Jan Maria Jackowski: Myślę, że w PiS nie ma szacunku dla ludzi

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
Senator PiS Jan Maria Jackowski
Senator PiS Jan Maria Jackowski Piotr Smolinski/Polska Press
Brak współudziału w podejmowaniu decyzji, brak elementarnego uznania dla ciężkiej pracy szeregowych posłów i senatorów, którzy w terenie robią bardzo wiele dla Prawa i Sprawiedliwości, a są traktowani przez kierownictwo tak, jak są traktowani. To bardzo poważna sprawa. Trudno zmobilizować ludzi do działania, do zaangażowania, jeśli ci uważają, że kierownictwo partii ich nie szanuje. Oni de facto w takiej sytuacji nie szanują też kierownictwa - mówi Jan Maria Jackowski, senator Prawa i Sprawiedliwości

Panie senatorze, dużo się ostatnio w Prawie i Sprawiedliwości dzieje: odeszło dwóch posłów, senator Marek Martynowski zrezygnował z funkcji przewodniczącego klubu senackiego partii. To nie są dobre wiadomości.

To prawda, to są złe wiadomości. Jest to pokłosie sytuacji wewnętrznej, panującej w obozie Zjednoczonej Prawicy i tego, że coraz więcej osób dostrzega coraz większy rozdźwięk między deklaracjami i programem, a tym, co się realnie dzieje, w jaki sposób prowadzone są sprawy. To wywołuje bardzo duże napięcia wewnętrzne. Jeśli chodzi o decyzję pana senatora Martynowskiego - w pełni ją popieram i rozumiem. To bardzo ceniony senator, rzetelny, świetny szef klubu senackiego partii. Myślę, że jego rezygnacja z tej funkcji, to duża strata dla obozu Zjednoczonej Prawicy. A zrzekł się jej na znak protestu przeciwko powołaniu na bardzo ważne stanowisko osoby, która jest uważana w wewnętrznych i zewnętrznych dyskusjach, a także przez opinię publiczną, jako twarz nepotyzmu. Tymczasem PiS deklaruje, że walczy z nepotyzmem. Decyzja senatora Martynowskiego to bardzo ważny sygnał dla kierownictwa PiS, czy zostaną z tego wyciągnięte właściwe wnioski, to zobaczymy.

No właśnie, na kongresie PiS przyjmuje się jednogłośnie uchwałę, że walczycie z nepotyzmem, a Rada Polityczna PiS na funkcję sekretarza generalnego wybiera Krzysztofa Sobolewskiego, dotychczasowego szefa Komitetu Wykonawczego partii. Żona Krzysztofa Sobolewskiego jeszcze niedawno zasiadała w radach nadzorczych trzech spółek Skarbu Państwa: lotniska Szczecin-Goleniów, Anwilu i Orlen Paliwa. To o co chodzi? Czy to nie jest hipokryzja?

W momencie, kiedy była o tej uchwale mowa, chociażby na wyjazdowym posiedzeniu klubu PiS, kiedy Jarosław Kaczyński zapowiedział, że taka uchwała się pojawi, a dwa zdania dalej mówił, że będzie zmiana w statucie partii i jego wolą Krzysztof Sobolewski zostanie powołany na sekretarza generalnego Prawa i Sprawiedliwości, na sali ludzie bardzo znacząco na siebie spojrzeli. A sytuacja, o której mówię, miała miejsce w wewnętrznym gronie, co pokazuje, jak ta decyzja została odebrana. Chociaż może nie każdy swoje zdanie wypowiada publicznie. PiS zawsze deklarował, iż będzie walczył z nepotyzmem, za to krytykowaliśmy naszych poprzedników i to nie tylko z obozu PO-PSL, ale także z SLD, czy z AWS-u. Mówiliśmy, że w momencie, kiedy PiS dojdzie do władzy, będzie inaczej. Okazuje się, że wcale inaczej nie jest. Z jednej strony padają takie, a nie inne deklaracje, z drugiej - opinia publiczna codziennie dowiaduje się o jakichś nowych faktach i powiązaniach personalnych, rodzinnych osób, które znajdują atrakcyjne zatrudnienie w sektorze publicznym, a są związane z politykami obecnego obozu władzy.

Jarosław Kaczyński uchodzi za sprawnego polityka. Nie widzi tej hipokryzji, tej sprzeczności?

Tego nie wiem. Trzeba by się o to zapytać prezesa. Jarosław Kaczyński jest na tyle doświadczonym i inteligentnym politykiem, że, moim zdaniem, zdaje sobie doskonale sprawę, iż w momencie, który mamy obecnie, możemy mówić o zjawisku nazywanym ekonomizacją partii. Ekonomizacja polega na tym, że część działaczy PiS-u przy okazji podejmowania działalności publicznej koncentruje swoją uwagę na polepszaniu sytuacji swojej rodziny bądź swoich bliskich, wykorzystując fakt, że PiS jest przy władzy. To bardzo groźne zjawisko, z którym prezes postanowił walczyć. Czy w tej chwili ta walka może być wygrana? Zobaczymy. To będzie zależało od konsekwentnych działań kierownictwa naszego obozu.

To Andrzej Śliwka, który pracuje w Ministerstwie Aktywów Państwowych, podlega Jackowi Sasinowi i do tej pory zajmował się nadzorem spółek z sektora przemysłowego, ma tropić ów nepotyzm. Tyle tylko że do tej pory, to pod jego nosem nepotyzm rósł sobie w najlepsze. Pana zdaniem, taki człowiek jest w stanie przeprowadzić rzetelnie i sprawnie taką akcję?

Cały czas się koncentrujemy na treści uchwały. Uchwała dotyczy posłów, senatorów i osób sprawujących kierownicze funkcje w państwie. Natomiast z rekomendacji PiS-u dużo osób objęło różne funkcje i stanowiska w różnych instytucjach publicznych i w samorządach, to są setki samorządów i szczebla gminnego i powiatowego i wojewódzkiego. Przecież są również spółki skarbu państwa, za które odpowiadają wojewodowie. Więc obszar działań, o których mówimy, powinien być znacznie szerszy, dotyczyć nie tylko samego Ministerstwa Aktywów Państwowych. Poza tym, trzeba by było przyjąć inne rozwiązania, dotyczące tego, jak sprawdzać powiązania osób zatrudnianych w tych spółkach z politykami. Tak, aby to była skuteczna walka z nepotyzmem, a nie tylko medialna pokazówka zrobiona pod opinię publiczną oraz instrument wewnętrznych rozgrywek personalnych, bo przecież będzie można grać uznaniem jakiegoś zachowania za „uzasadniony nepotyzm” bądź „nieuzasadniony nepotyzm”.

Wyborcy widzą ten nepotyzm. Myśli pan, że on wam zaszkodzi?

W tej chwili nie widać w sondażach, aby ten nepotyzm PiS-owi znacząco szkodził. Natomiast ta sytuacja, moim zdaniem, będzie ulegała zmianie. Trudno mi się na ten temat wypowiadać, na pewno jest część naszych wyborców, którzy nie akceptują takiego stanu rzeczy. Wystarczy poczytać wpisy pod artykułami dotyczącymi tych kwestii. Czy to jest zjawisko powszechne? Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Natomiast często okazuje się, że coś, co w pierwszej chwili wydawało się, iż nie będzie miało dużego znaczenia, nagle zaczyna mieć ogromne znaczenie i staje się pewnym symbolem. Słynne taśmy z restauracji Sowa i Przyjaciele, słynne ośmiorniczki stały się przysłowiowe, prawda? Miały istotne znacznie dla przegranej Platformy Obywatelskiej.

Nepotyzm może być przyczyną przegranej PiS-u w następnych wyborach?

Nepotyzm może składać się na pewną całość, która wpłynie na spadek poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości. Takiej sytuacji nie wykluczam.

Po co PiS i Marek Suski wyszedł z ustawą anty-TVN? Przecież to zagranie nie tylko przeciw stacji TVN, ale i przeciw Amerykanom, którzy są naszymi największymi sojusznikami.

To projekt ustawy, który pojawił się nagle. Moja osobista opinia, jako człowieka, który od lat zajmuje się mediami - byłem szefem sejmowej komisji kultury i środków przekazu, teraz przez dwie kadencje jestem wiceprzewodniczącym senackiej komisji kultury i środków przekazu, znam tę problematykę - jest dość oczywista. Przepis artykułu 35 nie jest do końca precyzyjny. Ale jeśli myśli się o zmianie tego zapisu, ponieważ wchodzą i nowe technologie i nowe możliwości organizacji formalnoprawnych podmiotów, które zajmują się działalności medialną, następuje proces globalizacji, co ma swoje określone skutki, to należało wywołać poważną merytoryczną dyskusję na ten temat. Przeprowadzić analizy, przedstawić wnioski z nich płynące, zrobić spotkanie z ekspertami, spotkać się z zainteresowanymi podmiotami, które działają na polskim rynku. Potem wspólnie wydyskutować jakiś kierunek zmian, które pewne kwestie by doprecyzowywały, ale nie byłyby zmianami reguł gry podczas jej trwania wprowadzanymi metodami siłowymi. Zdecydowano się jednak na działania o charakterze konfrontacyjnym, które teraz są interpretowane przez wielu jako tak zwana przykrywka.

I co ten projekt ustawy miałby przykryć?

Jedni uważają, że to próba wpłynięcia na obecnego właściciela stacji TVN tak, aby zechciał sprzedać część swoich udziałów, czy w inny sposób zrezygnować z wpływu na tę stację. Inni, że mówi się o tej ustawie, aby przykryć niewygodne dla obozu władzy sprawy. Różne są w tym zakresie interpretacje. Tak, czy inaczej - słono za pomysł wyjścia z taką ustawą zapłacimy. Skutki polityczne i wizerunkowe tych działań będą dla Polski na arenie międzynarodowej negatywne. Doraźne korzyści socjotechniczne i polityczne, które, jak uważa część władzy, popłyną z tego typu działań, okażą się w sumie niezwykle kosztowne. To przypomina gaszenie pożaru za pomocą benzyny. Mieliśmy już takie sytuacje w przeszłości.

Nie boi się pan, że ta ustawa zaszkodzi naszym stosunkom ze Stanami Zjednoczonymi?

To już nie jest taka sytuacja, jak za czasów prezydenta Donalda Trumpa, kiedy właściciele Discovery, czy osoby, które miały wpływ na ten koncern, były w bardzo bliskich relacjach z administracją prezydencką. Wtedy reakcje Amerykanów były błyskawiczne. Ale niewątpliwie, przy obecnym klimacie w stosunku do Polski, także w kontekście umowy o ochronie wzajemnej inwestycji, może nie dojdzie do znaczącego pogorszenia stosunków polsko-amerykańskich, ale dojdzie zapewne do sytuacji, kiedy będziemy mniej istotnym partnerem dla Stanów Zjednoczonych, które w rozgrywce z Chinami porozumiały się z Niemcami, dając im wolną rękę na dominację w Unii Europejskiej, czego znakiem jest zmiana nastawienia USA do projektu Nord Stream. Z tego punktu widzenia, to nie jest dobry ruch obozu władzy. Poza tym, to zły znak dla inwestorów, którzy chcą zainwestować w Polsce, do czego ich przecież namawiamy. Kiedy poczytają w zagranicznych mediach, co szykuje polski rząd, zaczną się zastanawiać, czy warto to robić.

Podobno polski rząd nie chce się zgodzić, aby ambasadorem USA w Polsce był Marek Brzeziński, syn byłego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego USA Zbigniewa Brzezińskiego. Słyszał pan o tym?

Nic na ten temat nie wiem. Takie informacje krążą w przestrzeni publicznej, ale nie mam żadnej wiedzy na ten temat. Więc trudno mi to komentować.

Opozycja, ale także przedsiębiorcy zgłaszają wiele uwag do Polskiego Ładu, mówiąc między innymi o tym, że ucierpi na tym programie klasa średnia. Pan uważa, że ten program jest idealny?

Nie, uważam, że ten program ma swoje pozytywne elementy, choćby podwyższoną dla wszystkich wolną kwotę od podatku do 30 tys. złotych - to realizacja postulatu, który już dawno był podnoszony w przestrzeni publicznej, tak samo jak podniesienie pierwszego progu podatkowego do 125 tys. złotych. To urealnienie obecnej sytuacji, wzrosły dochody Polaków, ale i inflacja jest większa, więc ta stara stawka, wprowadzona przecież wiele lat temu, jest nieadekwatna do tej sytuacji. I to są korzystne rozwiązania. Jeżeli jednak chodzi o powiązanie składki zdrowotnej z przychodami, czy dochodami, to będzie szczególnie uderzało w wolne zawody, w ludzi prowadzących działalność gospodarczą i generalnie w tych więcej zarabiających. Paradoksalnie, również w rodziny wielodzietne. Bardzo często w tych rodzinach rodzice, a zwłaszcza jeden z rodziców, mając tak dużą rodzinę na utrzymaniu, musi podejmować dodatkowe prace. Stara się po prostu zarobić jak najwięcej pieniędzy. I taka rodzina ucierpi na Polskim Ładzie. To uwagi, którym warto się przyjrzeć. Ale zastrzegam, że rozmawiamy w sytuacji, kiedy nie znamy precyzyjnych rozwiązań ustawowych, które rząd będzie proponował, więc trudno w tej chwili wypowiadać się, co do całokształtu tego programu. Tak naprawdę znamy pewne założenia, ale jak będą one uregulowane, tego, póki co, nie wiemy. Dlatego trudno jest popierać ten program w ciemno.

Pewnie pan zauważył, że PiS stracił właściwie większość w Sejmie? Bo to jest większość minimalna.

Powiem tak: w tej chwili mamy mgławicowy układ w Sejmie. Ani opozycja nie ma większości, ani PiS nie ma stabilnej, sztywnej większości. Ona czasami jest, czasami jej nie ma. Myślę, że w dalszej części tej kadencji Sejmu ta sytuacja będzie się coraz bardziej komplikować: będą powstawały jakieś koła, jakieś kółka, będą pojedyncze elektrony, które raz będą wspierały rząd, innym razem będą go krytykowały. Przy każdym głosowaniu, które wzbudza jakieś emocje, czy wątpliwości, czy będzie uważane za konfrontacyjne, będziemy mieli do czynienia z dyskusją. Nie będzie wiadomo, czy rząd będzie miał większość, czy jej mieć nie będzie. Wydaje mi się, że tak właśnie będzie wyglądała sytuacja w najbliższych miesiącach.

To chyba utrudnia rządzenie, prawda?

To bardzo utrudnia rządzenie, ponieważ tak naprawdę cała aktywność polityczna będzie polegała na próbie poszukiwania większości parlamentarnej - w to pójdzie cała energia. W takiej sytuacji trudno mówić o swobodnej, spokojnej realizacji tych obietnic, które składaliśmy wyborcom w kampanii w 2019 roku.

Bierze pan pod uwagę, że Jarosław Gowin wyjdzie w końcu ze Zjednoczonej Prawicy i ta Zjednoczona Prawica się rozpadnie?

W tej chwili z tego, co mówił pan wicepremier Jarosław Gowin, bardzo wyraźnie widać, że czuje się wypychany ze Zjednoczonej Prawicy. Przypomnę, on podnosi i chyba ma rację, że nie jest realizowana stara umowa koalicyjna, a nowa umowa, o której mówiono kilka miesięcy temu, że trwają nad nią prace, nie jest gotowa. Przecież pan premier Gowin wycofał rekomendacje dla kilku swoich ministrów i ci ministrowie wciąż są w rządzie. Nie słyszę, aby powołano nowych, rekomendowanych przez Porozumienie Jarosława Gowina. Więc to odejście od umowy koalicyjnej. Takich sytuacji mamy więcej. To pokazuje, że Jarosław Gowin może mieć poczucie, iż jest wypychany ze Zjednoczonej Prawicy. Trochę to przypomina taką zabawę: wypychanie z łodzi, w której są wioślarze, a powinno ich być przynajmniej 231, kilku, którzy stanowią o większości. I oczywiście łódka będzie może i lżejsza, tylko będzie za mało siły, aby mogła płynąć w określonym kierunku.

Dlaczego w takim razie Jarosław Kaczyński wypycha Jarosława Gowina ze Zjednoczonej Prawicy?

Należałoby o to zapytać obu panów Jarosławów. Myślę, że obaj na temat wzajemnych relacji, gdyby chcieli, mogliby wiele powiedzieć.

Jaka jest atmosfera w Prawie i Sprawiedliwości? Jest poczucie, że ta łódka powoli zaczyna tonąć?

Przede wszystkim, myślę, że w PiS nie ma szacunku dla ludzi. Mówię to z perspektywy tego, co słyszę od szeregowych posłów i senatorów. Brak współudziału w podejmowaniu decyzji, brak elementarnego uznania dla ciężkiej pracy szeregowych posłów i senatorów, którzy w terenie robią bardzo wiele dla Prawa i Sprawiedliwości, a są traktowani przez kierownictwo tak, jak są traktowani. To bardzo poważna sprawa. Trudno zmobilizować ludzi do działania, do zaangażowania, jeśli ci uważają, że kierownictwo partii ich nie szanuje. Oni de facto w takiej sytuacji nie szanują też kierownictwa. Poza tym, jeśli chodzi o polityczne relacje między poszczególnymi liderami, to większą role odgrywają osobowości, ambicje, wzajemne antypatie, uprzedzenia, niż chłodne, polityczne podejście do współpracy i rządzenia. Dlatego trudno tu mówić o racjonalnej polityce, wchodzimy raczej w obszary, o których nie czuję się kompetentny rozmawiać, bo nie jestem specjalistą z zakresu psychologii.

Powrót Donalda Tuska zmieni coś w polskiej polityce?

Donald Tusk ma na pewno świetne relacje międzynarodowe i doskonałą wiedzę o tym, co dzieje się w Unii Europejskiej. Jego powrót już w tej chwili spowodował nie tylko konsolidację Koalicji Obywatelskiej, ale też ruch do przeorganizowania się całej opozycji, bo będzie się ona musiała odnieść do przywództwa Donalda Tuska. Widać wyraźnie, że środowisko Szymona Hołowni zorientowało się w tej chwili, iż tak naprawdę powrót Donalda Tuska oznacza dla niego kłopoty. Może w mniejszym stopniu dla PiS-u, choć oczywiście też, bo jest to zawodnik klasy ciężkiej. Powrót Tuska powoduje, że wchodzimy na inny etap polityki, na inny etap reakcji rząd-opozycja. Sądzę, że pojawi się próba wypracowania politycznego takiej strategii opozycji, która spowoduje, iż ta będzie miała szanse wygrać wybory. Kiedy one będą? Trudno w tej chwili przewidywać. Jednak przy założeniu, że odbędą się w terminie konstytucyjnym, to mamy dwa lata na zorganizowanie tego przedsięwzięcia i Donald Tusk doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

Czyli co, PiS trochę się boi tego powrotu?

Jedni uważają, że ten powrót wywoła w dyskusji publicznej przypominanie starych działań Donalda Tuska, ale nie sądzę, aby to było na tyle skuteczne, by go zdyskredytować. Ponadto telewizja publiczna robi wszystko, żeby pokazać, iż Donald Tusk jest groźnym zawodnikiem. Straszy nim Polaków, nadaje mu niezwykłą rangę. To też zastanawiające. Pokazuje, że ktoś uznał, iż powrót Tuska to sytuacja zagrożenia i na tym polega cały paradoks. To tak zwany efekt bumerangu - im bardziej Donald Tusk będzie atakowany, tym efekt tych ataków może być odwrotny do zamierzonego. Przynajmniej w szerszej perspektywie, twardy elektorat może i ten przekaz „złapie”, ale nie wszyscy.

Bierze pan w ogóle pod uwagę możliwość przedterminowych wyborów?

Wszystko może się zdarzyć. W tej chwili nie wygląda na to, żeby ten wariant był w jakiś szczególny sposób przygotowywany, ale sytuacja jest w pewnym sensie nieprzewidywalna. Więc nie wiadomo, co się będzie działo.

Największe afery ostatnich 20 lat: Rywingate, Praca za seks,...

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Myśli powoli ale w dobrym kierunku.
G
Gość
18 lipca, 10:55, Gość:

Gadzinówka oczywiście zaraz podchwyciła wypowiedź posła niezgodną z prawdą.

Czyli co Jan Maria kłamie ? Możesz to udowodnić ?

G
Gość
Gadzinówka oczywiście zaraz podchwyciła wypowiedź posła niezgodną z prawdą.
G
Gość
Jan Maria wie chyba, że nie ma szans, żeby znalazł się na listach PiS. Mówi zatem szczerze, co myśli o tej gnijącej formacji. Nie musi lizać d... prezesowi, więc jego wypowiedzi tak bardzo się różnią od ocen osób, których cała kariera zależy od woli prezesa.
Dodaj ogłoszenie