Janusz Korwin-Mikke - koalicjant jak z koszmaru. Czy Jarosław Kaczyński porwie się na sojusz z KNP?

Witold Głowacki
Janusz Korwin-Mikke nie jest wymarzonym koalicjantem Jarosława Kaczyńskiego
Janusz Korwin-Mikke nie jest wymarzonym koalicjantem Jarosława Kaczyńskiego FOT. GRZEGORZ DEMBINSKI/POLSKAPRESSE
Żeby zawrzeć koalicję z Lepperem i Giertychem, Jarosław Kaczyński po prostu zatkał nos. Prezes PiS wie jednak dobrze, że w wypadku Korwin-Mikkego to nie wystarczy.

"Łączy nas stara znajomość i niechęć do Solidarności" - tak pisał o Januszu Korwin-Mikkem nie kto inny jak Jerzy Urban w swym wydanym przed ponad dwiema dekadami "Alfabecie". Dawno. Ale właśnie co najmniej do początku lat 90. trzeba się cofnąć, by zrozumieć, dlaczego ewentualne powstanie politycznego sojuszu Jarosława Kaczyńskiego z Januszem Korwin-Mikkem graniczy z niemożliwością.

Cień tej - jeszcze niedawno kompletnie niewyobrażalnej - możliwości politycznej zaczął się wyłaniać z sondaży przed wyborami do europarlamentu. Od afery taśmowej wyniki są już niemal jednoznaczne - Prawo i Sprawiedliwość mogłoby choćby i jutro sięgnąć po władzę, o ile tylko partia Jarosława Kaczyńskiego weszłaby w koalicję z Kongresem Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego. Według sondaży TNS Polska i Homo Homini z ostatniego tygodnia czerwca PiS i KNP mają realną szanse na większość w parlamencie.

I rzeczywiście taką większość możemy sobie wyobrażać. Tylko co z tego? Koalicja PiS i KNP wydaje się czymś naturalnym przede wszystkim tym wyborcom i komentatorom, którzy za obiema partiami - i ich liderami - co najmniej nie przepadają. Wizja wspólnego rządu premiera Kaczyńskiego i wicepremiera Korwin-Mikkego to czarny sen wyborcy liberalnego czy lewicowego - dość przerażające połączenie dwóch bardzo wyrazistą kreską rysowanych, choć dotąd bardzo odmiennych wydań polskiej prawicowości. Jednym słowem - IV RP do kwadratu, wyostrzony polityczny remake paktu stabilizacyjnego, a następnie koalicji PiS-LPR-Samoobrona z lat 2006-2007.

W rzeczywistości jednak na żaden sojusz Korwina z Kaczyńskim się nie zanosi. I to z wielu przyczyn. Programowe - choć warto zauważyć, że między programem KNP a PiS rozciąga się rozległa przepaść, a słynne, choć także nieco egzotyczne "przystawki" z lat 2006-2007 (LPR i Samoobrona) były programowo o wiele bliżej PiS niż partia Korwina - są tu najmniej istotne.

- Wszystko sprowadza się do sprawy zasadniczej, która nas dzieli, a więc do stosunku wobec Rosji. Wpychanie nas w tę relację to gra obozu władzy. To oczywista pułapka - taki powód, dla którego koalicja z Korwinem nie powstanie, wyłożył w poniedziałkowym wywiadzie dla "w Sieci" sam Jarosław Kaczyński. Rzeczywiście, umizgi Korwina do Putina z pewnością nie zbliżają go do PiS. Tym bardziej - jego dziwne deklaracje z okresu tuż po katastrofie smoleńskiej. Korwin-Mikke ogłosił wtedy, że "Lech Kaczyński miał pełne prawo zmusić pilotów do lądowania".

Ważniejsze jest jednak to, że niechęć Kaczyńskiego wobec Korwina sięga jeszcze czasów PRL. Owszem, Korwin był doradcą strajkującej "S" w Szczecinie - to był jednak tylko epizod. Na co dzień funkcjonował w ramach jakby specyficznej koncesji - publikował w oficjalnej prasie, w tym m.in. w "Polityce". - Drukowałem go od czasu do czasu. Stale tego robić nie było można, gdyż był zbyt płodny - wyznawał Urban. A zarazem pod koniec lat 80. założył (do spółki z m.in. Stefanem Kisielewskim (!), Robertem Smoktunowiczem i Stanisławem Michalkiewiczem) własne kanapowe ugrupowanie opozycyjne, czyli Ruch Polityki Realnej. Ludzie "S" - w tym także bracia Kaczyńscy - przez całe lata 80. traktowali Korwina bardzo nieufnie.
Ta nieufność bynajmniej nie ustała po 1989 r. W pierwszych w pełni wolnych wyborach UPR udało się uzyskać trzy mandaty poselskie. Do Sejmu wszedł m.in. sam Korwin. I zabłysnął właściwie tylko raz - zgłaszając pod koniec maja 1992 r. projekt uchwały lustracyjnej. Została ona przyjęta niewielką większością głosów, a jej bezpośrednim skutkiem był 4 czerwca 1992 r. - ogłoszenie "listy Macierewicza" i błyskawiczny upadek rządu Jana Olszewskiego. Te wydarzenia są dziś jednym z mitów założycielskich PiS - nazywane nocną zmianą odwołanie rządu Olszewskiego jest wskazywane jako przykład triumfu "układu" nad patriotami, nomenklatury nad zwolennikami lustracji. A za beznadziejne wykonanie tamtej akcji lustracyjnej przez Macierewicza ma odpowiadać właśnie Korwin - nie da się ukryć, że jego uchwała zawierała wiele błędów i niekonsekwencji, które rzeczywiście mogły utrudnić zadanie Macierewiczowi. W dodatku nakazywała mu ujawnienie listy w ciągu niewiele ponad tygodnia - graniczną datą wyznaczoną w uchwale był 6 czerwca. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że obok teorii spiskowej zakładającej udział Korwina w operacji wywracania rządu Olszewskiego istnieje jeszcze kontrteoria - jakoby to Antoni Macierewicz przyszedł do lidera UPR z prośbą o wprowadzenie projektu uchwały niejako tylnymi drzwiami do Sejmu.

Kilka lat po "nocnej zmianie" i dla Korwina, i dla Kaczyńskiego zaczął się czas politycznej wielkiej smuty. Kaczyński podniósł się z niej po aferze Rywina. Korwin musiał czekać jeszcze ponad dekadę, by znów znaleźć wyborców skłonnych udzielić mu jakiegokolwiek mandatu. Ale nigdy, nawet w tym najgorszym czasie, nie doszło do jakiegokolwiek zbliżenia politycznego między oboma panami, do jakiegokolwiek sojuszu. Nawet odchodząc z własnego Porozumienia Centrum, Jarosław Kaczyński nie pomyślał o sprzymierzeniu się z Korwinem.

A co myślał Kaczyński o tzw. korwinizmie? - To była bardzo dobra robota - nie twierdzę, że świadoma - dla tych, którzy chcieli utrzymać w Polsce dawne stosunki: przewagę nomenklatury, tych, którzy nas dręczyli i okradali przez wiele lat. To temu służyło! Trzeba rozumieć, czemu te wszystkie bredzenia służą. To jest operacja o charakterze czysto dywersyjnym - tak mówił o ultraliberalizmie w wydaniu Korwina Kaczyński przed rokiem na spotkaniu z wyborcami.

Rzecz jasna, pamiętamy, co mówił prezes PiS także o Andrzeju Lepperze i Romanie Giertychu, zanim polityczny moment nie stworzył mu okazji do zawarcia z nimi koalicji. Ale stosunek Kaczyńskiego do Leppera i Giertycha różnił się mocno od żywiołowej i chyba w pełni autentycznej niechęci, jaką demonstruje on wobec Korwina. Liderów LPR i Samoobrony Kaczyński nie traktował szczególnie poważnie - obie "przystawki" były dla niego narzędziami do realizacji politycznego celu, a następnie do poszerzenia elektoratu własnej partii, a ich liderzy - słusznie - wydawali mu się kompletnie niegroźni, co potwierdziło się w pełni po upadku rządu Kaczyńskiego.

Korwin jest dla Kaczyńskiego natomiast chodzącym granatem z odbezpieczoną zawleczką. I choć jest polityk, którego swego czasu (czyli przed laty) Kaczyński traktował dość podobnie, a który dziś stoi u jego boku (czyli Antoni Macierewicz), to trzeba pamiętać, że proces jego "oswajania" i wprowadzania do PiS trwał jakieś osiem lat. Nie istniały w tamtym wypadku przeszkody o innym niż osobowościowy charakterze. Teraz zaś - jak najbardziej - istnieją.

- Nic tak w głowach nie mieszało młodym Polakom jak ideologia Korwina, która nie ma żadnego związku z rzeczywistością. Nigdzie na świecie te idee nie są realizowane. Świetnie natomiast służyła ona temu, żeby młodzi, zdolni ludzie zamiast zajmować się tym, jak zorganizować Polskę, wspólnotę, roili o jakimś superaliberalizmie, społeczeństwie, w którym nie ma żadnych obowiązków. Nigdzie na świecie czegoś takiego nie ma. (…) To jest jeden z mechanizmów manipulowania młodym pokoleniem, w szczególności jego najzdolniejszą częścią. Bo to właśnie w elitarnych uczelniach, w SGH w Warszawie, ta ideologia pustoszy - tak recenzował program Korwina Jarosław Kaczyński w lipcu ubiegłego roku. A pod tą recenzją podpisałoby się bez problemu wielu polityków - od lewa do prawa.

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Materiał oryginalny: Janusz Korwin-Mikke - koalicjant jak z koszmaru. Czy Jarosław Kaczyński porwie się na sojusz z KNP? - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie