Jan Domarski na dobrą wróżbę

Marian Kmita
Marian Kmita
Marian Kmita Fot. Polskapresse
Nie być na Stadionie Narodowym w dniu otwarcia naszych mistrzostw Europy to grzech. Z drugiej strony dostać bilet to była droga przez mękę. W końcu z pomocą pośpieszył niezawodny Zbyszek Boniek i za 250 euro mogłem wyruszyć na mecz Polska - Grecja. A chciałem poczuć się tak jak wtedy, kiedy jako nastolatek trzy godziny przed meczem chadzałem na Polskę Górskiego, Gmocha czy Piechniczka.

Więc odziawszy się w biało-czerwone barwy, ruszyłem o 15.30 pieszo z ulicy Urugwajskiej. Po drodze mijamy nie tylko kibiców, ale też handlarzy na... rowerach, którzy oferowali w locie a to szaliczek, a to czapeczkę, a to chorągiewkę. Polak potrafi zarobić.

Nic w tym zdrożnego. Jesteśmy pod stadionem i wszystko wygląda jasno i elegancko. Kierunki podejścia pod właściwy sektor są widoczne z daleka. Wszędzie równiutki asfalcik i zadziwiająca czystość. Żadnych papierów czy petów. Wygląda to jak ogrody miejskie w Monako słynące ze sterylności. Rachu ciachu, przechodzimy trzy kontrole i już jesteśmy w środku. Nabywany 154-stronicowy oficjalny program Euro 2012 z uśmiechnięta miną Michela Platiniego i mniej radosnymi obliczami Grzegorza Laty i Hrihorija Surkisa. No to czas na hot doga z colą. Obsługa miła i sprawna.

Nad Warszawą szaleje ulewa. Dach Narodowego wytrzymuje, chociaż w kilku miejscach parę kropel spadło. Na murawie pojawiają się Grecy, jakby niezauważeni. Zaczyna się show. Prowadzi Michał Figurski - znany prześmiewca. Wygląda to na żart, ale Michał radzi sobie dobrze. Na telebimie widać autokar wiozący na stadion polską reprezentację. Widownia szaleje. Polacy dojeżdżają i jak gladiatorzy w Koloseum wychodzą na środek murawy. Wyglądają elegancko w świetnie skrojonych garniturach. W końcu nie ma wiochy.

Boisko pokrywa niebieska plandeka. Podstawa krótkiej i efektownej ceremonii otwarcia. Nad nami zasiadają premierzy Tusk i Pawlak, z boku dziwnie, długo samotna minister Mucha. Blisko jest i Wałęsa, i Kwaśniewski, reszta rządowego gabinetu. Nie ma Schetyny, Drzewieckiego, Listkiewicza, a dla powodzenia Euro uczynili dużo. Tusk spięty i rozgląda się nerwowo. Pewnie za prezydentem Komorowskim, który przychodzi ostatni. Zaczyna się mecz i wszyscy stajemy się równi wobec Boga. On zaś decyduje o dramatycznym przebiegu meczu i remisie. Nikt się nie cieszy, bo mogliśmy wygrać. Na przystanku stoi samotnie… Jan Domarski. Zaskoczony pytam: czy 1:1 to początek czegoś lepszego, jak wasze Wembley? Nie odpowiada, tylko macha ręką. Tak symbolicznie. Z nadzieją.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
stary
...dla autora i Jana Domarskiego. Takie relacje to białe kruki w powszechnym malkontenctwie .Wróżę autorowi miejsce na krótkiej liście.
Dodaj ogłoszenie