Jak dziewczyny z Manhattanu rozpętały rewolucję seksualną

Dagny Kurdwanowska
Samanthę Jones, Mirandę Hobbes, Charlotte York i Carrie Bradshaw zobaczymy na wielkim ekranie już 20 czerwca fot. MATERIAŁY PRASOWE
Dziś nowe wydanie "Seksu w wielkim mieście". To rozgrzewka przed kinową premierą filmu

Mikołaj Kopernik dziełem "O obrotach sfer niebieskich" (1543) wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię. Amerykańska dziennikarka i pisarka Candace Bushnell swoimi felietonami zebranymi w książce "Seks w wielkim mieście" (atrakcyjnie opakowane wznowienie od dziś w księgarniach) doprowadziła do największych migracji we wszechświecie. Po lekturze perypetii wyzwolonej Carrie Bradshaw i jej trzech przyjaciółek kobiety masowo zaczęły przeprowadzać się z Wenus na Marsa.

Nim pojawiła się Carrie, zasady były jasne. Kobiety, jako nieśmiałe, wrażliwe, eteryczne i wymagające opieki istoty, zamieszkiwały planetę bogini kobiecości. Tymczasem twardzi i nieczuli mężczyźni zajęci tylko seksem, polowaniami lub pracą na stanowiskach menedżerskich zasiedlili przyczółek boga wojny. Od czasu do czasu przedstawiciele obu plemion łączyli się w pary i zaludniali planetę Ziemię. Wówczas Ona gotowała mu obiady, a On przynosił do domu łupy, w tym piękne ubrania dla niej, by wyrazić swą wdzięczność.

Ale w 1997 roku ten idealny układ zatrząsł się w posadach. Na rynku zadebiutowała książka Bushnell (u nas w 2001 r.). Słynna nowojorska imprezowiczka i stała bywalczyni tak rozwiązłych miejsc jak słynne Studio 54 (zamknięte po aferze z narkotykami) bez owijania w bawełnę wyłuszczyła w niej, że kobieta u progu XXI wieku ma jasne priorytety. A są to: seks, kariera oraz szpilki od Manolo Blahnika.

Życiowe prawdy nabyte podczas dzikich imprez, włożone w usta przebojowej dziennikarki Carrie Bradshaw, która - podobnie jak sama Bushnell - pisuje felietony o relacjach damsko-męskich do "New York Observera", stały się jednym z największych bestsellerów 1997 r.

Potencjał wyczuli natychmiast spece ze stacji HBO i już rok później na ekranach telewizorów pojawił się serial "Seks w wielkim mieście" (w sumie powstały 94 odcinki). I wtedy na Marsie zaczęły się problemy. Bo o ile książka miała siłę rażenia granatu, to serial stał się obyczajową bombą atomową.

Carrie (odtwarzana z werwą przez Sarę Jessikę Parker) sypała z ekranu złotymi myślami w rodzaju: "Torebki dla kobiet są tym, czym jaja dla mężczyzn. To tylko dodatek, ale bez niego czujemy się nagie"; bez oporów pozwalała sobie na kolejne romanse, często jednonocne, a miłosne niepowodzenia leczyła bynajmniej nie lekturą dzieł Ericha Fromma (autora rozprawy "O sztuce miłości"), ale raczej nową parą "manolów" oraz kolorowym drinkiem Cosmopolitan.

W tym zresztą chętnie sekundowały jej przyjaciółki, przy okazji wymieniając się doświadczeniami. Rudowłosa prawniczka Miranda Hobbes (Cynthia Nixon), konkretna w pracy i w łóżku, najbardziej ceniła swój związek z wibratorem, mówiąc, że dla mężczyzn "jej cipka jest większą zagadką niż Sfinks".

Ciemnowłosa, subtelna Charlotte York (Kristin Davis), choć marzyła, by zostać kurą domową, nie raz przeżywała przez swoich kochanków depresję waginy. I wreszcie seksualna torpeda Samantha Jones (Kim Cattrall), która w swej otwartości przekazywała rzeszom kobiet cenne porady, m.in. jak rozluźnić mięśnie szczęki po udanym seksie oralnym.

Odkrycie, że kobiety mówią językiem do tej pory zarezerwowanym dla facetów, że mają podobnie rozbuchane ego i libido oraz że faceta potrzebują głównie do towarzystwa, bo całą resztę potrafią zapewnić sobie same, było przewrotem kopernikańskim w sferze obrotów ciał damsko-męskich.

A Bushnell i twórcy serialu stali się rzecznikami pokolenia trzydziestolatek, które jak Carrie, Samantha, Miranda i Chalotte zapragnęły być niezależne, świetnie ubrane i zaspokojone pod każdym względem. To jednak zaniepokoiło mężczyzn, którzy poczuli, że na ich terytorium robi się cokolwiek ciasno.

Część dzielnie oglądała serial, licząc, że zrozumie psychikę odmienionych kobiet. Pozostali wydali serialowi wojnę, która do dziś trwa na forach internetowych. Ostatnio męska niechęć do Carrie i spółki dała o sobie znać przy okazji światowej premiery kinowej wersji "Seksu" (na polskich ekranach film zobaczymy 20 czerwca). Recenzent magazynu "The Rolling Stone" napisał nawet, że większość jego kolegów "wolałaby podpalić sobie przyrodzenie, niż zobaczyć to dzieło".

Za oceanem film bije jednak kolejne rekordy (stał się najbardziej kasową komedią w historii kina), kolejne trzydziestolatki sięgają po książkę Bushnell i robią sobie powtórki z serialu (przypomina go Comedy Central). A ja kupiłam szałową parę "manolków", żeby wygodniej mi się spacerowało na Marsa.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie