Janusz Basałaj: Piłkarz to tylko człowiek i może mieć zły dzień

Hubert Zdankiewicz
Janusz Basałaj
Janusz Basałaj Grzegorz Jakubowski/Polskapresse
- Dobrze jest czasami, jeżeli piłkarze się buntują przeciwko całemu światu. Wychodzą wtedy źli na boisko i czasami daje to znakomite efekty. Wystarczy przypomnieć sobie obecnego prezesa PZPN, który na mundialu w Hiszpanii pokazał "wała" właśnie dziennikarzom - mówi Janusz Basałaj, nowy szef departamentu komunikacji i mediów w PZPN, w rozmowie z Hubertem Zdankiewiczem.

Po co to Panu? Praca w PZPN może sprawić, że z szanowanego redaktora człowiek staje się wrogiem publicznym i obiektem drwin, że przypomnimy tylko śp. Janusza Atlasa.
Ja już raz byłem wrogiem publicznym, gdy byłem prezesem Wisły Kraków. Kibice myśleli, że ten zasłużony klub wpycham w otchłań i dawali temu wyraz nierzadko w bardzo dosadny sposób. Nie przeraża mnie perspektywa przeżycia czegoś tam jeszcze raz. Dwa dni po przyjściu do PZPN skończyłem 54 lata, więc jako człowiek dorosły wiem, co to jest zmiana pracy. Podjęcie pewnego ryzyka. Decydująca na pewno była - nie używając wielkich słów - osoba nowego prezesa. Do innego bym nie poszedł, zresztą nie wiem, czy pan Potok albo pan Antkowiak, by mi taką funkcję zaproponowali...

A u Grzegorza Laty by Pan pracował?
Nigdy mi tego nie zaproponował, ale pewnie też nie. Ja zresztą nigdy nie zabiegałem o tę pracę. Zbigniew Boniek zadzwonił do mnie dzień przed wyborami. "A jakbym wygrał to" - pyta. Powiedziałem mu: "No to najpierw wygraj". Tak wyszło. Bzdurą jest to, co opowiadają niektórzy, że mu pomagałem czy prowadziłem kampanię.

Pisały o tym media wspierające Potoka.
Nie sprawdzałem i nie dociekam, dlaczego to robiły, choć słyszałem to i owo. Na przykład kto miałby odpowiadać w PZPN za działkę medialną w przypadku innego wyniku wyborów. Zostawmy to, żyjemy w wolnym kraju i każdy może popierać, kogo chce.

Na czym dokładnie ma polegać Pana rola?
Znów bez wielkich słów, ale jestem tu po to, żeby pomagać wam - dziennikarzom. A przede wszystkim wspierać obecnie rządzących związkiem ludzi. Normalnych ludzi, którzy chcą sprawić, żeby PZPN nie kojarzył się Polakom z obciachem.

Dział marketingu będzie Pan miał pod sobą?
Nie, marketing i komunikacja to dwie odrębne sprawy. Ale rozumiem aluzję, chodzi o to, że nawet najlepsza komunikacja nie pomoże, jeśli będą powtarzały się wpadki takie jak z orzełkiem.

Dokładnie.
Zgadzam się, ale to już było. Jestem przekonany, że przy obecnej ekipie tego rodzaju historie nie będą miały miejsca. Wizerunek to skomplikowana sprawa, może być cudownie, wspaniale, megakompetentnie, a Lewandowski nie strzeli karnego na Wembley i nie pojedziemy na mundial do Brazylii. A wtedy może się okazać, że wszystkiemu znów winny jest PZPN. Pora w końcu uświadomić, że nie był, nie jest i nie będzie.
Czy zakres władzy pozwoli Panu np. zmusić piłkarzy reprezentacji do tego, by nie unikali wywiadów?
Wydaje mi się, że sytuacja już teraz jest lepsza niż kiedyś. Rozmawiałem ponadto na ten temat z Waldemarem Fornalikiem i Tomaszem Rząsą. To złożony temat, według niektórych znawców szatni - to jest opinia trochę hardcore'owa - dobrze jest czasami, jeżeli piłkarze się buntują przeciwko całemu światu. Wychodzą wtedy źli na boisko i czasami daje to znakomite efekty. Wystarczy przypomnieć sobie obecnego prezesa, który na mundialu w Hiszpanii pokazał "wała" właśnie dziennikarzom.

Wojna z mediami na dłuższą metę się jednak nie sprawdza.
Zgadzam się, dlatego jako człowiek mediów zawsze będę dążył do tego, żeby piłkarz stanął grzecznie po meczu i odpowiedział na wszystkie pytania. Trzeba jednak pamiętać, że to też tylko człowiek i może mieć zły dzień. Zapewniam jednak, że PZPN nie jest od utrudniania pracy mediów. Tak może było w przeszłości, ale teraz będzie inaczej.

Wszystko będzie się odbywać zgodnie z ładem korporacyjnym, czyli przez departament ds. mediów?
Wolny kraj, wolne media. To nie jest tak, że teraz tylko ja i rzecznik związku Jakub Kwiatkowski będziemy mieli prawo wypowiadania się w mediach. Nie, we władzach PZPN zasiadają odpowiedzialni ludzie, więc czemu mielibyśmy ich kneblować...

Prezes Boniek ma ponoć ambitne plany, wspominał o związkowej telewizji...
Zasygnalizował, bo rzeczywiście - szeroko pojęte multimedia stają się w ostatnich latach coraz ważniejszym sposobem kontaktu z otoczeniem. W naszym przypadku zacząć należy, moim zdaniem, od strony internetowej, którą trzeba zreformować, dołożyć wszystkie nowe multimedia - materiały filmowe, kontakt przez Twittera czy Facebooka. Chciałbym, żeby strona PZPN żyła tak jak strony wielkich federacji - np. niemieckiej czy amerykańskiej. Telewizja to bardziej skomplikowany temat.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie