Jak w czeskim filmie: jedna ręka nie klaszcze

Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny Fot. Polskapresse
No więc tytuł mnie zafrapował. Tytuł czeskiego filmu: "Jedna ręka nie klaszcze". Sam bym oczywiście na to nie wpadł, ale jakiś czas temu zaprosiła mnie nań atrakcyjna dziewczyna, miało to być chyba jakimś elementem gry wstępnej…

Tak właśnie pomyślałem, zatem siedząc w fotelu (ona wybrała ostatni rząd, dość przebiegle), zacząłem się nią interesować, dokładnie w taki sam sposób, w jaki interesują się widzowie z ostatnich rzędów w wieku od lat 15 do 75… No i… - jednak zerknąłem na ekran, bo jakoś w drugiej minucie zaczęli grać Smokie swój hit "Igły i szpilki", oczywiście po czesku, więc zaczęło być zabawnie… No i nagle - wessało mnie! Świat wokół przestał istnieć i wmaszerowałem w krainę absurdu, groteski, tragikomedii, czegoś na wzór najlepszej czeskiej, kultowej - "Nikt nic nie wie". Tylko nasi sąsiedzi potrafią o sobie śmiesznie i mądrze zarazem, obraźliwie, bezwstydnie. Często powtarzam Olafowi, że przy tylu jego filmach jeden wart jest naprawdę zapamiętania - właśnie czeski "Zabić Sekala", w którym gościnnie daje nie tylko twarz, razem z Lindą… Tam jest nie wygłup, a życie, które zamieszkują sami tchórze i bandyci, a sąsiedzi donoszą i wydają sąsiadów.

"Jedna ręka nie klaszcze" ma w sobie nastrój "Fargo" braci Coen, a William Macy i Steve Buscemi zyskują godnych naśladowców w osobach trzech znacznie bardziej zidiociałych, acz budzących sympatię kretynach - to aż trzej durnie: Machacek, Trojan i szczególnie Taclik. Przyznacie, nazwiska te nic nie mówią, twarze też. Dokładnie tak. Dlatego czeskie kino przebija hollywoodzkie, bo jest prawdziwsze. No nic, nie będę zabierał chleba krytykom filmowym (recenzje w necie są jednak zgodne z tradycją - złe, a ja zgodnie z tradycją kocham jedynie te filmy, które mają najmniej gwiazdek, to się chyba zaczęło od "szóstkowania" każdego gniota Wajdy lub Holland, lub kogokolwiek z tej parafii). Zresztą podzielam tu zdanie, także mnie dotyczące: "Krytyk i eunuch z jednej są parafii, każdy wie jak, ale nie potrafi". Oczywiście siebie jako eunucha nie mam na myśli, dwójka dzieci jaskrawo temu zaprzecza…

"Jedna ręka nie klaszcze" to wcale nie odniesienie do ulubionego przez bohatera obcinania rączek. Jedna ręka nie klaszcze - ja tak to sobie tłumaczę - to sytuacja, w której coś niby dzieje się dobrego, ale szału nie ma, a na końcu wtopa. Jak mówią młodzi - dobrze jest, performuje, zbazowana, ale… dupy nie urywa. Całkiem jak z nominacją Waldemara Fornalika na selekcjonera, czyli posadę kilka dni w roku ważniejszą od teki premiera, nie mówiąc już o żyrandolu prezydenta.

Otóż moja jedna ręka nie klaszcze, bo jest to wybór fatalny, nacechowany prywatą, krótkowzrocznością, ot - mamy takiego jednookiego króla wśród ślepych. Każdy, kto brał kiedykolwiek udział w konkursie, w przetargu, w czymkolwiek wymagającym obiektywnej oceny - był świadkiem manipulacji, kantów, eliminowania ofert i kandydatów lepszych. Tak sobie tłumaczę, pocieszam, że dlatego nigdy nie dostałem żadnej nagrody, choć zawsze byłem najlepszy (pośmiertne to sobie darujcie, w dupie to mam). No i ten Fornalik, podobno chłop miły (a co to ma do rzeczy właściwie, czy za to będziemy mu płacić stówkę miesięcznie?), nigdy nie wygrał nic poza mistrzostwem Górnego Śląska. A nie wybrano do konkursu takiego Nowaka (ten wygrał mistrzostwo Stanów i ograł takie Chelsea z Mourinho), nie wybrano Macieja Skorży (dwa tytuły z Wisłą, trzy Puchary z Legią i Groclinem), awans do fazy pucharowej ligi Europy (pamiętacie 3:2 Legii w Moskwie?), i dziewięć lat młodszy od Fornalika…

No więc konkurs na selekcjonera to była lipa, wystarczy prześledzić dwa międzypaństwowe mecze WF (oj, prawdziwy wuefista nam się trafił!) - 1:3 i 0:3 z Austrią Wiedeń (ładny transparent wywiesili tam kiedyś legioniści: "Gdyby nie my, to byście wszyscy dzisiaj mówili po turecku!"). No więc jeżeli on ma nas, ten pan WF, poprowadzić do wygranej z Anglią (ostatni nad nimi triumf 39 lat temu), to mówię szczerze - mission impossible. Zresztą tak sadzą chyba i kibice, zdając sobie sprawę, że bardziej przydałby się choć jeden dobry środkowy pomocnik potrafiący podać dalej niż na 15 metrów albo kopnąć z 30. To pierwsze potrafi jako tako Lewandowski, ale przecież sam do siebie podawać nie może, nie jest świętym Franciszkiem i zdolności bilokacji, czyli bycia w dwóch miejscach naraz, nie posiada. A kopa nie ma u nas nikt. Tak więc wybrano nam w zastępstwie atrapę, wyrób czekoladopodobny, ersatz…
Owszem, i tak czasem bywa. Angole wybrali niedawno Hodgsona z WBA (brak wyników dostrzeżonych gdziekolwiek), który nawet nie umie mówić po angielsku, ale jak wiadomo - za nimi nie trafi nikt, Monthy Python… A inni? Francuzi po przesławnym laniu wzięli Deschampsa (mistrz świata, Europy, taki waleczny, acz kurduplowaty nieco Korsykanin, niczym… Napoleon!). A Holendrzy po klęsce - van Gaala (CV ma trochę lepsze od naszego wuefisty: cztery razy mistrz Holandii, dwa razy Hiszpanii, raz Niemiec, do tego Liga Mistrzów, wrr, już im zazdroszczę!). No, ale u nas grupa śląska postanowiła zrobić sobie dobrze, i Ruchowi też. Piechniczek, były zawodnik tego klubu, wiceprezes PZPN od wybierania (bo nie od szkolenia, u nas się nie szkoli), Bugdoł, były chorzowski masażysta, wiceprezes od kasy, no i Lato et consortes liczący na głosy Śląska w wyborach. Ja tam do Śląska nic nie mam, ale zawsze dominacja jednego regionu źle wpływa na pozostałe, a równomierny rozwój nie powinien być jedynie hasłem z ekonomii chyba. Ale mogę sobie tylko pogadać, jak zawsze.

Ślązacy zresztą też podzieleni, niektórzy za taki region uważają jedynie Opolszczyznę, inni Wrocław z przyległościami, Górny Śląsk po najeździe robotników z całej Polski też nie jest już Katangą, właściwie zaczął się błyskawicznie polonizować, a setki tysięcy wyjechały do "efu" - czyli do enerefu... Gdzieniegdzie jednak odrębność przetrwała, taka zaskakująca w XXI w. plemienna solidarność eliminująca inaczej urodzonych i inaczej myślących. Mój serdeczny przyjaciel, wieloletni prezes Ruchu Krystian Rogala opowiadał mi kiedyś, jak zagłosował w wyborach na najlepszego piłkarza Polski na… Deynę. I mówi - koledzy znienawidzili mnie. A na kogo miałem głosować, na "Gucia" Warzychę? Bronka Bulę? Według nich powinienem głosować na Cieślika. Ale gdzie jego wyniki, a gdzie Deyny, no, bądźmy poważni!

No więc tak to jest, odrębność śląska czasem dla reszty Polski bywa szorstka (największy transparent na Ruchu, klubie założonym przez Polski Komisariat Plebiscytowy z Korfantym to… "Oberschlesien", chichot diabła jakiś). Jak w tym wygwizdywaniu Deyny na Śląskim w Chorzowie, gdy walił gola Portugalii z rzutu rożnego. Albo w tej słynnej pocztówce Blauta ze zgrupowania kadry, do domu: "Meine Liebe Mutter, ja tu som, a reszta Poloki!". No więc moja jedna ręka nie klaszcze, bo jak konkurs, to wolałbym więcej kandydatów, a nie jednego. I tego drugiego, Engela, który zgłasza niemal sam siebie… No cóż, w wielu firmach dobór kadr wygląda podobnie - żona ministra, kochanka prezesa, znajomy z urzędu, kumpel z podstawówki, ziomal, ładna dupa... Czy nie podobnie wygląda dobór w Sejmie? W Radzie Ministrów? W TVP? Na poczcie? Wszędzie?

Zamiast Waldemara trzeba było raczej poszukać kogoś w rodzaju Voldemorta, czyli czarnoksiężnika. Poznałem go. Śmieszna sprawa, ale dwustronicowe streszczenie książki pani Rowling pozwala zaoszczędzić około 30 godzin na czytanie całości. Według mnie to już strata czasu, jak chcecie coś na ten sam temat, ale napisane dużo piękniej, krócej, do tego zapomnianym już literackim językiem, polecam Ursulę Le Guin i "Czarnoksiężnika z Archipelagu", w przekładzie Barańczaka.
Ale do rzeczy, czyli do magii. Otóż Voldemort zatrudniony przez PZPN musiałby najpierw skasować Harta, Cole'a, Younga, Welbecka, Rooneya, Walcotta, Terry'ego i wtedy może mielibyśmy jakieś niewielkie szanse w eliminacjach na mundial. Chociaż - i na czarnoksiężników bym przesadnie nie stawiał.

Oto skojarzyłem w tej chwili, że w NBA jest przecież ekipa Washington Wizards właśnie, czyli… Czarnoksiężników. Gra - beznadziejnie, mimo że w pełnej zazwyczaj hali w Chinatown. Nic im nie pomaga, nawet zatrudnienie Michaela Jordana, który jako Czarnoksiężnik zagrał tam swoje ostatnie dwa w życiu sezony - tragiczne, podobnie jak jego rządy (został mniejszościowym właścicielem). Co ciekawe - lepiej grali ludzie z DC pod dawną nazwą Bullets, czyli Pociski, zaskakiwali wtedy… doborem kadr! Mieli na przykład dwóch najwyższych ludzi w NBA - to Manute Bol i Gheorghe Muresan, obaj, Sudańczyk i Rumun, po 231 centymetrów! Ale mieli i najniższego w dziejach NBA - Tyrone Boguesa, 160 centymetrów! I zaliczał bloki! I został mistrzem świata z reprezentacją USA! No tak, ale jak tylko przemienili się w Czarnoksiężników, skończyli w sumie jak Voldemort, marnie.
Zresztą i z nazwą mieli pecha - dominujący w stolicy Afroamerykanie (tam nawet na Murzyna nie można powiedzieć Murzyn) protestowali - bo Wizard to ponoć żołnierz Ku-Klux-Klanu… Hi, hi, hi, tam w ogóle są jaja - mają futbolowy sławny zespół Redskins, Czerwonoskórych, przeciwko którym nie protestowali Indianie (zdążono ich wybić, a resztę zamknięto w rezerwatach, taki to postępowy kraj ta Ameryka), ale protestowali… znów Murzyni, że ich się tam nie zatrudnia. I pierwszy raz w dziejach administracja (Kennedy'ego) kazała ich pozatrudniać, nazwano to uczenie desegregacją (państwo ingerowało w prywatny biznes - to się u nich nazywa wolnym rynkiem). Ale do rzeczy - nazwy bywają mylące, jak ludzie przede wszystkim. Zawsze można się oszukać.

Ja z tym naszym Waldkiem marzę, żebym oszukał się tak jak z każdą kobietą - tylko, na Boga, na odwrót! Niech zaczyna się nieufnie, ostrożnie, wątpiąco, źle, ale potem niech będzie lepiej, coraz lepiej, a wreszcie wspaniale! Gdy z żonami zazwyczaj obowiązuje niestety zmiana na gorsze, stąd rozwody na świecie i stąd chyba przestroga mojego kumpla, którą wam nieodpłatnie przekazuję: "Zapamiętaj, Paweł! Z kim innym się żenisz, a z kompletnie kim innym rozwodzisz!". Oj, oj, sorry, że ja tak ciągle nie najlepiej kojarzę kobiety, choć kocham tylko je przecież, uszczęśliwię tyle, ile Bóg pozwoli (Buchwald), ale nie jestem przecież sam. We wspomnianym "Jedna ręka nie klaszcze" też pokazane są, no, nie najciekawiej, to znaczy w kretyństwie dorównują mężczyznom… I jest tam zaskakująca, mocna scena - młoda dziewczyna smaruje sobie dżemem, hm, powiedzmy, że srom - a następnie… woła pudelka, który dobrze jest wytresowany i ładnie się między udami mieści... Tak pomyślałem, równie obrzydliwie, czy nie z tego wzięła się popularność yorków… Chyba tak, kupiłem niegdyś dwa i każda z dziewcząt nie mogła się nadziwić, jak cudnie całują… piersi. Najwidoczniej lepiej ode mnie. Bo krytyk i eunuch z jednej są parafii, każdy wie jak, ale nie potrafi…

No dobra, w finale "Jedna ręka nie klaszcze" w wydaniu tragikomicznym, w sam raz na wakacyjne zakończenie. Taclik, niezwyczajny dureń (za głupi nawet na sklepowego ochroniarza, choć człek przyzwoity) zaszywa sobie ranę na czole. I kłuje igłą z dołu do góry, raz za razem, przebija skórę… Krew się sączy… Czuć ból, bo to wszystko w domu, bez znieczulenia…
A siedząca obok dziewczyna nagle pyta?

- Hej, a nie powinieneś do tej igły włożyć jakąś nitkę?

No więc Fornalikowi przydałby się jeden środkowy pomocnik. A najlepiej jak u Hiszpanów - od razu sześciu.
To już wiecie, jak wiele nam brakuje. I dlaczego dziś moja jedna ręka nie klaszcze.

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

I
Ivica
Pamiętam mecz G-Dyskobolia z MC i po remisie w Anglii 1:1 i 0:0 w Grodzisku.
Widziałem "literatów" polskich stron piłkarskich jak mieszkali sok pomarańczowy z wódą pól na pól i na stanowisku robili super miny,szczególnie przy wymianie kolejnej szklanicy.
Wgłębi restauracji siedział sobie P.Zarzeczny z czarującą rudą pięknością i kończył sączyć ze znwstwem smakosza butekę Martella zachowując świadomość wielkich wydarzeń ,awans polskiej piłki w rozgrywkach Ligi Mistrzów.Znawca życia,ludzi i polskiego sportu!
Facet z klasą!
J
Ja-nek
Jak zwykle!Dużo ale mało tresciwie!"Pan" ewidentnie cierpi na.....slowotok!Może medyk cos pomoże?ps niestety to nie jedyna "pana" przypadłośc a....jedna z wielu!Jak żyć.jak życ......?
k
kana
paweł odstaw wódę bo zaczynasz bredzić, napisz coś na trzeźwo
m
mIrAs
Trafne - jak zwykle ( wiele ich czytałem ) - przewidywania dotyczące selekcjonera . Jednak byłoby super, gdybyś - tym razem - się mylił :)
l
lolo
Napoleon nie był kurduplowaty, kurduplowata tłusta świnio.
a
andabata
jeszcze Ziemkiewicz i czasem Urban (z ławki)
K
Kibol442
Tylko Paweł Z. i S. Michalkiewicz.
Dodaj ogłoszenie