Jak komórki dopalają nam mózgi. Współczesne elektroniczne narkotyki

Anders Hansen „Wyloguj swój mózg. Jak zadbać o swój mózg w dobie nowych technologii”
Media społecznościowe dokładnie przestudiowały nasz układ nagrody. Wykorzystują tę wiedzę, by kreować efekt zaskoczenia
Media społecznościowe dokładnie przestudiowały nasz układ nagrody. Wykorzystują tę wiedzę, by kreować efekt zaskoczenia pixabay
Sięgnięcie po komórkę to pierwsza rzecz, jaką robimy po przebudzeniu, a ostatnia czynność przed snem to odłożenie jej na szafkę nocną. Dotykamy jej ponad 2600 razy dziennie i bierzemy do ręki przeciętnie co dziesięć minut - w okresie czuwania. Z tym że okres czuwania niektórym też nie wystarcza, bo jedna na trzy osoby sprawdza komórkę co najmniej raz w ciągu nocy - pisze Anders Hansen, lekarz.

Jeśli nie macie telefonu komórkowego w zasięgu wzroku, to na pewno wiecie, gdzie on jest. Inaczej nie moglibyście zapewne skupić uwagi na czytaniu tych słów. Sięgnięcie po komórkę to pierwsza rzecz, jaką robimy po przebudzeniu, a ostatnia czynność przed snem to odłożenie jej na szafkę nocną. Dotykamy jej ponad 2600 razy dziennie i bierzemy do ręki przeciętnie co dziesięć minut - w okresie czuwania. Z tym że okres czuwania niektórym też nie wystarcza, bo jedna na trzy osoby (50 procent wszystkich z grupy wiekowej 18-24) sprawdza komórkę co najmniej raz w ciągu nocy.

Gdy tracimy komórkę, nasz świat rozsypuje się na kawałki -40 procent z nas wolałoby na jeden dzień stracić głos niż komórkę (to nie żart, naprawdę tak jest!). Gdziekolwiek spojrzeć: na ulicach, w kawiarniach, restauracjach, autobusie i w domach przy wspólnym posiłku -a nawet w siłowni! - wszyscy wpatrują się w ekrany swoich smartfonów. Cokolwiek o tym sądzić, to jest uzależnienie! Chcąc jednakże zrozumieć, jak to się stało, że telefony komórkowe i ekrany zawładnęły całym światem, musimy ponownie zajrzeć do naszych mózgów.

Zadanie dla dopaminy

Gdyby ktoś chciał napisać książkę o którymś z posłańców między neuronami, czyli mówiąc w języku naukowym: o neuroprzekaźnikach, powinien zacząć od dopaminy. To samo można by poradzić komuś, kto pragnie zrozumieć, jak to możliwe, że telefony komórkowe mają taką zdolność uwodzenia. Często opisuje się dopaminę jako coś w rodzaju eliksiru szczęścia, ale nie jest to cała prawda. Najważniejszym zadaniem dopaminy wcale nie jest poprawianie nam samopoczucia, lecz zmuszenie nas do zajęcia się tym, na czym się musimy akurat skoncentrować. Dopamina jest naszym silnikiem.

(...) Jeśli zadaniem dopaminy jest bardziej motywowanie nas do jakiegoś działania niż zapewnianie nam uczucia przyjemności, to skąd się bierze to ostatnie? Przypuszczalnie istotną rolę odgrywają tu endorfiny, czyli nasza „naturalna morfina”. Dopamina każe nam chcieć poczęstować się tym smakołykiem, który mamy przed sobą, ale to endorfiny sprawiają, że on nam smakuje.

Mózg łaknie wszystkiego, co nowe. Mamy w mózgu komórki uaktywniające się pod wpływem nowych rzeczy

Dopamina odgrywa ważną rolę w układzie nagrody mózgu, który podobnie do układu stresowego podlegał ewolucyjnym procesom przez wiele milionów lat. I dla obu tych układów współczesne społeczeństwo jest światem zupełnie obcym. Układ nagrody stymuluje nas do zachowań, które umożliwiają przetrwanie i przekazanie genów następnym pokoleniom. Nic więc dziwnego, że jedzenie, kontakty towarzyskie - bardzo ważne dla zwierzęcia stadnego, jakim jest człowiek - i seks wywołują wzrost poziomu dopaminy. Podnosi go również korzystanie z telefonu komórkowego, odczuwamy więc silne pragnienie sięgnięcia po aparat, gdy tylko usłyszymy sygnał nadchodzącego esemesa. Telefon komórkowy „włamuje się” do wielu podstawowych mechanizmów układu nagrody, to fakt.

Kochamy nowości

Z perspektywy ewolucji nie można się dziwić, że my, ludzie, łakniemy wiedzy. Zdobywając jak najwięcej informacji o swoim otoczeniu, podnosiliśmy szanse na przetrwanie. Ten, kto wiedział, jak się zmienia zachowanie lwa pod wpływem pogody albo w jakich sytuacjach antylopy tracą czujność i można się do nich podkraść, miał większe szanse na udane polowanie i uniknięcie roli posiłku drapieżnika.

W odpowiedzi na regułę, że „im więcej wiemy o otoczeniu, tym większe są szanse na przetrwanie”, natura wyposażyła nas w instynkt poszukiwania informacji. Jak się zapewne domyśliliście, substancją, która stoi za tym instynktem, jest oczywiście… dopamina! Mózg ją uwalnia, gdy się uczymy czegoś nowego, a dodatkowo w ten sposób ułatwia nam naukę.

Mózg łaknie nie tylko nowych informacji, ale w ogóle wszystkiego, co nowe, czyli nowych środowisk i zdarzeń. Mamy w mózgu komórki odpowiedzialne za wytwarzanie dopaminy, uaktywniające się wyłącznie pod wpływem nowych rzeczy. Tak jak wtedy, gdy widzimy coś, co niesie ze sobą ładunek emocjonalny. Na widok czegoś znajomego, na przykład ulicy, przy której mieszkamy, nie reagują. Ożywiają się jednak, gdy natykamy się na coś nowego, na przykład na nieznaną twarz.

Fakt, że istnieją komórki dopaminergiczne, które jak kania dżdżu pragną nowych informacji - w tym otoczenia -oznacza, że mózg nagradza nowości. Już od chwili narodzin mamy zakodowany w genach pociąg do wszystkiego, co nowe i nieznane, dzięki czemu lubimy podróżować do nowych miejsc, spotykać nowych ludzi i gromadzić nowe przeżycia. Ta skłonność służyła prawdopodobnie motywowaniu naszych przodków do poszukiwania nowych szans w świecie, w którym brakowało jedzenia i zasobów.

Mózg pozostał w zasadzie niezmieniony, więc pragnienie nowości nadal w nas tkwi, tyle że teraz przybiera inną postać niż chęć zobaczenia nieznanych miejsc. Wywołuje w nas apetyt na nową wiedzę i na informacje dostarczane przez komputery i komórki. Pojawienie się nowego obrazu na ekranach komputera i telefonu powoduje uwolnienie dopaminy, co skutkuje tym, że lubimy klikać i przenosić się dalej. Wydaje się, że faktycznie bardziej lubimy „następną stronę” niż tę, na którą akurat patrzymy, gdyż prawie jedna piąta wszystkich stron internetowych przykuwa naszą uwagę nie dłużej niż cztery sekundy. Na zaledwie czterech procentach stron pozostajemy dłużej niż dziesięć minut.

Gdy zdobywamy nowe informacje, bo w gruncie rzeczy to właśnie robimy, niezależnie od tego, czy wchodzimy na portale informacyjne, do poczty e-mailowej czy do mediów społecznościowych - nasz układ nagrody aktywizuje się w taki sam sposób jak wtedy, gdy nasi przodkowie widzieli nowe miejsca i środowiska. W rzeczywistości centrum sterujące zachowaniami polegającymi na poszukiwaniu nagrody (ang. reward-seeking) znajduje się w mózgu tak blisko zachowań polegających na poszukiwaniu informacji (ang. information-seeking), że czasami trudno je od siebie odróżnić.

Media społecznościowe pobudzają nasz ośrodek przyjemności

Prócz firm oferujących gry losowe i produkujących telefony komórkowe również media społecznościowe mają szczególną zdolność do wykorzystywania naszego upodobania do nieznanych wyników. Facebook, Instagram i Snapchat nakręcają chęć rzucenia okiem na ekran telefonu i sprawdzenie, czy nie pojawiły się czasem jakieś ważne materiały albo tak zwane lajki. Zapewniają nam ponadto cyfrową wersję pozytywnego wzmocnienia wtedy, gdy nasz układ nagrody znajduje się w stanie najsilniejszego pobudzenia. Lajki pod naszym zdjęciem z wakacji nie pokazują się zwykle w tej samej sekundzie, w której ktoś klika „Lubię to”. Niekiedy Facebook i Instagram wstrzymują ukazanie się kciuków i serduszek w oczekiwaniu na to, żeby nasz układ nagrody wszedł na najwyższe obroty. Dawkując bodźce w małych porcjach, wzniecają największe oczekiwanie na cyfrowe nagrody.

Operatorzy mediów społecznościowych dokładnie przestudiowali nasz układ nagrody, doskonale wiedzą, że mózg uwielbia niepewne wyniki, potrafią więc wyliczyć optymalną częstotliwość ich występowania. Wykorzystują tę wiedzę, by kreować efekt zaskoczenia, dzięki któremu zechcemy wziąć do ręki telefon komórkowy w dogodnym momencie albo w chwili całkiem nieodpowiedniej. „Sprawdzę, bo może dostałem kolejnego lajka” to ten sam mechanizm, co „jeszcze tylko jedna gra w pokera, może tym razem mnie się poszczęści”.

Żeby aplikacje możliwie najskuteczniej pobudzały układ nagrody w mózgu i wywoływały uzależnienie, wiele firm posuwa się do zatrudniania psychologów behawioralnych i badaczy mózgu. Nie ma wątpliwości, że dla osiągnięcia korzyści ekonomicznych udało im się skutecznie zhakować nasze mózgi.

Jakie błędy najczęściej popełniamy nosząc maseczki?

Wideo

Materiał oryginalny: Jak komórki dopalają nam mózgi. Współczesne elektroniczne narkotyki - Polska Times

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krzychu

Lepiej szybko się odzwyczaić i poprosić gminę o pomoc.

https://www.salon24.pl/u/krzysztofkuklinski/1014998,swiatowy-protest-bez-grety-stop-5g-stop-zagrozeniu-zdrowia-i-zycia

Y
Yhy

[wulgaryzm]o nie udało. Mam w nosie pejsbuki, instagramy itp.

D
DiSi

Artykuł uwrazliwia i ukazuje psychologiczny kontekst kontroli behawioralnej koncernów jednoznacznie ingerujacych w podstawowy myślenia, rozumienia konsumenta, podsysajac nacystyczna podstawę, sprzyjająca konsumpcji i generowaniu zysków.

G
Gość

hahaha a co ? artykuł ma być preludium do ustanowienia nowego zdrowotnego podatku od kolejnej "używki" ?

Dodaj ogłoszenie