reklama

"Jak u Cyganki w tobołku", czyli Krzysztof Głowacki będzie bił się o pas(y)

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Zaktualizowano 
24.06.2017 gdansk,  hala ergo arena, polsta boxing night 7 - nowe rozdanie nz. krzysztof glowacki  - hizni altunkaya  fot. karolina misztal / polska press / dziennik baltycki
24.06.2017 gdansk, hala ergo arena, polsta boxing night 7 - nowe rozdanie nz. krzysztof glowacki - hizni altunkaya fot. karolina misztal / polska press / dziennik baltycki Karolina Misztal
Federacja WBO nakazała powtórzenie kontrowersyjnie zakończonej walki Krzysztofa Głowackiego z Mairisem Briedisem. Z kolei organizacja WBC wyznaczyła Polaka do pojedynku o swój pas. - Na miejscu Krzyśka wybrałbym drugą opcję - ocenił były medalista mistrzostw świata i Europy Grzegorz Skrzecz.

W czerwcu Krzysztof Głowacki (31 zwycięstw - 19 przez nokaut - i dwie porażki) przegrał półfinałowe starcie turnieju World Boxing Super Series z Mairisem Briedisem (26-1, 19 KO) i stracił pas tymczasowego mistrza świata WBO w wadze junior ciężkiej. Walka zakończyła się szeregiem błędów sędziego, a bardziej poszkodowanym był Polak. Jego obóz złożył skargę do federacji WBO. Po dochodzeniu i przesłuchaniach władze portorykańsko-dominikańskiej organizacji nakazały powtórzenie starcia w ciągu 120 dni.

- Po takim czasie nie wiem, jaki to ma sens. Tym bardziej, że inne wydarzenia już są zaplanowane. Inna sprawa to te 120 dni. Niech walczą jak najszybciej, bo za chwilę pojawi się jakiś kontrakt, jakieś coś i to będzie tak odkładane. Powinni walczyć w pierwszym możliwym terminie - uważał olimpijczyk z Moskwy (1980 r.) Grzegorz Skrzecz.

Problem w tym, że czerwcowe starcie w Rydze było jednocześnie wspomnianym półfinałem turnieju WBSS. Finał ma się odbyć na początku 2020 r. 34-letni Łotysz stanie w nim do walki z mistrzem federacji IBF Yunielem Dorticosem (24-1, 22 KO). Tu, oprócz pasów, jest o wiele więcej do zarobienia. Dodatkowo pięściarzy wiążą kontrakty, których niewypełnienie skutkowałoby karami. Nic więc dziwnego, że Briedis nie rezygnuje z batalii o trofeum Muhammada Alego.

- Inna sprawa, że Briedis nie chce walczyć z Głowackim, bo się go boi. Jeśli mają ze sobą walczyć, to tylko o mistrzostwo świata. Wtedy popieram tę decyzję, ale jeśli stawką nie będzie pas, to szkoda czasu. Niech Krzysiek szuka starcia o tytuł, a nie o pietruszkę. Tak czy inaczej jestem przekonany, że Głowacki jest w stanie pokonać Briedisa - podkreślił Skrzecz, brązowy medalista mistrzostw świata (1982 r.) i Europy (1983 r.).

Wszystko wskazuje na to, że Briedis zrzeknie się pasa WBO, a 33-letni Głowacki będzie mógł walczyć o wakujące trofeum z kolejnym pięściarzem w rankingu federacji. Obecnie tuż za Polakiem jest 49-letni Firat Arslan (47-8-3, 32 KO), który ostatni raz walczył w połowie września. Kolejni są 33-letni Jurij Kaszyński (walczył w czerwcu, 18-0, 16 KO) i 26-letni Lawrence Okolie (w miniony weekend, 14-0, 11 KO).

- Kolejne nikomu niepotrzebne kombinowanie. Jeśli Głowacki ma walczyć o pas WBO, to z mistrzem, jakikolwiek by on był, czyli Briedisem. Jaką ten pas będzie miał wartość, jeśli pokona kogoś tam z kolei? Briedis go pokonał, OK, niesłusznie, bo Łotysz powinien zostać zdyskwalifikowany, ale walka i jej wynik zostały uznane - zwrócił uwagę Skrzecz.

W czerwcowej walce sekwencja zdarzeń była mniej więcej taka: Głowackiemu i Briedisowi zdarzało się faulować w bardziej lub mniej dotkliwy sposób; w pewnym momencie Łotysz przesadził i huknął łokciem w szczękę Polaka; ten padł zamroczony, a sędzia Robert Byrd kazał mu powstać i nie dał regulaminowych pięciu minut na dojście do siebie; okazję wykorzystał Briedis, który znokautował naruszonego rywala; decydujące ciosy zadał nawet kilkanaście sekund po gongu kończącym rundę, a na którego sędzia nie zwrócił uwagi.

- Dlatego zamiast wymyślać nie wiadomo co, niech obaj zmierzą się raz jeszcze. To w pojedynku z nim został skrzywdzony i powinien pokazać, że to on jest najlepszy. Jeśli pokona któregoś tam z rzędu, to Briedis będzie mógł powiedzieć, że i tak jest lepszy, bo w bezpośrednim pojedynku wygrał - przekonywał olimpijczyk z Moskwy.

Wieści z federacji WBO zbiegły się w czasie z rewelacjami organizacji WBC. Podczas konwencji działacze wyznaczyli Głowackiego i Ilungę Makabu (26-2, 24 KO) do walki o swój pas. Głównie dlatego, że jakiś czas temu został on zwakowany przez Oleksandra Usyka, który przeszedł do wagi ciężkiej.

- Początkowo uznałem to za kaczkę dziennikarską. Spojrzałem do kalendarza, czy to nie prima aprilis. W tych federacjach jest taki bajzel, jak u Cyganki w tobołku. Przepychają się jedna przez drugą, co nowego wymyślić, czy raczej jak się okazuje, co głupiego wymyślić. Później wychodzą takie kwiatki, że Głowacki stoi w rozkroku. Ale na miejscu Krzyśka postawiłbym na pas mistrza świata organizacji WBC - ocenił Skrzecz.

Krzysztof Głowacki powalczy o mistrzostwo świata! Polski pięściarz zmierzy się z Ilungą Makabu

Wideo

Materiał oryginalny: "Jak u Cyganki w tobołku", czyli Krzysztof Głowacki będzie bił się o pas(y) - Sportowy24

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie