Jak przetrwać Euro, czyli poradnik afutbolistyka

Witold Głowacki
123rf
Co ma ze sobą zrobić w ciągu najbliższego miesiąca człowiek, którego futbol nudzi, kibice śmieszą, a związana z mistrzostwami Europy specyficzna estetyka przyprawia o mdłości - pisze Witold Głowacki

Jest coś, co ponad wszelkimi podziałami, różnicami i proporcjami łączy na przykład psychologa społecznego Janusza Czapińskiego, publicystę "Faktu" Łukasza Warzechę, piszącego te słowa i pewnie jeszcze jakieś kilka milionów Polaków.

To całkowity brak zainteresowania futbolem połączony z zupełną niezdolnością do skupienia się na meczu dłużej niż kilka minut oraz nieobecnością tzw. zmysłu kibica, który pozwala na doświadczenie partycypacji podczas oglądania widowiska sportowego. Dodajmy jeszcze do tego problem z odróżnianiem poszczególnych graczy reprezentacji, kłopoty z interpretacją spalonego oraz totalną awersję do stadionowej estetyki. Jednym słowem - afutbolizm.

Futbolowa większość rzadko tak naprawdę zdaje sobie sprawę z tego, że istnieje całkiem sporo ludzi, którzy nie czekają na piłkarskie mistrzostwa Europy 2012. I których fakt, że tym razem rozegrane mają być w naszym kraju, przyprawia co najmniej o ból głowy. Bo przecież dla nich, dla nas, już nawet zwykły mundial czy Euro są nudne i męczące. A teraz proszę bardzo, Polska. Bity miesiąc. Koko euro spoko.

Nawet w lodówce. Przez najbliższy miesiąc przestrzeń publiczna będzie przecież totalnie zdominowana przez futbol. Mediami i polityką zawładną język i przenikliwość komentatorów sportowych, powszechna uwaga koncentrować się będzie zaś na prawych podaniach, środkowych napastnikach i lewych zagraniach. Ministrowie zachwycać się będą grą Orłów Smudy i postawą kibiców. Księża z ambony ich pobłogosławią. Pisarze tworzyć będą felietony i eseje o zmaganiach na stadionach, muzycy będą próbowali nagrać coś skocznego pod kibica, poetów zaś już nie ma.

Łatwo nie będzie. Nikt ci nie pomoże. Oczyszczanie wokół siebie atmosfery z eurosmogu trzeba wziąć na własne barki. Zbawieniem będą konsekwencja i brutalność w działaniu

Z perspektywy zdeklarowanego afutbolistyka rzeczywistość stała się już na jakieś dwa tygodnie przed "piłkarskim świętem" cokolwiek nie do zniesienia. Euro wrzeszczy zewsząd - z krajobrazu miast, z billboardów, ze sklepowych wystaw, z telewizyjnych relacji dotyczących oblatywania autostrad i objeżdżania piłkarzy. Coś jak bożonarodzeniowa gorączka, jednak przed dniami, na które w ogóle się nie czeka. Nie ma już nic bez Euro. Więcej: "Teraz wszystko jest Euro" - brzmiała koheletowska w swej zwięzłości odpowiedź ekspedientki, którą - widząc farbki do malowania twarzy na biel i czerwień topornie przyklejone do butelki niezłego czerwonego wina - zapytałem wstrząśnięty, czy to przypadkiem nie spadło z półki z piwem.

A więc wszystko Euro, Euro nad Eurami? Nawet do wieczornego Mavruda przykleją nam tandetne farbki? Nie ma ucieczki?

Z pewnością łatwo nie będzie. Pomijając rozwiązania oczywiste - jak urlop i fizyczna ewakuacja w tropiki, odrabianie zaległości w czytaniu czy też rzucenie się w wir ciężkiej pracy, wymiganie się od eurodominacji i prowadzenie względnie normalnego życia będzie wymagało wysiłku. Presja jest potężna. "Strefami bez euro" miały się na przykład zamiar obwołać Olsztyn i Zakopane - sugerując, że afutbolistyków przyjmą z otwartymi ramionami, i licząc na promocję w naszej niszy. Miała być nawet wspólna kampania. Nic z tego jednak nie wyszło, w Olsztynie zaś właśnie z tym pomysłem łączy się odwołanie dyrektora miejskiego wydziału promocji. Ostatecznie - nieco zresztą potajemnie - miastem bez stref kibica pozostanie jedynie Zakopane.
Oczyszczanie atmosfery wokół siebie z eurosmogu trzeba więc wziąć na własne barki. Na własne potrzeby przygotowałem sobie zarys planu - zapraszam do skorzystania.

Sąsiedzi i otoczenie

To może być najpoważniejszy problem. Na niemal straconych pozycjach są oczywiście ci, którzy mieszkają w zasięgu czy to któregoś z czterech stadionów, czy to jakiejś z licznych stref kibica, których utworzenie stało się punktem honoru samorządów najmniejszej nawet i niemającej nawet klubu piątej ligi mieściny. Tu ryk tysięcy gardeł będzie przenikał nawet przez ściany. Jednak i z dala od tych piekielnych kręgów może być ciężko ze względu na ukochanych sąsiadów raczących się futbolową partycypacją z pomocą telewizorów. Konieczne może być uszczelnienie okien - akurat na upały się nie zapowiada, he, he - i oczywiście kupno kilku nowych płyt ulubionych wykonawców. Naprawdę - w trakcie meczów i bezpośrednio po nich nikt tego nie usłyszy, nawet jeśli ustawimy sprzęt dużo głośniej niż zwykle.

Praca

Nie do wytrzymania będzie z pewnością słuchanie rozmów między kolegami. Lepiej dokonać na wszelki wypadek zawczasu afutbolistycznego coming outu - ominą nas przynajmniej próby włączania w dysputę na temat wyższości Lewandowskiego nad Błaszczykowskim czy też celności ocen Jana Tomaszewskiego. Konieczne może być także zaopatrzenie się w odtwarzacz muzyczny i szczelne słuchawki. Za to akurat w sferze życia zawodowego jest jedna wyraźna korzyść, która płynie z miesiąca pod hasłem Euro. W dni meczów przynajmniej biura będą pustoszeć wczesnym popołudniem. Korzystając z tego, i my możemy się ulotnić sporo przed czasem. Niebezpieczeństwem może być tylko szef, który zwietrzywszy okazję, uzna, że skoro futbol jest ci obcy, to może właśnie ty nadrobisz za zespół eurozaległości. Wtedy trzeba, nie zważając na oczywistą absurdalność tych wykrętów, wytłumaczyć się futbolowymi potrzebami żony/męża/partnera/brata/ojca/ matki. Choćby brzmiało to wyjątkowo głupio, zostanie przyjęte bez zastrzeżeń.

Telewizja

Telewizora wbrew pozorom wcale nie trzeba na najbliższy miesiąc odłączać od gniazdka. Może radykalne, ale skuteczne, jest całkowite wyczyszczenie listy kanałów z tych, które grożą bombardowaniem wiadomą tematyką. A zatem z automatu wypadają stamtąd wszystkie kanały sportowe i informacyjne (bo przecież te ostatnie od jakiegoś tygodnia zajmują się już wyłącznie Euro, co pozwala podziwiać skrywaną dotąd głęboką wiedzę o futbolu dziennikarskiej telewizyjnej czołówki). Wypada się także czasowo rozstać z telewizją publiczną. Używane z umiarem TVN i Polsat muszą chwilowo wystarczyć. Byle tylko nie zaglądać na nie w godz. 19-20 - nie miejmy nadziei, że w serwisach informacyjnych znajdzie się czas na cokolwiek poza informacjami związanymi z Euro.

Niech więc jedynką na pilocie stanie się na ten trudny czas jakieś Ale Kino czy inne HBO. Może warto też przypomnieć sobie o radiu. Za miesiąc wystarczy zaś przeprogramować telewizor lub dekoder.

Internet

W zasadzie odpadają wszystkie główne portale informacyjne. Tam też na głównych stronach będą rządzić "chłopcy Smudy" i rozstawienia drużyn, przetykane zdjęciami dziewczyn piłkarzy i ich dekoltów. Jakieś źródła informacji trzeba jednak mieć. Internet zaś da się trzymać w ryzach. Nie tylko na czas Euro zresztą warto się zaprzyjaźnić z czytnikiem RSS - najprościej z wysoko ocenianym przez internautów Readerem Google. Następnie zasubskrybować w nim kanały z tych serwisów internetowych, które cenimy najbardziej, jednak z pominięciem strony głównej. Po prostu - na przykładzie serwisu naszej gazety - zamiast głównego kanału, na przykład Kraj.polskatimes.pl i Świat.polskatimes.pl. Oczywiście z dala od sportu (tu proszę kolegów z sąsiedniego działu o wybaczenie). I jakoś to będzie. By uprzyjemnić sobie lekturę tych spersonalizowanych wiadomości, które w praktycznym do bólu Google Readerze mają urok skrzynki mejlowej, warto się jeszcze zaopatrzyć w jakąś estetyczną doń nakładkę. To sieciowe aplikacje takie jak Feedly,
iPhone'owy Flipboard czy androidowy GReader. Korzystają one z ustawień czytnika, jednak treść podają w uporządkowanej magazynowej formie.

Przez najbliższy miesiąc przestrzeń publiczna będzie totalnie zdominowana przez futbol. Dla afutbolistyka stało się to zresztą nie do zniesienia już jakieś dwa tygodnie temu

Media społecznościowe

Na pozór ciężka sprawa. Futbolowych spamerów wśród swych znajomych i obserwowanych znamy wszyscy doskonale z Facebooka i Twittera, ujawniali się już ze swymi sadystycznymi skłonnościami podczas jakichś byle meczyków Pucharu Polski czy Ligi Mistrzów. Ale wystarczy sobie przypomnieć o obecnych w opcjach portali społecznościowych listach. Utworzyć odpowiednią (oczywiście z kłódeczką niewidoczną dla maniaków, mogą się jeszcze obrazić czy coś) i wyrzucić ją z głównego timeline. Za miesiąc się maniaków z powrotem włączy, warto zresztą listę zachować - przyda się i po Euro, kiedy powrócą rozgrywki ligowe.

Triumf moralny

Podczas gdy hordy miłośników sportu będą godzinami wysiadywać na stadionowych ławkach, przed telewizorami w domach i telebimami w strefach kibica, a przy tym zalewać się piwskiem, jakże łatwo o moralną dominację. Porządna sesja biegania trwa tyle co mecz, w tym samym też czasie przy odpowiedniej intensywności wysiłku można też solidnie złoić się na rowerze, o basenie nie wspominając. W dodatku miesiąc to już czas, na który można stworzyć sobie już jakiś miniplan treningowy - co w trakcie wakacji pozwoli wyprzedzić pod względem fizyczno-estetycznym zasiedziałych fanów futbolu. Przy tym zaś, gdy to zobaczą, rzucić im od niechcenia jakąś uwagę, że podczas gdy oni oglądali mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor, ty właśnie przebiegłeś 12 km, przejechałeś 45 albo przepłynąłeś ze 3.

Przynajmniej nie odpowiedzą, że nie czujesz sportowych emocji.

Witold Głowacki

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Jak przetrwać Euro, czyli poradnik afutbolistyka
a
azx
Telewizor do lombardu , a po EURO odebrać .
Dodaj ogłoszenie