Jak USA oceniają Polskę. Depesze WikiLeaks wyciekają przed wyborami

Redakcja
W depeszach WikiLeaks można znaleźć opinie Amerykanów m.in. o Antonim Macierewiczu, Jarosławie Kaczyńskim i Donaldzie Tusku
W depeszach WikiLeaks można znaleźć opinie Amerykanów m.in. o Antonim Macierewiczu, Jarosławie Kaczyńskim i Donaldzie Tusku Wojciech Barczyński/Polskapresse
Macierewicz? "Łowca czarownic" i "antykomunistyczny podżegacz". Tusk? "Miał opinię politycznego lekkoducha, ale szybko się uczył". Amerykańskie depesze WikiLeaks wywołują burzę polityczną, tym bardziej że ukazują się tuż przed wyborami.

Choć główny wysyp depesz WikiLeaks miał miejsce ponad rok temu, w lipcu 2010 r., to polska polityka zaczęła żyć ich zawartością tuż przed tegorocznymi wyborami. Zapewne z tego właśnie powodu w ostatnim czasie pojawiło się więcej informacji dotyczących naszego kraju. Ostatnio sporo emocji dostarczyła depesza pochodząca z 2008 r., z której wynika, że szef polskiej dyplomacji miał powiedzieć, iż "Niemcy to koń trojański Rosji w Europie". MSZ postanowiło nie komentować tych informacji.

CZYTAJ TEŻ: Wikileaks: USA i Polska próbowały wspólnie wyciszyć sprawę więzień CIA

Wcześniej dowiedzieliśmy się, co Amerykanie myśleli o Donaldzie Tusku jesienią 2007 r., gdy zostawał premierem. "Tusk z natury jest powściągliwy. Bardzo długo miał reputację politycznego lekkoducha, bez doświadczenia w ciężkiej administracyjnej pracy. To przyczyniło się do jego porażki w 2005 r. Ale szybko się uczył - zdominował PO, a potem zaskoczył Kaczyńskiego agresywną postawą podczas debaty. Dzięki temu wygrał i dostał misję tworzenia rządu" - pisała o Tusku ambasada USA do centrali. Ambasador Victor Ashe informuje też o tworzeniu rządu i wymienia kandydatów na stanowiska ministrów. "Oczekujemy, że nowy rząd będzie silnym i pewnym sojusznikiem USA, łatwiejszym w pewnych aspektach niż odchodzący rząd Kaczyńskiego, ale przedstawiającym swoje własne wyzwania" - pisał ambasador. Wypłynęła też depesza dotycząca afery hazardowej. Autor depeszy nazywa aferę "największym skandalem korupcyjnym w ciągu dwuletnich rządów premiera Tuska". Amerykański dyplomata dodaje, że premier Tusk zareagował szybko, by przywrócić zaufanie opinii publicznej do swojego rządu, świadomy "głęboko zakorzenionej nieufności Polaków do klasy politycznej". Zdymisjonował m.in. swojego "bliskiego przyjaciela i prawą rękę wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych Grzegorza Schetynę".

CZYTAJ TEŻ: Dyplomaci USA o Fotydze: O wszystko pyta prezydenta Kaczyńskiego, MSZ to 'czarna dziura'

Dyplomata ocenił też, że "podczas gdy działania Tuska po skandalu były dobrze widziane, opozycja i niektóre organizacje pozarządowe oskarżały go o próbę odwrócenia uwagi od samego skandalu". Pytany o te doniesienia Donald Tusk stwierdził, że nie czuje się zakłopotany depeszami ujawnianymi przez WikiLeaks, dotyczącymi polskiego rządu. - Przeczytałem tam wyraźny komplement pod adresem rządu, że działał radykalnie i twardo, szczerze powiedziawszy, pod swoim adresem - mówił szef rządu.
Wiemy też, jak Amerykanie oceniali prezydenta Lecha Kaczyńskiego tuż przed jego wizytą w USA w 2006 r. Ambasador Ashe pisał, że Kaczyński jest "mało spontaniczny" i może sprawiać wrażenie "sztywnego" w porównaniu z poprzednim prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Ostrzegał, że prezydent jest "wyczulony na wszelkie objawy braku respektu lub obrazy". Podkreślił jednak jego proamerykańskie nastawienie: "Jego determinacja, by w drugim miesiącu urzędowania odbyć podróż do Waszyngtonu, tuż po wyprawie do Watykanu, jest dowodem jego głębokiej admiracji dla USA" - pisał. Nie wykluczał też, że polski prezydent podniesie temat wiz dla Polaków i radził prezydentowi George'owi W. Bushowi, by nie składał jednoznacznej deklaracji w tej sprawie.

CZYTAJ TEŻ: Wikileaks: Tusk bał się Rosji i dlatego zabiegał o spotkanie z Obamą

Znacznie gorzej ambasada oceniała ówczesną szefową MSZ Annę Fotygę. Według depesz Amerykanie uważali, że jest osobą o małym doświadczeniu w polityce zagranicznej, a jej lojalność jest ważniejsza od kompetencji, a do MSZ wprowadza atmosferę podejrzeń i niepewności. "Preferowane przez Kaczyńskich dość ograniczone i zamknięte podejście, pragnienie wzmocnienia prezydentury i kładzenie większego nacisku na lojalność niż wiedzę czy doświadczenie wywierają nacisk na zawodowców z MSZ" - napisali amerykańscy dyplomaci. Sama Fotyga uznała te doniesienia za manipulację wyborczą.

Ale najbardziej oberwał Antoni Macierewicz. Dyplomata notkę do centrali napisał po słynnych słowach Antoniego Macierewicza, który latem 2006 r. stwierdził, że większość z byłych ministrów spraw zagranicznych była "agentami sowieckich służb specjalnych". W depeszy ambasador USA nazywa go m.in. "łowcą czarownic" i "antykomunistycznym podżegaczem", a "nieodpowiedzialne ataki Macierewicza stworzyły zatrutą atmosferę wokół Ministerstwa Spraw Zagranicznych".
W WikiLeaks pojawiają się też doniesienia m.in. o Janie Krzysztofie Bieleckim, a także Kazimierzu Marcinkiewiczu określanym jako "człowiek o otwartym umyśle, który stara się łapać świat".
W innych depeszach pojawia się także wątek więzień CIA na terenie naszego kraju. Wynika z nich, że Polska i USA zastanawiały się wspólnie, jak tę sprawę skutecznie wyciszyć.

Karolina Wrońska

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
PL

Pisiory zniekształcają obraz Polski. Niestety!

T
Tow. Macjarenkov

Czy ktoś wyjaśni jakie siły z zewnątrz były zainteresowane rozbiciem polskich służb specjalnych???

K
Kali
Jak ujawnia "Super Express", z podanych przez portal WikiLeaks depesz amerykańskich dyplomatów wynika iż Jan Krzysztof Bielecki, obecnie szef Rady Gospodarczej przy premierze, otwarcie mówił, że część służby zdrowia może zostać sprywatyzowana, a USA mogą dzięki temu robić u nas interesy.

"Super Express" opisuje, że ujawniona depesza dotyczy rozmowy Jana Krzysztofa Bieleckiego z amerykańskim ambasadorem w Polsce Lee Feinsteinem. Do spotkania doszło 21 stycznia 2010 roku i, jak się okazuje, dyplomata napisał z niego obszerną relację. Opisuje Bieleckiego jako bardzo wpływowego człowieka, który ma "bezpośredni dostęp do premiera Tuska i ma dobre kontakty".

Bielecki przewiduje prywatyzację części majątku służby zdrowia. Jest zdania, że dla amerykańskich inwestorów z doświadczeniem w branży służby zdrowia jest wiele obiecujących możliwości, a przywództwo USA mogłoby być pomocne w trwającym już teraz częściowym procesie prywatyzacji -- czytamy w depeszy sporządzonej przez ambasadora.

Marek Balicki, były minister zdrowia, polityk SLD komentuje: Ta depesza to dowód na to, że rząd jednak myśli o prywatyzacji służby zdrowia. Platforma Obywatelska zaprzecza oficjalnie, ale za kulisami robi zupełnie co innego. Co więcej, to się już dzieje.
S
Sokrates

Przecież przeciętnie rozgarnięty obywatel ma identyczne zdanie na temat tych polityków.Amerykanie więc nie odkryli Ameryki.

c
cezar

świat się śmieje.

n
neron13

Cała "mocarstwowa" polityka PiSu widziana jest z właściwej perspektywy, jako polityka ujadającego szczeniaczka, na którego trzeba spoglądać aby się nie rozpanoszył zanadto ale spoglądać z rozbawieniem lub irytacją. Złość lub respekt są zastrzeżone dla prawdziwych graczy.

Dodaj ogłoszenie