Jak powstają szpiegowskie gadżety? Wyjaśnia prezenter "Top Gear"

Redakcja
fot. Materiały Prasowe
Trudno stwierdzić, jaki czynnik najbardziej stymuluje wynalazczość, ale XX w. cieszył się jego wyjątkową obfitością. Zdaniem Jamesa Maya, słynnego prezentera "Top Gear", skorzystała na tym głównie branża szpiegowska.

Panuje powszechne przekonanie, że wojskowe satelity krążące w kosmosie są w stanie przeczytać gazetę rozłożoną na ziemi. Tymczasem okazuje się, że rozdzielczość uzyskiwana przez satelitę pozwala na zrobienie wyraźnego zdjęcia zarysu o rozmiarach nie mniejszych niż duży obrus.

Podobno. Możesz więc siedzieć na ławeczce w nowojorskim Central Parku z egzemplarzem "Kapitału" Karola Marksa bez obaw, że satelita Joe McCarthy zagląda ci przez ramię.

Czy na pewno? Może po prostu oni chcą, żebyś w to wierzył? Problem z jakimikolwiek próbami dowiedzenia się czegokolwiek o tajemniczym świecie szpiegostwa polega na tym, że to, co istotne, wciąż jest tajne. Rzecz jasna, byli szpiedzy piszą pamiętniki, ale gdy trafiają one do księgarń, społeczność szpiegowska jest już co najmniej o krok do przodu. I skąd mamy mieć pewność, że wspomnienia jakiegoś agenta X nie są żadną ściemą albo że nie żyjemy w świecie ogromnego, skomplikowanego spisku rodem z powieści Alistaira MacLeana?

Szpiegostwo, podobnie jak zbrojenia i oprogramowanie komputerowe, jest wyścigiem technologicznym o nieustannie zmieniającym się charakterze. Kiedyś była to profesja dżentelmenów, którzy ubrani w absurdalne pudrowane peruki chowali się za opadającymi do podłogi zasłonami w zagranicznej ambasadzie bądź czaili się w krzakach z mosiężną lunetką. Ale w XX wieku, w erze technologii, szpiegostwo stało się stosunkowo popularnym zawodem - szpiedzy mają pensje, możliwości awansu, coroczne wczasy, samochody firmowe i urlopy zdrowotne.

Czytaj także: Anna Chapman: Szpieg, który przysparza zmartwień Putinowi

Dzisiejsi tajniacy z MI6 pojawiają się w radiowej Jedynce, nawołując brytyjską młodzież do wstąpienia w ich szeregi, i kusząc ją urokami zagranicznych podróży. Ale może to tylko przykrywka.

Profesja szpiega ma rzecz jasna pewne wady, do których należą tortury, więzienie bez procesu i nagła śmierć po spożyciu niewinne wyglądającego sushi. Z drugiej strony, są też świetne gadżety, i to nie tylko znikający atrament zrobiony z soku z cytryny. Wszyscy uczniowie potajemnie marzą o pistolecie Walther PPK. Zaprojektowano go z myślą o niemieckich policjantach pracujących w cywilu, żeby można było go łatwo ukryć - zdobył jednak sławę, gdy wybrał go James Bond. Kobiety zaś mogłyby być bardziej zainteresowane pistoletem w szmince, który z zewnątrz wyglądał dokładnie tak, jak opakowanie szminki, i nawet można go było używać jako zwykłą pomadkę - oczywiście przy zachowaniu należytej ostrożności. Kiedy jednak odkręciło się dno owej szminki, pojawiała się komora na jeden nabój: jej podstawa posiadała bardzo silną sprężynę i grot, który przy mocnym pociągnięciu i zwolnieniu wyrzucał pocisk. Taki oto gadżet był na wyposażeniu rosyjskich agentek.

Oczywiście przeznaczony był do użytku z małej odległości i stanowił sposób na zlikwidowanie przeciwnika i odebranie mu broni. Oprócz zejścia z tego świata ofiara doświadczała dodatkowego upokorzenia w postaci opryskania drobinkami pewnego popularnego sowieckiego kosmetyku - broni biochemicznej o nazwie Czerwona Śmierć - ale to zapewne zostałoby utajnione.
Pistolet-szminka wywodzi się ze wspaniałej tradycji ukrytej broni z jednym nabojem. Istnieje wiele innych genialnych pistoletów zdolnych do oddawania jednego tylko strzału - udających fajkę, ołówek automatyczny albo latarkę. Ale jeśli przebranie broni za coś innego nie było w stanie zmylić wroga, zawsze pozostawała możliwość jej ukrycia. KGB opracowało na przykład broń jednostrzałową, którą można było ukryć w odbycie. (Nie została jednak zaprojektowana, by stamtąd strzelać. Najpierw trzeba było ją wydostać). To dziwne, ale Q nigdy jej nie zademonstrował.
Zapotrzebowanie na tajną broń i sekretny sprzęt było tak duże, że w czasie II wojny światowej trzeba było wytwarzać je na wielką skalę, choć wciąż w sposób tajny. Zajmowało się tym Brytyjskie Kierownictwo Operacji Specjalnych (SOE - Special Operations Executive) odpowiedzialne za sabotaż, działalność wywrotową i szpiegostwo w okupowanej przez nazistów Europie. (...) Zmyślność wielu projektów SOE zapierała dech w piersiach: wybuchowy węgiel, wybuchowe mydło i wybuchowe szczury. W ofercie znalazły się także przeciwbłotne osłony na buty; można je było nosić na normalnych butach w trakcie przemieszczania się po trudnym terenie i zdjąć, gdy szpieg dotarł już na ubitą ziemię. A co powiedzielibyście na trampki? Lecz nie takie, jakie znamy dziś, ale takie, których podeszwa miała wzór japońskich chodaków albo stopy tubylca, dzięki czemu można było przejść po piaszczystym albo błotnistym terenie, nie zostawiając za sobą zdradliwego śladu typowego dla butów wojskowych.

Czytaj także: Anna Chapman: Szpieg, który przysparza zmartwień Putinowi

Tymczasem zdolni rzemieślnicy byli zajęci tworzeniem sprzętu do ucieczek, który można było wysłać w paczce więźniom w Colditz lub podobnych miejscach. Mapy, małe narzędzia, fałszywe dokumenty i oczywiście kompasy chowano we wszystkim , w czym tylko się dało, począwszy od kostek domina, a skończywszy na rękawach koszul. Każdy, kto dorastał w latach 60. XX wieku, pamięta pewnie hołd złożony dziełom tych ludzi przez firmę Clarks, której but Commando posiadał mały kompas schowany w obcasie - idealne obuwie dla każdego, kto zamierzał zwiać z geografii.

(...) W czasie zimnej wojny sabotaż ustąpił miejsca szpiegostwu - bardziej sekretnej walce, w której prawdziwą broń powstrzymującą nadejście armagedonu stanowiła informacja, a nie głowice jądrowe, jak nam się wszystkim wydawało. Była to era MICE. MICE to typowo już absurdalny skrót tajnych służb oznaczający cztery podstawowe sposoby na zwerbowanie szpiega ze strony nieprzyjaciela: pieniądze, ideologia, kompromitacja i ego (ang. money, ideology, compromise and ego). Te cztery rzeczy zawsze przeszkadzały każdemu, kto starał się chronić tajne informacje, a przydawały się jako narzędzia tym, którzy chcieli je poznać, ale teraz wytyczne MICE miały być używane do infiltracji psychiki wroga praktycznie na poziomie rządowym.

Cały tekst przeczytasz w poniedziałkowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie