Jan Rokita: To był rok Tuska. Ewolucja doktryny Tuska określała sens i cele polskiej polityki

Redakcja
Jan Rokita
Jan Rokita Wojciech Matusik/Polskapresse
Polityczny bilans 2011 roku? W Polsce Tusk! To w zasadzie wszystko. Premier jest bez wątpliwości przywódcą najdłużej i najmocniej kochanym przez rodaków. Wszystko, co realne i doniosłe w polskiej polityce, to kolejne poruszenia woli, emocji, kaprysu albo złości Tuska - pisze Jan Rokita w specjalnym tekście dla "Polski".

W pierwszej połowie roku obowiązywała Stara Doktryna Tuska (SDT): "nie straszyć ludzi reformami; ważne jest tylko tu i teraz". Zgodnie z nią premier - wbrew ekonomistom i swojemu zapleczu - znacjonalizował część składek w funduszach emerytalnych, ratując nimi zadłużony budżet.

"Jeśli te zmiany nie przejdą, będą gwałtowne cięcia gdzie indziej, a to byłby koniec rządu" - tak w styczniu cytowała słowa Tuska prorządowa "Wyborcza".

SDT przesądziła o kształcie kampanii wyborczej.

CZYTAJ TEŻ: Jan Rokita: Za dobrze znam Komorowskiego, by na niego głosować

Skoro kandydatom obozu rządzącego nie wolno było wspominać ani słowem o reformie kraju, kandydaci opozycji zaś mówić o niej nie potrafili - treścią beztreściowej kampanii stały się emocje Tuska albo emocje wobec Tuska.

Tusk wzruszał, ocierając przed kamerami TV łzy płaczącym, zdumiewał, brawurowo zabijając muchę w tuskobusie, irytował, gdy nie potrafił a vista odpowiedzieć na pytanie: "Jak żyć?".

Chłodnemu obserwatorowi trudno było powstrzymać wrażenie, że polska polityka jest już tylko źródłem zbiorowego zidiocenia.

CZYTAJ TEŻ: Prof. Śpiewak: Wyobrażam sobie rząd z Millerem i Gowinem. PO może zmienić koalicjanta

Ale oto jesienna sceneria przyniosła odmianę. Po tryumfie 9 października centralnym problemem polskiej polityki stała się złość Tuska na przyjaciela i delfina w PO - marszałka Schetynę. "Moja decyzja co do Schetyny usunie jakiekolwiek spekulacje o rywalizacji" - tak brzmiał kluczowy komunikat uradowanego ze zwycięstwa premiera. Jednak na wykończenie konkurenta trzeba czasu. Stąd ogłoszona w "Polityce" zdumiewająca nawet w szeregach PO idea: nie powoływać nowego rządu aż do Nowego Roku.

Tym razem kaprys Tuska okazał się przesadny: bez sporego zamieszania politycznego, i to na oczach Europy, nie dało się ominąć konieczności kompromisu z PSL-em, wotum zaufania, a przede wszystkim programowego exposé.

Kto wie, czy nie był to najważniejszy moment w polskiej polityce 2011 roku? Jawnie ogłoszony przez Tuska plan zniesienia - mocą konstytucyjnego precedensu - rządu parlamentarnego i zastąpienia go faktycznym prezydencjalizmem na razie się nie powiódł. Nie wiadomo, czy i kiedy premier zechce doń powrócić.

CZYTAJ TEŻ: Piskorski: Tusk na czele PO widziałby kobietę - Kopacz lub Gronkiewicz-Waltz

Listopad jest więc miesiącem ogłoszenia Nowej Doktryny Tuska (NDT): "Po exposé Tuska reformy znów dozwolone!" - relacjonował publicysta "Wyborczej". Od listopada winniśmy znów więc - tak jak w czasach Buzka i Balcerowicza - dzielnie znosić i wspierać "trudne i bolesne, ale konieczne reformy", a przede wszystkim, idąc później na emeryturę, na powrót zacząć się troszczyć o przyszłość naszych dzieci i wnuków.

Co jednak szczególnie zwraca uwagę, w gruncie rzeczy reforma to plan podnoszenia wszystkich podatków - dochodowych, pośrednich i składek - któremu nie towarzyszy jednak - i tu jest wyraźny element ciągłości władzy Tuska - żaden poważny program oszczędności w rządowych wydatkach.
Mimo to NDT wywołuje spore zadowolenie obywateli (no, sondaże wskazują, że jednak może trochę mniejsze niż SDT), a przede wszystkim tzw. rynków, bo wyższe podatki oddalają grecko-włoskie niebezpieczeństwo bankructwa kraju. Na wyraźnie niezadowolonego z NDT wygląda tylko prof. Balcerowicz: ten zatwardziały w "niemieckim", twardym podejściu do budżetu chciałby oszczędnościami, a nie wyższymi podatkami chronić Polskę przed kryzysem.
Nie wspominam o rytualnym niezadowoleniu opozycji. Ta bowiem - choć postaci takie jak Kaczyński, Palikot, Miller i Ziobro potrafią kumulować obywatelską uwagę i emocje - rozbita i podzielona, nie zajmuje się polityką realną, lecz aktualnie walczy na śmierć i życie ze zniewoleniem niesionym Polsce przez księży i Kościół katolicki pod wodzą groźnego Benedykta albo też rozpaczliwie broni polskiej niepodległości, ponoć nagle w listopadzie 2011 roku śmiertelnie zagrożonej przez Niemców, Bóg jeden tylko wie dlaczego!

CZYTAJ TEŻ: Jan Rokita: Za dobrze znam Komorowskiego, by na niego głosować

Nie wspominam także o prezydencie, który skorzystał w tym roku ze swojej władzy weta ustawodawczego dla zrobienia porządków w szkole lotniczej w Dęblinie i walki z żywnością modyfikowaną genetycznie. Prezydent miał więc swoje, nawet ciekawe zainteresowania, tyle że w 2011 roku nie dotyczyły one realnej polityki.

Ewolucja doktryny Tuska określała sens i cele polskiej polityki w 2011 roku, na jej marginesie zaś toczył się proces prezydowania przez Tuska w Unii Europejskiej. Mówiąc bez cienia ironii - najwięcej pożytku przyniosły podczas prezydencji liczne i dobrze finansowane wydarzenia kulturalne.

Polityczny wymiar prezydencji - jak napisał francuski, życzliwy Polsce ekspert - "został zmiażdżony przez kryzys euro", a Tuskowi wraz z Sikorskim pozostało tylko składanie ładnie brzmiących proeuropejskich oświadczeń.

CZYTAJ TEŻ: Prof. Śpiewak: Wyobrażam sobie rząd z Millerem i Gowinem. PO może zmienić koalicjanta

Wbrew temu, co mówi opozycja, z tego zadania wywiązywali się całkiem nieźle. Upadły niestety wszystkie priorytety prezydencji ogłoszone pół roku temu, z polityką obronną, energetyczną i wschodnią UE na czele.

Wrześniowy warszawski szczyt Partnerstwa Wschodniego po raz pierwszy poróżnił Polskę z hołubionymi niegdyś przez Lecha Kaczyńskiego partnerami na Wschodzie, a fiasko przedłożonej przez Polskę deklaracji końcowej obnażyło słabość naszej dyplomacji. Prezydent Ukrainy zignorował polskie starania o zwolnienie z kryminału Julii Tymoszenko, złośliwie odbierając w ten sposób Tuskowi przyjemność podpisywania w imieniu Unii układu stowarzyszeniowego z Kijowem.

CZYTAJ TEŻ: Piskorski: Tusk na czele PO widziałby kobietę - Kopacz lub Gronkiewicz-Waltz

Paradoksalnie korzystny dla Polski stał się upadek nadambitnej polityki klimatycznej Unii, po fiasku konferencji w Durbanie: niesłuchane do tej pory przez nikogo w Europie argumenty w obronie polskiej energetyki węglowej w ostatnich tygodniach wyraźnie zyskały na politycznym znaczeniu. To niestety niemiły paradoks, że fiasko Unii na jakimś polu może być jedynym długoterminowym polskim zyskiem z czasu prezydencji.

Jan Rokita, były polityk, publicysta

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Doczekaliśmy się, że ten potworny tchórz z diabła pomocą podobno straganowy krakowski-polityk jest "nikim" tak jak uwielbiany przez Szaniawskiego ( ale nie mistrza "Żeglarza" - twórcy ) szeregowiec Kukliński. Za wszystko należy w życiu płacić i to na tym świecie. Podobno Kombatanci - których tak za Suchockiej dołował niedoszły premier z Krakowa - na wiosnę szykuja juwenalia - którego kluczowym programem będzie obijanie przez lotniczą służbę porządkową Lufthansy - niezdyscyplinowanego pasażera klasy ekonomicznej. Jest jeszcze projekt wydrukowania na szorstkiej makulaturze papier chigieniczny z podobizną tego pożal sie Panie Boże szefa urzędu rady ministrów za Suchockiej, oraz wydanie płyty w nakładzie 500.000 szt z piosenką - "ratunku - niemce biją". Finał to konkurs na najtragiczniejszą w dziejach świata - piękną połowę. Jak myślicie - kto wygra???. Ci niepotrzebni - bo rychło nie wymarli Kombatanci II-ej Wojny Światowej - których tak opluł ten "nikt" z krakowa - będą mieli specjalne pociągi do Krakowa i zniżkę - której ten heros samolotowy im nie przyznał. Będzie fajowo i TV ( k a ż d a ) zapowiedziała swój udział. Liczymy już dni do rozpoczęcia.

a
anty-po- lityczny

Cala Polska z zapartym tchem obserwowala heroiczna walke Davida Copperfielda polskich finansów,magistra Vincenta Rostowskiego.Emocje trzymaly do ostatniej sekundy.Goraczkowe skupowanie polskiego dlugu przed Sylwestrem,machinacje walutowe,windowanie zlotówki, przeksiegowywanie kolejnych pozycji w budzecie i przekazywanie dlugów samorzadom,transakcje z miastem stolecznym (dziekujemy,Pani Prezydent,choc moze to zostac uznane za nielegalny doping i spowodowac nawet dyskwalifikacje zawodnika),zajumanie funduszów OFE,za co kiedys tam wszyscy zaplacimy,ale to bedzie juz zmartwienie przyszlych pokolen,wiec pies ich tracal. Wazny jest dzien,który zadecydowac mial o tym,czy Polska przekroczy magiczny próg 55%, czy tez nie.I oto,tajemniczy inwestor,o którym ministerstwo,nie ma powodu nie wierzyc,nie ma pojecia,tuz przed koncem notowan na gieldzie zanizyl skokowo kurs euro w stosunku do zlotówki,pozostali tylko patrzyli w zdumieniu i ZONK!Zamkniecie notowan.Euro po 4.41! Hurraaa,przy tym kursie dlug nie przekracza 55%, mozemy spokojnie zadluzac sie nadal!I to juz zaraz,no powiedzmy,w poniedzialek,bo w niedziele,to wszyscy raczej beda spali,takze koledzy z ministerstwa finansów,po tak wyczerpujacym tygodniu i opijaniu sukcesu. Slyszalem kiedys o sprytnym oprogramowaniu,które pozwala wygrywac kazda licytacje na Allegro,moze to wlasnie stalo za tajemnicza transakcja?Se non e vero, e ben trovato,jesli moja kulawa znajomosc wloskiego podpowiada mi prawidlowo ( jesli nie, prosze poprawic).Czyli,jesli nawet nie prawda, to dobrze zmyslone.Bo to jest wlasnie ten poziom sprawnosci w cwaniakowaniu,w sprycie przydatnym na rynku w grze w trzy karty.Bo falszywe trzymanie oficjalnego dlugu ponizej 55% to nic innego,jak mozliwosc dalszego zadluzania kraju przez jeszcze rok,jeszcze miesiac, jeszcze piec minut,a co potem,a kogo to obchodzi?Skad takie kretynskie pytanie,co potem?Jakie potem?Cos tam sie wymysli,a publika jak zwykle bedzie zajeta tym,co powiedzial o Merkel,albo o Chinach,albo o niczym Jaroslaw Kaczynski i jaka mine przy tym zrobil.Juz porucznik Stokrotka z Lizem sie tym zajma.Nie wiem, co sie stanie w przyszlym roku, prognozy sa… no, ciekawe. Na pewno bedziemy mieli o czym pisac...dawno, dawno temu byl slogan:WYKONAC PLAN NA 102.I plan wykonywano na 102.Nawet z dokladka! Dzis jest to slogan: DLUG PUBLICZNY na 54! Tez mnie to bardzo ciekawi:jak oni wytrzymuja to zaklamanie ?Rozumiem,ze trzeba miec odpowiednie predyspozycje,ale mimo to.Czasem tak sie zastanawiam jak ja bym sie czul w takiej sytuacji.I jestem pewny, ze dlugo bym nie wytrzymal. Wyrzuty sumienia by mi zyc nie daly.Zwlaszcza na kacu. Tak mam.Zatem nawet tego zapic bym nie mógl. Moze caly ten antypisowki i antykaczynski "zespól objawowy" jakos im zastepuje sumienie?Przeciez Rostowski jest tak samo nakrecony jak Niesiolowski tylko mniej go widac i slychac.To by bylo jakies wytlumaczenie:Kaczynski jest dla ich psychiki panaceum na wszelkie ewentualne dolegliwosci.Plyniemy dzis na jednej fali: cuda-ratuja-budzet-tuska.

e
ed

w nadziei, że może go Kaczyński albo Ziobro gdzieś wezmą. A tak by się chciało razem z Nelli do Brukseli!

m
max wyborca PIS

TUSK TYLE KASY WYDRUKOWAŁ BEZ POKRYCIA DLA WAS I DLA WSZYCH DZIECI A W NIC TYLKO NARZEKACIE .

k
kiwi

i on się uważa za bezstronnego obserwatora? dobre...

N
ND

Jeżeli przyłożyć 28 miliardów złotych do 16 milionów pracujących Polaków, to na jednego przypada 1750 zł podatków do zapłacenia w ciągu roku.

Dziś za grecko-włoskie życie ponad stan mają zapłacić Polacy.

Czy mamy dłużej pracować po to, by w słoneczku na nasz koszt mógł się poopalać włoski czy grecki emeryt, pobierający trzykrotnie wyższe świadczenia? Czy to ma być europejski solidaryzm?

Przyzwyczajeni do tego, że za komuny najlepsze polskie produkty za grosze były "sprzedawane" do bratniego Związku Sowieckiego, możemy doszukać się analogii, że oto nasz obecny premier Tusk, chcąc przypodobać się na europejskich salonach, woli dołożyć parę miliardów euro od swojego społeczeństwa. I to nawet biorąc pod uwagę fakt, że minimalna emerytura wynosi w Polsce 730 złotych, podczas gdy w Grecji jest to równowartość 2,2 tysięcy złotych, a we Włoszech 2,6 tysięcy złotych. I jakoś nikt im nie obiecuje podwyższenia wieku emerytalnego, pomimo iż Włosi żyją około 5 lat dłużej niż Polacy, a Grecy ok. 3 lat dłużej (wiadomo, że ciepły klimat służy).

Włochy czy Grecja nie musiała przez 45 lat zmagać się z pogłębianiem przyjaźni polsko-radzieckiej w imię socjalizmu.

Tuż przed wybuchem II wojny światowej dochód narodowy na osobę w Polsce był wyższy niż w Hiszpanii (o ok. 10 proc.), nieznacznie niższy niż w Grecji (o ok. 20 proc.) i Włoszech (o ok. 35 proc.).

W 1990 roku, a więc po gospodarczym eksperymencie socjalizmu, polski dochód narodowy na mieszkańca był już dwukrotnie niższy niż grecki, dwa i pół raza niższy niż hiszpański oraz trzykrotnie niższy niż włoski.

Komunizm zabrał nam możliwość wzbogacenia się przynajmniej na poziomie zbliżonym do dzisiejszej Hiszpanii. To powoduje, że dziś średnia roczna pensja netto (dane za 2010 rok) wynosi w Polsce ok. 6,3 tysiąca euro, w Grecji 14,2 tysiąca euro, w Hiszpanii 19 tysięcy euro, a we Włoszech 20 tysięcy euro.

k
krakuska

Rokita , spieprzaj dziadu razem ze swoja ruska baba tam gdzie pieprz rosnie .
Twoje wywody zyciowy nieudaczniku mozesz sobie wlozyc w gacie , kogo jeszcze dzis interesuja twoje opinie !!!

p
pablo55

Jak tam Niemcy? — biją?

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Jan Rokita: To był rok Tuska. Ewolucja doktryny Tuska określała sens i cele polskiej polityki

J
Jan

a kto to jest Jan Rokita ?

O
Obserwator

Z treści i zawiłości wynurzeń byłego polityka ( czy napewno polityka a nie zagarniającego tylko pod siebie korzysci dla osiągnięcia władzy ?) i na szczęście kompletnego obecnie zera - wyłazi tzw. dopieprzenie PO, za to, że Premier Tusk się na nim w ostatniej chwili poznał. Te w miarę grzeczne i spokojne - wręcz naukowe wywody - nie "oświecą" myślących obywateli a wyłażące nieuctwo niedoszłego premiera z Krakowa - nie zrobi na nikim już wrażenia.
W podręcznikach histori będzie tylko drobnym drukiem wzmianka: "był taki w Krakowie podwórkowy polityk-nieudacznik, mający szaloną radziecko-niemiecką żonę a brak jakiejkolwiek jego inteligencji osiagnął szczyt po aresztowaniu w samolocie"

Dodaj ogłoszenie