Jarosław Flis: Przegra ten, kto rozjuszy elektorat...

    Jarosław Flis: Przegra ten, kto rozjuszy elektorat przeciwników

    Anna Wojciechowska

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Jarosław Flis

    Jarosław Flis ©fot. andrzej banas / polskapresse

    - Dziś faktycznie, jak nigdy wcześniej, szanse obozu rządzącego i koalicji są bardzo wyrównane - mówi Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
    Jarosław Flis

    Jarosław Flis ©fot. andrzej banas / polskapresse

    Przed wyborami prezydenckimi w 2015 roku prognozował pan na podstawie swoich analiz, a wbrew wszystkim sondażom, opiniom, a nawet nadziejom niektórych, że Andrzej Duda jest w stanie pokonać Bronisława Komorowskiego. Tak też się stało. Czy 13 października wieczorem też może nas coś zaskoczyć w stosunku do prognoz?
    Wszystko zależy, co rozumiemy przez wynik wyborów. W wyborach parlamentarnych spectrum możliwości jest naturalnie o wiele większe niż w wyborach prezydenckich, gdzie tylko jeden kandydat może wygrać.
    Na dziś całkiem prawdopodobne są dwa scenariusze: ten, w którym PiS zdobywa samodzielną większość, jak i ten, w którym traci władzę. Oczywiście jeśli prosto przeliczyć wyniki obecnych sondaży na głosy, ignorując wyborców wahających się, to PiS ma praktycznie już w kieszeni kolejną kadencję. Głębsza analiza sytuacji wskazuje jednak, że nie jest to wcale oczywiste. Widać, że w wielu miejscach Polski są ludzie wciąż wahający się, co zrobić 13 października. Jeśli to są wyborcy wahający się między różnymi opcjami opozycyjnymi, to PiS-owi może zabraknąć 2-3 mandatów do większości. To zaś oznacza, że traci władzę. Dziś, bardziej niż przed którymikolwiek wcześniejszymi wyborami, ostateczne rozstrzygnięcie zależy właśnie od tych wyborców wahających się, których ostatecznej decyzji do 13 października nie da się przewidzieć.

    Według ostatniego sondażu Kantar, aż 17 proc. wyborców, deklarujących, że pójdą na wybory, nie wie wciąż na kogo oddadzą głos. To nadzieja bardziej dla rządzącej partii czy opozycji?
    Tego właśnie nie wiemy. To są ludzie, którzy posłuchają swoich sąsiadów, znajomych, ludzi napotkanych w szatni szkolnej albo w tramwaju. Trzeba też przyjąć poprawkę, że z badań wynika, że często nawet ci, którzy deklarują, że pójdą na wybory, wcale ostatecznie nie idą na nie. Dlatego teraz kluczowa jest kwestia mobilizacji. Są tacy wyborcy, którzy, jak widzą, że idzie dobrze, to mobilizują się nie tylko sami, ale na wybory podwożą jeszcze rodzinę i ciągną znajomych. Natomiast jak widzą, że idzie kiepsko, to ich entuzjazm spada. Dopiero na tej ostatniej prostej kampanii zdecyduje się, na ile tacy zdeklarowani wyborcy będą chcieli i mogli przekonać krewnych i znajomych, że warto iść i zagłosować tak jak oni. Badania wyborów na całym świecie wskazują, że są też tacy wyborcy, którzy do końca czekają na sygnał ze swojego bliższego i dalszego otoczenia, jakie są rokowania, co robić. Dlatego, wbrew prostemu czytaniu sondaży, dziś faktycznie, jak nigdy wcześniej, szanse obozu rządzącego i koalicji są bardzo wyrównane. Inna rzecz, że opozycja nie jest monolitem i możliwy jest jeszcze trzeci wariant, coś na kształt tego, z czym mieliśmy do czynienia dwa lata temu w wyborach w Nowej Zelandii. Tam opozycja i rządzący zdobyli niemal równą liczbę mandatów. Pośrodku zaś była partia Najpierw Nowa Zelandia, która ostatecznie zdecydowała, kto będzie nowym premierem.

    W Polsce o tym, kto będzie rządzić po 13 października, może zdecydować Władysław Kosiniak-Kamysz?
    Owszem, PSL razem z Pawłem Kukizem. Jest zdecydowanie do wyobrażenia wariant, w którym ludowcy są języczkiem u wagi i Władysław Kosiniak-Kamysz mówi na przykład: słuchajcie, ja chcę być premierem, jest ktoś chętny? Aha, tylko jeszcze jutro niech Ziobrę zwinie CBA…

    To nie pozostawia pan wątpliwości, że szef PSL nie poszedł na wspólny rząd z PiS.
    Dlaczego? PiS nie może zamknąć Ziobry?

    W takie niespodzianki to chyba jednak pan sam jednak nie wierzy?
    Jeśli Jarosław Kaczyński miałby alternatywę w postaci Grzegorza Schetyny jako wicepremiera? (śmiech) W każdym razie chcę powiedzieć, że może być naprawdę bardzo ciekawie po tych wyborach.

    Hat trick Jarosława Kaczyńskiego nie przechylił wyniku tego meczu?
    Nie. Sondaże wahają się jeden procent, to w jedną stronę, to w drugą stronę. Optyczne zwycięstwo PiS jest może i przesądzone, ale na przykład w roli największej partii opozycyjnej. A nie o to idzie przecież gra. W tych ostatnich tygodniach duże znaczenie będzie miało też to, kto rozjuszy elektorat przeciwników. I w tym kontekście akurat przekaz PiS, jaki popłynął z ostatniej konwencji, jest ryzykowny. Otóż, do ostatniego piątku PiS snuło opowieść, że w kraju żyje się już wspaniale, wszystko dobrze idzie, oni spokojnie rządzą, nie ma żadnych zagrożeń, a już twierdzenia, że zagrożona jest demokracja, są kompletnie wyssaną z palca histerią opozycji. I nagle w weekend usłyszeliśmy od prezesa, że aktywiści partii mają być teraz „żołnierzami PiS”, bo ostatnie cztery lata były tylko deptaniem pola do pojedynku o realną zmianę w Polsce. To w końcu jest tak wspaniale, że możemy sobie już tylko grillować i przycinać kwiatki, czy czeka nas Armagedon i mamy zwierać szyki do walki? Rozumiem, że ta zmiana tonu partii rządzącej miała w zamyśle zmobilizować na ostatniej prostej jej zwolenników. Pytanie tylko, czy nie zmobilizuje bardziej jednak tych nieco uspokojonych od miesięcy przeciwników?
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    brak warsztatu

    czytelnik (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3 / 2

    socjolog, a płynie jak "malowanie" - całkowity brak warsztatu naukowego, ale to widza specjaliści

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo