Jak zatopić w bagnie dwa miliardy złotych

Robert Zieliński
Robert Zieliński
Robert Zieliński Fot. Polskapresse
Skandale wokół Stadionu Narodowego - co z tego, że ładny, skoro mało funkcjonalny - zataczają coraz szersze kręgi. Nie tylko trzej najwięksi wykonawcy obiektu procesują się ze Skarbem Państwa o setki milionów złotych. Do dzisiaj też kilkudziesięciu podwykonawców prac na Narodowym, którzy mieli umowy z głównym wykonawcą, nie otrzymało należnych im pieniędzy na sumę około 90 mln zł. Swoich praw również dochodzą na drodze sądowej.

W obliczu tych procesów, problemów z dachem i murawą oraz tym, że do utrzymania stadionu trzeba dokładać miliony złotych, samo przełożenie o jeden dzień meczu Polska - Anglia jest tak naprawdę mało istotne, poza oczywiście negatywnym efektem wizerunkowym, bo cała Europa śmiała się z naszej nieudolności.

PZPN ogłosił, że domaga się od Ministerstwa Sportu miliona złotych odszkodowania za to, że Narodowe Centrum Sportu nie przygotowało odpowiednio murawy i mecz musiał być przełożony. To jednak działaczom PZPN - który pogrążony jest w jeszcze większym niż zwykle chaosie organizacyjnym, bo Grzegorzowi Lacie zostało raptem kilka dni do końca kadencji - zabrakło wyobraźni. Jako organizator powinni zdawać sobie sprawę z tego, że zapowiadana jest ulewa, i poprosić o zamknięcie dachu dzień przed meczem, nawet jeśli trenerzy obu drużyn sobie tego nie życzyli.

Delegat FIFA zażądał zamknięcia dachu dopiero we wtorek późnym wieczorem, a NCS odmówiło, gdyż przy padającym deszczu nie może tego zrobić. Grozi to uszkodzeniem mechanizmu, a poza tym zgromadzona na dachu woda spadałaby na publiczność, bo dach zamyka się od wewnątrz. Byłaby potrzeba ewakuacji na kilkadziesiąt minut około 50 tys. widzów, co w praktyce jest średnio wykonalne. Kluczowe pytanie - czy NCS ukryło ten fakt przed PZPN i opinią publiczną? Jeszcze w środę rano wiele osób było przekonanych, że dach można zamykać w każdej chwili (jak zakładał projektant), ale dokumenty wykonawcy wyraźnie wskazały, że podczas opadów deszczu, śniegu i przy minusowej temperaturze jest to niemożliwe. Czyżby popełniono jakieś błędy podczas wykonania? Niewiele osób wie też, że gdy na obiekcie włącza się awaryjny system usuwania wody podczas ulewy, to ta woda leje się na głowę kibiców będących na zewnątrz stadionu. "Taki jest projekt" - wyjaśniła rzeczniczka NCS.

Megaskandalem, zbyt słabo eksponowanym przez media, jest to, że na Stadionie Narodowym nie mogą grać polskie kluby

Wtorkowy skandal to więc tylko skutek, którego też można było uniknąć. Przyczyną kłopotów jest zła koncepcja i projekt Stadionu Narodowego. Początkowo, jeszcze za kadencji minister sportu Elżbiety Jakubiak, zakładano stadion bez dachu nad murawą, Mirosław Drzewiecki optował za dachem. Miejmy nadzieję, że nie chodziło znów o to, "by miś był na miarę naszych możliwości". Jednak nawet prezes NCS Robert Wojtaś przyznaje, że inna konstrukcja dachu byłaby lepsza. Przy jej wyborze kierowano się pośpiechem, by zdążyć na czas z budową stadionu, a dobór lekkiego dachu dawał na to większe szanse i na dodatek był relatywnie tani. W efekcie dachu nie można używać wtedy, kiedy jest to najbardziej potrzebne, czyli gdy pada deszcz albo śnieg. Na wszelki wypadek trzeba zawsze dach zasuwać wcześniej, bo jak pojawi się niespodziewana burza, to meczu nie da się rozegrać.
Sprawa z dachem od dawna jest podejrzana. Już podczas prób przed Euro 2012 z dachem były problemy i wszyscy drżeli na myśl o jego użyciu. W efekcie mamy typowo polski paradoks. W czerwcu w upale Polska grała z Grecją przy zamkniętym dachu (UEFA wiedziała, że nie da się go zasunąć podczas deszczu?). We wtorek, gdy była ulewa, dach był otwarty, a w środę, gdy wyszło słońce, na mecz z Anglią trzeba było go zamknąć. Około 300 mln zł na dach w praktyce wydano więc bezsensownie. A można było za te pieniądze zrobić wysuwaną bieżnię, dzięki której stadion byłby wielofunkcyjny i pozwalał nam na staranie się o mistrzostwa świata czy Europy w lekkoatletyce, czy nawet igrzyska olimpijskie. A tak mamy w odległości dwóch kilometrów dwa drogie typowo piłkarskie stadiony - Narodowy i Legii. Kto bogatemu zabroni. Cztery lata temu zadzwonił nawet do mnie minister Drzewiecki i spieraliśmy się o jego koncepcję stadionu typowo piłkarskiego.
Kłopoty z (nie)potrzebnym dachem nie miałyby większego znaczenia, gdyby na Narodowym była dobra stała murawa z odpowiednim drenażem jak na większości stadionów świata. Niestety, jest fatalna. Znów kłania się zła koncepcja zakładająca umiejscowienie murawy na betonie nad parkingiem i zdejmowanie jej między meczami. Jest to droga sprawa (jedna wymiana to minimum 500 tys. zł), a taka wymieniana trawa jest w fatalnym stanie, nawet gdy nie pada deszcz, jak podczas meczu z RPA. W trakcie Euro 2012 odwoływano treningi przed dwoma meczami (Rosja - Grecja i Czechy - Portugalia) ze względu na kiepski stan płyty boiska. NCS doprowadziło do sytuacji, że na mecz z Anglią murawa była znacznie cieńsza niż podczas Euro, wyrzucono część drenów i stąd jej tragiczny stan.

Drugim powodem kłopotów z murawą jest błędny plan szefów NCS co do sposobu układania trawy. Zapowiadali unikalny, wspaniały system. Trawa miała być przechowywana poza stadionem w specjalnych donicach i rozkładana na płycie tak, jak układa się panele na podłodze. Jak się jednak okazało, rozgrywanie meczów na takiej murawie jest niezgodne z zaleceniami FIFA i trawa musi być układana w tradycyjny sposób, a wtedy jest... zbyt miękka.

Megaskandalem, bardzo słabo eksponowanym przez media, jest to, że na Narodowym nie mogą grać polskie kluby. W lutym głośna była sprawa odwołania meczu o Superpuchar Polski, później nie było zgody NCS i policji na rozegranie tam finału Pucharu Polski. Nikt z planujących nie pomyślał, aby na obiekcie było możliwe oddzielenie sektorów dla kibiców dwóch drużyn. Sytuacja jest kuriozalna, bo na stadionie mogą zasiadać razem kibice z Polski i Rosji albo Anglii, a z Legii i Lecha już nie. Klubowi piłkarze i kibice nie mogą korzystać ze stadionu, do którego jako podatnicy także się dokładali. Przypomnijmy też, że termin oddania stadionu był dwukrotnie przesuwany po problemach ze schodami kaskadowymi, dlatego mecz Polska - Niemcy został przeniesiony do Gdańska, a zawody Red Bull X-Fighters do Poznania.
Najbardziej przerażająca jest jednak wizja, że do Narodowego przez wiele lat trzeba będzie dokładać, a już od Euro miał na siebie zarabiać, co jest dziś nierealne (roczne utrzymanie obiektu kosztuje około 35 mln zł). Już podczas Euro 2012 ministra Mucha sygnalizowała, że potrzeba jeszcze dwóch lat na dokończenie prac, by zaplecze stadionu było w pełni przystosowane do wykorzystania go w komercyjny sposób. W obliczu procesu sądowego z wykonawcami nawet ten termin jest mrzonką.

Meczów, koncertów i innych imprez odbywa się na razie zbyt mało, by pokryć choć połowę kosztów utrzymania. Mucha mówiła też podczas Euro, że nie jest przesądzone to, że Narodowym zarządzał będzie NCS. Sygnalizowała, że może mieć inny pomysł na wykorzystanie stadionu tak, by na siebie zarabiał, niż panowie Kapler i Wojtaś, były i obecny szef NCS. To może oznaczać wkrótce zmiany personalne w NCS. Natomiast żądanie dymisji Muchy ze względu na wady stadionu i wtorkowy skandal jest nieuzasadnione (znalazłyby się lepsze powody). Bo nie odpowiadała za projekt Narodowego. Ludzie odpowiedzialni za wady stadionu już zostali zdymisjonowani (minister Drzewiecki i prezes NCS Kapler) lub odchodzą (Marcin Herra, prezes spółki PL.2012, która kończy działalność). Ironia losu polega na tym, że Kapler i Herra za swoje działania związane z Narodowym dostali... bardzo wysokie premie.

Andrzej Janisz z Polskiego Radia żartował we wtorek, że "rządu Tuska nie obaliła sprawa Amber Gold i inne afery, ale stanie się tak przez dach na Narodowym", ale wygląda na to, że sprawa ucichnie i aż takich konsekwencji nie będzie. Ciągle jednak, siedząc na trybunach, stukam nogą w beton, sprawdzając, czy nic się nie wali. Król Kibiców i budowlaniec Andrzej Bobowski z Pawłem Zarzecznym wieszczyli, że zbudowany na bagnach Narodowy może się kiedyś zapaść pod ziemię. Biorąc pod uwagę osunięcie się piachu i zalanie wodą tunelu metra (nieopodal Narodowego) oraz to, jak wykonane są murawa, dreny i dach stadionu, nie jestem taki pewny, że to tylko ich ułańska fantazja i prowokacja.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
sceptyk
a dokładniej 385 mln DM (10 lat temu) przy podobnej ilości miejsc.
p
polo
W takiej sytuacji tylko niezależna od reżimu prokuratura powinna wyjaśnić
kto POdp...... kasę.
Tyle, że w obecnej sytuacji takiej nie ma.
p
pot
Czy tu jest cenzura?
p
pot
Jasna cholera... Co to za trol? Co to za gazeta?
Ten idiota bełkocze po PiSiemu i podgryza złośliwie Polskę.
p
pot
Ja piernicze... Co to za trol? Co to za gazeta?
Ten idiota bełkocze po PiSiemu i podgryza złośliwie Polskę.
p
pot
Ja piernicze... Co to za trol? Co to za gazeta?
Ten idiota bełkocze po PiSiemu i podgryza złośliwie Polskę.
Dodaj ogłoszenie