Jak wykuwał się polski internet. Recenzja książki "E-wangeliści"

Arlena Sokalska
"E-wangeliści" to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chce coś wiedzieć o sieci lub coś w niej zdziałać w przyszłości.

Czym różni się amerykański internet od polskiego? W zasadzie niczym, tyle że ten pierwszy zaczął się w garażu. To oczywiście żart, ale w prawie każdej historii związanej z początkami internetu pojawia się takie właśnie miejsce akcji. Jeff Bezos, z zawodu analityk finansowy, twórca Amazon.com, zaczynał w garażu. Panowie Steve Jobs i Steve Wozniak firmę Apple też założyli w garażu i tam składali pierwsze komputery. Larry Page i Siergiej Brin, twórcy Google'a, wynajęli garaż i tam pracowali nad algorytmami wyszukiwania. Chad Hurley, Steve Chen, Jawed Karim również w garażu odpalili Youtube.com.

Polskie historie są równie barwne, choć nie pojawia się w nich słowo "garaż". Może dlatego, że z oczywistych powodów wszystkie najważniejsze polskie inicjatywy związane z internetem powstawały parę lat później niż te amerykańskie. Również poziom polskich garaży z pewnością odbiega od amerykańskich standardów. Co nie zmienia faktu, że początki polskiego internetu są równie fascynujące, ale zdecydowanie słabiej udokumentowane. Tym bardziej każdego, kto interesuje się internetem trochę bardziej niż przeciętny jego użytkownik, musi ucieszyć książka "E-wangeliści. Ucz się od najlepszych twórców polskiego internetu" autorstwa Tomasza Ciska i Pawła Nowackiego.

Tym bardziej że młodzi ludzie, którzy dziś zaczynają studia, są już pokoleniem, dla którego internet istniał od zawsze. Dla wielu z nich niewyobrażalny jest świat bez sieci. To już nawet nie jest "pokolenie neostrady" (neostrada to jedna z pierwszych usług szerokopasmowego internetu, w połowie ubiegłej dekady mroczny przedmiot pożądania każdego, kto wiedział, czym jest internet), to ludzie, dla których szybki transfer danych w komórce jest czymś oczywistym.

Allegro, Wirtualna Polska, Onet, Merlin, Gadu-Gadu - niektórym się wydaje, że te firmy istnieją od zawsze. Ale początki nie zawsze były łatwe, a pomysły ewoluowały

A mało kto pamięta, jak to wszystko wyglądało w połowie lat 90., kiedy o internecie w Polsce wiedziała garstka ludzi, a jeszcze mniej z niego korzystało. Na początku był dostępny tylko na uniwersytetach. Jeden z bohaterów "E-wangelistów" Arkadiusz Osiak, współtwórca Money.pl, opowiada o swojej pierwszej przygodzie z siecią tak: "Pierwszy raz połączyłem się już w liceum, jeszcze nie z internetem, bo to się nie nazywało internet, tylko BitNet - taki protoplasta internetu w Europie. Wtedy udało nam się, razem z naszym nauczycielem, wysłać jakiegoś mejla gdzieś do Szwecji". I dalej opowiada, jaką okazją były studia na Politechnice Wrocławskiej parę lat później, bo uczelnia miała stałe łącze - i to przez światłowód. Tak to wtedy wyglądało. Nieliczni dziś pamiętają moment, kiedy TP SA udostępniła pierwszy w Polsce dial-up dostępny dla wszystkich. Szczytem techniki był wtedy modem 28,8 kbit/s, a szczytem techniki 33,6kbit/s dysponowali nieliczni szczęśliwcy. Szczęśliwcami byli też ci, którym dial-up nie zrywał się co kilka minut.

Najpopularniejszą i jedną z niewielu wyszukiwarek była AltaVista, a najpopularniejszym portalem Yahoo. A w kraju? Wszyscy wówczas zakładali sobie mejle w zapomnianej już dziś zupełnie domenie Free.polbox.pl. Polbox powstał w pamiętnym 1995 r., tym samym, w którym powstała AltaVista, Amazon, eBay. To również rok, w którym Microsoft wypuścił pierwszego Internet Explorera (a wszyscy używali Netscape'a), a w Polsce powstało Centrum Nowych Technologii, czyli późniejsza Wirtualna Polska. Rok później, w 1996 r., powstał w Izraelu ICQ (sama posiadałam w nim tylko pięciocyfrowy numer, więc doskonale pamiętam te czasy), pierwszy komunikator internetowy, pierwowzór późniejszego Gadu-Gadu, które zna chyba każdy polski internauta. Jak powstał - opowiadają w książce "E-wangeliści" dwaj jego twórcy Piotr Pokrzywa i Krzysztof Szalwa.

Takich opowieści w "E-wangelistach" jest kilkanaście, a jedna bardziej smakowita od drugiej. Czy wiedzieliście, że Allegro.pl początkowo miało się nazywać Zatoka.pl (od eBay.com), ale ktoś na Pomorzu wcześniej zarejestrował taką domenę? Przyznam szczerze, nie miałam o tym pojęcia, zwłaszcza że Arjan Bakker, twórca tego pierwszego polskiego serwisu aukcyjnego, dotychczas nie udzielał wywiadów. W książce opowiada ze szczegółami, jak to było z Allegro. Nie mniej fascynująca jest opowieść o początkach O2.pl i o tym, jak na komputerze Pentium 133 Mhz "chodziło" 30 tys. kont pocztowych. Jacek Świderski opowiada o tym tak: "Cały Konin miał wtedy dwumegabitowe łącze do internetu. My mieliśmy wykupiony jeden megabit. W pewnym momencie okazało się, że mieszkańcy Konina skarżą się, że nie działa im internet. Nikt nie wiedział dlaczego, podczas gdy my wysycaliśmy 50 proc. łączy całego miasta". Dziś nie do pomyślenia.

Jeśli ktoś jest ciekawy, jak to z tym internetem było, przeczytać "E-wangelistów" musi. To również lektura obowiązkowa dla tych, którzy sami przez lata wbijali się do sieci za pomocą modemu telefonicznego. Ale to także ważna książka dla tych, którym po nocach marzy się, że będą kreatywni niczym Mark Zuckerberg i w końcu podbiją internet. W końcu uczyć się trzeba od tych, którym się udało.

"E-wangeliści. Ucz się od najlepszych twórców polskiego internetu", Tomasz Cisek, Paweł Nowacki, wyd. Helion

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie