Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź, gdzie możesz zagłosować

Do wyborów pozostało

  • 01dzień
  • 07godz.
  • 14min.
Odwiedź serwis wyborczy 

Jan Paweł II: prorok, który zapobiegł zagładzie 1984 r.

Antonio Socci
Publikujemy jako pierwsi fragmenty książki (wyd. Rafael), która opowiada o kontaktach polskiego papieża ze światem mistycznym

Jest pewne wydarzenie, o którym informacja przeniknęła z papieskich apartamentów - powiedział mi najbliższy przyjaciel papieża Jana Pawła II watykański kardynał Andrzej Maria Deskur. - Dowiedziałem się, że pewnej nocy - było to w sierpniu 1997 r., w wigilię podroży do Paryża na XII Światowy Dzień Młodzieży - bliski współpracownik Papieża usłyszał odgłosy dobiegające z pokoju Ojca Świętego.

Podszedł cicho pod przymknięte drzwi... Pokój był oświetlony, światło przenikało przez szparę w drzwiach... Ale nie było to światło naturalne... Dostrzegł, że Papież leży na podłodze i modli się tak, jak to miał w zwyczaju, z rozkrzyżowanymi rękami, nad nim i przed nim zaś błyszczy owo nienaturalne światło - powiedział Deskur.

Nie miał śmiałości wejść, ale nazajutrz rano przy śniadaniu powiedział: "Wasza Świątobliwość, jutro udajemy się w podroż do Francji... W nocy trzeba odpocząć...". Na co Papież spojrzał na niego i odrzekł: "Gdybyś wiedział to, co ja wiem, to spędziłbyś noc, modląc się wraz ze mną".

Gdzieś około świąt Bożego Narodzenia roku 2007 przyjechałem do Rzymu w pobliże placu Risorgimenta, spowitego czerwienią miejskiego zmierzchu. Zaparkowałem samochód i ruszyłem wzdłuż rozświetlonych i świątecznie przyozdobionych ulic, pośród beztroskiego tłumu, do pewnej kamienicy, której znałem jedynie numer. Zadzwoniłem, wszedłem po schodach z dziwnym uczuciem, oczekiwano mnie na półpiętrze, po czym wprowadzono do pokoju, gdzie przyjął mnie katolicki dostojnik.

Miał cichy głos i starannie dobierał słowa. Ponieważ nie mogę zdradzić, kim był, nazwę go dla wygody Petrus. Kiedy godzinę później po zakończeniu rozmowy opuszczałem to miejsce, czułem się wstrząśnięty, bo choć jestem dziennikarzem, to przecież nie jestem bez serca. Myślałem o moim dziesięcioletnim synu, byłem poruszony, a zarazem pełen niepokoju. Intuicja podpowiadała mi, co mogę odkryć w kolejnych miesiącach, kierując się otrzymanymi wskazówkami...

Dostojnik był bardzo miły, bezpośredni. Poczęstował mnie kawą i podsunął tacę z herbatnikami. To właśnie on kazał mnie odszukać, ja zaś chętnie przyjąłem jego zaproszenie. Mówił niewiele, za to słuchał uważnie. Pytał o moją pracę, o przeszłość. Miałem nieodparte wrażenie, że wszystko, co opowiadam o sobie, jest mu już wiadome. Tym niemniej śledził z uwagą moje słowa, wydawało się, że chce mnie dyskretnie wybadać.
Znał moje książki o prześladowaniu współczesnych chrześcijan, o Medjugorie, o problemie aborcji, o Fatimie i o Ojcu Pio. Zauważył, że w każdej z nich powtarzało się, i to nie marginalnie, lecz w sposób dobitny, pewne nazwisko, nazwisko człowieka mojej epoki, ojca mojego pokolenia: Karola Wojtyły. Tak rzeczywiście było, choć wcześniej jakoś nie przyszło mi to do głowy. Zapytał mnie, czy nie sądzę, że to właśnie ten człowiek jest godną zbadania tajemnicą.

- Dlaczego "tajemnicą"? - zapytałem. Rozmawialiśmy długo o polskim papieżu. Wspominałem z emocją niektóre epizody, jego spojrzenie, moje z nim spotkania, niektóre jego słowa, wyraz twarzy, poruszenie serca, jakie wywoływał u tak wielu z nas. Niezapomniana była jego niewzruszona wiara, jego jasny humanizm, urzekający sposób modlenia się, jego otwarcie na transcendencję, które odróżniało go od wielu innych duchownych. Mimochodem wspomniałem o wydarzeniu związanym z figurką Matki Boskiej z Civitavecchia.

W tym momencie - choć nie pomnę już dokładnie słów, jakich użył - mój rozmówca, który dobrze znał Jana Pawła II, wtrącił półgłosem do rozmowy, tak jakoś en passant, kilka zdań: otóż papież wiedział już wcześniej, że ten "znak" od Matki Bożej u wrót Rzymu nastąpi, tak jak wiedział, że Stanom Zjednoczonym grozi tragedia islamskiego ataku terrorystycznego, który potem zmaterializował się 11 września 2001 roku w Nowym Jorku. Dostojnik nadmienił, że papieżowi zostały przepowiedziane czy raczej objawione przyszłe zdarzenia, z których jedne już nastąpiły, inne zaś miały się dopiero dokonać.

Zrozumiałem, że miało to coś wspólnego, choć sam nie wiem jak, z którymś z owych nikomu nieznanych mistyków żyjących w ciszy klasztorów, posiadających niezwyczajny charyzmat i "kontakt" z Niebem. Ale przede wszystkim - i to dopiero była wiadomość - że sam Karol Wojtyła doznawał mistycznych przeżyć.

Próbowałem dowiedzieć się czegoś więcej, uzyskać wyjaśnienia, lecz mój rozmówca sprowadził od razu rozmowę na inne tory, jak gdyby wezwał mnie do siebie wcale nie po to, by powierzyć mi ów sekret. Było jasne, że chciał otworzyć mi oczy na tajemnicę otaczającą papieża, nie chciał jednak słyszeć dalszych pytań na ten temat; nie wypowie już ani jednego słowa więcej ponad to, co pozornie mimochodem mi wyjawił.

Chciałem drążyć dalej, usłyszeć jakieś wyjaśnienia, zrozumieć, lecz mój rozmówca, choć tak uprzejmy, był teraz niczym niedająca się sforsować kasa pancerna. Mnie interesowało przede wszystkim, co wiedział Karol Wojtyła, czy chodziło o wydarzenia, które miały się dokonać na pewno czy też o proroctwa sub conditione, czyli takie, których ziszczenia się można było jeszcze uniknąć.
Tysiące myśli kłębiło się w mojej głowie, a wśród nich dominująca, o "tajemnicy" Karola Wojtyły. Czy naprawdę ten papież, który pozostawał na Stolicy Piotrowej przez 27 lat i który przeszedł niczym tajfun przez naszą historię, żył w czasie realnym i w wieczności? (...)
Co takiego "wiedział" Karol Wojtyła, czego my wszyscy nie wiemy? Już w swojej pierwszej encyklice "Redemptor homini", będącej manifestem jego pontyfikatu, jest mowa o tym, iż wytwory pracy ludzkiego umysłu "mogą stać się środkami i narzędziami jakiegoś wręcz niewyobrażalnego samozniszczenia, wobec którego wszystkie znane nam z dziejów kataklizmy i katastrofy zdają się blednąć" (nr 15).
Są to słowa bardzo jasne, które kontrowersyjne słowa wypowiedziane przez papieża w Fuldzie tylko potwierdzą. W listopadzie 1980 r. podczas podroży do Niemiec papież spotkał się w Fuldzie z grupą wiernych, którzy zapytali go o trzecią tajemnicę fatimską i o przyszłość ludzkości. Według niemieckiego czasopisma "Stimme des Glaubens" (nr 10 z 1981 r.) tak wyglądał dialog, jaki się między nimi wywiązał.

Pierwsze pytanie: "Co zawiera tajemnica fatimska? Miała być opublikowana już w roku 1960, dlaczego nadal nie jest znana ogółowi?". Odpowiedź papieża: "Z uwagi na treść robiącą wielkie wrażenie, a także, aby nie niepokoić zbytnio sił światowego komunizmu, wrażliwych na ingerencję, moi poprzednicy wybrali "dyplomatyczną relację" (z trzeciej tajemnicy, przyp. aut.).

Ponadto każdemu chrześcijaninowi powinna wystarczyć taka wiedza: kiedy się czyta, że oceany zatopią całe kontynenty, że ludzie nagle zostaną pozbawieni życia z minuty na minutę, i to milionami... kiedy się to wie, nie należy domagać się publikacji tej tajemnicy. Wielu chce wiedzieć tylko z ciekawości lub żądzy sensacji, zapominając, że wiedza niesie ze sobą także odpowiedzialność... Oni chcą tylko zaspokoić swoją ciekawość. To jest niebezpieczne, kiedy jednocześnie nic się nie czyni, mówiąc: to i tak na nic...".

Zaraz po zamachu 1981 r., kiedy był jeszcze w szpitalu, podczas spotkania z przyjacielem Pavlem Hnilicą zwierzył mu się: "Zrozumiałem, że należy ratować ludzkość przed wojną światową i wojującym ateizmem". I próbował to robić na tysiące sposobów. (...)

25 marca 1984 r. na placu św. Piotra przed figurą Matki Boskiej Fatimskiej na zakończenie Roku Świętego Odkupienia (który sam ogłosił) wypowiedział dramatyczne i uroczyste poświęcenie świata Niepokalanemu Sercu Maryi (...). I dodał, mocno akcentując słowa: Od wojny atomowej, od nieobliczalnego samozniszczenia, od wszelkiej wojny - wybaw nas! (...)

Siostra Łucja, ostatnia wizjonerka z Fatimy, potwierdziła, że "poświęcenie z 1984 r. pozwoliło uniknąć wojny atomowej, jaka miała się rozpętać w 1985 r.". Jak wiadomo, siostra Łucja nadal miała objawienia maryjne. Oficjalne jest objawienie z 1984 r., ogłoszone przez samego kardynała Bertone: Maryja rozmawiała wówczas z Łucją o poświęceniu i przy tej okazji mistyczka dowiedziała się, że uniknięto wojny nuklearnej. Zatem przez siostrę Łucję dotarło do nas objawienie nadprzyrodzone. Praktycznie wiemy teraz - dzięki objawieniu Maryi - że Jan Paweł II w tamtym czasie naprawdę uratował świat i ludzkość przed konfliktem atomowym o fatalnych skutkach (...).
Szperając w kronikach z tamtego okresu i w dokumentach historyków, dowiadujemy się, że właśnie w latach 1983-1984 maksymalnie wzrósł poziom napięcia pomiędzy blokiem sowieckim i NATO. Były szpieg KGB Oleg Gordijewski 16 października 1988 r. ujawnił w "Sunday Telegraph", że kiedy pomiędzy 2 i 11 listopada 1983 r. wojska NATO przeprowadziły manewry pod kryptonimem "Celny łucznik" symulujące atak nuklearny, wywołało to prawdziwy alarm.

"Sowieci poważnie brali pod uwagę możliwość użycia broni nuklearnej przeciwko USA" - mówi Gordijewski (...). W tych doprawdy apokaliptycznych okolicznościach 25 marca 1984 r. Jan Paweł II na placu św. Piotra przed figurą Matki Boskiej Fatimskiej w jedności z biskupami dokonuje poprzez telewizyjny przekaz międzykontynentalny uroczystego aktu, wypowiadając dramatyczne słowa o bliskim, nuklearnym samozniszczeniu (...).

Zaledwie dwa miesiące po tym tajemniczym obrzędzie będącym czymś w rodzaju planetarnego egzorcyzmu dokonanego przez namiestnika Chrystusa w sowieckiej bazie w Siewieromorsku na Morzu Północnym miał miejsce wypadek, który prawdopodobnie usunął straszliwy miecz Damoklesa wiszący nad światem. W jego wyniku zniszczony został militarny potencjał sowiecki skierowany na Zachód. Alberto Leoni, ekspert historii wojskowej, napisał: "Bez tego systemu pocisków kontrolujących Atlantyk ZSRR nie miała już najmniejszych szans na zwycięstwo. Dlatego opcja militarna została skreślona".

(...) Tutaj właśnie wyłania się fundamentalna rola Jana Pawła II w pokojowym przejściu od komunizmu, którego historię, słabe punkty oraz mechanizmy działania Wojtyła dobrze znał ze względu na swoje osobiste doświadczenia. Rola, jaką odegrał, doprowadziła do upadku komunistyczne reżimy poprzez sprzyjanie nie gwałtownym, lecz pokojowym procesom dezintegracji. Jest to wydarzenie historyczne podwójnie niewytłumaczalne i mające wszelkie cechy cudu.

*** Patrz film:
Tajemnice JP2

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone ze względu na ciszę wyborczą i zostanie włączone po jej zakończeniu.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie