśnie te cechy charakteru oraz wcześniejsze doświadczenia kpt. Protasiuka (pilota, na którego niektórzy pisowcy donosili do prokuratury) doprowadziły do katastrofy. Gdyby prezio miał trochę więcej pokory, nie byłby tak apodyktyczny być może udałoby się uniknąć katastrofy. Ale poczekajmy na raport ministra M ilera. Myślę, że moje przewidywania sprawdzą się przynajmniej w 90 %.

.

Wysokość miał podawać pilot,tego na prymitywnym radarze przecież nie widać.Ale jak miał podać wysokość,skoro miał źle ustawiony barometr?
Czekam spokojnie na ten raport,wypowiedzą się fachowcy. Dość spekulacji amatorów.

w
waldek

Pytnie zasadnicze brzmi , KTO JEST ODPOWIEDZIALNY ZA TE ZAMACH !

G
GAMA

Miller to tytan intelektu!

c
cezar

Uwagi kontrolerów zapisane na taśmie dźwiękowej są szczątkowe, a wieża powtarza tylko, że samolot jest na ścieżce i kursie, choć w trakcie padania tych komend Tu-154 nigdy w rzeczywistości na ścieżce i kursie nie przebywał. Wręcz przeciwnie, z niewyjaśnionych dotychczas przyczyn znajdował się najpierw zbyt wysoko, potem zbyt nisko, a w ostatnim etapie lotu wychylił się kilkadziesiąt metrów na lewo od osi pasa.

A
AdVocem

Tak źle było w Miami, że uciekłeś do Pompano Beach? A trzeba było surfować trochę (na falach, nie na internecie), albo przynajmniej powygrzewać starutkie kości na słoneczku...
Gdybyś nie wiedział, to premier Polski nazywa się Tusk. Jak już całkiem zapomniałeś, jak się pisze po polsku, to zapomnij o pisaniu.
A jak już piszesz, to wyłącz, kretynie, Caps-Locka, bo wrzeszczysz jak do muszli klozetowej!

L
Lodzermensch

i w inną rzecz, też na du, uderzy.

r
rokita

oby pańska duma nie rozminęła się z rzeczywistą prawdą o katastrofie smoleńskiej Pamięć Polaków jest wieczna

J
Jarek

Obecny rząd Tuska, a zwłaszcza ministrowie odpowiedzialni za bezpieczeństwo, jak Miller i Klich - to jest obraza i udrzenie w naszą dumę. Ci ludzie przyczynili się do katastrofy, a teraz występują w roli sprawiedliwych. Hańba

z
zibi

to ze nie bylo generala blasika w kokpice jak podaje nasz dziennik jutro maja to potwoerzdzic polscy prokurtorzy to niech sobie ten raport miler wsadzi tam gdzie mu to wejdzie a chybki powinnien zostac wydalony z kraju jaki skrajnie szkowdlwa jednostka dzielajaca na rzecz obcego kraju

S
SYLWESTER
Ja nie posiadam czasu na "zabawy z Wami"!!!. Napisałem patriotyczny artykuł a Wy go kasujecie i...
puszczacie "smutny obywatel" o treści właściwej ale charakterze "dorożkarskim". Zbliża się DRAMAT
POLSKI a Wasza Redakcja czyni takie "numery"... WSTYD ! i HAŃBA !!!. Dosiego Roku !.
S
SYLWESTER
Panie Ministrze Miller, już nie potrzeba czekać na "pełny wywiad" ! . Już "portkami Pan trzęsie " przed
Ruskimi i powinien Pan sam dobrowolnie zlożyć DYMISJE !!!. "Premier" Thuzk wiedział Kogo "instaluje" na
etacie MSWiA i z premedytacją oddał Panu Komisje Dochodzeniową jako "zaufany" w Moskwie (sic?).
Pan przywołuje...Kraków (sic?) Krakowianie powinni Pana w Wiśle...utopić aby Pan nie przynosił HAŃBY
POLSCE I MIASTU KRAKÓW !. Szczęście dla Pana, że Rządy w Polsce nie sprawuje Marszałek Piłsudski,bo
zostałby Pan... ROZSTRZELANY W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ I ZNIESŁAWIONY DOŻYWO
TNIO !!! ZA ZDRADĘ INTERESÓW PAŃSTWA POLSKIEGO !!!. NARUSZYŁ PAN KONSTYTUCJE RP I
JEST PAN WROGIEM NARODU POLSKIEGO !.
Bezczelności u Pana jest...NADMIAR ! . Polska Tragedia Tysiąclecia a Pan siada z "kolegą" "premierem"
Thuzkiem i Premierem Rosji Putinem by... "wykombinować " RAPORT... NIE POSIADAJĄC GENERALNYCH
DOWODÓW..."CZARNYCH SKRZYNEK" I WRAKU SAMOLOTU RZĄDOWEGO TU-154M (sic?).
O czym będzie "głosił" ten RAPORT ?, zapewne NIE O KATASTROFIE ?, bo na jakich podstawach dowo
dowych ?. Niech Pan pamięta, że treść tego "kombinowanego" RAPORTU będzie jednocześnie AKTEM OS
KARŻENIA PANA PRZED TRYBUNAŁEM STANU RP (!). NALEŻY SIĘ PANU...ORDER "LENINA"!. HAŃBA !!!.
S
SYLWESTER
Panie Ministrze Miller, już nie potrzeba czekać na "pełny wywiad" ! . Już "portkami Pan trzęsie " przed
Ruskimi i powinien Pan sam dobrowolnie zlożyć DYMISJE !!!. "Premier" Thuzk wiedział Kogo "instaluje" na
etacie MSWiA i z premedytacją oddał Panu Komisje Dochodzeniową jako "zaufany" w Moskwie (sic?).
Pan przywołuje...Kraków (sic?) Krakowianie powinni Pana w Wiśle...utopić aby Pan nie przynosił HAŃBY
POLSCE I MIASTU KRAKÓW !. Szczęście dla Pana, że Rządy w Polsce nie sprawuje Marszałek Piłsudski,bo
zostałby Pan... ROZSTRZELANY W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ I ZNIESŁAWIONY DOŻYWO
TNIO !!! ZA ZDRADĘ INTERESÓW PAŃSTWA POLSKIEGO !!!. NARUSZYŁ PAN KONSTYTUCJE RP I
JEST PAN WROGIEM NARODU POLSKIEGO !.
Bezczelności u Pana jest...NADMIAR ! . Polska Tragedia Tysiąclecia a Pan siada z "kolegą" "premierem"
Thuzkiem i Premierem Rosji Putinem by... "wykombinować " RAPORT... NIE POSIADAJĄC GENERALNYCH
DOWODÓW..."CZARNYCH SKRZYNEK" I WRAKU SAMOLOTU RZĄDOWEGO TU-154M (sic?).
O czym będzie "głosił" ten RAPORT ?, zapewne NIE O KATASTROFIE ?, bo na jakich podstawach dowo
dowych ?. Niech Pan pamięta, że treść tego "kombinowanego" RAPORTU będzie jednocześnie AKTEM OS
KARŻENIA PANA PRZED TRYBUNAŁEM STANU RP (!). NALEŻY SIĘ PANU...ORDER "LENINA"!. HAŃBA !!!.
S
SYLWESTER
Panie Ministrze Miller, już nie potrzeba czekać na "pełny wywiad" ! . Już "portkami Pan trzęsie " przed
Ruskimi i powinien Pan sam dobrowolnie zlożyć DYMISJE !!!. "Premier" Thuzk wiedział Kogo "instaluje" na
etacie MSWiA i z premedytacją oddał Panu Komisje Dochodzeniową jako "zaufany" w Moskwie (sic?).
Pan przywołuje...Kraków (sic?) Krakowianie powinni Pana w Wiśle...utopić aby Pan nie przynosił HAŃBY
POLSCE I MIASTU KRAKÓW !. Szczęście dla Pana, że Rządy w Polsce nie sprawuje Marszałek Piłsudski,bo
zostałby Pan... ROZSTRZELANY W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ I ZNIESŁAWIONY DOŻYWO
TNIO !!! ZA ZDRADĘ INTERESÓW PAŃSTWA POLSKIEGO !!!. NARUSZYŁ PAN KONSTYTUCJE RP I
JEST PAN WROGIEM NARODU POLSKIEGO !.
Bezczelności u Pana jest...NADMIAR ! . Polska Tragedia Tysiąclecia a Pan siada z "kolegą" "premierem"
Thuzkiem i Premierem Rosji Putinem by... "wykombinować " RAPORT... NIE POSIADAJĄC GENERALNYCH
DOWODÓW..."CZARNYCH SKRZYNEK" I WRAKU SAMOLOTU RZĄDOWEGO TU-154M (sic?).
O czym będzie "głosił" ten RAPORT ?, zapewne NIE O KATASTROFIE ?, bo na jakich podstawach dowo
dowych ?. Niech Pan pamięta, że treść tego "kombinowanego" RAPORTU będzie jednocześnie AKTEM OS
KARŻENIA PANA PRZED TRYBUNAŁEM STANU RP (!). NALEŻY SIĘ PANU...ORDER "LENINA"!. HAŃBA !!!.
Dodaj ogłoszenie