Jamie Oliver: Szalone życie faceta od sałatek

Redakcja
Fot. MATERIAŁY KUCHNIA +
Jest jednoosobową gałęzią sztuki kulinarnej, wartą ponad 100 mln funtów. O tym, jak wysoką cenę płaci za tę aktywność Jamie Olivier, pisze Matt Rudd.

Powinienem tu przyjść wcześniej. Jestem uwięziony w głębi wielkiego namiotu Clapham Common, a miejsce jest tłoczne. Dziewczyny są z przodu - przeważającą większość stanowią tu kobiety -i trzymają już w pogotowiu iPhony, gotowe do nagrania każdego momentu tego słynnego występu. Kobiety znajdujące się przede mną mówią w kółko "omójboże". Od czasu do czasu napięcie staje się tak duże, że któraś z nich wybucha radosnym śmiechem.

Na pięć minut przed występem rozpoczyna się skandowanie. Nie wygląda to jak beatlemania, ale jest ścisk i przepychanki. Człowiek z Ambulansu św. Jana (organizacji niosącej pomoc ofiarom wypadków - red.) patrzy nerwowo na zegarek. I wtedy, niezwykle punktualnie jak na niego, gwiazdor rocka pojawia się na widowni. - Witam wszystkich z tyłu! - krzyczy. - Witam wszystkich na zewnątrz.

Atmosfera robi się szalona.

Czytaj także: Gessler lepsza od Janowskiego. "Kuchenne Rewolucje" zarabiają miliony dla TVN-u

Jest tylko jeden mały problem. On nie jest gwiazdą rocka. Jest szefem kuchni. - Kocham Cię, Jamie! - wrzeszczy jakaś dziewczyna bliska omdlenia. - Dzięki, kochanie - odpowiada jej z miną zdobywcy. - Dzisiaj przygotuję trzy dania.

I wtedy wszyscy wstajemy, a on robi coś sprytnie improwizowanego z makreli, kopru i kropli oliwy z oliwek.

Jak do tego doszedł? Delia (Smith - red.) była wielka, ale nie tak wielka. Nigdy setki osób nie skandowały: "Delia, Delia, Delia" przed pokazem gotowania. Jak to możliwe, że facet od sałatek ma grupy fanów?

Jamie Oliver, genialny chłop, który nauczył się gotować w pubie swojego ojca, zdobył wielokrotnie platynę. Jego książki sprzedają się w milionowych nakładach. Jego patelnie, kieliszki do wina i barbeque mają sprzedaż bliską miliona sztuk. Jego programy telewizyjne są częścią naszej tkanki społecznej, oglądane z niemal religijnym zaangażowaniem. Ma on zdolność sprawiania, że dzieci zaczynają jeść warzywa. A kobiety w namiocie Claphama krzyczą tak, jakby zobaczyły Justina Biebera.

- To jeszcze nic takiego - mówi Jamie kilka dni później, gdy spotykamy się w Barbecoa, jego wymarzonej restauracji, robiącej dobre interesy w cieniu londyńskiej katedry św. Pawła. - Mam na myśli moje pokazy w Birmingham, które robię od wielu lat, które są znacznie większe. Są to cztery występy dziennie przy publiczności 3 tys. osób na każdym pokazie. To dopiero jest szaleństwo.

Czytaj także: Po 100 latach ustalono tożsamość kucharza z Titanica. ''Pracował pod przybranym nazwiskiem"

Szaleństwo jest dobrym określeniem obecnego życia Jamiego. Jest on teraz wyceniany na 106 mln funtów, w porównaniu z zaledwie 40 mln funtów dwa lata temu. Ma tysiące pracowników. Podejmuje jeden wielki projekt za drugim, powierzając asystentowi kontrolę nad każdą godziną wypełnionego pracą dnia, gdyż tak naprawdę zupełnie nie ma świadomości czasu, jak mówi.

Rozmawiamy o jego książce oraz serii Wielka Brytania Jamiego (ponieważ "na Boga, jedyna rzecz, jaką zrobiłem w Wielkiej Brytanii, jest problematyczna: Szkoła Gotowania i Ministerstwo Żywności - rozumiesz, nigdy nie zrobiłem nic zabawnego"). Będzie to coś wielkiego: pokaz w stylu klasycznego Olivera, sezonowa praca pełna zaangażowania, z przyczepą kempingową; książka jest tego rodzaju, że przekona nawet najbardziej zatwardziałego użytkownika mikrofalówki do korzystania z pieca. Lecz kiedy będziemy ją czytać i oglądać, on będzie już gdzie indziej.
Przez ostatnie tygodnie, poza zarządzaniem własnym imperium jedzenia, zorganizował festiwal, rozstał się z siecią supermarketów Sainsbury's, uruchomił dział mrożonych ryb i wezwał do utworzenia światowego ruchu uczynienia z otyłości kwestii praw człowieka. To nie jedna rzecz po drugiej, a raczej robienie wielu rzeczy w tym samym czasie. - To jest poszarpany proces, przynajmniej w mojej głowie - mówi, gdy pytam, skąd bierze te wszystkie pomysły. - Nie jest on bezbolesny czy metodyczny.

Dziś spóźnił się 45 minut, ale i tak mam szczęście. Wczoraj miał przez większość dnia dwie godziny spóźnienia. Napomknąłem, że jest pracoholikiem, zawstydzając resztę ludzkości, która wyciąga w tym czasie nogi przed telewizorem. - Nie sądzę, aby tak było - mówi - ale mój ojciec uczył mnie, aby nie martwić się zmęczeniem.

Czytaj także: Kulinarny kaleka: Franciszek Smuda

Na ekranie widać w nim pośpiech, niecierpliwość i determinację, aby doprowadzić sprawy do końca, niezależnie od tego, czy jest to reforma całego systemu szkolnego w Kalifornii, czy kurczak w cieście. W kontakcie bezpośrednim, kiedy już usiądzie, weźmie parę głębokich oddechów i napije się kilku łyków miętowej herbaty, jest mniej energetyczny. W porównaniu do telewizyjnego Jamiego wydaje się niemal przygnębiony. Być może wykończony. I to jest ta druga strona, której raczej nie zobaczy się na ekranie. Być może trafiłem na jego słaby dzień. A może wiek średni wyznacza nowy, mniej zadziorny sposób bycia.

Ma teraz 36 lat i czwórkę małych dzieci. Wyobrażam sobie, jak wiele musi mieć w domu problemów, skoro stale jest na jakiejś misji Jamie TM, zwłaszcza gdy większość mężczyzn ma kłopoty, gdy spóźnią się do domu o godzinę. - Według przeciętnej Brytyjki mam wystarczająco dużo wolnych weekendów i wakacji w roku, lecz nie znaczy to, że jestem za to chwalony. Wymaga się ode mnie, abym miał ich więcej. Jesteś w tym samym wieku, co ja, nieprawdaż? I na podobnym etapie?

Skinąłem głową. - Możesz wziąć kolejny tydzień wolny od pracy i nie zrobi to żadnej różnicy. Wciąż będziesz miał reprymendy, czyż nie tak? - Znów skinąłem głową. - Więc sugeruję, żeby przejść nad tym do porządku dziennego. Założyć na siebie kuloodporną kamizelkę. Mam stałe połajanki, mimo siedmiu tygodni wakacji i mimo większości wolnych weekendów. To normalne.

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie