Jerzy Mazgaj: Ludzie sukcesu nie są lemingami

Agaton Koziński
Jerzy Mazgaj
Jerzy Mazgaj Fot. archiwum
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
- Wilanów to dobra dzielnica. Tam mieszkają bogaci ludzie, którzy są coraz bardziej świadomi swoich gustów. Oni nie jedzą bigosu i nie popijają wódką, tylko zamawiają deskę serów z winem. Tacy ludzie ciągle się rozwijają, uczą się, nie utożsamiają się z ojcem Rydzykiem i innymi wyznawcami "religii smoleńskiej". To są Europejczycy, którzy wiedzą, że Polska to niezależny kraj aspirujący do roli jednego z liderów na kontynencie, a nie kondominium między Rosją a Niemcami. Tak myślą ludzie świadomi swoich możliwości. Słowo "leming" do nich nie pasuje - mówi przedsiębiorca, Jerzy Mazgaj w rozmowie z Agatonem Kozińskim

Zarabia Pan na sprzedaży dóbr luksusowych. Ale co tak naprawdę Pan sprzedaje? Czy nie jest to sprzedawanie niepotrzebnych produktów po mocno zawyżonej cenie?
Definicja potrzeb jest naprawdę złożona. Można zadać pytanie, czy nam do życia jest potrzebne wieczne pióro, dobrze skrojony garnitur czy dobre wino. Albo czy potrzebujemy obcować ze sztuką, na przykład czy jest sens kupować obraz Nowosielskiego lub Fangora za ogromne pieniądze. Czy to też uważa pan za niepotrzebne produkty sprzedawane po zawyżonej cenie?

Przede wszystkim ja nie stawiam znaku równości między obrazem cenionego malarza a drogim wiecznym piórem. To są przedmioty z dwóch różnych światów i nie można ich tak wprost porównywać.
I obrazy, i pióra są wytworami kultury materialnej i można je na pewnych płaszczyznach porównywać.

Kontemplacja obrazu to przeżycie duchowe, źródło inspiracji. Nie powiem tego samego o piórze czy garniturze.
A dlaczego nie? Pięknie wykonane pióro czy dobrze skrojony garnitur często są dziełami sztuki, obcując z nimi, człowiek ma lepsze samopoczucie, czuje się dowartościowany. Nasz sposób ubierania się świadczy o naszym poczuciu estetyki, dowodzi naszego temperamentu, charakteru. Pokazuje, czy jesteśmy dandysami o wybujałej świadomości, czy raczej ludźmi bardziej ułożonym. Nasz strój mówi o nas tyle samo co wystrój naszych mieszkań, obrazy wiszące w nich na ścianach.

Obraz kupuję dla siebie - mogę na niego popatrzeć. Garnitur kupuję dla kogoś - sam się w nim nie oglądam.
Bez przesady - przecież można zaprosić znajomych i obraz im pokazać. To może być przeżycie zbiorowe.

Można, ale nie trzeba - można go też kontemplować w samotności. Garnituru nikt nie kontempluje.
Ale garnitur pozwala nam się dobrze poczuć, świadomość, że jest się dobrze ubranym, daje satysfakcję. W tym właśnie tkwi siła dóbr luksusowych. Nie określamy tak przedmiotów, które są nam potrzebne na co dzień, tylko dobra rzadkie, trudno dostępne. To mogą być torebki, wina, pióra, ubrania, a nawet rzeczy drobne, jak zapalniczka, obcinaczka do cygar czy filiżanka. Każdy z takich produktów jest dostępny za niewielkie pieniądze w supermarketach. Ale diabeł tkwi w szczegółach - i właśnie te szczegóły, jak jakość wykonania czy surowce użyte do produkcji, stanowią o tym, że towar jest ekskluzywny.

Na ile potrzeba posiadania dóbr luksusowych tkwi w samych ludziach, a na ile została ona stworzona przez umiejętny marketing?
My sprzedajemy marzenia. Każdy o czymś marzy - a my próbujemy tylko nadać tym snom konkretny kształt. To, że dziś coraz częściej zamiast piwa czy wódki do kolacji otwieramy butelkę dobrego wina, jest kolejnym etapem ewolucji nas jako społeczeństwa. W czasach komunizmu nikomu nie przychodziło to do głowy, bowiem zwyczajnie nie mieliśmy możliwości picia dobrych win - w kraju dostępne były tylko bułgarska Sofia i węgierska Kadarka. Dziś natomiast możemy uczestniczyć w światowej kulturze winiarskiej. Tak samo jak możemy obejrzeć spektakl w mediolańskiej La Scali czy polecieć na weekend do jednej z europejskich stolic. To tylko kwestia pieniędzy i świadomości, na co chcemy je wydać. W zamian uzyskujemy akces do miejsc, produktów, zwyczajów dostępnych do niedawna tylko dla elit. W ten sposób ludzie stają się szczęśliwi - a my im to ułatwiamy.
Kogo Pan uszczęśliwia? Jak Pan definiuje odbiorcę dóbr luksusowych?
Wszyscy, którzy czują się ludźmi sukcesu. Ci, którzy uważają, że ciężko pracują, do czegoś doszli i teraz stać ich na to, żeby spełnić własną zachciankę. Tą zachcianką jest często marzenie - dawniej nieosiągalne, dziś w zasięgu ręki. Dlatego właśnie myślę o sobie jako o sprzedawcy marzeń.

Byłem niedawno w domu towarowym Vitkac, w którym są prezentowane tylko dobra luksusowe. I miałem wrażenie, że cały asortyment męski jest kierowany do panów po pięćdziesiątce, natomiast damski - do pań w wieku dwudziestu kilku lat. Dobrze definiuję Pana klienta?
Trochę tak się układa. Pieniądze najczęściej mają mężczyźni, którzy są już po czterdziestce, z paniami wygląda to nieco inaczej. Choć na przykład do naszego sklepu Burberry przy placu Trzech Krzyży przychodzą panie i mające dwadzieścia kilka lat, i mające czterdzieści kilka.

Można stworzyć sylwetkę typowego klienta Pana sklepów?
To są ludzie, którzy osiągnęli sukces. Nie tylko finansowy, ale również mentalny. Ciągle jest wiele osób, które trafiły na listy najbogatszych Polaków, ale do garnituru od Zegny potrafią założyć rozdeptane buty słabej jakości. Bo do luksusu trzeba dojrzeć, trzeba go zrozumieć. Ale coraz więcej Polaków umie na niego spojrzeć tak, jak należy. Są to najczęściej biznesmeni, ale także ludzie wolnych zawodów, a nawet żołnierze. Znam jednego pułkownika, który uwielbia produkty Zegny - oszczędza na innych zakupach, ale raz do roku kupuje sobie tam dobry garnitur.

Jak Polacy kupują dobra luksusowe? Czy jest jakiś powszechny model?
Polacy coraz bardziej rozumieją luksus. Kiedyś dobra ekskluzywne kupowano po to, by się nimi pochwalić. Teraz to mija. Polacy już nie chcą kurtki z wielkim napisem na plecach, by wszyscy mogli przeczytać markę. Teraz ważniejsze jest, by ta kurtka była wygodna. Dlatego coraz popularniejsze są miękkie kaszmiry, wikunie, dobre wełny 180 - one powstają ze 180 km przędzy na jeden kilogram wełny. Polacy już obstalowują sobie buty w brytyjskich firmach, które potem są robione ręcznie przez szewców z North Hampton według liczącej sobie kilkaset lat tradycji. Robią tak, bowiem chcą wyglądać jak ich partnerzy z Zachodu, z którymi coraz częściej spotykają się służbowo czy prywatnie.

Kto dominuje wśród klientów branży luksusowej? Czy osoby bardzo bogate ubierające się tylko w takich sklepach, czy raczej ludzie biedniejsi, które oszczędzają na jeden wybrany produkt?
Dominują osoby kupujące drobiazgi. Owszem, sporo naszych klientów ubiera się w ubrania luksusowe od stóp do głów, ale przeważają jednak osoby, które wybierają pojedyncze produkty poszczególnych brandów. One dopiero uczą się obcowania z luksusowymi towarami, kupują sobie pierwszy szal Burberry. Ale też zauważyłem, że te osoby później wracają. Najpierw kupują zegarek Rolexa za 12 tys., co nie jest wygórowaną sumą jak na tę firmę, ale po trzech latach wracają i kupują kolejny model - już za 50 tys.
Wcześniej powiedział Pan, że sprzedaje marzenia. Ja jeszcze raz Pana zaatakuję zarzutem, że pod płaszczykiem tych marzeń sprzedaje Pan ułudę, a klienci, którzy to kupują, są lemingami bezwiednie przyjmującymi to, co im się narzuca.
To fatalne porównanie. Jak można powiedzieć leming o osobie, która ciężko pracuje po to, żeby poprawić los swój i swojej rodziny. Takie osoby przeważnie własnym wysiłkiem i zaradnością odnoszą sukcesy, przeprowadzają się do dużych miast, kupują mieszkania w dobrych dzielnicach.

Uważa Pan Wilanów za dobrą dzielnicę? A to właśnie mieszkańcy tej części Warszawy chcą nadać jednemu z lokalnych rond imię leminga.
Oczywiście, że Wilanów to dobra dzielnica. Tam mieszkają bogaci ludzie, którzy są coraz bardziej świadomi swoich gustów. Oni nie jedzą bigosu i nie popijają wódką, tylko zamawiają deskę serów z winem. Tacy ludzie ciągle się rozwijają, uczą się, nie utożsamiają się z ojcem Rydzykiem i innymi wyznawcami "religii smoleńskiej". To są Europejczycy, którzy wiedzą, że Polska to niezależny kraj aspirujący do roli jednego z liderów na kontynencie, a nie kondominium między Rosją a Niemcami. Tak myślą ludzie świadomi swoich możliwości. Słowo "leming" do nich nie pasuje.

Rozmawiał Agaton Koziński

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Obaj zawsze mawiali, ze frak najlepiej leży w piątym pokoleniu. Reszta jest milczeniem.
a
abc
Skąd u Pana Mazgaja tyle kompleksów, biogs i wódka - lemingi, deska serów =Europejczyk, Wilanów to dobra dzielnica, litości.. następny co obraża swych rodaków, i jeszcze drogie ubrania, a pozory mylą i nie wiem jak to jest,ale niektórzy nawet w dobrym garniturze wygladają jak cieć w ZOO.
l
lodzia
Ale mnie wyjątkowo podoba się statement spod nick AWANS SPOŁECZNY po 1944! Naprawdę strach pomyśleć co to będzie wówczas, kiedy napakowani anabolikami przesiądą się do Ferrari Diablo i będą mieli książeczki partyjne z gnatem za paskiem, zamiast prawa jazdy z testem na inteligencję.
K
Kon Donek
Posmarujcie sobie połówkę miejsc intymnych wybielaczem i poczujcie po europejsku różnicę.
A
AWANS SPOŁECZNY po 1944
Obywatelu Mazgaj popatrzcie uwaznie w lustro i nie pi.........cie.
s
st
Lemingi to sa wyborcy Platformy Oszustow ktorzy pija wino a nie wodke.........
p
polo
z tymi lemingami wyjeżdża - i to drugi raz.
Moja ciekawość jednak zwyciężyła i przeczytałem.

Uderzyło mnie to, że o charakterystykę leminga zapytano
przedsiębiorcę, "sprzedawcę dóbr luksusowych", np. zegarków po 50 tyś. PLN.
Nie jakiegoś sprzedawcę kiełbasy czy salcesonu dla ubogich, ale "poważnego bogatego przedsiębiorcę", z najdroższymi gadżetami dla nowobogackich
odnoszących sukcesy, zamawiających najlepsze francuskie sery i wina, mieszkańców kraju nad Wisłą.

Z opowieści "sprzedawcy dóbr luksusowych" jasno wynika, że zna on poglądy polityczne swojej klienteli. Twierdzi, że drogie zegarki kupują "ludzie sukcesu"
i zaznacza, że nie są to - uwaga, bo to ciekawe- cyt;
"…..nie jedzą bigosu i nie popijają wódką, tylko zamawiają deskę serów z winem.
Tacy ludzie ciągle się rozwijają, uczą się, nie utożsamiają się z ojcem Rydzykiem i innymi wyznawcami "religii smoleńskiej". To są Europejczycy, którzy wiedzą, że Polska to niezależny kraj aspirujący do roli jednego z liderów na kontynencie, a nie kondominium między Rosją a Niemcami. Tak myślą ludzie świadomi swoich możliwości. Słowo "leming" do nich nie pasuje".(koniec) 

No i proszę, dzięki sprzedawcy zegarków po 50 tyś, dowiadujemy się, że to Mohery
zamawiają bigos i pół litra, a jedzący i pijący najlepsze francuskie sery i wina nijak nie pasują do lemingów.
"Sprzedawca dóbr luksusowych" daje jasno do zrozumienia; nie dla psa, kiełbasa.

Polacy! Nie kupujcie u Mazgaja !!
To zwykły cham i burak jakich wiele w telewizoniach i innych przekaziorach.
Nie rozumie i nigdy nie zrozumie kim jest leming, bo to kiep!
Zadufany w sobie nadęty bufon, obrażający klientów.
Żaden przyzwoity sprzedawca nie dzieli klientów w ten sposób.
Paszoł won, PO-lszewicka swołocz.
L
Lemiongi czy szczury
Ten Jerzy Mazgaj i jego ferajna są bardziej szczurami niż lemingami i idzie w kierunki innego "światowca" niejakiego Dochnala. Oto potworki postkomuny, żerujące na reszce społeczeństwa i wyznaczające sobie niebotyczne dochody za jakieś układy a nie rzeczywistą pracę.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Jerzy Mazgaj: Ludzie sukcesu nie są lemingami
G
Gość
"Ach, ja pamiętam czasy, kiedy do ojczyzny,

Pierwszy raz zawitała moda francuszczyzny!

Gdy raptem paniczyki młode[59] z cudzych krajów

Wtargnęli do nas hordą gorszą od Nogajów[60],

Prześladując w ojczyźnie Boga, przodków wiarę,

Prawa i obyczaje, nawet suknie stare.

Żałośnie było widzieć wyżółkłych młokosów,

Gadających przez nosy, a często bez nosów,

Opatrzonych w broszurki i w różne gazety,

Głoszących nowe wiary, prawa, toalety.

Miała nad umysłami wielką moc ta tłuszcza;

Bo Pan Bóg, kiedy karę na naród przypuszcza,

Odbiera naprzód rozum od obywateli.

I tak, mędrsi fircykom oprzeć się nie śmieli,

I zląkł ich się jak dżumy jakiej cały naród,

Bo już sam wewnątrz siebie czuł choroby zaród.

Krzyczano na modnisiów, a brano z nich wzory;

Zmieniano wiarę, mowę, prawa i ubiory.

Była to maszkarada, zapustna swawola,

Po której miał przyjść wkrótce wielki post — niewola!
------------------------
"Zaczęli więc rozmowę o niebios błękitach,
morskich szumach i wiatrach wonnych, i skał szczytach.
Mieszając tu i ówdzie, podróżnych zwyczajem,
śmiech i urąganie nad ojczystym krajem.

Pan Tadeusz - aktualny także i teraz. PONADCZASOWY.
A
ALA
NP OPANIA - ZESTRACHANY ZE NIE DOSTANIE JUZ WIECEJ ROBOTY. LEMING TO ODMÓŻDŻONY OSOBNIK KTÓREGO HODOWLĘ ZAPOCZĄTKOWAŁA MICHNIKOWSZCZYZNA POPRZEZ PODAWANIE EMULSJI ZŁOŻONEJ Z PAPKI I POWYKRZYWIANYCH FAKTÓW. MISTRZOWIE KŁAMSTWA STWORZYLI WIRTUALNĄ RZECZYWISTOŚĆ W KTÓREJ PRZYSZŁY LEMING ZOSTAŁ ZWOLNIONY Z MYŚLENIA I REAGOWAL NA BODZCE JAK PIES PAWŁOWA.. CZY TAKI NP PAN MARIAN ( LUBIE GO JAKO AKTORA) TO NIE CZLOWIEK SUKCESU ? I CO Z TEGO JAK UGINA SIE PRZED MICHNIKOWSZCZYZNA JAK TRAWKA.
Dodaj ogłoszenie