Jarosław Gowin. Błędny żywot krzyżowca czy służba cesarzowi?

Witold Głowacki
W resorcie sprawiedliwości Gowin zachowywał się dotąd tak, jakby chciał pozbyć się łatki błędnego rycerza
W resorcie sprawiedliwości Gowin zachowywał się dotąd tak, jakby chciał pozbyć się łatki błędnego rycerza Wojciech Barczyński/Polskapresse
Jarosław Gowin popełnił poważny pierwszy błąd w fotelu ministra sprawiedliwości. Bynajmniej nie uległ prawniczym korporacjom. Raczej własnemu politycznemu i światopoglądowemu temperamentowi - pisze Witold Głowacki.

To nie są dobre czasy dla niezłomnych rycerzy wiary i tradycji. Jarosław Gowin z pewnym zdziwieniem, jak sądzę, dowiaduje się właśnie, że polskie społeczeństwo bardziej jednak potrzebuje dobrego ministra sprawiedliwości niż obrońcy patriarchalnego myślenia o odwiecznym podziale ról mężczyzny i kobiety.

Ostatnie pół roku Gowin poświęcił niemal co dnia na to, by - kompletnie wbrew licznym sceptykom - w ekspresowym tempie zbudować sobie pozycję głównego reformatora w rządzie Donalda Tuska. Czy zrobił to po to, by sięgnąć po władzę w Platformie albo utworzyć własną partię, co zdają się sugerować jednym głosem politycy lewicy i PiS? Czy może raczej po to, by - jak zawsze dotąd - znów sięgnąć po krzyż i dzierżąc go w dłoniach, ruszyć na czele kolejnych światopoglądowych krucjat?

Jeszcze na początku kadencji Gowin wymieniany był wraz ze Sławomirem Nowakiem i Joanną Muchą jako jeden z trójki najsłabiej trafionych kandydatów na "zderzaki" Donalda Tuska. - Filozof ministrem sprawiedliwości? - pytano od prawa do lewa, pukając się w czoło. Sugestie, że Gowin nie poradzi sobie z tym resortem, padały zresztą nawet wewnątrz Platformy. Korporacje prawnicze zaś wręcz zacierały ręce, że tym razem na gorącym fotelu ministra sprawiedliwości zasiadł konserwatywny katolicki intelektualista, były redaktor naczelny inteligenckiego "Znaku". Wydawał się idealnym kandydatem do błyskawicznego zdominowania.

Nietrudno było przewidzieć, że Gowin nie utrzyma swoich poglądów na wodzy. I prędzej czy później uderzy w konserwatywny ton. Wybrał jednak wyjątkowo samobójczy cel ataku

Dziś, prawie pół roku później, to wszystko jest już nieaktualne. Jarosław Gowin jest jedną z twarzy rządu Tuska. Zarazem zaś chyba najaktywniejszym ministrem tego gabinetu. Po ogłoszeniu pierwszego planu deregulacji 49 zawodów właśnie wkracza z jego drugą transzą - obejmującą kolejną setkę pozycji. W ciągu kilku tygodni przedstawi projekt zmian w ustawie o prokuraturze, na razie zaś niemal od początku roku umiejętnie formułuje przekaz na jego temat. W efekcie kształt reformy prokuratury jest już właściwie znany - autonomia prokuratury zostanie poddana kontroli, zmieni się też sporo w jej strukturze. A Gowin rozegrał to tak, że główny potencjalny oponent reformy, prokurator generalny Andrzej Seremet, zanim nawet zdążył zareagować, już musiał schylić głowę, teraz zaś pokornie czeka na przegłosowanie nowelizacji przez Sejm.

W obu wypadkach - deregulacji i zmian w prokuraturze - Gowinowi nikt nie zarzuci lekceważenia konsultacji społecznych i publicznej debaty na temat reform. Często gości w programach telewizyjnych i na łamach gazet, jego resort chętnie informuje o każdych planowanych zmianach. Sam minister natomiast spotyka się niemal co dzień z opierającymi się deregulacji przedstawicielami korporacji zawodowych, niedawno nawet ogłosił, że częściowo przekonali go najostrzej wojujący z jego ideą taksówkarze.

Jeśli dodamy do tego reformę sądów oraz związane ze zmianami w prokuraturze plany dotyczące pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej, wyłania się obraz chyba najszybciej pracującego ministra w tym rządzie. Czy zatem premier Donald Tusk może odetchnąć, z ulgą widząc spełnienie własnych słów o "pozytywnej szajbie" swego ministra?

CZYTAJ TEŻ:
* Siennicki: Jarosław Gowin na politycznym zakręcie
* Gowin w Białymstoku. "Nie chcę urazić osób, które w Smoleńsku doszukują się zamachu..."
* Gowin: Jeżeli premier wyda mi polecenie, wycofam się z reformy
* Ministrowie kłócą się o przemoc wobec kobiet. Spór przetnie sam Tusk?
* Palikot: Gowin zachowuje się jak katolicka ciota. To określenie mentalności

Zdaniem części polityków niekoniecznie. - Gowin wyrasta na człowieka numer dwa w Platformie - wieszczył niedawno w "Polsce" sympatyzujący z PiS Artur Balazs. Tę melodię podchwyciła od razu partia Jarosława Kaczyńskiego, chętnie rzucają też takie sugestie ziobryści. Pojawiła się też w tych kręgach teoria, że Gowin gra na założenie własnej partii, która miałaby być jakąś alternatywą dla posmoleńskiej prawicy i jednocześnie wymontowałaby tzw. prawe skrzydło Platformy.

Spiskową rolę Gowina w PO widzi też oczywiście Janusz Palikot. Najpierw nazywał go "agentem Kościoła katolickiego" i publicznie pytał, czy minister sprawiedliwości jest członkiem Opus Dei. Ostatnio sięgnął po obelgi, nazywając Gowina "katolicką ciotą". Wśród znających Gowina polityków Platformy wywołało to rozbawienie, bo jak mówili, trudno o mniej celny epitet.

Palikot, atakując bezpardonowo Gowina, kolportuje jednak także wersję o poważnych - i rzecz jasna zagrażających samemu Tuskowi - ambicjach politycznych szefa resortu sprawiedliwości. - Janusz robi to, bo doskonale wie, że to może jakoś podziałać na Tuska. Polityczne zniszczenie Gowina byłoby zaś dla Palikota bardzo cenne - to przecież konserwatyści w PO stanowią zaporę przed ewentualną koalicją z Ruchem Palikota - tłumaczy jeden z polityków Platformy. Palikot widzi więc w Gowinie przeszkodę na drodze do władzy, zrobi, co tylko będzie mógł, by mu zaszkodzić. Z kolei niektórzy publicyści - od Pawła Wrońskiego z "Gazety Wyborczej" po ostrych prawicowców zresztą - przytaczając przykłady Lecha Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry, piszą o roli trampoliny, jaką może odegrać w przypadku zorientowanego na prawo polityka funkcja ministra sprawiedliwości. Tak jakby chcieli przestrzec Donalda Tuska przed rosnącym w siłę wewnątrzpartyjnym konkurentem.

Właśnie takimi platformerskimi pocałunkami śmierci zdają się być także płomienne pochwały wygłaszane pod adresem Gowina przez prawicowych publicystów i polityków. - On jest jednym z dwóch ministrów, którzy pokazują, że o coś walczą, że chcą coś zmieniać, że mają cel. To powoduje, że minister sprawiedliwości urasta na jedną z najbardziej znaczących postaci w Platformie, a nawet nie tylko w Platformie - mówił portalowi Stefczyk.info Bronisław Wildstein. Całkiem niedawno zaś politycy Solidarnej Polski zaczęli mówić o heroizmie Gowina i zapraszać go do swego klubu.

To wszystko wydaje się próbami znalezienia właściwej dla danych środowisk reakcji na diametralną zmianę pozycji Gowina w Platformie. Dopóki był smutnym panem od in vitro i wewnątrzplatformerskim konserwatywno-katolickim dysydentem - lubianym przez media, ale o niezbyt znaczącej sile w partii - idealnie wpisywał się w przekaz zarówno prawicy, jak i lewicy. Politycy PiS i PJN mogli kiwać głową na wieść o jego kolejnych krucjatach, zapraszać go do swych partii i na jego przykładzie wskazywać, jak ponury jest los prawego skrzydła w Platformy. Lewica mogła zaś straszyć nim swych wyborców bardziej niż posłanką Anną Sobecką. I w jednym, i w drugim przypadku Gowin był idealnym celem do bicia w Platformę i Donalda Tuska. Gdy dodamy do tego jego datowany na drugą połowę poprzedniej kadencji cichy sojusz z frakcją Grzegorza Schetyny, widzimy wyraźnie, że i krokodyle łzy wylewane nad Gowinem przez prawicę i wściekłe ataki Palikota miały swego czasu określony sens. I niemal zawsze rykoszetem miały trafić w Tuska.

Wszystko zmieniło się po zaskakującej dla niemal wszystkich decyzji szefa Platformy Obywatelskiej i starego-nowego premiera po wyborczym zwycięstwie. Jarosław Gowin, zamiast wylądować na wygnaniu w fotelu trzeciego zastępcy szefa Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, został szefem jednego z trudniejszych resortów. Według teorii makiawelicznej miał to być ostateczny strzał Tuska w schetynowców, odcięcie ich od wsparcia konserwatywnej grupki Gowina. Według teorii mniej makiawelicznej - Tusk zamierzał po prostu zamienić Gowina z dysydenta we frontmana.

CZYTAJ TEŻ:
* Siennicki: Jarosław Gowin na politycznym zakręcie
* Gowin w Białymstoku. "Nie chcę urazić osób, które w Smoleńsku doszukują się zamachu..."
* Gowin: Jeżeli premier wyda mi polecenie, wycofam się z reformy
* Ministrowie kłócą się o przemoc wobec kobiet. Spór przetnie sam Tusk?
* Palikot: Gowin zachowuje się jak katolicka ciota. To określenie mentalności

Dopóki Jarosław Gowin zajmował się wyłącznie pracami swego resortu, tak właśnie było. Jednak minister sprawiedliwości popełnił chyba pierwszy poważny błąd w tej kadencji. Zachował się mianowicie tak, jakby chciał potwierdzić tezę Palikota o "agencie Kościoła katolickiego".

Chodzi oczywiście o coraz ostrzejszy konflikt między Gowinem - jedynym zdeklarowanym konserwatystą w rządzie PO-PSL - a zajmującą liberalne pozycje pełnomocniczką rządu ds. równego traktowania Agnieszką Kozłowską-Rajewicz. To jak dotąd jedyny otwarty spór platformerskich ministrów w tej kadencji. Nie pierwszy natomiast między Gowinem a Kozłowską-Rajewicz. W poprzedniej kadencji bowiem oboje firmowali przeciwstawne projekty prawa regulującego kwestię zapłodnienia in vitro. Wtedy skończyło się na niczym, bo żadna z ustaw o in vitro nie została przegłosowana, jednak atmosfera sporu bywała naprawdę gorąca. Dla Gowina Kozłowska-Rajewicz była wręcz przedstawicielką lewicy, z kolei dla Kozłowskiej-Rajewicz Gowin był czymś w rodzaju dinozaura.

Wtedy oboje byli posłami. Dziś ścierają się na poziomie ministrów. Tym razem poszło o konwencję Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet. Jej ratyfikacji przez Polskę sprzeciwił się bardzo jednoznacznie właśnie Gowin. - To dokument skrajnie ideologiczny będący wyrazem ideologii feministycznej - ogłosił w piątek na konferencji prasowej szef resortu sprawiedliwości.

- Konwencja zawiera pewną warstwę ideologiczną, czyli zobowiązania państw sygnatariuszy do tego, żeby zwalczać tradycje, które ugruntowują tzw. stereotypowe role kobiet i mężczyzn. Jak się sięgnie do książek feministek, to się okazuje, że stereotypową rolą kobiet jest macierzyństwo albo że stereotypowymi rolami kobiet i mężczyzn są role żon i mężów w tradycyjnym małżeństwie. Innymi słowy ta konwencja może być interpretowana jako wezwanie do zwalczania macierzyństwa czy małżeństwa, a to są wartości chronione przez polską konstytucję - mówił z kolei Gowin w środę w Sejmie.

- Konwencja mówi m.in. o tym, że kobiet nie wolno bić, gwałcić, dziewczynek nie wolno obrzezać, że nie wolno kamienować za zdradę - ripostowała w cokolwiek dydaktycznym tonie Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. Pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania wypomniała przy okazji obiekcje, które Gowin formułował przy okazji wprowadzania ustawy o parytetach. Mówił wtedy, że demokracja się zapadnie. - Nic takiego się nie stało, demokracja się nie zapadła - mówiła w środę Kozłowska-Rajewicz.

Kozłowska-Rajewicz i Gowin spotkali się jeszcze we wtorek wieczorem, by podjąć próbę porozumienia. Pozostali jednak przy swoim. - Jestem przeciwny ratyfikowaniu - powtarzał w środę Gowin.

Pozostał sobą - można powiedzieć. Nietrudno było właściwie przewidzieć, że Jarosław Gowin nie utrzyma długo swoich poglądów na wodzy. I niebawem sięgnie na przykład do szuflady, by odkurzyć swój konserwatywny projekt ustawy o in vitro. Ale Gowin poszedł dalej. I postanowił uderzyć w swój jednoznacznie konserwatywny ton właśnie przy okazji konwencji o prawach kobiet. Treści dokumentu sprzeciwiają się otwarcie tylko środowiska jednoznacznie prawicowe. - Powiedzmy sobie jasno. Kiedy Gowin zaczyna mówić o wartościach, to większość ludzi w Platformie łapie się za głowę. To nie jest i nie będzie głos Platformy! - irytuje się polityk PO.

CZYTAJ TEŻ:
* Siennicki: Jarosław Gowin na politycznym zakręcie
* Gowin w Białymstoku. "Nie chcę urazić osób, które w Smoleńsku doszukują się zamachu..."
* Gowin: Jeżeli premier wyda mi polecenie, wycofam się z reformy
* Ministrowie kłócą się o przemoc wobec kobiet. Spór przetnie sam Tusk?
* Palikot: Gowin zachowuje się jak katolicka ciota. To określenie mentalności

Tym samym Gowin natychmiast znalazł się na celowniku lewicy i liberałów z własnej partii, natomiast na piedestale katolickiej prawicy. Zamiast o deregulacji i reformie prokuratury wszyscy mówią o tym, że Gowin nie jest przeciwnikiem bicia kobiet.
Stąd też interwencja Donalda Tuska, który zamierza przeciąć spór między swoimi ministrami. Tego samego dnia więc głos w sprawie konwencji Rady Europy zabrał przebywający z wizytą na Cyprze premier Donald Tusk . Szef rządu dość wyraźnie wskazał, po której stronie sporu sam się opowiada. - Moją intencją jest, aby rząd przedłożył dokument do ratyfikacji. Chciałbym, aby to było swego rodzaju zwieńczenie naszych wieloletnich starań w sprawie przemocy w rodzinie - mówił Tusk. Zaznaczył, że ministrowie będą zgodnie pracowali na rzecz szybkiego ratyfikowania konwencji.

- Minister sprawiedliwości został przeze mnie zobowiązany do tego, żeby przedstawić wszelkie domniemane konsekwencje prawne przyjęcia tej konwencji, stąd zaangażowanie ministra Gowina, pani minister Kozłowska-Rajewicz z oczywistych względów sprawą się zajmuje - wyjaśnił Tusk. - Jeśli temperament nie pozwala im dość do ładu między sobą, to postaram się tę sprawę załatwić szybko i bezboleśnie - zaznaczył premier.

Teraz więc Jarosław Gowin znalazł się na ostrym zakręcie. Musi dokonać wyboru między Bogiem a cesarzem. Zdecydować, czy karnie pomaszeruje w cesarskiej armii, czy raczej wybierze malowniczy żywot błędnego krzyżowca. Zważywszy na zmiany zachodzące w szybkim tempie w polskim społeczeństwie, droga katolickiego konserwatysty Platformy do Jerozolimy jawi się coraz dłuższa i coraz mocniej spowita zdradliwymi piaskami pustyni, mury świętego miasta zaś coraz wyższe i lepiej bronione. Za to tu, w Europie, jest jeszcze całkiem sporo zupełnie niezdobytych twierdz.

Witold Głowacki

CZYTAJ TEŻ:
* Siennicki: Jarosław Gowin na politycznym zakręcie
* Gowin w Białymstoku. "Nie chcę urazić osób, które w Smoleńsku doszukują się zamachu..."
* Gowin: Jeżeli premier wyda mi polecenie, wycofam się z reformy
* Ministrowie kłócą się o przemoc wobec kobiet. Spór przetnie sam Tusk?
* Palikot: Gowin zachowuje się jak katolicka ciota. To określenie mentalności

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

o
ol
I tak jak zwykle,jsli jeden ma jakies pomysly,to zaraz znajda sie prorocy ktytorzy beda je krytykowac,przeciez wiele tych jego pomyslow ma swoje uzasadnienie i nie wszytkie musza byc odrazu wprowadzone.Naley wyselekcjonwac te, ktore po gruntownej analizie moga i powinny byc wprowadzone.Wiadomo nie od dzisiaj,ze poszczegolne korporacje beda sie bronic,poniwaz utracja swoje przemozne wplywy.
b
b. PO
-- kup "Nasz Dziennik" i zbieraj podpisy za TV TRWAM ! "Do triumfu zła potrzeba tylko aby dobrzy ludzie nic nie robili" - Edmund Burke
j
janmil
Pytanko; czy gowin - karierowicz, pseudoetyk chrześcijański napisał już kodeks PO-osła złodzieja?! sam słyszałem jego zobowiązanie w tej materii....i co gowin?!!
O
Oh Gowin...
Jestem ciekaw dlaczego dziennikarze tak się zachwycają reformatorskim podejściem Gowina do wymiaru sprawiedliwości. Chyba uważają, że jest tu potrzebna reforma i to tak bardzo, że nieważne czy ona ma sens, czy nie.
Przypomnieć jednak należy, że co minister sprawiedliwości to kolejne reformy. Suma summarum, to właśnie te wszystkie pomysły doprowadziły do obecnego stanu.
Może warto w końcu powstrzymać ten chory pęd do "zapisania się w historii" i zacząć działać małymi krokami na rzecz usprawnienia sądownictwa, a nie radykalnymi reformami? Biorąc pod uwagę opinie wielu środowisk i instytucji, obecna likwidacja 1/3 sądów może być krokiem do całkowitej zapaści sądów.

Ale to jest mało ważne. Przecież przeprowadzimy reformę! Pokażemy, że coś robimy. A że kolejny minister i następni po nim też będą chcieli się pokazać, więc też będą reformować, bo wyjdzie, że jednak pomysły poprzedników w najlepszym wypadku nie pogorszyły stanu wymiaru sprawiedliwości.
Tyle, że akurat po Gowinie, to dopiero będą mieć pole do działania...
G
Gabriel
Plany Min. Gowina są mimo wszystko mało realne. Deregulacja
wg projektu Gowina nie przejdzie. W istocie rzeczy za Gowinem
brak zaplecza politycznego do przeprowadzenia Jego reform.
Niektórymi reformami Pana Gowina można tylko narobić bałaganu którego naprawienie nie będzie łatwe. Zarządzanie,
a nawoływanie do wiary to dwie różne rzeczy.Od filozofii do
sprawiedliwości prowadzą różne drogi.
N
NorvidNH
Bożę jak się ciesze ,że mam pusta kieszeń a za oknem tankujący niebo balon PEŁO!
Dodaj ogłoszenie