Janusz Lewandowski: W kryzysie jak pod Grunwaldem Polska dowiodła swej siły

Redakcja
Grzegorz Mehring/Polskapresse
W bitwie pod Grunwaldem starły się armie reprezentujące Europę Zachodnią i Środkową. Te obie części kontynentu udało się połączyć dopiero w 2004 r., przy rozszerzeniu Unii Europejskiej. Z Januszem Lewandowskim, komisarzem Unii Europejskim ds. budżetu, rozmawia Agaton Koziński.

W swoim gabinecie w budynku Komisji Europejskiej, w dodatku na eksponowanej ścianie, powiesił Pan kopię obrazu Jana Matejki pokazującego bitwę pod Grunwaldem. Czemu akurat ten obraz zabrał Pan ze sobą z Gdańska do Brukseli?
Nie tyle zabrałem, co go dostałem. Jako że w tym roku obchodzimy okrągłą rocznicę bitwy pod Grunwaldem, taką reprodukcję przysłał mi Zbigniew Jagiełło, prezes banku PKO BP. On wybrał ten obraz ze względu na zbieżność nazwisk z polskim królem, ale także jako formę upamiętnienia rocznicy tego wielkiego sukcesu polskiego oręża. Ja jednak z tym obrazem mam kłopot.

Jaki?

Dziś nie walczymy o nasze miejsce w Europie na polu bitwy, lecz w gospodarce. Awans do pierwszej ligi UE jest w naszym zasięgu

Zasługiwał on na szczególną ekspozycję, ale to z kolei powoduje, że muszę wyjaśniać kolegom z innych państw jego znaczenie. A na pewno nie można tego dzieła nazwać przykładem integracji europejskiej. Jest wręcz przeciwnie, on przedstawia wrogie spotkanie dwóch części Europy, które ostatecznie zjednoczyły się dopiero w roku 2004. Przy czym starsza część Europy na obrazie Matejki zostaje pokonana. Traktuję tę kopię jako okazję, by opowiadać o historii Polski, ale z czasem będę musiał wymienić obraz Matejki na przedstawiający inny fragment historii naszego kraju z jakimś bardziej pokojowym przesłaniem, np. unią polsko-litewską. Przecież ona może funkcjonować w całej Europie jako prototyp unii wielonarodowej.

Prof. Henryk Samsonowicz niedawno napisał, że bitwa pod Grunwaldem była tak naprawdę pierwszym momentem w historii kontynentu, kiedy nowa Europa pokazała się starej i dowiodła, że może być dla niej równorzędnym, zasługującym na szacunek partnerem.
Zgadzam się z prof. Samsonowiczem, że bitwa pod Grunwaldem była dowodem siły i mocy nowej Europy. Niewątpliwie był to największy pokaz siły Europy Środkowej, którą w tamtych czasach Zachód uważał za obszar swoich podbojów. Ale też na całe szczęście dziś nikt już nie myśli w kategoriach XV-wiecznych. W tej chwili polski patriotyzm nie polega na oddawaniu życia na polu bitwy, lecz na podnoszeniu rangi Polski do poziomu krajów pierwszej ligi w Unii Europejskiej. To jest na pewno w naszym zasięgu. Choć z drugiej strony nie wolno zapominać o tym, jak bardzo pomaga nam w tym awansie stara Europa. Zarówno teraz - poprzez subsydia - jak i wtedy, gdy dzięki Krzyżakom do Polski dotarło wiele nieznanych wcześniej nowinek technologicznych, np. nowoczesnych wtedy zamków.
Pod Grunwaldem nowa Europa dała starej łupnia. Czy należy się doszukiwać w tym analogii ze współczesnością, w której państwa Europy Środkowej, przede wszystkim Polska, są liderami w tempie rozwoju gospodarczego w całej Unii?
Największe problemy gospodarcze ma południe Europy. W porównaniu z tą częścią kontynentu jesteśmy w zdecydowanie lepszej sytuacji i z tego powinniśmy być zadowoleni. Możemy być także szczęśliwi, gdyż ostatnio bardzo się zmienił wizerunek Polski za granicą. Wciąż pamiętam wszystkie stereotypy i uprzedzenia, z którymi spotykałem się na początku lat 90., kiedy rozpoczynaliśmy nasze przemiany ustrojowe i gospodarcze. Współcześnie jesteśmy postrzegani jako zupełnie inny kraj, coraz częściej kojarzymy się z dynamiką, postępem, pracowitością. To zdecydowanie nasz duży powód do dumy.

Zwycięstwo pod Grunwaldem było efektem zgodnej współpracy narodów Europy Środkowej - i stało się fundamentem pod późniejszy okres prosperity, który dziś nazywamy polskim złotym wiekiem. Czy jest szansa ten scenariusz powielić dziś, gdy działamy w ramach Unii Europejskiej?
Bez wątpienia warto jest utrzymywać dobre stosunki w Europie Środkowo-Wschodniej. Przykładem tego jest np. Grupa Wyszehradzka. Jest to jeden ze sposobów na skuteczność w europejskiej rodzinie liczącej 27 państw. Takie wnioski płynące z tego wydarzenia historycznego są jak najbardziej słuszne.
Z drugiej strony mamy do czynienia z serią zarzutów historyków mówiących, że odnieśliśmy zwycięstwo pod Grunwaldem, którego jednak nie zdołaliśmy zdyskontować politycznie. Mocno napiętnował to m.in. Paweł Jasienica w "Polsce Jagiellonów", czy na naszych łamach ("Polska", 9 lipca 2010) prof. Jan Ciechanowski. Zgadza się Pan z nimi?
Nie zdyskontowaliśmy tego triumfu na płaszczyźnie militarnej, Malbork rzeczywiście nie został zdobyty od razu po pokonaniu Krzyżaków pod Grunwaldem. Jednak nie wolno nie doceniać tego zwycięstwa. Udało się je przekuć na duży sukces na polu dyplomatycznym. Przede wszystkim zmieniliśmy sposób postrzegania Europy Środkowo-Wschodniej. Dla Europy Zachodniej starcie z armią Władysława Jagiełły było krucjatą przeciwko barbarzyńcom. Dzięki wysiłkowi polskiej i litewskiej armii obronione jednak zostały polskie interesy. Dlatego nie pogrążałbym Jagiełły. Bitwa zapoczątkowała karierę geopolityczną połączonych państw Polski i Litwy. Potęga, która wyrosła na Wschodzie po tej bitwie, stała się poważanym graczem politycznym na kontynencie, a reszta Europy ten fakt dostrzegła i uszanowała.

Teraz też Europa dostrzega polski rozwój gospodarczy. Czy to w jakiś sposób przekłada się na negocjacje nad perspektywą finansową na lata 2014-2020?
Nie ma problemu ze zrozumieniem faktu, że Europa potrzebuje spokoju finansowego. Jest to priorytet. Siedmioletnia perspektywa finansowa jest konieczna, natomiast wszyscy obawiają się greckiego scenariusza. To zupełnie zmienia klimat rozmów. Niewątpliwie mamy zapisane w traktacie lizbońskim nowe polityki europejskie, które wymagają finansowania, z drugiej strony mamy konkretne uwarunkowania gospodarcze. Jedną i drugą kwestię trzeba pogodzić. Recesyjna Europa sprawia, że trudno jest prowadzić rozmowy o nowym budżecie. Przede wszystkim nie wiadomo, jak ustalać poziom składki. Może się bowiem okazać, że ustalenie jej na poziomie jednego procentu sprawi, że ona de facto pójdzie w dół. Dlatego, że w pogrążonej w recesji Unii budżety poszczególnych państw są niższe i przez to wpłaty do wspólnego budżetu maleją. A dziś PKB Europy nie wygląda okazale.

Rozmawiał Agaton Koziński

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

i
internautka

jaka to nasza siła.A porównanie faktycznie głupie.

a
andowc

Głupszego "porównania"nie pamiętam pośle (ośle z Parlamentu UE z przedstawicielstwa PR).
Wyciulałeś Polskę (swoją Rodzicielkę) i jeszcze Tobie "mało" Oszuście ?

s
spokojny

Analiza historyczna słuszna. Dokończmy ją: Polska była potęgą od Grunwaldu do Wiednia. Dlaczego ni epotem? Bo istniało durne prawo kiedy jeden jedyny człowiek mógł krzyknąć „weto” i zablokować cały parlament a państwa, które wtedy były lepiej od Polski zorganizowane czyli Austria, Węgry, Prusy, Rosja po prostu nas „rozebrały” z powodu niemocy uchwalania potrzebnych ustaw. Czyli nie jestem za tym żeby jeden człowiek (prezydent) miał takie możliwości wetowania i „rządzenia”. Proponuję: władza wykonawcza tylko w gestii rządu.

Z
Zbynio

W kryzysie, jak pod Grunwaldem, Litwa dowiodła swej słabości!!!

e
ewa

A jednak to prawda, że chłop nie musi być ładniejszy od diabła. Do tego widzi zieloną wyspę, a na niej tuska łowiącego złotą rybkę.

Dodaj ogłoszenie