Jak pułkownik Przybył rozpętał wojnę w polskiej prokuraturze

Redakcja
O dyskusji, która wybuchła po samobójczej próbie pułkownika Mikołaja Przybyła, jej prawdziwych motywach, sporze między szefem Prokuratury Generalnej a jego zastępcą oraz o przyszłości tej instytucji - pisze Dorota Kowalska

Takiej sytuacji w historii naszego kraju jeszcze nie było. Bo nie zdarzyło się, aby prokurator podczas przerwy w konferencji prasowej, na którą zaprosił dziennikarzy, próbował popełnić samobójstwo. Pułkownik Mikołaj Przybył, zanim jednak sięgnął po broń, wygłosił oświadczenie. - W dniu dzisiejszym staję w obronie honoru prokuratorów wojskowych i sędziów wojskowych, których określa się jako nieprzydatnych i anachronicznych. W mojej ocenie należy odejść od systemu statystyki i liczenia spraw przypadających na głowę prokuratora czy sędziego, a zacząć liczyć pieniądze, jakie traciło i traci państwo polskie na skutek przestępstw popełnianych przez zorganizowaną przestępczość o charakterze gospodarczym żerującą na budżecie Wojska Polskiego, i w tym zakresie rozliczać z działalności wojskowy wymiar sprawiedliwości - czytał prokurator Przybył.

Czytaj też:Parulski: Konflikt między mną a Seremetem to wytwór mass mediów

Prokuratorzy cywilni prowadzą od kilkunastu do kilkudziesięciu spraw miesięcznie, wojskowi - od jednej do kilku. Ale ci drudzy znają specyfikę wojska, której trzeba uczyć się latami

Wcześniej tłumaczył, dlaczego likwidowanie prokuratur wojskowych czy włączanie ich w struktury prokuratur powszechnych jest nietrafionym posunięciem, jak ważne sprawy w prokuraturze wojskowej prowadzą i zarzekał się, że nie złamał prawa, żądając billingów kilku dziennikarzy. Kiedy skończył, poprosił dziennikarzy o przerwę, a kiedy ci wyszli, strzelił do siebie, raniąc się w policzek.

To, co działo się chwilę później w małej sali poznańskiej prokuratury, mogliśmy zobaczyć wszyscy, bo dziennikarze, wychodząc na korytarz, nie wyłączyli kamer - było więc dramatycznie: niektórzy rzucili się do ratowania prokuratora, inni chwycili za telefony komórkowe. Rana postrzałowa nie okazała się groźna, w każdym razie już następnego dnia prokurator Przybył udzielił pierwszego wywiadu.

Czytaj też:Parulski dzwonił do Przybyła. Zabronił mu przeprowadzenia konferencji

- Chciałem popełnić samobójstwo. Lufę pistoletu włożyłem sobie do ust. Zadrżała mi ręka, bo ktoś poruszył klamką. Uratował mnie człowiek, który poprawiał kable - powiedział dziennikarzom Radia Zet i Polskiej Agencji Prasowej. Tłumacząc swój krok, mówił, że miały na niego wpływ sprawy, które prowadzi. - Jedne z najpoważniejszych, jeżeli chodzi o kwestie finansowe w Wojsku Polskim. To one spowodowały bezpośredni nacisk na to, żeby przyśpieszyć kroki w kierunku likwidacji prokuratury wojskowej - powiedział prokurator.

W obronie prokuratora Mikołaja Przybyła stanął jego przełożony prokurator Krzysztof Parulski, naczelny prokurator wojskowy, wypowiadając tym samym wojnę prokuratorowi generalnemu Andrzejowi Seremetowi. Ten drugi miał zresztą powiedzieć prezydentowi Komorowskiemu, że nie wyobraża sobie dalszej współpracy z prokuratorem Parulskim. Prezydent nie zgodził się jednak na jego dymisję.

Czytaj też:Prokurator Przybył: Skrzywdziłem rodzinę. Nie wiem, co dalej

Jak można się było spodziewać, sprawa prokuratora Przybyła stała się tematem tygodnia, bo niezależnie od oceny jego desperackiego kroku, uzmysłowiła wszystkim przynajmniej trzy problemy. Pierwszym jest niewątpliwie stan emocjonalny ludzi pracujących w prokuraturach. - Ten człowiek musiał być zestresowany do granic ludzkich możliwości, bo inaczej nie zdecydowałby się na taki krok. Jest to pewnie związane z tym, że na wydział, którym kieruje pułkownik Przybył spada wiele ciężkich śledztw - zauważa Janusz Zemke, obecnie europoseł, wcześniej wiceszef MON.
Druga sprawa to ewidentny konflikt na linii prokurator generalny - jego zastępca, czyli naczelny prokurator wojskowy. - Prokurator Parulski zawsze występował w obronie prokuratury i prokuratorów, z którymi pracował. Nie jest człowiekiem kierującym się prywatą, ma wizję instytucji, którą kieruje - ocenia Janusz Kaczmarek, były prokurator generalny. - Błędem było, że skrytykował swojego przełożonego publicznie, to nie powinno się zdarzyć, ale uważam, że obaj panowie: i prokurator Seremet, i prokurator Parulski to propaństwowcy, zależy im na prokuraturze, więc mogą usiąść i już bez emocji dojść do porozumienia - dodaje Kaczmarek.

Czytaj też:Parulski: Konflikt między mną a Seremetem to wytwór mass mediów

Nie wszyscy jednak są podobnego zdania. Włodzimierz Cimoszewicz uważa, że dla dobra prokuratury zarówno prokurator generalny, jak i jego zastępca powinni złożyć dymisję. - To by uratowało sytuację w prokuraturze. To jest najlepszy scenariusz. Wszystkie informacje, które do nas docierają, składają się na niepokojący i trochę żenujący obraz. Na różnych poziomach prokuratorzy nie zgadzają się ze sobą, nie przejmują się tym i mówią o tym publicznie. To wskazuje na olbrzymie wewnętrzne rozchwianie. Trzeba to natychmiast przeciąć - stwierdził senator Cimoszewicz w "Kropce nad i" w TVN 24.

Ale panowie nie zamierzają raczej odchodzić, więc wszyscy z ciekawością czekają na bieg wydarzeń i typują tego, kto wyjdzie zwycięstwo z tej próby sił.

Czytaj też:Parulski dzwonił do Przybyła. Zabronił mu przeprowadzenia konferencji

Wreszcie sprawa trzecia, którą uzmysłowiła próba samobójcza prokuratora Przybyła - wydaje się, że najważniejsza - pomysł lub jego brak na formę, w jakiej miałyby istnieć prokuratury wojskowe.
Od dawna mówi się bowiem o ich likwidacji i utworzeniu w prokuraturach cywilnych specjalnych wydziałów, które miałyby prowadzić sprawy prokuratur wojskowych i dać zatrudnienie wojskowym prokuratorom. Ale tak naprawdę nic nie jest pewne, nic przesądzone, więc prokurator Przybył uznał widocznie, że jest o co walczyć, bo jego oświadczenie i późniejszy strzał wywołały temat, o którym do tej pory mówiło się głównie w zaciszu ministerialnych gabinetów.

Czytaj też:Miodowicz o płk. Przybyle: Dewaluacja prób samobójczych, tragikomedia...

Pułkownik Mikołaj Przybył czuje się z prokuraturą wojskową wyjątkowo związany, choć pracę zaczynał w prokuraturze cywilnej. W Poznaniu, już w mundurze, nadzorował i prowadził ważne śledztwa, np. te dotyczące ustawiania przetargów na remonty obiektów wojskowych, fikcyjnych zakupów w marynarce wojennej czy korupcji na zakup sprzętu dla żołnierzy uczestniczących w misji w Afganistanie. Co ciekawe, o części tych spraw wiedziały wcześniej organy ścigania, ale je umarzały bądź nie prowadziły śledztw w celu ich wyjaśnienia. Kiedy akta trafiły do rąk Mikołaja Przybyła i podległych mu prokuratorów, sprawy niejednokrotnie kończyły się aktami oskarżenia przeciwko wysokim rangą oficerom Wojska Polskiego, w tym tych o najwyższych stopniach.
W 2009 r. pisaliśmy o tym, że w związku ze śledztwem dotyczącym korupcji i ustawiania przetargów na ziemi lubuskiej Przybyłowi grożono śmiercią. Nieznani sprawcy mieli otruć jego psa i celowo zostawić ślady na jego posesji, by śledczy zorientował się, że nie jest bezpieczny. - Mogłem pogodzić się z tym, że demolowali mi samochód, że odkręcono mi koła, chcąc, bym się zabił. Wiem, że za moją głowę była nagroda miliona złotych. Mogłem się pogodzić z tym, że zabito mi psa. Nie mogłem się pogodzić z bezpodstawnym atakiem, z zarzucaniem nam nieprawidłowego lub bezprawnego działania - mówił dziennikarzom dzień po oddaniu do siebie strzału.

Czytaj też:Parulski: Konflikt między mną a Seremetem to wytwór mass mediów

Ambitny, skrupulatny, lubiany przez kolegów, ceniony przez przełożonych - takie opinie można usłyszeć o prokuratorze Przybyle. Wśród kolegów znany nie tylko z prowadzenia głośnych spraw, ale także z nietypowego hobby, bo prokurator Przybył jest członkiem poznańskiej grupy rekonstrukcyjnej odtwarzającej realia legionów rzymskich. - Utożsamiał się z prokuraturą wojskową, jakby był z nią związany od początku, został przyjęty przez to środowisko, czuł się wojskowym - mówi nam jedna z osób znających pułkownika.

Ale też historia prokuratur wojskowych sięga II Rzeczypospolitej, kiedy to w 1919 r. dekretem naczelnika państwa utworzono ich struktury. Naczelnym organem prokuratury w pionie wojskowym i zwierzchnikiem prokuratorów Naczelnej Prokuratury Wojskowej oraz prokuratorów pozostałych wojskowych jednostek organizacyjnych został naczelny prokurator wojskowy - obecnie funkcję tę pełni właśnie prokurator Krzysztof Parulski.

Czytaj też:Parulski dzwonił do Przybyła. Zabronił mu przeprowadzenia konferencji

Dzisiaj rodzi się jednak pytanie, czy dalsze funkcjonowanie prokuratur wojskowych jako osobnych bytów jest wciąż zasadne. - Nie ma argumentów, aby taka prokuratura została, wystarczą wyspecjalizowane wydziały w prokuraturach cywilnych, w których znaleźliby pracę prokuratorzy wojskowi - uważa Janusz Zemke. Podobną opinię wyraża zresztą wielu, jeśli nie większość, ekspertów, wskazując m.in. na fakt, że polska armia przechodząc na zawodowstwo została mocno uszczuplona. Ale nie wszyscy są tego tak pewni, w każdym razie podnoszą, że nad zmianami struktury polskiej prokuratury należy się mocno zastanowić, aby za kilka lat nie wracać do tego, co wcześniej zostanie "zburzone".

Czytaj też:Prokurator Przybył: Skrzywdziłem rodzinę. Nie wiem, co dalej

- Dopóki nie wprowadzimy skutecznej kontroli w wojsku, uważam, że prokuratury wojskowe należy zachować - uważa generał Marek Dukaczewski, były szef WSI. I podkreśla, że kiedy kierował Wojskowymi Służbami Informacyjnymi często współpracował z prokuratorami wojskowymi. - Trzeba pamiętać o tym, że oficerowie służb, oprócz funkcjonariuszy ABW, nie mają przygotowania śledczego, więc taka współpraca jest właściwie niezbędna - tłumaczy generał Dukaczewski. I dodaje, że prokuratorzy wojskowi znają specyfikę wojska, więc łatwiej im poruszać się w tym obszarze. - Byłem wielokrotnie przesłuchiwany przez prokuratorów wojskowych i mogę powiedzieć tylko tyle, że to fachowcy: skrupulatni, rzetelni, zaskakujący mnie wiedzą na temat prowadzonych spraw. Pamiętam, że kiedyś wyraziłem swój podziw dla prokuratora, który ze mną rozmawiał, na co ten odrzekł: "Czytałem wszystkie materiały na temat tej sprawy, z kraju i zagranicy" - wspomina generał Dukaczewski. Więc trzeba by się pewnie zastanowić, jak tych ludzi zachować i nie stracić tego, co potrafią. I tu generał przywołuje historię Wojskowej Akademii Medycznej zlikwidowanej w 2003 r. Wielu ekspertów już wtedy podnosiło alarm, że nie wolno pozbywać się wojskowych lekarzy i tracić medycznej bazy do szkolenia. - Dzisiaj sytuację mamy taką, że brakuje nam obsługi medycznej na misjach tak pokojowych, jak bojowych. Lekarze nie chcą na nie wyjeżdżać, bo to żadne dla nich pieniądze, w Polsce są za to bezpieczni i mają wolne weekendy - tłumaczy były szef WSI. Prokuratorzy wojskowi, podobnie jak lekarze, są potrzebni i na misjach bojowych, i tych pokojowych.
Podobnie jak z Wojskową Akademią Medyczną wyglądała historia z wydziałami do walki z przestępczością gospodarczą komend wojewódzkich policji, które na początku lat 90. polikwidowano, by kilka lat później organizować je na nowo, sięgając po starych, sprawdzonych policjantów, bo przestępczość białych kołnierzyków rozpasała się jak nigdy dotąd i stała zmorą polskich śledczych.

Czytaj też:Parulski: Konflikt między mną a Seremetem to wytwór mass mediów

- Trzeba się poważnie zastanowić nad tym, czy prokuratury wojskowe zlikwidować, czy zostawić w okrojonym składzie - mówi Janusz Kaczmarek. - Rzeczywiście, prokuratorzy w wydziałach do walki z przestępczością zorganizowaną prokuratur cywilnych prowadzą miesięcznie od kilkunastu do kilkudziesięciu spraw na osobę, podczas gdy wojskowi - od jednej do kilku. Mają luksus w prowadzeniu postępowań, jakiego prokuratorzy cywilni nigdy nie mieli i mieć nie będą - tłumaczy Kaczmarek. Ale zwraca uwagę na to samo, na co uwagę zwracał generał Dukaczewski, że prokuratorzy wojskowi znają realia i specyfikę wojska, czego nikt szybko się nie nauczy.

Czytaj też:Parulski dzwonił do Przybyła. Zabronił mu przeprowadzenia konferencji

Problem więc nie jest łatwy. Nie wiadomo też przecież, na jakie stanowiska i za jakie pieniądze mieliby ewentualnie przejść do nowo utworzonych wydziałów prokuratur cywilnych prokuratorzy wojskowi. I czy nie będzie im się bardziej opłacało odejść na emerytury, czy poszukać pracy w cywilu, a przecież chyba nikt nie chciałby tracić ludzi tak dobrze wykształconych i znających się na tym, co robią. - To byłaby ogromna strata dla państwa, nie można gubić po drodze fachowców wyuczonych i wyszkolonych za nasze pieniądze - ostrzega jeden z polityków Platformy Obywatelskiej.

Czytaj też:Prokurator Przybył: Skrzywdziłem rodzinę. Nie wiem, co dalej

Może dlatego prezydent Bronisław Komorowski nie krył swojego zaniepokojenia sytuacją w polskiej prokuraturze i wydaje się, że bardzo dobrze ją zdiagnozował. Jeszcze w dniu, kiedy pułkownik Przybył oddał do siebie strzał, rozmawiał z Tomaszem Siemoniakiem, szefem Ministerstwa Obrony Narodowej, i Jarosławem Gowinem, ministrem sprawiedliwości. - Istotnym, chociaż niejedynym źródłem narastających negatywnych zjawisk jest brak jasnego, docelowego modelu ustrojowego polskiej prokuratury - stwierdził następnego dnia po spotkaniu z prokuratorami Seremetem i Parulskim i wskazał na konieczność szukania odpowiedzi na pytanie o przyczyny "niepokojących zjawisk" w prokuraturze, dlatego zwrócił się do rządu i parlamentu z prośbą o jak najszybsze określenie docelowego modelu prokuratury.

To chyba niezbędne, zwłaszcza biorąc pod uwagę emocje, jakie towarzyszą prokuratorskiej wojnie na szczytach.

Dorota Kowalska
Współpraca: Łukasz Cieśla

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
Obywatel Rzeczypospolitej
Gdyby chciał rozpętać wojnę, to by ujawnił agenturę WSI i KGB i polityków zamieszanych w wyprowadzanie pieniędzy z MON.

Poza zadymieniem wyników prac ekspertów od "czarnych skrzynek" TU 154M - przykrył przy okazji ten medialny fakt, który umknął nie tylko tobie "Polsko":
"Mężczyzna, który we wrześniu próbował dokonać samospalenia przed siedzibą premiera, mówił prawdę o patologiach w skarbówce - czytamy w "Rzeczpospolitej".

Były pracownik warszawskiej skarbówki, a wcześniej policjant, w liście adresowanym do premiera opisał liczne nieprawidłowości, do jakich dochodziło w urzędzie, w którym pracował. Gazeta przypomina, że po tragedii premier zapewniał, że przeprowadzono tam kontrole, które niczego nie wykazały."

Żadna wojna, a tylko zasłona dymna...
Dodaj ogłoszenie