Jan Rokita opowiada, jak znalazł swój raj. Gdzie? We Włoszech

Anna J. Dudek
Wojciech Matusik/Polskapresse
"Dolce vita po polsku" Anny J. Dudek to próba znalezienia odpowiedzi na pytanie, skąd w Polakach miłość do Włoch. W poszukiwaniach pomagają autorce Polacy, którzy zostawili w Italii serce, i Włosi, którzy wybrali Polskę na swój drugi dom

Spotykamy się w ciepły, wrześniowy dzień w Bunkrze Drobnera, jednym z często odwiedzanych przez Jana Rokitę miejsc w Krakowie. W białym kaszkiecie i lekkim, jasnym ubraniu nie przypomina polityka, który kilka lat temu głosił hasło "Nicea albo śmierć". Dziś od Nicei woli Sienę, a od polityki - chwile namysłu nad freskami Ambrogio Lorenzettiego o dobrych i złych rządach. Zwolnił i nauczył się smakować życie. W jego ustach brzmi to szczególnie, bo niedawno przekonał się, jak bardzo jest kruche.

***
Tak się zdarzyło, że będąc we Włoszech latem 2011 roku - a wyjechałem do Italii uczyć się włoskiego i kontynuować prywatne studia nad tamtejszą sztuką - poważnie się rozchorowałem. Dziś myślę, iż miałem wiele szczęścia, że podupadłem na zdrowiu właśnie tam, bo dzięki temu żyję. Włoscy lekarze uratowali mi życie. Atak choroby dopadł mnie na prowincji w Kampanii, więc trafiłem do małego, prowincjonalnego szpitala. Leczyli się tam mówiący niezrozumiałym południowym dialektem pasterze kóz o strasznie dziwnych twarzach, odwiedzani przez dwudziestoosobowe, głośne, lamentujące albo krzyczące na lekarzy rodziny. Dopiero po tygodniu spotkałem pierwszego lekarza mówiącego po angielsku, miałem więc trochę problemów z komunikacją, za to otaczała mnie południowa wylewna życzliwość. Na każdym piętrze pod oknem stał tonący w powodzi sztucznych kwiatów ołtarzyk z Najświętszą Marią Panną. Jeden z takich, jakie doskonale pamiętam z dzieciństwa, bo sam je budowałem w maryjnym miesiącu maju. Uśmiechnięty Jan Paweł II spoglądał na chorych ze ściany każdego szpitalnego pokoju. Pielęgniarki, które się do niego modliły, dowiedziawszy się, że jestem z Polski, cały czas powtarzały: "Il nostro caro papa". Z moją jeszcze niezbyt dobrą znajomością włoskiego byłem czasem skazany na domyślność lekarzy i pielęgniarek, leżący pod ręką słownik i zyskujący mi trochę czasu zwrot un momento. Kiedy spodziewałem się wizyty lekarzy, przygotowywałem sobie małą przemowę, po usłyszeniu której medycy natychmiast zapominali, że moja znajomość włoskiego nie predestynuje mnie do prowadzenia uczonych medycznych dysput i natychmiast zarzucali potokiem słów (...).

***
Moja przyjaźń z Włochami, dziś mająca mocniejsze niż kiedykolwiek fundamenty, zaczęła się jednak wcześniej. Dobra znajoma - slawistka - napisała mi kiedyś w liście, że jestem ofiarą pewnej choroby, dobrze znanej w dziejach europejskiego literaturoznawstwa. Nazywa się ona patomediterranea. Ponoć uczeni ustalili, że wywodzi się ona z ludzkiej tęsknoty za rajem. To także głęboko zakorzeniona tęsknota za, myślę, antykiem, Południem, klasycznym pięknem, ale i prostymi cnotami, jasnymi ideami. Na tę chorobę cierpiał Osip Mandelsztam, który na zesłaniu w Woro_neżu pisał ponoć o bólu niemożności przespacerowania się nad Morzem Śródziemnym. Także Paweł Muratow, który wprawdzie prześmiewczo, w początkach XX wieku, opisywał sentymentalnych Anglików wzdychających nad pięknem Zatoki Neapolitańskiej (...) Niemożność dostania się do Włoch jest przeżywana jako swoiste uwięzienie. Nie dlatego, że nie mogą się napić włoskiego wina, nie dlatego nawet, że nie mogą zobaczyć Bazyliki Świętego Piotra, bo przecież jedno i drugie mogą zrobić u siebie w domu. Ale dlatego, że w duchowość Europejczyka jest wpisane pragnienie Włoch - w jakiś sposób naszej duchowej ojczyzny. Ojczyzny religii chrześcijańskiej, sztuki renesansowej i idei europejskiej jedności, ucieleśnianej w ciągu stuleci przez cesarstwo (...).

***
Dopiero w bardzo dorosłym wieku zdałem sobie sprawę, że jeżeli człowiek chce zobaczyć piękno architektury, to musi zobaczyć najbardziej klasyczny renesans, a w tym celu musi pojechać na przykład do kościoła San Biagio pod toskańskim Montepulciano.

Dziś moim ulubionym włoskim miastem jest Siena. Wiele jest powodów intelektualnego i emocjonalnego związku z tym miastem. Pewnie dlatego, że Siena jest w jakiś sposób bardzo polska. Ze swoim republikanizmem bronionym heroicznie przez parę stuleci przed imperializmem florenckim i Medyce_uszami. Z Matką Boską, którą od XIII wieku sieneńczycy traktowali jako jedyną królową. Z ideą cnót obywatelskich i politycznych, tak doskonale wyobrażonych na freskach Lorenzettiego w ratuszu. No i w końcu z absolutnie heroiczną obroną wolności, zakończoną straszliwą klęską w połowie XVI wieku i utworzeniem - to już czysta Polska - emigracyjnego rządu w Montalcino. A poza tym szczególnie odpowiada mojemu poczuciu piękna i religijności sztuka sieneńska, zwłaszcza sieneńskie trecento.

W 2011 roku minęło 700 lat, odkąd sieneńczycy procesjonalnie przynieśli do swojej katedry Maestę Duccia. Wielkie malarstwo europejskie zaczęło się w Sienie, od wizerunków Matki Boskiej. I do dziś nie ma lepszych przedstawień Madonny, od tych, które stworzyli Simone Martini i Duccio. To niezwykłe obrazy: już piękne na sposób nowożytny, ale ciągle po średniowiecznemu religijne. Madonna Duccia czy Marti_niego to nie tylko piękna kobieta, ale matka Boga, wyzwalająca w człowieku pragnienie modlitwy.

Czy to dlatego, że wychowała mnie matka i pięć ciotek? Nie, nie sądzę. Choć rzeczywiście najlepiej czuję się w towarzystwie kobiet, mężczyźni współcześni stali się monotonni i nudni. Kobiety miały historycznie większe znaczenie w kulturze i życiu narodowym, a także w tradycji rodzinnej, na Południu. Paradoksalnie - cywilizacja północna jest bardziej patriarchalna i pewnie dlatego na Północy pojawiły się sufrażystki i wymyślono równouprawnienie.

***
Tak, renesans zrodził się z wizerunków najświętszej Marii Panny. Zaś silny wątek maryjny jest wspólny dla włoskiej i polskiej religijności. Polska i włoska religijność są w jakiś sposób lekkie, pozbawione religijnej zawiści i doktrynalnego fundamentalizmu. To nie jest duchowość ludzi, którzy byliby w stanie wyrzynać się między sobą o dogmaty religijne. To wciąż religijność bardziej ludowa niż intelektualna. Naiwna? Być może. Jeśli ktoś uznaje, że moje podróże do Włoch, przekształcające się często w peregrynacje do kolejnych wizerunków Najświętszej Panny Marii, są naiwne, to nie mam nic przeciwko temu.

We Włoszech są pochowani ci święci, których najbardziej czczę, podziwiam, np. św. Antoni. Poświęcona mu bazylika w Padwie, z grobem świętego i relikwiarzem, to miejsce pielgrzymek wiernych z całego świata, bardzo wielu Polaków tu się spotyka. W 2011 roku byłem po raz pierwszy przy odnowionym grobowcu świętego. Teraz dopiero widać, że to -_kto wie - czy nie najbardziej imponujący renesansowy nagrobek w ogóle! W Rzymie odwiedzam zawsze relikwie św. Katarzyny Sieneńskiej, patronki mojej córki, w ołtarzu głównym u dominikanów i duchowo szczególnie mi bliskich świętych Josemarii Escrivy de Bala_guera, zaraz za parkiem Borghese, i Ignacego w Il Gesu. Choć miłośnikiem rozbuchanego baroku tego ołtarza-nagrobka z postaciami pokonanych heretyków nie jestem. Dla Polaków miejscem wyjątkowym jest miejsce spoczynku Jana Pawła II. To właśnie do Bazyliki Świętego Piotra skierowałem pierwsze kroki, jeszcze bardzo osłabiony, po wyjściu z kliniki Gemelli. Dla chrześcijanina Włochy są ziemią świętą. Łatwiej tu obcować z Bogiem. To nie przypadek przecież, że Jezus zawrócił do Rzymu Piotra uchodzącego przed prześladowaniami.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gabriel Potoczny
Nie zawsze można zdać z pomyślnym wynikiem egzamin poprawkowy.Tak też może być w przypadku
Pana Rokity.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Jan Rokita opowiada, jak znalazł swój raj. Gdzie? We Włoszech
???
To nawet moze byc ciekawe,wierze ze Rokita znalazl w tym ukojenie. ALE PO CZYM ? O czym bedzie mysla pan Jan do konca zycia, podczas bezsennych godzin nocnych? Polityka byla jego jedyna pasja przez 20 lat i nigdy sie tego nie wyzbedzie.
Dodaj ogłoszenie