Jak przełamać bezradność opozycji? Po porażce w wyborach europejskich wciąż nie wyszła poza organizacyjne układanki

Piotr ZarembaZaktualizowano 
Bartłomiej Ryży/Polska Press
Lewicowa publicystka Kaja Puto stwierdziła na Facebooku, że kiedy wpisze się frazę „niczego się nie nauczyli”, Google kieruje głównie do tekstów dotyczących Platformy Obywatelskiej. Dzisiaj próbują uczyć PO, a szerzej opozycję, niemal wszyscy. W ostatnim tygodniku „Polityka” można znaleźć co najmniej trzy teksty instruujące środowiska opozycyjne co do strategii i taktyki. Trwa swoisty konkurs ofert. I co? I nic?

Na łamach „Gazety Wyborczej” pojawił się list otwarty Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, byłej ambasador w Rosji. Zarzuca ona liderowi PO Grzegorzowi Schetynie, że de facto się poddał, że nie gra na zwycięstwo. Dowodów na tezę o scenariuszu kapitulacji brak. Opowieść o planie skoncentrowania się na walce o Senat, gdzie w teorii antypisowskiej większości łatwiej byłoby zablokować kandydatów prawicy, odzwierciedla tak naprawdę nie czyjeś precyzyjne założenie, a nieco żałosną konkluzję: „tu jeszcze mamy szansę”. Ale istotnie nastroje są minorowe. I jak się zdaje, nie dotyczy to tylko Schetyny. Opozycja w miesiąc po porażce w wyborach europejskich nie wyszła wciąż poza organizacyjne układanki.

Ogłoszono właśnie skład sztabu - jak na razie samej PO z Nowoczesną, choć przecież start ma być szerszy, nie utracono SLD ani partyjnej drobnicy. Szefem ma być poseł Krzysztof Brejza, człowiek pracowity, ale mało poważny. Czy to oznacza, że strategia zostanie oparta na demaskowaniu pisowskich „afer”? Poseł jest w tym sprawny, ale ta droga nie przyniosła sukcesu. Pozostałe twarze to ludzie ani nowi, ani znani z oryginalnych pomysłów. Nowością w tym składzie są za to samorządowcy: Jacek Karnowski (prezydent Sopotu) i Hanna Zdanowska (prezydent Łodzi). Do tego wypadnie jeszcze wrócić. Oraz skomplikowana nazwa: Koalicja Obywatelska i Samorządowców.

Rzecz w tym, że list byłej ambasador zawiera głównie ogólniki. Poza jednym punktem. Pełczyńska-Nałęcz nawołuje nie tylko do wystawiania nowych, młodych ludzi na listach, ale też do wskazania kandydata na premiera. Kogoś niezgranego, i koniecznie innego niż Schetyna. Krążą nawet pomysły, aby hurtem wskazać i kandydata na prezydenta. Miałby to także nie być Schetyna. Można też powątpiewać, czy byłby to Donald Tusk. Koalicja Europejska przegrała dopiero co, pomimo jego mocnego wsparcia.

Obóz Kaczyńskiego, po potwierdzeniu swego mandatu, będzie pracował, aby scena publiczna nie była taka sama

Pomysł ma być powieleniem metody Jarosława Kaczyńskiego, który w roku 2015 schował się najpierw za plecami Andrzeja Dudy, a potem Beaty Szydło. Rzecz w tym, że Schetynie niesłychanie trudno sięgnąć po ten schemat. Kaczyński był de facto właścicielem Zjednoczonej Prawicy. Mógł przestawiać personalne pionki, jak chciał. Tymczasem Schetyna namaszczając kogoś innego na premiera, właściwie zrezygnowałby z przywództwa. A w każdym razie bardzo by je osłabił. Więc się nie pali.

Zarazem, czy pchać się będą ewentualni kandydaci do odegrania takiej roli? Manewr może się przecież mimo wszystko zakończyć porażką. Przysłowiowy Bartosz Arłukowicz, wskazywany jako ewentualny nowy lider, może się nie chcieć przedwcześnie palić wraz z obecnym kierownictwem. Nawet wygodniej byłoby zaczekać mu na kolejną porażkę i przejąć masę upadłościową. Choć stawka na kolejne cztery lata rządów PiS jest dla każdego polityka liberalnej opozycji ogromnie ryzykowna. Bo obóz Kaczyńskiego będzie po potwierdzeniu swego mandatu pracował, aby scena publiczna nie była taka sama. Próbując przebudować rynek medialny, może i otoczenie biznesowe, manipulując wymiarem sprawiedliwości.

W teorii receptą mógłby się okazać kandydat na premiera całkiem spoza partyjnej puli. Tyle że skoro nikt taki się nie nasuwa, może po prostu nie istnieje. W przypadku walki o prezydenturę nie wykluczam niczego, łącznie z wariantem ukraińskim (celebryta-amator). Ale na szefa rządu Polacy chyba potrzebują kogoś z doświadczeniem w rządzeniu.

Jak na razie problem jest inny. Te nazwiska, które się pojawiają, dobrze współgrają z kapitalną metaforą Jana Śpiewaka, człowieka z boku tej rozgrywki. Porównał on PiS do Armii Czerwonej, prącej w latach 1944-1945. „Bronią się tylko twierdze Danzig, Breslau i Warschau” zauważył obrazowo. No tak, jeśli postawienie na nowe twarze, to wybór między prezydentem Gdańska Aleksandrą Dulkiewicz i prezydentem Warszawy Rafałem Trzaskowskim, to o czym my rozmawiamy? Co ma mieć z tych kandydatów polska prowincja? A co ma mieć z Karnowskiego i Zdanowskiej, wielkomiejskich menadżerów, w sztabie?

Może kimś takim byłby lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Ale czy nie zagrał się na śmierć kolejnymi zwodami? No i czy może być kandydatem głównego opozycyjnego bloku ktoś, kto chce iść oddzielnie od niego? W tle toczy się kolejna potępieńcza debata: czy dla opozycji bezpieczniejszy jest start na kilku listach czy wymuszona jedność. Wbrew pozorom nawet tego nie rozstrzygnięto. Kłócą się o to nawet liberalni politolodzy.

Trzaskowski już wziął na swoje barki ekscesy ostatnich parad równości. Dulkiewicz także się od nich nie uwolni. Towarzyszą temu potępieńcze debaty w życzącej opozycji zwycięstwa „Gazecie Wyborczej”, że przecież maszerowanie pod emblematem waginy to nic złego. Spróbujcie to jeszcze wytłumaczyć Polakom, na dokładkę w dwa miesiące. Część środowisk opozycyjnych przypomina prawicę gdzieś z roku 2010. Święcie przekonana, że ma rację, chciała jednego: rację tę jak najgłośniej wykrzyczeć. To owocowało jej alienacją, niezdolnością do powrotu na szczyt. Przeciwnie, rozgrywali ją inni, jak chcieli.

Teraz to samo dzieje się z liberałami. Nie zawsze to wyłącznie ich wina. Atak prawicy na rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara to czysty populizm. Zbitka „opozycja broni morderców” jest nieuczciwa. Nie zmienia to wszakże faktu, że raz za razem opozycja występuje w roli oderwanych od rzeczywistości i od spraw zwykłych Polaków „dawnych elit”.

Co najważniejsze, dotyczy to głównego pytania: co obie strony obiecują Polakom w sferze ich codziennego bytowania. Podobno 71 proc. wyborców uważa, że polski rząd wydaje za dużo. Nie przeszkadza to tym samym Polakom przyjmować kolejne wyborcze prezenty. Przy okazji rządowej zapowiedzi zwolnienia młodych ludzi z płacenia PIT, Schetyna wyraził niepokój ruiną budżetu. Za dzień, dwa, obieca, że nikomu nic nie będzie odebrane. Tego wiecznego szpagatu dopuszczają się na dokładkę ludzie bez autorytetu, za którymi wciąż ciągną się niedomagania państwa, także budżetu, z lat 2007-2015.

Na łamach „Polityki” Mariusz Janicki i Wiesław Władyka po raz kolejny sugerują, że byłoby inaczej, gdyby nie krytykanci we własnych szeregach. Ale to dotyczy jakichś obrzeży, niektórych dziennikarzy czy intelektualistów. PO od dawna spełnia ich główny postulat: bić zawsze rządzących, obwiniać ich o wszystko, nie mieć wątpliwości. I jakoś się nie sprawdza.

POLECAMY W SERWISIE POLSKATIMES.PL:

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Cytat - Człowiek pracowity ale mało poważny .Panie Piotrze Pan jest inteligentny człowiek ale czytając Pana się męczę . Pan tak sprawiedliwie rozdaje oceny że jest to aż nieznośne . Napisać tak o p.Brejzie być może nie jest niesprawiedliwe ale ten opis bardziej pasuje do p. Marcinkiewicza a nie czołowego fightera jakim jest Brejza .

h
hańba i zdrada

Czekotubki i piciopaki. To bezdyskusyjne, na miarę tysiąclecia, osiągnięcia prawdziwie wolnej Polski solidarnych bohaterów, obrońców narodu przed komunistyczną narodową współwłasnością.

Solidarni zdrajcy to największa zaraza jaka dotknęła Polskę w całej historii. Potem mała przerwa i większa część narodu wolącego niewolniczo harować na panów i władców niż na siebie śpiewający że nic się nie stało kiedy sprzedano jego kraj okupantom i gangsterskim pomiotom. To hańba dla Polski tacy władcy i taki naród.

G
Greg

WON z bezmózgowcami POpaprańcami na OUT

Dodaj ogłoszenie