Jednolity Rynek Cyfrowy - kończą się prace na unijną dyrektywą

Maciej Deja AIPZaktualizowano 
Mariusz Kapala
Dobiegają końca prace nad unijną dyrektywą o Jednolitym Rynku Cyfrowym. Dokument zapewnia ochronę wydawcom tytułów prasowych, których prawa są coraz częściej naruszane.

W ostatnich tygodniach światło dzienne ujrzał przygotowany przez Komisję Europejską projekt dyrektywy w sprawie praw autorskich na Jednolitym Rynku Cyfrowym. Dokument zakłada uznanie wydawców za beneficjentów praw autorskich, co jest przełomem wobec sytuacji prawnej panującej w wielu krajach, gdy liczne podmioty wykorzystują za darmo materiały prasowe przygotowane przez redakcje. O ile uchwalona w 2001 r. dyrektywa o prawach pokrewnych pozwala chronić w sieci przed piractwem utwory muzyczne czy filmy, o tyle nie reguluje ona kwestii korzystania zksiążek czy prasy. – Jesteśmy w czołówce państw, gdzie pirackich portali i podmiotów przyrasta w tempie geometrycznym – narzeka prezes Izby Wydawców Prasy (IWP), Wiesław Podkański.Jak przyznaje, wszelkie próby uporządkowania praw wydawców spotkały się z oporem polskich parlamentarzystów. – W nieoficjalnych rozmowach przyznają, że mamy rację, ale mówią też, że „sprawa jest polityczna” i nic się z nią nie da zrobić. Żaden nie był w stanie sprecyzować, o co chodzi – mówi Podkański.

W ostatnich latach powstaje coraz więcej portali czy agregatorów newsów, które bez zezwolenia i finansowej rekompensaty korzystają z dostępnej w sieci, przygotowanej przez redakcje treści. Podanie ich źródła pozwala im na powołanie się na prawo do cytatu, które jest na tyle nieprecyzyjne, że w praktyce umożliwia kopiowanie całych artykułów. Między innymi przez takie praktyki wydawcy prasowi i internetowi borykają się z problemami finansowymi, co z kolei utrudnia opłacanie prawników. – Nawet gdy sprawy trafiają do sądów, to są niechętnie podejmowane. Bo prawo jest nieprecyzyjne i nieegzekwowalne – ocenia Podkański. Sytuacja ta wpływa na zachwianie pluralizmu mediów, a także postępujący upadek standardów i etyki dziennikarskiej. Zdaniem Komisji Europejskiej zaburza też warunki demokratycznej debaty, przez co powinna zostać uregulowana na poziomie międzynarodowym. – Choć dyrektywa nie jest jeszcze ostateczna i ma swoje minusy, to pokazuje, w którym kierunku powinna pójść konstrukcja ustawy. KE zauważa ogólną potrzebę prawną i ekonomicznąprzyjęcia prawa adekwatna do realiów społeczeństwa cyfrowego i informacyjnego – wyjaśnia dr Ewa Laskowska z Katedry Prawa Własności Intelektualnej UJ, przekonując, że materiał prasowy i publikacja prasowa muszą być rozpoznane i lepiej chronione. Choćby tak, jak materiały telewizyjne. – Wydawcy telewizyjni mają prawo cytować obszerne fragmenty naszych materiałów, a wydawcy prasowi i internetowi nie mogą nawet opublikować nawet stopklatki z jakiegoś programu – argumentował Michał Karnowski. Współwłaściciel pism wSieci czy portalu wPolityce zwracał jednak uwagę, że wprowadzenie zakazu obszernego cytowania uderzy w wydawców pozostających bez wsparcia zagranicznego kapitału. – Wielki koncern za pół procent swoich dochodów może prześwietlić pod tym kątem wszystkie małe portale i wytoczyć setki procesów, my nie dostaniemy takiej szansy – wtóruje mu Łukasz Mężyk, współzałożyciel serwisu 300polityka.pl.

– To wspólna sprawa, powinniśmy mówić wspólnym głosem, bez względu na zabarwienie naszych mediów. To kwestia standardów – przekonuje Jerzy Jurecki. Wiceprezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych podaje przykład korespondenta niemieckiej gazety, który nagminnie przekazywał niemal bez zmiany artykuły z polskiej prasy regionalnej jako własną korespondencję. – Wysłałem maila do jego przełożonego, z załącznikami, dowodami. W odpowiedzi usłyszałem zarzut, że chcę im zrobić krzywdę, tylko dlatego, że poinformowałem też o tym organizacje branżowe w Polsce – mówi Jurecki.

Dyrektywa już została zdążyć ochrzczona „podatkiem od linku”. Czy słusznie? – Prawo nie będzie dotyczyć zwykłych linków, które odsyłają do źródła – wyjaśnia Jacek Wojtaś, koordynator ds. europejskich IWP. Przekonuje on, że główną intencją dyrektywy jest walka o wynagrodzenie za korzystanie z publikacji. W tym celu należy ukrócić samowolę pośredników, którzy nie generują ruchu na stronie źródłowej. – Kopiują oni artykuł podając źródło, ale nie odsyłają do niego, zabierając w ten sposób autorom użytkowników czy wpływy z reklam – wyjaśnia. – Chcemy uporządkowania. Chcemy rozmawiać z Google, który ignoruje problem. Upominamy się o należne nam pieniądze – nie tylko dla wydawców, ale i dziennikarzy – dodaje Podkański.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie