Jack Reacher: Słodki twardziel bez właściwości

Mariusz Grabowski
Dlaczego wszyscy lubią podszyte sensacją kryminały Lee Childa, choć proste w konstrukcji jak cepy, pisane niewyszukanym językiem i kończące się zawsze irytującym happy endem? Odpowiedź jest banalna: bo jego bohater Jack Reacher uosabia marzenia czytelników.

Kobiece - bo jest przystojniejszy nawet od Borysa Szyca, pełen ogłady i mimo swego twardzielstwa czuły i delikatny. Płci słabszej nie skrzywdzi, raczej uszanuje, dziecko pogładzi po główce, odda ostatnie dolary staruszce. Choć wysoki do nieba jest niczym Boży poczciwiec, któremu można wmówić wszystko. Gdyby był żonaty, chodziłby nawet po galeriach na zakupy i godzinami wystawał przed butikami. Anioł.

Faceci widzą w nim siebie samych sprzed tysięcznej golonki z piwem. Tacy byli tuż po wojsku, kiedy świat stał otworem, wokół kręciło się mnóstwo kumpli i nie trzeba było chodzić codziennie do znienawidzonej pracy. Reacher, niczym ptak niebieski, w ogóle nie pracuje, raczej leje innych po mordach. Ale nie dla kasy, lecz dla przyjemności i poczucia etycznej symetrii. Poza tym dysponuje czymś, co facetom bardzo imponuje - nie ma laski, której nie potrafiłby okręcić sobie wokół palca. Wystarczy, że zacznie nawijać, a one same radośnie skaczą mu do wyrka. No, Szyc jak żywy.

Recepta na takiego herosa jest prosta i aż dziw, że twórcy kryminałów musieli czekać, aż Reachera wymyśli dopiero Child. Wydawałoby się, że stworzenie ideału jest dziecinnie proste - wystarczy skleić go z najbardziej pozytywnych cech pożyczonych od innych. Od Marlowe'a wzięłoby się prezencję, komputerową inteligencję i umiejętność wyprowadzenia znienacka prawego prostego, od Lwa Archera wyszczekaną gadkę i cynizm znamionujący filozofa, a od Johna Rebusa olewactwo w sprawach bytowych, plus poczucie sprawiedliwości. To ostatnie trochę staroświeckie, ale w kryminałach noir wciąż w cenie.

Tu pojawił Child i uczynił to, nad czym inni głowili się latami. A w najświeższym tomie przygód - "Echu w płomieniach" - tylko potwierdza, że wiedział, co robi. Posyła Reachera do Teksasu i wikła w intrygę związaną z wielką forsą, polami naftowymi i tymi sprawami. Czy to zresztą nie wszystko jedno? Reacher zawsze potrafi się znaleźć, niezależnie od tego, czy jest akurat śledczym, czy ściganym. Od lat dba o to Lee Child i nie żałuje.

A dlaczego? Bo pomyślał i bez żadnych skrupułów wprowadził swój pomysł w życie. Nie dał się literackiemu szantażowi, że bohater kryminału musi mieć jakieś życie wewnętrzne, złudzenia, moralne rozterki, musi go ciągnąć do flaszki i podupadłych moralnie niewiast z kiepskim biustem i depresją. Child wszelkie psychologizowanie ma gdzieś - Reacher jest psychologicznie czysty jak łza, egzystencjalne problemy go nie obchodzą, wystarczy, że z rana łyknie kawy, może zasuwać przez cały dzień jak maszyna.

Facet idzie przez życie jak czołg, lejąc w pysk, kogo trzeba. Nie ma dokumentów, domu, samochodu, nie ma nawet żony, zresztą po co mu ona, skoro w każdym miasteczku znajduje kochankę?

Poza tym nie czyta książek, nie odróżnia Armaniego od Hugo Bossa, nie głosuje i nie politykuje. Metafizyką nie zaprząta sobie głowy, w wolnych chwilach woli rozebrać na części glocka. Nowy człowiek, idealny detektyw, na którego czekaliśmy, męcząc się od czasów Holmesa z korowodem znerwicowanych neurasteników.

Lee Child, "Echo w płomieniach", Albatros, Warszawa 2013, cena 34,99 zł

Kliknij, aby czytać pozostałe recenzje pióra Mariusza Grabowskiego

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie