Jak to z wyborem Rzecznika Praw Obywatelskich było

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
31.05.2021  Adam Bodnar, obecny Rzecznik Praw Obywatelskich
31.05.2021 Adam Bodnar, obecny Rzecznik Praw Obywatelskich brak
Kilku kandydatów, wielkie deklaracje – wojna w Sejmie, a potem w Senacie. Jeszcze nigdy w historii tej instytucji, wybór Rzecznika Praw Obywatelskich nie trwał tak długo i nie obfitował w takie zwroty akcji. W zeszłym tygodniu Sejm powołał na stanowisko RPO senator niezależną Lidię Staroń, ale jej kandydatura przepadła w Senacie. Sytuacja wydaje się patowa. I chyba nikt nie ma pomysłu, jak z niej teraz wyjść.

Na ostatniej prostej zostało ich dwoje: Lidia Staroń i prof. Marcin Wiącek. Z senator Staroń historia była dość skomplikowana – wyglądało na to, że z ramienia Zjednoczonej Prawicy rekomendowało ją Porozumienie Jarosława Gowina, ale potem z tego poparcia jakby się wycofał i zadeklarowało, że zagłosuje za kandydaturą prof. Wiącka. Prawo i Sprawiedliwość zdążyło się jednak do kandydatury Lidii Staroń przywiązać i tak pani senator została kandydatką PiS-u na urząd d Rzecznika Praw Obywatelskich. Sama zainteresowana nie kryła zresztą rozczarowania.

- To nie jest sprawa tylko obietnicy, to jest sprawa wiele miesięcy o to prosił, żebym była kandydatem. (…) Dzisiaj wiem, że to był pewien plan, uważam, że brudny, okropny, a on namawiał mnie. (…) Powiedziałam, że dobrze. Oczywiście powiedział, że będzie zgoda PiS-u, albo wcześniej mówił, że to wszystko jedno, jeśli nie będzie zgody, to będzie rozmawiał z opozycją - powiedziała na antenie TVN24 odnosząc się do swoich rozmów z Jarosławem Gowinem.

Rzeczywiście, pani senator, może się czuć niezbyt pewnie, tym bardziej, że Ryszard Terlecki, pytany o powód wyboru tej kandydatki odparł: - Bo bardzo chce.

Rzeczywiście, wydawało się , że Lidia Staroń chce być Rzecznikiem Praw Obywatelskich. – Musiałam podjąć decyzję, więc decyzję podjęłam, bo jestem rzecznikiem ludzi, ale od 20 lat, tylko nie byłam nigdy. Nie jestem w żadnej partii, więc przede wszystkim działam dla ludzi. Moją partią są ludzie. Trudno byłoby działać, gdybym nie miała narzędzi – mówiła.

Lidia Staroń w 1994 roku ukończyła Wydział Budownictwa Lądowego Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie. W 2005 wstąpiła do Platformy Obywatelskiej, w wyborach w tym samym roku uzyskała mandat poselski. W sierpniu 2015 wystąpiła z PO, a w następnym miesiącu znalazła się poza jej klubem parlamentarnym. W Sejmie pracowała m.in. w Komisji Infrastruktury, Komisji Ustawodawczej, Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, a także w Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw z zakresu prawa spółdzielczego. Po odejściu z PO pozostała politykiem bezpartyjnym.

W wyborach parlamentarnych w 2015 uzyskała mandat senatora IX kadencji w okręgu olsztyńskim. Startowała z własnego komitetu „Lidia Staroń – Zawsze po stronie ludzi”, pokonując kandydatów PO i PiS. Została przewodniczącą Koła Senatorów Niezależnych. Zanim weszła do polityki zajmowała się biznesem. Była prezesem firmy handlowo-usługowej, zarządzała nieruchomościami. Prywatnie jest żoną, na czwórkę dzieci. W 2018 roku przeszła ciężki udar, nie mogła się poruszać, straciła też mowę, ale nie poddawała się.

- Na początku byłam załamana, ale wiedziałam, że nie mogę się poddać, że muszę walczyć. Przecież właśnie to codziennie powtarzałam ludziom, że trzeba walczyć do końca i nigdy nie tracić nadziei! - opowiadała w rozmowie z „Super Expressem.”
W parlamencie Lidia Staroń zawsze była blisko ludzi, angażowała się w obronę członków spółdzielni mieszkaniowych, zwłaszcza tych uwłaszczanych. Wykazała głęboką patologię panującą nie tylko w samych spółdzielniach mieszkaniowych, ale także w urzędach i sądownictwie. Chciała zmian w kodeksie postępowania cywilnego w zakresie egzekucji oraz zwiększenia prawa ofiar przestępstw. Prywatnie pomaga osobom, które weszły w konflikt z prawem mieszkaniowym.

Konkurentem Lidii Staroń był prof. Marcin Wiącek, kandydat opozycji. Osoba znacznie mniej rozpoznawalną, przynajmniej dla zwykłych obywateli, niż pani senator, która, od czasu, kiedy jej głosy decydują o senackiej większości, dość często bywa w telewizji. - Jestem bardzo zaszczycony, że moją osobą zainteresowało się tak szerokie grono. Ja jestem człowiekiem nauki. Od kilkunastu lat pracuję na Wydziale Prawa i Administracji UW, obecnie zajmuję się prawami człowieka. Całe swoje życie zawodowe poświęciłem na rzecz władzy sądowniczej - powiedział kandydat na nowego RPO. - Mam zamiar być rzecznikiem każdej osoby. Niezależnie, po której stronie sceny politycznej widzi się bardziej, a po której mniej. Rzecznik nie ma kompetencji do zmiany prawa. Będę się trzymał kompetencji - zadeklarował.

Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej zachwalał tę kandydaturę Władysław Kosiak-Kamysz, lider ludowców.
- Jesteśmy tutaj wspólnie z różnych środowisk. Wystawiamy ponad politycznego, akademickiego kandydata na RPO. Ma gotowość do podjęcia się funkcji RPO, a nie jest reprezentantem poglądów jakiejkolwiek partii politycznej – mówił. - Wspólnie dziękujemy również tym, którzy podpisali się ze strony Porozumienia - dodał Kosiniak-Kamysz.

Także Borys Budka, lider Platformy, nie krył radości, że opozycji udało się w końcu porozumieć w sprawie kandydata na RPO
- To jest dobry sygnał, że potrafimy rozmawiać i ponad wszelkimi podziałami wyłonić takie osoby - powiedział Budka. - Jestem przekonany, że ta kandydatura znajdzie uznanie po drugiej stronie sceny politycznej - mówił.

Według niego zgłoszony przez PSL kandydat będzie bowiem najlepszym następcą Adama Bodnara. - „Prof. Marcin Wiącek to kandydat niezależny i profesjonalny. To gwarantuje, że Prawa Obywatelskie będą dla niego priorytetem. Cieszę się, że współpraca opozycji nabiera konkretnego kształtu. Podpisaliśmy się wspólnie pod najlepszą kandydaturą na Rzecznika Praw Obywatelskich” - napisał Borys Budka na Twitterze.

Rzeczywiście, prof. Marcin Wiącek nie był do tej pory kojarzony politycznie. Od 2009 roku pracuje jako nauczyciel akademicki na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizuje się w prawie konstytucyjnym i prawach człowieka, kieruje Zakładem Praw Człowieka. Od 2007 roku pracuje w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Był pracownikiem Trybunału Konstytucyjnego i członkiem Rady Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów. Jest autorem ponad stu publikacji naukowych poświęconych prawu konstytucyjnemu, sądownictwu konstytucyjnemu, sądownictwu administracyjnemu oraz ochronie praw człowieka.

W zeszłym tygodniu posłowie - inaczej niż to było w poprzednich głosowaniach nad wyborem RPO w tej kadencji Sejmu - głosowali łącznie nad obydwojgiem zgłoszonych kandydatów, a nie w kolejności alfabetycznej.

Staroń poparło się 231 posłów, a jej kontrkandydata Marcina Wiącka - 222 posłów. Za kandydaturą senator niezależnej głosowali parlamentarzyści Zjednoczonej Prawicy, poza większością posłów Porozumienia, którzy wybrali kandydata opozycji. Kandydaturę Staroń poparli również posłowie koła Kukiz'15 - Paweł Kukiz, Jarosław Sachajko oraz Stanisław Żuk, trzech posłów Konfederacji - Robert Winnicki, Jakub Kulesza oraz Krystian Kamiński, a także posłowie niezrzeszeni - Lech Kołakowski i Łukasz Mejza.
Teraz kandydaturę Lidii Staroń musiał zaakceptować Senat i tu, nie po raz pierwszy zresztą, pojawiły się problemy.

- Lewica na pewno nie poprze kandydatury Lidii Staroń w Senacie - oświadczył we wtorek szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski.
Także lider ludowców, Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że jego formacja zrobi wszystko, aby „kandydatura polityczna” na RPO, za jaką uważa senator Lidię Staroń, została odrzucona w Senacie.

- Senat nie powinien akceptować tego wyboru i będziemy walczyć o prawdziwego RPO - podkreślił Kosiniak-Kamysz. Kandydatury Lidii Staroń nie poprą zapewne także senatorowie Koalicji Obywatelskiej.

Magdalena Sroka, rzeczniczka Porozumienia Jarosława Gowina, zapytana w „Rozmowie Piaseckiego” o ewentualne poparcie dla kandydatury Staroń w izbie wyższej parlamentu, zwróciła uwagę, że był to jeden z powodów, dla których Porozumienie poparło profesora Wiącka.

- Wyszliśmy z założenia, że osoba spoza polityki ma szanse, żeby przejść przez Sejm i przez Senat. Okazało się, że jednak te podziały są zupełnie inne. W Sejmie postawiono na kandydatkę polityka. Czy będzie miała szanse w Senacie? Myślę, że nie. Myślę, że okaże się, że przy tym wyborze nie będziemy mieli Rzecznika Praw Obywatelskich – mówiła.

Magdalena Środa miała rację – senatorom nie spodobała się kandydatura Lidii Staroń. Nie poparli jej. Można by rzec, deja vu.
Wojna, o stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich, jest bez wątpienia najdłuższą w historii istnienia tej instytucji. Kadencja Rzecznika Praw Adama Bodnara skoczyła się 9 września ubiegłego roku. I co? Przez dziesięć miesięcy kompletnie nic. Może dlatego, że przejęcie kontroli nad nią było dla Prawa i Sprawiedliwości trudniejsze, niż to było w przypadku Trybunału Konstytucyjnego, czy Instytutu Pamięci Narodowej. Kandydat na stanowisko RPO musi być bowiem zaakceptowany także przez Senat, w którym większość, póki co, ma opozycja.

Przypomnijmy sobie więc wszystkie zwroty akcji, deklaracje samych kandydatów, a przede wszystkim ich długą listę.
Przed Lidią Staroń i prof. Marciem Wiąckiem, najkrócej, bo tylko przez dobę kandydatem na stanowisko RPO zgłoszonym przez Porozumienie był profesor nauk społecznych z Białegostoku Marek Konopczyński. Ponieważ jednak wbrew wcześniejszym ustaleniom PiS wykluczył swoje dla niego poparcie, Konopczyński rano zrezygnował.

„RPO musi realizować proobywatelską misję ponad politycznymi podziałami. W związku z informacjami o braku poparcia największego sejmowego ugrupowania, uważam moje dalsze zaangażowanie w proces wyborów RPO za bezprzedmiotowe” - napisał na Twitterze dziękując wszystkim wspierającym.

Wcześniej walczył o ten urząd Bartłomiej Wróblewski, polityk Prawa i Sprawiedliwości. - Zdecydowałem się kandydować na funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich - mówił. - Osoby wykluczone i dyskryminowane zawsze będą w centrum mojego zaangażowania. To przede wszystkim osoby niepełnosprawne, seniorzy, emeryci, renciści, osoby borykające się z problemami mieszkaniowymi. Będę działał na rzecz poprawienia sytuacji ekonomicznej kobiet. W szczególności, jeśli chodzi o zabezpieczenie emerytalne i równość płac. Chciałbym w Sejmie i Senacie rozmawiać ze wszystkimi, którzy chcą rozmawiać - zapewniał Wróblewski, podkreślając, że zależy mu na rozmowie z ludowcami i liberałami.

- Samorządy, które uchwalają uchwały, które wspierają rodziny, mają do tego prawo. To jest konkretyzowanie konstytucji - powiedział poseł PiS pytany o tzw. uchwały o strefy wolne od ideologii LGBT. - Jestem przeciwny, żeby wokół osób o innej orientacji seksualnej tworzyć wrażenie naruszania ich godności - dodał.

Czym zajmuje się Rzecznik praw Obywatelskich?
„Stoi na straży wolności i praw człowieka i obywatela, w tym realizacji zasady równego traktowania. Bada, czy na skutek działania lub zaniechania organów władzy publicznej nie nastąpiło naruszenie prawa, zasad współżycia i sprawiedliwości społecznej oraz czy nie doszło do aktów dyskryminacji. Monitoruje wdrażanie Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych.” - czytamy na stronach RPO.

Może dlatego kandydatura Wróblewskiego wzbudzała spore kontrowersje, bo zdaniem tak ekspertów, jak opozycji, Rzecznikiem Praw Obywatelskich powinna zostać osoba nie związana z żadną ze stron sceny politycznej. Tymczasem, Wróblewski, doktor nauk prawnych, po raz pierwszy posłem został w 2015 roku. Cztery lata temu przygotował wniosek do Trybunału Konstytucyjnego ws. niezgodności z Konstytucją przepisu dopuszczającego aborcję w przypadku nieodwracalnego uszkodzenia płodu. Wniosek wycofano, kiedy na ulice polskich miast wyszły tysiące kobiet i mężczyzn. Ale w 2020 roku Piotr Uściński i właśnie Bartłomiej Wróblewski dopięli swego. Ich wnioskiem zajął się Trybunał Konstytucyjny, a sam Wróblewski wziął udział w posiedzeniu TK, gdzie odpowiadał na pytania sędziów. Kilka godzin później TK wydał głośny wyrok, zakazujący praktycznie przerywania ciąży w naszym kraju. Nie wiadomo więc było, czy Senat zaakceptuje kandydaturę Bartłomieja Wróblewskiego, bo jak widać poglądy ma dość jasno sprecyzowane.

Nie bez powodu więc w tym samym czasie na innej konferencji prasowej ogłoszono, że wspólnym kandydatem Koalicji Polskiej - PSL i Koalicji Obywatelskiej na Rzecznika Praw Obywatelskich jest Sławomir Patyra.

Krzysztof Paszyk (KP-PSL) stwierdził, że „Polki i Polacy zasługują na Rzecznika Praw Obywatelskich w pełni obiektywnego i niezależnego”. - A taką gwarancję daje osoba pana profesora Sławomira Patyry - ocenił.

Sam kandydat przedstawił się w kilkuminutowym wystąpieniu. Podkreślał, że jest specjalistą prawa konstytucyjnego, że pracuje na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie. Zaznaczył, że zgodził się na kandydowanie, bo rozumie misję RPO jako „pilnowanie tego, aby ta najważniejsza idea państwa prawnego miała pierwszeństwo stosowania przed innymi normami, również politycznymi”.

- W mojej ocenie Rzecznik Praw Obywatelskich powinien spełniać przede wszystkim trzy przesłanki: posiadać przygotowanie merytoryczne, być apolityczny (...) i wreszcie powinien być wrażliwy społecznie - powiedział doktor Patyra. Zadeklarował, że chce korzystać z tradycji wszystkich dotychczasowych rzeczników, a zwłaszcza Adama Bodnara, który „swoją funkcję pełni w sposób doskonały”.

Co na to Lewica? Ta zgłosiła kandydaturę Piotra Ikonowicza. Sam Ikonowicz zapewnił, że sam nigdy nie stanie po żadnej ze stron politycznego sporu. Zaznaczył, że RPO nie może stanowić oręża w rękach polityków. – Ja reprezentuję trzecią stronę, czyli społeczeństwo i chcę bronić interesów ludzi, a nie PiS czy PO. Rzecznik Praw Obywatelskich nie wygra politycznej wojny, ale ma bronić Kowalskiego, czy np. więźnia, któremu na bóle rakowe proponuje się APAP. Co więcej, ja nie jestem zagrożeniem dla żadnego ze stronnictw, bo nie istnieje nawet cień prawdopodobieństwa, że się do nich przyłączę. Jestem po stronie społecznej – mówił.

Sejm, w którym PiS ma większość, opowiedział się za wyborem Wróblewskiego na Rzecznika Praw Obywatelskich, ale w Senacie ta kandydatura przepadła.

To było już kolejne podejście polityków do wybrana następcy Adama Bodnara. Wcześniej Zjednoczona Prawica zgłosiła na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich Piotra Wawrzyka, sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Sejm przegłosował nominację, ale Senat tę kandydaturę odrzucił.

O stanowisko RPO walczyła także kandydatka opozycji Zuzanna Rudzińska-Bluszcz. 1050 organizacji społecznych popierających kandydaturę Rudzińskiej-Bluszcz zwróciło się do marszałek Elżbiety Witek i Prezydium Sejmu o umożliwienie kandydatce wystąpienia na sejmowej sali obrad przed głosowaniem nad jej kandydaturą. Zgody jednak nie było.

Dlatego Zuzanna Rudzińska-Bluszcz zwróciła się do posłów w nagraniu umieszczonym na Facebooku. „Od lat pomagam, ja i 300 wspaniałych pracowników biura RPO ludziom, którzy doszli do ściany, ludziom, którzy najczęściej są tacy jak wy, czy ja zwyczajni. Teraz posłowie i senatorowie mają władzę, by pomóc takim zwyczajnym ludziom wybierając nowego Rzecznika” - mówiła.
Jak zaznaczała, kandyduje w imieniu ponad tysiąca polskich organizacji, za którymi stoi ponad milion polskich obywateli.
„Stoję w pokorze, ale i w upartości i proszę o poparcie (...) Chcę być Rzecznikiem wszystkich obywateli i obywatelek, chcę kontynuować misję na rzecz poprawy ich losu” - powiedziała Rudzińska-Bluszcz.

Podkreśliła, że szczególnie podczas pandemii „nie powinno być miejsca na politykę wokół RPO”. Kandydatury Rudzińskiej-Bluszcz nie poparło jednak Prawo i Sprawiedliwość, i to dwukrotnie, więc ta z kandydowania w końcu zrezygnowała sama.

Po drodze, a dokładnie w połowie kwietnia, Trybunał Konstytucyjny orzekł, że niekonstytucyjny jest przepis pozwalający działać RPO po zakończeniu kadencji do czasu objęcia stanowiska przez jego następcę. Przepis traci moc po upływie trzech miesięcy. Tak więc do końca czerwca powinniśmy poznać nazwisko następcy Adama Bodnara, który z początkiem lipca przestanie być Rzecznikiem Praw Obywatelskich.

Sam Bodnar w rozmowie z „Newsweekiem” mówił tak: „Wierzę, że mimo wszystko znajdzie się kandydat gwarantujący kontynuowanie misji urzędu. Jeśli miałoby nastąpić jego unicestwienie, już pewnie by się to wydarzyło. A jednak urząd wciąż działa, interweniuje, uczestniczy w postępowaniach, monitoruje działalność policji i tym podobne.”

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie