Jak przetrwać epidemię koronawirusa? Panika nie jest wskazana, ale pewne rzeczy zawsze się przydają

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Ludzie masowo ruszyli do sklepów. Wykupują ryż, mąkę, cukier, kaszę. W supermarketach i drogeriach z półek znikają środki czystości i środki służące do dezynfekcji. Eksperci i politycy apelują o nieuleganie panice, ale obywatele i tak wiedzą swoje - boją się koronawirusa.

Panika jest ponoć gorsza od samego koronawirusa, ale rozum rozumem, a serce sercem. Ludzie się boją i szykują na mały koniec świata.

Poniedziałek, przed południem. Warszawa, linia autobusowa 218 - trasa z Mokotowa na osławiony Mordor, nie ten z „Władcy pierścieni”, ale ten z Warszawy, z rejonu ulic: Domaniewskiej, Wołoskiej, Cybernetyki i Marynarskiej. W autobusie tłoczno. - Zakasłałam - przyznaje Anka, palaczka, zdrowa jak rydz. - Młody chłopak, który siedział obok, spojrzał podejrzliwie. Zakasłałam drugi raz, demonstracyjnie wstał i przepchnął się w drugi koniec autobusu - opowiada. Nawet się nie zdziwiła, może sama zrobiłaby tak samo.

Poniedziałek, godzina 13.00, Sosnowiec, drogeria należąca do jednej z największych sieci drogeryjnych w Europie. Przy kasie ruch.

- Ale dlaczego nie ma już u was żadnych środków dezynfekujących? Puste półki! - dopytuje podniesionym głosem jedna z pań z mocno wypchanym wózkiem.

- No co ja pani poradzę, nie ma. Dostawa była rano, a teraz już nie ma - tłumaczy kasjerka.

- To kiedy coś będzie? - dopytuje klientka.

- W czwartek mamy dostawę. Proszę przyjść wcześnie rano, dzisiaj wyprzedaliśmy wszystko w ciągu godziny.

W tych samych drogeriach na półkach ze środkami dezynfekującymi pusto także w Warszawie, Krakowie i Poznaniu. W polskich aptekach zaczyna brakować maseczek. Ale, umówmy się, nie jesteśmy największymi panikarzami, może dlatego, że póki co, w Polsce odnotowano jeden przypadek koronawirusa.

Czytaj także

We Włoszech, gdzie epidemia szerzy się w najlepsze, dochodzi do bójek w marketach, ale nie tylko. - Wyczuwa się sporą niechęć w stosunku do Chińczyków. Zarówno w całych Włoszech, jak i w Rzymie osoby pochodzenia chińskiego prowadzą wiele restauracji, sklepów czy salonów kosmetycznych. Teraz wszystkie te miejsca świecą pustkami. Właścicielka największej chińskiej restauracji w mieście, gdzie zawsze było pełno ludzi, stwierdziła ostatnio, że właściwie nie ma po co otwierać lokalu. Niestety, pojawiają się też przypadki fizycznej napaści na Chińczyków. Kilka dni temu w Turynie pobito młodą chińską parę. Najgorsze jest to, że wiele z tych osób urodziło się już we Włoszech i często nawet nie byli w kraju swojego pochodzenia. Boją się epidemii tak samo jak my. Niestety, gdy ludzi ogarnia panika, te fakty przestają mieć znaczenie. Azjatycka uroda w tej chwili u niektórych wywołuje agresję. Na szczęście władze zdają sobie z tego sprawę i apelują o racjonalne zachowanie - mówiła naszej gazecie Ewa Tomala-Iurino, Polka mieszkająca w Wiecznym Mieście. I dodaje: - To nie są Włochy, które znam. Mieszkam tu od 35 lat i naprawdę nigdy nie przeżyłam takiej sytuacji, która powstała w związku z tą epidemią. Ludzie panikują. Wiadomo, że należy zachowywać środki ostrożności, ale przy tym przynajmniej starać się żyć w miarę normalnie, tymczasem mamy tu do czynienia z kolektywną psychozą. W rozmowach towarzyskich to jest jeden dominujący temat.

Strach poczuli nie tylko Włosi, Szwajcarzy oprócz środków do dezynfekcji gromadzą zapasy szpinaku i tamponów, Amerykanie szturmują apteki w poszukiwaniu leków i waporyzatorów, czyli specjalnych podgrzewaczy do palenia. W Hongkongu rozdają seniorom darmowe maseczki higieniczne, a w Australii zaczyna brakować papieru toaletowego i środków przeciwbólowych. Podobnie jest w Berlinie.

W ogóle w Niemczech, jak donosi „Deutsche Welle”, w ostatnich dniach zanotowano około 30-40-proc. wzrost obrotów w marketach spożywczych. Ludzie wykupują ryż, kaszę, mąkę - wszystko, co może poleżeć w spiżarni kilka miesięcy. Nic dziwnego, że zareagował Urząd Ochrony Ludności i Pomocy na Wypadek Katastrof, który ogłosił, że wprawdzie nie ma powodów do paniki, ale lepiej być przezornym i zaopatrzyć się w kilka przydatnych towarów. Co powinno znaleźć się na liście produktów, które lepiej mieć w przypadku epidemii korona-wirusa?

Czytaj także

Niemieccy eksperci zalecają, by na każdą osobę przypadło: 20 litrów wody zdatnej do picia, 3,5 kg produktów zbożowych, chleba, ziemniaków, ryżu i makaronu, 4 kg roślin strączkowych lub innych warzyw w słoikach lub w konserwach, 2,5 kg owoców w puszkach oraz orzechów lub bakalii, 2,6 kg mleka lub produktów mlecznych, 1,5 kg mięsa, ryb, jajek lub jajek w proszku, które mają długi termin przydatności do spożycia, 0,4 kg olejów i innych tłuszczów.

Według niemieckiego Urzędu Ochrony Ludności i Pomocy na Wypadek Katastrof w sytuacji awaryjnych lepiej mieć także w zapasie: podręczną apteczkę, a w niej podstawowe artykuły higieniczne, a także leki i wszystkie farmaceutyki, które regularnie przyjmujemy, środki o działaniu odkażającym (woda utleniona itp.), świece, zapałki i zapalniczki plus dodatkowe baterie, produkty o długim terminie przydatności do spożycia (według upodobań: cukier, miód, czekoladę, słone paluszki, sucharki, krakersy, zupki w proszku, mąkę itp.), ewentualnie kuchenkę turystyczną z paliwem.

Niemieccy przedstawiciele środowisk aptecznych także zadeklarowali gotowość do podjęcia działań promujących edukację. Izby aptekarskie opublikowały na swoich stronach informacje dla farmaceutów dotyczące koronawirusa. Federalne Stowarzyszenie Niemieckich Aptekarzy wystosowało specjalną kartę informacyjną, w której opisuje podstawowe fakty związane z koronawiru-sem i tłumaczy, jak aptekarze powinni postępować wobec szerzenia się epidemii i jakie kroki przedsięwziąć, aby zmniejszyć ryzyko zachorowania swojego i pacjentów. Broszura informuje, jak dochodzi do przenoszenia się choroby, jakie są jej symptomy i jak uniknąć zarażenia. Przedstawia również proste środki higieny, które należy przedsięwziąć, by zmniejszyć ryzyko - należą do nich specjalna etykieta odnośnie kaszlu i kichania, higiena rąk oraz zachowanie odpowiedniej odległości od chorego.

Czytaj także

Wśród konkretnych wskazówek, znalazły się: nie kichać i nie kaszleć na inne osoby, nie kasłać w ręce, ale w jednorazową chusteczkę, podczas kichania, zachować możliwie największą odległość i odwrócić się, używać jednorazowych chusteczek, a te po użyciu natychmiast wyrzucać do zamykanego pokrywką pojemnika na śmieci, unikać kontaktu przy użyciu rąk, unikać dotykania oczu, nosa i ust, zachować odpowiedni dystans od osoby chorej (1-2 metry), myć często i dokładnie ręce, szczególnie po kontakcie osobistym. Mydło rozprowadzać 20-30 sekund między palcami, ręce dokładnie spłukać wodą i wytrzeć. Jeżeli nie ma umywalki, można użyć do dezynfekcji środków alkoholowych, żeli oraz chusteczek, w ciągu dnia, wielokrotnie wietrzyć przez kilka minut powierzchnię. Zmniejsza to ilość czynników chorobotwórczych w powietrzu i zapobiega wysuszaniu błon śluzowych

Federalne Stowarzyszenie Niemieckich Aptekarzy odniosło się także do kwestii masek ochronnych znikających w błyskawicznym tempie nie tylko z niemieckich aptek. Wnioski? Nie istnieją żadne dowody na to, że noszenie takiej maski mogłoby zmniejszyć ryzyko zachorowania u osoby zdrowej. ABDA powołuje się tu na stanowisko WHO, które mówi, że noszenie masek, w sytuacji, gdy nie jest to zalecane, może wywołać fałszywe poczucie bezpieczeństwa i w efekcie zaniedbanie podstawowych środków higieny. Inaczej jest w przypadku osoby chorej - jeśli już musi się ona udać w miejsce publiczne, noszenie maski może zmniejszyć ryzyko zarażenia drogą kropelkową innej osoby. Wobec braków środków, takich jak maski, w placówkach aptecznych, należy tym bardziej uważać na higienę.

Anna, matka dwójki dzieci, księgowa z wieloletnim stażem, w żadne zapewnienia ekspertów jednak nie wierzy. Już dwa tygodnie temu zaopatrzyła się w maseczki i środki dezynfekujące.

- Wiadomo, że rząd mówi, co mówi, żeby nie szerzyć paniki - wzrusza ramionami. - A prawda jest taka, że wirus roznosi się w zastraszającym tempie, wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się we Włoszech czy Korei Południowej. Chorują już w Czechach, Niemczech, na Ukrainie - tuż obok naszych granic, więc koronawirus za chwile pojawi się w Polsce - mówi, rozmawiamy we wtorek, w środę, rzeczywiście, potwierdzono pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce.

Anna w sobotę podjechała z mężem do marketu, zrobili zapasy wody mineralnej, cukru, mąki, kaszy, ryżu i makaronu. Kupili kilka puszek z wędliną, słoików z fasolką po bretońsku, pulpetami i flaczkami.

- Na pewno się nie zmarnuje, a lepiej dmuchać na zimne - tłumaczy. I wcale nie uważa się za jakąś panikarę, po prostu, jak to mówi, myśli zdroworozsądkowo.

- Moja babcia zawsze powtarzała: „Lepiej nosić niż się prosić”. Poza tym mam rodzinę, małe dzieci, za nie też jestem odpowiedzialna - uśmiecha się.

Wojtek, pracownik korporacji, od lat dba o to, aby jego spiżarka była pełna. Tak został wychowany, w jego rodzinnym domu matka zawsze robiła zapasy. Więc perspektywa epidemii zupełnie go nie wzrusza.

- Uważam, że to kwestia właśnie odpowiedzialności i samoświadomości - tak uważa. - Świat nie jest nam przyjazny, także z naszej winy: zmienia się klimat, rozwija technologia, która nie zawsze nam służy, mocarstwa walczą o wpływy - wylicza.

- Jest pan prepersem? - dopytuję.

- Oficjalnie, nie. Nigdzie nie należałem do żadnej organizacji, ale cóż, żyję trochę jak oni - wybucha śmiechem.

Tak, bo prepersi na wieść o epidemii koronawirusa pewnie tylko wzruszyli ramionami. Oni temat mają w „małym palcu”. Żyje ich w Polsce kilkadziesiąt tysięcy, są zorganizowani i doskonale się znają. Pochodzą z różnych warstw społecznych, są w różnym wieku, pracują w różnych zawodach. Są wśród nich rolnicy, nauczyciele, marketingowcy. Jedni zakładają grupy i wspólnie działają. Nie kryją się ze swoją pasją i chętnie udzielają wywiadów. Inni pozostają w ukryciu i nie ujawniają się nawet przed sąsiadami czy znajomymi. To samotnicy. Ale wszystkich łączy wspólny cel: zgromadzić takie zapasy żywności i niezbędnych rzeczy, by przeżyć, uczą się, jak przetrwać, uprawiają survival i przygotowują sobie bezpieczne i dobrze wyposażone kryjówki, których lokalizacji nikomu nie zdradzają. Często są to ziemianki, schrony czy domki w ustronnych miejscach, na wsiach, lasach czy w górach.

Czytaj także

Mówią, że prepering to filozofia życia, bo najważniejsze to zmienić swój sposób patrzenia na świat.

Każdy preppers przyznaje, że najważniejsze w przetrwaniu jest nastawienie, wiedza i umiejętności. Dlatego ćwiczą tężyznę fizyczną, uprawiają survival, uczą się polować, strzelać z łuku, konserwować żywność, budować schron, chronić się przed atakiem zwierząt.

„Nie chcemy straszyć Cię wszystkimi nieszczęściami, które mogą się wydarzyć. Po prostu realistycznie obserwujemy i oceniamy otaczającą nas rzeczywistość, dostrzegając w niej symptomy możliwych zagrożeń. Oczywiście nie każdemu uda się przygotować na każdą możliwą okoliczność. Jesteśmy jednak przekonani, że możemy zrobić w tym względzie naprawdę wiele. Każdy krok we właściwym kierunku zwiększa nasze szanse na przetrwanie w razie pojawienia się sytuacji groźnej dla nas, dla naszej rodziny, przyjaciół, sąsiadów” - piszą o swojej misji członkowie organizacji Polish Preppers Network, największej społeczności prepersów w Polsce.

Założył ją Piotr Czuryłło, 55-latek, kawał faceta: 198 cm wzrostu, 108 kg żywej wagi. Ponoć robił w życiu wszystko, nie był chyba jeszcze tylko maszynistą lokomotywy. Dzisiaj jest przedsiębiorcą, organizuje targi myśliwskie i proobronne.

Mieszka z żoną Claudią, pół-Indonezyjką, byłą prezenterką MTV, synkiem Piotrusiem i córką Natashą w okolicach Olsztyna. Wokoło las, natura. Wraz ze znajomymi stworzyli tu osadę. Wszyscy żyją podobnie, jak on.

Kim są prepersi? Najkrócej mówiąc, prepers to ktoś, kto na poważnie bierze odpowiedzialność za przetrwanie własne i swojej rodziny.

Ale tak naprawdę, prepering to coś znacznie więcej. Jak został prepersem?

- To jakiś bilans sytuacji, w jakich się znalazłem, doświadczeń, lęków. Na wiele rzeczy jestem, ale też byłem, przygotowany - mówił mi swego czasu Piotr Czuryłło. I dodał, że prepering nie jest czymś nowym, nie jest wynalazkiem XXI wieku, tak naprawdę był obecny w życiu naszych przodków. Nasze babcie robiły weki i martwiły się, jaka będzie zima. Dziadkowie zdobywali pożywienie, żeby ją przetrwać. Szykowali się na czas mrozu, zawiei, czas nieprzychylny ludziom i zwierzętom.

- Instynkt przetrwania, zachowania życia jest w nas najsilniejszy - tłumaczył. - A kiedy słyszymy o pandemii grypy, powodzi, tornadzie, gdzieś tam w nas pojawia się lęk. Boimy się - dodał. Może stąd Polish Preppers Polska.

On jest przygotowywany na każdą sytuację: konflikt militarny, wybuch nuklearny, zmiany klimatyczne czy brak prądu. Na tyłach swojego domu wybudował schron, który odpowiednio zaopatrzył, ma cały arsenał broni, na wypadek, gdyby musiał zdobywać pożywienie.

Tylko, czy w XXI wieku grożą nam takie kataklizmy?

O pandemiach, epidemiach mówi się coraz częściej, ostatnie tygodnie są dowodem, że to nie filmy grozy, ale rzeczywistość. A wojna na Ukrainie? Kiedy wybuchała, miał 70 tys. wejść na stronę. Znajomi pytali o to, gdzie uciekać, czy może raczej zostać, ile benzyny powinni mieć w zapasie. Jego portal, to taki papierek lakmusowy, natychmiast pokazuje nastroje społeczne.

Mówił, że prepering to pewna filozofia życia, stan umysłu, świadomości. On ma poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Poradzi sobie w każdej, nawet ekstremalnej sytuacji. Wie, co zrobi, jak zabraknie światła, jak nie będzie mógł przez kilka miesięcy pojechać do sklepu na zakupy. Każda sytuacja kryzysowa zmusza człowieka do tego, aby przeprosił się z naturą. On żyje z nią w zgodzie od lat.

Tyle tylko że nie wszyscy jesteśmy prepersami. Dlatego, kiedy w styczniu Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła wybuch choroby koronawirusowej w prowincji Hubei w Chinach, która doprowadziła do międzynarodowej sytuacji kryzysowej - wydała też kilka zaleceń. Na stronie internetowej organizacji pojawiły się wskazówki, jak postępować, aby zmniejszyć ryzyko przenoszenia się infekcji w miejscu pracy. Kiedy dojdzie do rozprzestrzenienia się wirusa, dobrym rozwiązaniem jest wyznaczanie stref, które mówią nam o stanie zagrożenia epidemią.

Czytaj także

We Włoszech władze wydały dekret, na mocy którego kraj został podzielony na trzy strefy: czerwoną, żółtą i pozostałą. Czerwona część obejmuje ognisko korona-wirusa, czyli Lombardię i Wenecję Euganejską. Na tym obszarze obowiązuje zakaz wstępu do gmin i ich opuszczania, zamknięte zostały szkoły, muzea, większość urzędów, zawieszono transport, a także działalność niektórych firm.

Żółta strefa obejmuje tereny, gdzie jest mniej stwierdzonych przypadków zakażenia wirusem, czyli w region Emilia-Romania, rejon Savony w Ligurii oraz część Lombardii i Wenecji Euganejskiej. W tej strefie wprowadzono zakaz imprez sportowych oraz kulturalnych. Wszystkie szkoły pozostają zamknięte.

W pozostałej części Włoch, czyli trzeciej strefie, obowiązują środki prewencji.

We wtorek okazało się, że dwie uczennice Zespołu Szkół im. Ignacego Łukasiewicza w Policach są w szczecińskim szpitalu. Skarżyły się na wysoką temperaturę, kaszel. Badania wykluczyły anginę i grypę. Obie dziewczyny były na wakacjach we Włoszech.

Internat szkoły, gdzie mieszkają dziewczęta, natychmiast został odcięty od świata. Nikt nie mógł opuścić budynku. Policja pilnowała obiektu całą dobę. Na szczęście okazało się, że obie uczennice nie są zakażone koronawirusem.

Podobnie było z miastem, w którym pod koniec grudnia pojawił się koronawirus 2019-nCoV. W walce z epidemią, władze zamknęły nie tylko liczący 11 mln mieszkańców Wuhan, ale również wiele innych miast w prowincji Hubei, w której mieszka 60 mln ludzi. Koronawirus rozprzestrzenił się jednak po świecie, gdyby jednak nie odizolowanie tych obszarów skala epidemii byłaby na pewno większa.

Co jednak możemy zrobić my, indywidualnie? Przede wszystkim nie ulegać panice. A w spiżarni, nawet bez epidemii koronawirusa, zawsze warto mieć jakieś zapasy. Artykuły higieniczne, leki, środki o działaniu odkażającym, świece, zapałki i zapalniczki plus dodatkowe baterie - też zawsze się przydadzą.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie