Jan Rokita: Mroczne figury chcą dla mnie 15 lat więzienia

Jan Rokita w rozmowie z Wiktorem Świetlikiem
Udostępnij:
Za śledczym sejmowej komisji ws. Rywina chodzi policja, a prokuratura i sądy robią wszystko, by go skazać.

On sam bardziej martwi się tym, że brak idei dobija Polskę. By dogonić Zachód, Polska potrzebuje nie tyle pomocy Unii, co szerokiej strategii modernizacyjnej. Takiej, która będzie misją dziejową - mówi Jan Rokita w rozmowie z Wiktorem Świetlikiem

Dużo Pan podróżuje ostatnio?
W maju po Toskanii. A ostatnio - głównie po sądach. Stawiam się na rozprawach. W czerwcu miałem cztery. W lipcu chyba jest podobnie, albo gorzej.

Sprawy cywilne zakłócają wypoczynek od posłowania Jana Rokity?
Nie. Stawiam się do sądów, by siąść na ławie oskarżonych. Moimi oskarżycielami są na przykład Grzegorz Wieczerzak, SLD, Konrad Kornatowski, a nawet Krzysztof Jurgiel. W większości - jak Pan widzi - figury z mrocznej strony świata.

Będzie Pan siedział?
W każdej sprawie grozi mi do trzech lat więzienia. Sumując, około 15 lat.

Spędza to Panu sen z powiek?
To trochę uciążliwe. Tak jakby komuś mucha siadała ciągle na nosie, on ją odganiał , a ona znowu siadała. Do tego nachodzi mnie policja w domu. Mam skojarzenia z latami 80., miałem trochę podobne kłopoty.

Chyba to jest jednak bardziej uciążliwe niż mucha…
Może jak mucha tse-tse. Szczerze mówiąc, trochę czuję się osaczony. Ale wtedy sobie z tym radziłem, więc i teraz radzę. Tak samo jak z paparazzimi, którzy wciąż za mną chodzą. Pewnie nawet teraz robią nam zdjęcia.

I jak Pan ocenia sprawność wymiaru sprawiedliwości przy bliższej obserwacji?

Cóż, większego zaufania do niego nie nabieram. Niedawno dostałem zawiadomienie z sądu warszawskiego, że prokurator także wniósł przeciwko mnie akt oskarżenia i mam siedem dni na odpowiedź. Ale nie przedstawiono mi zarzutu ani treści oskarżenia. Zwróciłem się do Prokuratora Generalnego, żeby zechciał mi to wyjaśnić.

Cóż odparł?
Odpowiedź, którą dostałem, jest dobrym przyczynkiem do oceny kondycji wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Było to mętne pismo, którego ostatnie zdanie brzmiało, cytuję z pamięci: "tak więc wszystko wskazuje na to, że sąd zawiadomił obywatela o wniesieniu aktu oskarżenia przez prokuraturę pomyłkowo". Smaczne, prawda?

A Pana zdaniem to, że te wszystkie sprawy się nałożyły, to nie jest przypadek?
Sądzę, że nie. Ktoś tam kombinuje, jakby mi życie uprzykrzyć. A wymiar sprawiedliwości najwyraźniej nie jest owocem naszych marzeń.

Sporo marzeń się nie spełniło? Coraz powszechniejsza jest opinia, że nasze państwo nie nadąża za społeczeństwem. Pan ją chyba podziela?
Wrażenie, że tracimy narodowy czas, mam od dawna, dłużej niż "się o tym mówi". Życie publiczne w Polsce wykazuje słabą zdolność rozwiązywania problemów państwa i społeczeństwa. Ostatnia ambitna próba polityki na troszkę większą skalę była podjęta przez Leszka Millera…

I to mówi Jan Rokita, pogromca Rywinlandu?
Dlatego mówiąc to, uśmiecham się do siebie z ironią. Za Millera podjęto decyzję o wejściu do Iraku i politycznej interwencji na Ukrainie, za Millera Polska potrafiła prowadzić poważny europejski spór z Niemcami i Francją, próbowano nawet wprowadzić podatek liniowy. Ale potem Miller wpadł w dziurę korupcyjną. I od tego czasu nie pojawiło się żadne centrum władzy, które postawiłoby na rozwiązywanie strategicznych problemów Polski.

Jakich?
Obawiam się na przykład, że za niedługo w Polsce zabraknie energii elektrycznej, średni wiek przechodzenia na emeryturę zrówna się ze średnim wiekiem Polaków.

Przecież jesteśmy jednym z młodszych społeczeństw w Europie…
Faktycznie, dziś - proporcjonalnie - mamy najwięcej trzydziestolatków w Europie. Jest to naszą siłą, a za 30 lat będzie naszą słabością, bo będziemy mieli najwięcej 60-latków. Stoimy przed koniecznością zorganizowania wielkiej imigracji do Polski.

Może jednak te kasandryczne wizje się nie spełnią, a rację mają rządzący, kiedy mówią, że Polska powinna powoli dryfować w wyznaczonym już kierunku?
To niebezpieczne myślenie. Nie wolno niefrasobliwie ryzykować przyszłością narodu. Złe scenariusze mają szczególną zdolność realizowania się.

Donald Tusk, Pana zdaniem, nie dostrzega tych zagrożeń?
To nie jest uwaga na temat Tuska, to byłoby zbyt banalne. Ona tyczy się i późnego Millera, i Belki, i Marcinkiewicza, i Kaczyńskiego.

Powstał jakiś mechanizm, który zablokował Polskę?
Ja bym to określił bardziej literacko i przywołał pewne wesele, które dzieje się na pobliskim bronowickim podwórku. Sarmata Chochoł wstąpił na scenę, gdy znów gdzieś się gospodarzom zapodział róg.

Trudno chyba znaleźć bardziej pesymistyczne porównanie niż chocholi taniec - ostatnia scena "Wesela". Naprawdę, Pana zdaniem, jest aż tak źle i niemożliwe jest wyrwanie się ze stagnacji?
Mój profesor Ryszard Legutko napisał książkę o tym, że w tej Polsce już się nic nie da zrobić, bo elita jest zdeprawowana, lud zdeprawowany, nie ma tradycji, czeka nas otchłań. Nie jestem takim pesymistą. W Polsce wiele zmienia się na lepsze. A zarazem nie dzieją się rzeczy katastrofalne. Jesteśmy dziś najbardziej dynamicznym narodem Europy. Ale mamy coraz mniej czasu na podjęcie ambitnej narodowej polityki, która by budowała naszą przyszłą potęgę. Przyjdzie za ten utracony czas zapłacić…

Kto zapłaci?
Ci młodsi. Pewnego dnia zapytają nas, dlaczego nie postawiliśmy wielkich celów, idei, nie zbudowaliśmy narodowych strategii, wokół których Polacy mogliby się jednoczyć. Zapytają, dlaczego nie przeciwdziałaliśmy złym scenariuszom na przyszłość i dlaczego naród został pozbawiony misji.

A co powinno być jego misją dzisiaj?

Polska potrzebuje wielkiej strategii modernizacyjnej. Główną emocją, głównym pragnieniem Polaków jest dziś ostateczne zasypanie uskoku cywilizacyjnego, który od dobrych kilkuset lat oddziela nas od świata zachodniego.

I od tych kilkuset lat bezskutecznie próbujemy ten uskok pokonać…

Jest różnica. Nasi dziadkowie jego istnienie akceptowali jako element porządku świata. Ale dzisiejsi dwudziestolatkowie nie chcą tego przyjmować do wiadomości. I to jest realne zadanie polityki. Wykorzystać tę energię społeczną. Zjednoczyć wszystkich wokół tego celu. Skondensować wysiłek, wolę i ambicje wszystkich najlepszych ludzi w Polsce. Proszę sobie przypomnieć moc energii całej Polski zmierzającej do budowy Gdyni albo odbudowy Warszawy z powojennych gruzów.

Wierzy Pan w taką aktywizację społeczeństwa w naszych czasach? W to, że pokolenia potrzebują jeszcze jakichś misji?
Oczywiście. Polacy pragną zmiany cywilizacyjnej. Marzą o tym, by Polska była krajem pierwszej prędkości.

Więc co należałoby zmienić w pierwszej kolejności?
Najpierw podnieść jakość polityki. Bez tego nie da się ruszyć z miejsca. Potem zreformować ustrój państwa. Przede wszystkim na trzech polach. Dać Polsce nowy system tworzenia prawa i sprawiedliwości. Zbudować na nowo mechanizm wydawania pieniędzy publicznych . No i przemodelować egzekutywę. W obecnym kształcie ona już chyba nie poprowadzi kraju w stronę wielkich celów. Dowodem jest chociażby to, że rządzący na pytanie: "dlaczego u licha nic nie robicie?", odpowiadają: "bo prezydent i tak nie pozwoli".

Wolałby Pan wzmocnić rząd czy prezydenta kosztem rządu?
Najważniejsze, żeby w ogóle wzmocnić któryś z tych ośrodków i przełamać dotychczasowy klincz. Przez całe lata byłem zwolennikiem systemu kanclerskiego. Biorąc pod uwagę proces, który zachodzi dziś w partiach politycznych, zacząłem mieć co do tego wątpliwości.

Mówi Pan o zblokowaniu sceny politycznej?
O tym, co profesor Paweł Śpiewak nazwał oligarchizacją systemu partyjnego i jego kartelizacją. Kartel powstał poprzez zmonopolizowanie dopływu legalnej gotówki przez dzisiejszych aktorów życia publicznego. Wszyscy, którzy chcieliby stworzyć dla nich konkurencję, musieliby tę gotówkę ukraść. Ta władza dostępu do pieniędzy, połączona z tabloidowym modelem propagandy partyjnej, przekształciła partie w rządzone przez wąskie oligarchie stada baranów.

Konsekwencją jest to, że partie stają się bezideowe, ale są za to sprawniej zorganizowane…
Nie tylko to. Konsekwencją jest triumf głupszych nad mądrzejszymi. Negatywna selekcja. Odpychanie inteligentnej młodzieży od polityki. Zabijanie debaty politycznej. Wad jest mnóstwo.

Przez ten system państwo stanęło?
Nie wyłącznie. Ten system degeneruje życie publiczne. Ale nawet w jego ramach można by prowadzić ambitną politykę. Lecz partyjne oligarchie musiałyby widzieć w tym swój interes. A dziś nie widzą. Dlatego rządzi się nami bez idei i bez celów.

Może pomoc z zewnątrz? Płakał Pan po traktacie lizbońskim?
Ani trochę. Ci, którzy interesują się losami współczesnej Europy, zdają sobie sprawę, że to traktat przyczynkarski. Nie rozwiązuje żadnego z kluczowych problemów. Ale zaangażowała się weń duża część europejskiej elity politycznej i społecznej. Nie jest zachwycona, że lud irlandzki zdeptał jej sztandary. Mnie zaś jest dość obojętne, czy Valery Giscard d'Estaing będzie umierał z poczuciem odegrania wielkiego wpływu na los Europy, czy bez tego poczucia.

Ale np. powołanie wspólnego ministra spraw zagranicznych to poważna zmiana...
Niech pan sobie nie daje wmówić, że to, czy Javier Solana będzie się nazywał wiceprzewodniczącym Komisji, wpłynie jakoś na unijną zdolność prowadzenia polityki zagranicznej. Niech Pan sobie nie daje wmówić, że od wzmocnienia roli Niemiec w procesie decyzyjnym zależy los Unii Europejskiej. Rozumiem emocje pani Merkel.
Jej zadaniem jest rozpętywać tę histerię, a naszym zadaniem jest tę histerię studzić. To samo dotyczy kwestii, czy będzie trzech komisarzy więcej, czy mniej. Ponieważ prawdziwe kłopoty Unii są pomijane, skupiono się na europejskich faramuszkach.

Ktoś kombinuje, żeby mi życie uprzykrzyć. Widać, że wymiar sprawiedliwości nie jest owocem naszych marzeń

A u nas chocholi taniec będzie trwał już zawsze, czy wierzy Pan jednak w możliwość radykalnego przyspieszenia modernizacji?
Jeśli mnie pan pyta, czy polskość w dzisiejszym świecie ma moc wystarczającą, aby odbudować liczące się, bogate i nowoczesne państwo - odpowiedz brzmi: tak. Ale tylko teraz, przy obecnej demograficznej sile. Za 20 lat może być kłopot. Ale jeśli pan mnie pyta o to, czy w krótkim horyzoncie widać jaskółki politycznego przełomu - odpowiedź brzmi: nie widać. Choć z samego faktu, że pan o to pyta, można wysnuć optymistyczny wniosek, że problem zaczyna stać coraz wyraźniej na polskim porządku dnia.

Chyba nie aż tak bardzo, inicjatywy takie jak Polska XXI jak na razie Polską nie wstrząsnęły...

A od kiedy portale wstrząsają państwami? Od początku mieliśmy świadomość, że nasz również świata nie zmieni. Ale mamy ponad 2 tysiące wejść dziennie. To dobry wynik.

Po co go założyliście, skoro portale świata nie zmieniają?
Dobra polityka składa się z prawdziwych słów i szlachetnych czynów. Jedno i drugie jest niezbędne. Portal jest częścią dziedziny słowa. I na tym polega jego rola polityczna.

Internet to chyba nowa rzeczywistość dla Pana…
Zupełnie. Przez całe lata, pełniąc funkcje publiczne, żyłem w świecie sekretariatów. One były zawsze wyposażone w komputery, więc ja używałem ich, ale nie musiałem się do nich dotykać. Nagle zacząłem żyć bez sekretariatów. I odkryłem świat dla mnie nowy, choć znany każdemu dziecku. Czyli komputer z jego wszystkimi możliwościami. Przedwczoraj siedziałem do piątej rano.

Zaczyna się więc nałóg…
Za wcześnie, by jeszcze go zdiagnozować. Na razie jest fascynacja. Komputer daje mi niesamowite możliwości.

To straszne, że rządzący są tak zapóźnieni. Jak możemy mówić o skakaniu przez uskoki cywilizacyjne, skoro mamy to robić pod wodzą facetów, którzy nie potrafią sprawdzić mejla...
Wie Pan, to jest pytanie z gatunku tych, czy ksiądz ma prawo się wypowiadać o miłości kobiety i mężczyzny. Oczywiście, że ma prawo. On może to lepiej zrozumieć od faceta, który miał sto kobiet.

Czy porzuci Pan jeszcze komputer i wróci do polityki?
Nie ma dziś odpowiedzi na to pytanie. Wycofałem się naprawdę, nie na niby. Ale wycofując się, dodawałem, że w pewnych warunkach mogę wrócić. Polityka to sprawa, na której się najlepiej znam, i uważam ją za zajęcie szlachetne.
Ale póki co, tak osobiste, jak i polityczne przesłanki mojej wrześniowej decyzji nadal trwają.

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
KOMBATANT 1939 r.
Znikaj ty "przyjacielu" wszystkich kombatantów za rządów Suchockiej. Ono jeszcze żyją i nigdy cię nie zapomną. Świety Piotr wprawdzie pokarał cie już za to - bojest sprawiedliwy chociaż bardzo okrutny - bo Pan Bóg jest bardziej miłosierny. Czym cię pokarał to wszyscy dobrze wiedzą.
c
człowiek
Parodia "wielkiego" człowieka, pokazał, jakim jest mężczyzną w Monachium na lotnisku. Przez dwadzieścia lat nachapał się wystarczająco, żeby teraz odcinać kupony jeżdżąc na wycieczki do gwiazdkowych kurortów rozsianych po świecie. Znikaj Panie Nikt, znikaj i nigdy nie wracaj.
B
Bartek Chyra
Patrzę na Jasia - wychowywany przez matkę i stado ciotek. Nieśmiały do kobiet. Przypominam sobie historie Brunona Schulza i potem to w jaki demoniczny sposób o kobietach pisał. Nelly - jeszcze bardziej pokręcona i to z tenencjami do impulsywności. Boże, pozwól by ci ludzie nie decydowali nigdy o życiu innych.
m
miki
dla mnie rokita jest ok. ale niech lepiej nie wraca ;-)
c
cvb
Dla niektórych polityków więzienie może się przydać :) Może to ich otrzeźwi.
w
wrozka
Szanowny Panie, polityka to zajecie dla mocnych mezczyzn a nie uzalajacych sie krytykantow. Byl taki ladny okres w Pana zyciu ale zmarnowany przez Pana. To takie na czasie krytykowac, krytykowac, krytykowac... To co nawywijaliscie z zona to zupelna kleska. Lepiej milczec a jak mowic to przestac krytykowac.
F
Filip11
Najgorszy minister najgorszego rządu Hanny Suchockiej. Wykreowany na wybitnego męża stanu przez dziennikarzy. Żałosny Dyzma polskiej sceny politycznej mówiący to samo,co jego żona,tyle tylko,że lepszą polszczyzną.
Dodaj ogłoszenie