reklama

Jacek Kurski: Nie budujemy anty-PiS, tylko twórczo rozwijamy ideę IV RP

Agaton KozińskiZaktualizowano 
Jacek Kurski
Jacek Kurski FOT. PRZEMEK SWIDERSKI / POLSKAPRESSE DZIENNIK BALTYCKI
- Polacy cały czas nie wiedzą, że nasza partia istnieje, dlatego nie widać nas w sondażach. Ale dostrzegą nas tydzień przed wyborami - mówi Jacek Kurski, europoseł Solidarnej Polski, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Namawiałem Pana na ten wywiad rok temu - ale usłyszałem tylko, że wyglądam jak inkasent z elektrowni, a nie dziennikarz. Minęło 12 miesięcy i zgodził się Pana na rozmowę. Co się zmieniło?
Żal mi się pana zrobiło.

Mnie? Czy raczej Solidarnej Polski, która ciągle dołuje w sondażach, więc łapie się Pan każdej sposobności, by notowania poprawić?
To niechlujna legenda. Mam wrażenie, że konikiem dziennikarzy jest kpić z poparcia Solidarnej Polski wbrew oczywistym faktom.

Nie, dziennikarze po prostu uważnie czytają sondaże.
Ale sondaże to jedynie substytut wyborów. Natomiast my trzykrotnie, od czasu naszego spotkania rok temu, poddaliśmy się testowi wyborczemu - w Kazimierzy Wielkiej, Elblągu i na Podkarpaciu. To były dla nas bardzo trudne starcia, a mimo to osiągnęliśmy przyzwoite rezultaty. Średnia z tych trzech prób to 10,3 proc.

Pierwsze śliwki robaczywki. Początkowo nikt na Was nie zwracał uwagi, więc sobie radziliście. Ale na Podkarpaciu dostaliście się pod ogień ciągły konkurencji politycznej i popłynęliście.
Popłynęliśmy?! Co pan opowiada?! Przecież zdobyliśmy 11 proc. głosów! Przecież pan proponuje dom wariatów. Od roku słyszymy, że mamy 1 proc., dostajemy 11 proc., a pan i reszta, że no nie, klęska, klęska.

Liczyliście na więcej, wystawiając Ziobrę. W wyborach ogólnopolskich nie da się wystawić Ziobry w każdym okręgu wyborczym. A konkurencja będzie do Was strzelać dużo mocniej i zacznie dużo wcześniej.
Co z tego, że liczyliśmy na więcej, skoro użyto szafy Lesiaka, nieznanych sprawców i przemysłu pogardy, żeby nam to więcej zabrać? Czy pan nie rozumie, że nawet te 11 proc. to więcej niż SLD, PSL i Palikot w ostatnich wyborach do Sejmu?! Bylibyśmy trzecią siłą w Polsce z takim wynikiem. Jeśli PiS powtórzy tę akcję w skali kraju, to tylko nas w ten sposób zbuduje, bo to ułatwi identyfikację wyborcom z nami. Nasza słabość sondażowa wynika z tego, że my wszyscy mamy pisowskie gęby - tylko proszę nie robić z tego tytułu wywiadu - i z tego powodu wyborcy nie odróżniają nas od PiS. To kwestia inercji świadomości wyborców. Pytani w sondażu nie pamiętają nazw nowych partii. W wyborach, nawet uzupełniających, przy karcie do głosowania widzą czarno na białym, o proszę, Solidarna Polska to jednak nie PiS i nagle mamy dwucyfrowy wynik. Wynik a nie science fiction, rozumie pan? Gdzie są Kowal, Kwaśniewski, Gowin? Który z nich trzy razy przekroczył próg?

Jest za wcześnie, by przekreślać Gowina, a Kowal i Kwaśniewski padli ofiarą innego zjawiska - lenistwa. Polacy premiują polityków, którym zależy. Akurat Solidarna Polska dowodzi, że jej zależy bardzo i ciągle dłubie. Podobnie jak przed 2011 r. dłubał Janusz Palikot. Chcecie powtórzyć jego wynik?
Świetnie, że pan wspomniał Palikota, bo ja nie chciałem tego nazwiska wymieniać. Ale jego przypadek jest bardzo ciekawy pod względem socjologicznym.

Okazał się bardzo skutecznym dłubaczem.
Nie o to mi chodzi. Palikot miał świetne otwarcie, jego pierwszy kongres w 2010 r. był mocno nagłośniony. Ale mimo to w sondażach miał zerowe albo 1-procentowe poparcie. Między październikiem 2010 a październikiem 2011 r. ani razu nie udało mu się z tego zera wyjść. Dopiero jak tuż przed wyborami zarejestrował listę, poparcie dla niego skoczyło do 2, 3, 5 proc. A w czasie wyborów zgarnął 10 proc. Co się stało? Ludzie niemal do samego końca nie zauważali, że Palikot nie jest już członkiem PO. Dopiero gdy stanęli przed urną wyborczą, zrozumieli, że on ma własną partię. To samo będzie z nami. Wielu wyborców pewnie dopiero w dniu wyborów zorientuje się, że Ziobro, Kempa, Dorn, Cymański, Kurski, Dera, Wróbel, Mularczyk, Jaki, Golba, Bogucki, Siarka, Woźniak, Szeliga itd. to nie są kandydaci PiS, tylko Solidarnej Polski. Poparcie dla nas jest ukryte w dużym stopniu w poparciu dla PiS oraz w zdecydowanych głosować, ale niezdecydowanych na kogo - stąd niedoszacowanie. Realnie poparcie dla nas waha się w przedziale 8-10 proc.

Z drugiej strony Palikot miał świeży pomysł, jego antyklerykalne hasła znalazły wielu orędowników. Wy takiego hasła nie macie, jesteście de facto klonem PiS - tylko ze znanymi twarzami.
Palikot wypreparował pomysł na partię w niszy nienawiści wobec Kościoła i tradycji, ale bardzo szybko ogłosił plajtę przebraną w rebranding.

Swoją drogą po ostatnich wypowiedziach abp. Michalika mógłby powiedzieć: "a nie mówiłem", gdyby wcześniej się nie zamknął.
Ale to problem Palikota. Fakt, że musiał robić rebranding, dowodzi, że hasła ideologiczne ufundowane na nihilizmie nie są trwałym budulcem. Miał szansę, gdyby poszedł linią wystąpienia, jakie wygłosił tuż po exposé Tuska w listopadzie 2011 r. Nie wiem, czy się prochów nałykał, czy co, ale miał bardzo wyrazisty pomysł socjalny na Polskę - tyle że chwilę później całkowicie go porzucił, oddając pole SLD, który wtedy jeszcze był w rozsypce. Pomógł mu się podnieść. Od reformy emerytalnej '67 lewica socjalna zabetonowała się po stronie Millera, a innej lewicy wyborczo w Polsce nie ma. Rebranding Palikota niewiele mu da. Panika i wolta Palikota pokazuje, jak trudno się przebić nowym partiom, nawet ulubieńcom salonu. My nie robiliśmy żadnych wolt, jesteśmy uczciwi wobec własnych wyborców i nie udajemy nagle wrogów PiS. Przecież przez lata byliśmy twarzami PiS - dlatego teraz wyborcy, niezmuszeni do wyboru przy urnie, często nie wiedzą, że tworzymy oddzielne ugrupowanie.

Wy też im nie pomagacie. Nie ma jak Was odróżnić od PiS.
Oczywiście, nasz przekaz przebija się bardzo trudno. Różnimy się od PiS wiarygodnością. Jako że jest już przesądzone, że Donald Tusk odejdzie w niesławie i następne wybory wygra prawica - dlatego jest być może ostatni moment, by sprawdzić, w jaki sposób Jarosław Kaczyński wywiązał się z realizacji głoszonych przez siebie haseł wtedy, gdy miał pełnię władzy, gdy tworzył rząd, miał parlamentarną większość, a jego brat był prezydentem. W warunkach opresji ze strony PO, pytań takich na prawicy, dotkniętej w dodatku tragedią smoleńską, stawiać zwyczajnie nie wypadało. A prawda jest taka, że Kaczyński z większości swych obietnic się nie wywiązał - w związku z tym nie jest wystarczająco wiarygodny, by objąć znów władzę. Silna Solidarna Polska jest gwarantem tego, że nawet po zwycięstwie prawicy Kaczyński nie musi wcale być premierem. Bo postawimy PiS twarde warunki.

Pan myśli w kategoriach TKM - on rządził, ale zawiódł, więc teraz nasza kolej. Ale to nie jest program polityczny. To zwykłe chciejstwo.
My twierdzimy, że Kaczyński nie może mieć monopolu na prawicy, bo monopol zawsze prowadzi do klęski - bez względu na to, czy się sprawuje władzę, czy jest się w opozycji.

On jednak na prawicę ma pomysł - a wy go tylko kopiujecie. Przez sam fakt, że jesteście młodsi i macie więcej energii powinno wam się coś należeć?
Teraz żąda pan od nas, byśmy zbudowali anty-PiS. A my tego nie chcemy. My twórczo rozwijamy dorobek programowy IV RP. Istota sporu nie w programie, tylko w wiarygodności w jego realizacji. Nie jest przypadkiem, że jedyną realizowaną z rozmachem i determinacją częścią programu PiS w latach 2006-2007 była walka z korupcją i aferami, rozprawa ze zorganizowanymi mafiami, ograniczenie liczby przestępstw (o 1000 dziennie!) i wzrost poczucia bezpieczeństwa Polaków, za co odpowiadał Ziobro jako minister sprawiedliwości (i Kempa jako wiceminister) oraz, do czasu odwołania z szefa MSW, Dorn. Kaczyński hasła nowego państwa traktuje instrumentalnie, natomiast my naprawdę chcemy ją wcielać w życie. Model Kaczyńskiego prowadzi do przegranej. Proszę zwrócić uwagę, że rozmawiamy równo w drugą rocznicę ostatniej porażki wyborczej Kaczyńskiego, szóstej z rzędu.

Wasza wspólna porażka - bo cała Solidarna Polska w 2011 r. współtworzyła PiS.
Owszem, przegraliśmy, ale dlatego że Kaczyński w końcówce kampanii popełnił banalne błędy, które zresztą w chamski sposób wykorzystały mainstreamowe media, czym nie powinien być zaskoczony.

Uważa Pan, że Kaczyński, nie mówiąc nic w końcówce o Angeli Merkel, by wygrał?
Bez kilku niepotrzebnych wypowiedzi w końcówce, w tym tej o Merkel i Stasi, ale przede wszystkim bez uciekania od debaty z Tuskiem, Kaczyński wygrałby te wybory. Problem w tym, że dyktatorska władza sprawia, że nie musi ponosić odpowiedzialności za błędy. Takie na przykład, jak niewzięcie udziału w debacie z Tuskiem. Przecież po czterech latach jego fatalnych rządów obowiązkiem lidera opozycji było pójść na debatę i na oczach 12 mln widzów zrobić z niego wiatrak, roznieść w pył - i w ten sposób przesądzić o wyniku wyborów.

W 2011 r. Tusk był mocny, miał sukces w postaci stabilnej gospodarki - nie dałby zrobić z siebie wiatraka.
Bzdura, już wtedy wszystko się sypało, stocznie, autostrady, afery, podwyżka podatków. Robiliśmy przed wyborami sondaże wewnętrzne i PiS w nich wygrywał. Tylko Kaczyński się wahał. Dlatego Tusk wyjechał w Polskę - bo wyczuł słabość rywala.

Ten wyjazd pokazał, że Polacy cały czas Tuska kochają.
Nie. Polacy byli zdezorientowani abdykacją Kaczyńskiego - i po prostu poparli tego, u którego wyczuwali siłę. Tusk pokazał, że nie boi się ludzi, a Kaczyński pokazał się, że się boi Tuska. Czy sądzi Pan, że gdyby w tamtych wyborach startowała Solidarna Polska, to Kaczyński uchyliłby się od debaty z Tuskiem, zostawiając pole, czy musiałby wziąć w niej udział? Czy rozprawiałby o Stasi i Merkel, czy o biedzie, drożyźnie, płacach, bezrobociu, emeryturach i wykluczeniu społecznym? Przecież to oczywiste, że by się pilnował.

Czyli dla Pana gra polityczna sprowadza się do atawistycznego wybierania silniejszego samca - a że Ziobro i Pan jesteście silniejsi, bardziej energiczni od Kaczyńskiego, to uznaliście, że przejmiecie jego stado.
Nic podobnego, my żądaliśmy pozytywnej selekcji, minimalnego partnerstwa i kontroli kursu. Chcieliśmy, aby niekwestionowane przywództwo Kaczyńskiego miało jakieś bezpieczniki, pozwalające na korygowanie błędów. Decyzja o tym, że Kaczyński nie idzie na debatę, nie powinna być podejmowana jednoosobowo - to powinna być decyzja podjęta przynajmniej przez komitet polityczny albo sztab. Ale było inaczej. A przecież Polacy zaczynają się interesować polityką kilka dni przed wyborami. Jedna trzecia, jedna czwarta wyborców jeszcze w dniu głosowania nie wie, kogo poprzeć, podejmują decyzję w ostatniej chwili. Dlatego debaty są tak ważne, wiele osób właśnie na ich podstawie wyrabia sobie zdanie, kogo poprzeć. Można harować cztery lata, krystalizować swój przekaz i wszystko stracić kilka dni przed wyborami. To przypadek lidera PiS.
Mimo wszystko można mówić o fenomenie Kaczyńskiego. W ostatnich latach z PiS odeszła połowa rozpoznawalnych twarzy.

Mimo to partia dziś zdecydowanie prowadzi w sondażach, a Kaczyński jest w świetnej formie, mimo wielkiego upływu krwi.
Nikt nie kwestionuje faktu, że Kaczyński to najwybitniejszy polityk na prawicy po 1989 r. Ale to się skończyło w 2007 r. Zamiast iść drogą Orbana, łączyć środowiska, nikogo nie wyrzucać, budować drużynę i poszerzać elektorat, on przedkłada dziś prymat i monopol na prawicy ponad współpracę i podzielenie się wpływami, nawet jeśli w nagrodę dostałby realną władzę. Referendum ws HGW? - najpierw bojkot, bo obce, jak dynamika podpisów nie do powstrzymania - wtedy zawłaszczenie. 100-tysięczna demonstracja Solidarności? - brak kontroli nad tym żywiołem, więc bojkot, zakaz udziału i groteskowa przemowa do pustego URM. Groźba 16-20 proc. Solidarnej Polski na Podkarpaciu? - no to lincz i brudna kampania. Przecież tak się nie da zbudować zwycięstwa prawicy. To jest obsesja monopolu, wspieranego modelem polityki, który powstał po wprowadzeniu zasady finansowania partii z budżetu państwa petryfikującej dwubiegunowy kartel polityczny. Całkowicie dla kraju jałowy.

Teraz mówi Pan jak PJN - nie mieliśmy pieniędzy, więc przegraliśmy.
Ale my nie przegramy. Trzy razy wystartowaliśmy w wyborach i trzy razy utrzymaliśmy nos nad wodą. Natomiast liczę się z tym, że aż do zarejestrowania list możemy nie przedrzeć się przez sondaże. Nie mamy takich zasobów jak PiS. Nie mamy po swojej stronie prawicowych mediów, te całkowicie kontroluje Kaczyński. To, co robiła "Gazeta Polska Codziennie" przed wyborami na Podkarpaciu, było wręcz kabaretowe - medium stało się wtedy kijem bejsbolowym PiS. To przejaw tego, jak świat polityki i mediów jest skartelizowany. Platformie zależy, by obecny układ utrzymać, dlatego wspiera monopol Kaczyńskiego. Widać to przy okazji referendum warszawskiego. PiS zaczął grzać atmosferę, PO to podchwyciło, bo wie, że to zniechęci wyborców. I tak się może stać - frekwencja w referendum może być zbyt niska, by odwołać Hannę Gronkiewicz--Waltz. Z winy PiS, bo referendum oddolne miało siłę i tzw. noszenie.

Przekreśla Pan PiS przed głosowaniem.
Niczego nie przekreślam. Diagnozuję chorobę głównej partii opozycyjnej. Casus Glińskiego dokładnie tę chorobę wyświetla. W Polsce polityk może wypłynąć, pełniąc cztery funkcje: będąc prezesem partii, kandydatem na prezydenta, premiera lub prezydenta Warszawy. Kaczyński nie może zajmować każdej z tych funkcji. Ale nie daje on z PiS nikogo na którąkolwiek z tych funkcji. To absurdalne. Gliński jako obwoźny kandydat na te wszystkie funkcje to dowód obsesyjnego strachu przed namaszczeniem kogoś, kto potem mógłby stanąć przeciwko niemu. Przecież w tej partii są poważni ludzie, choćby Wojciechowski, Kuźmiuk, Sasin, Ujazdowski, Duda, Łopiński. Oni byli ministrami, szefami partii, NIK, komisji sejmowych, itp. Gdyby na kogokolwiek z nich postawić, to mógłby zaistnieć, wykreować się w poważnej polityce. Ale nie, Kaczyński woli obwozić pacynkę z Unii Wolności niczym puchar przechodni na wszystkie te funkcje naraz, ośmieszając ją do reszty. Tak się nie buduje drużyny. Tak się nie buduje zwycięstwa.

Kaczyński ma uraz po waszych woltach. On dał wam wszystko, a wy uciekliście od niego, założyliście własną partię i teraz chcecie zabrać mu wyborców.
Bzdura. To my daliśmy z siebie wszystko jemu. Ziobro sam sobie zbudował swoją pozycję. Najpierw przewodził stowarzyszeniu Katon, gdzie stworzył zaplecze dla pierwszej tożsamości PiS, czyli kodeksy karne itd., potem był wiceministrem u Lecha Kaczyńskiego - niczego nie dostał za darmo. Ja współtworzyłem genialną kampanię z 2005, szefowałem jej części telewizyjnej, byłem na granicy śmierci cywilnej z powodu poświęcenia dla sprawy przy okazji linczu za "dziadka z Wehrmachtu". Tak, że to my się poświęcaliśmy dla partii - a w zamian byliśmy traktowani z coraz większą nieufnością jak ludzie, którym wykręca się ręce i których obsesyjnie się obawia. Na zewnątrz tego nie było widać, ale wewnątrz już tak. Napuszczanie i ubezwłasnowalnianie Ziobry w PE, likwidacja całych struktur PiS, którymi kierowaliśmy. Ot tak, dla zabawy, żeby pokazać, kto tu rządzi. Kaczyński zamiast wykorzystać potencjał wszystkich do budowania partii, która kiedyś zdoła przejąć władzę w Polsce, tylko demotywował i zniechęcał ze szkodą dla zwycięstwa. To leżało u podstaw naszego buntu.

Teraz wystawicie listy do europarlamentu. Po co? Chcecie przeczekać do następnych wyborów, a przy okazji nabyć prawa do euroemerytury, czy traktujecie te wybory jako pierwszy krok przed rozbiciem banku w 2015 r.?
Idziemy do europarlamentu, bo mamy pomysł na Polskę w Unii Europejskiej, poza tym to są pierwsze powszechne wybory w naszej historii, a więc pierwsza okazja, by udowodnić, że mamy poparcie w całej Polsce. Dobry wynik stworzy nową architekturę na prawicy i otworzy nowe scenariusze. A przede wszystkim przełamie monopol na prawicy. Lider PiS bowiem na wszystkich frontach odszedł od idei IV RP. Gdy rządził, wszystko robił dokładnie odwrotnie niż było zapisane w naszym programie, odchodząc od koncepcji Polski solidarnej. Dziś Kaczyński obiecuje różne programy pomocy społecznej, 1000 zł stypendium demograficznego, ale gdy rządził i mógł je realizować, gdy leżała na stole góra pieniędzy z 7% wzrostu PKB, nie zrobił w tym kierunku nic, o grosz nie podniósł zasiłków na dzieci, ani progu dochodowego pomocy rodzinie. Zamiast tego obniżył podatki dla najbogatszych. Za rządów PiS Polska zgodziła się wstępnie na pakiet klimatyczny, który wkrótce zrujnuje gospodarkę i już podnosi ceny energii a Kaczyński osobiście łamał kołem Klub PiS i dopychał kolanem ratyfikację Traktatu Lizbońskiego, tej największej dobrowolnej degradacji międzynarodowej pozycji Polski od czasów rozbiorów. Dziś Kaczyński w rocznicę podpisania Tego aktu wyprowadza na ulice ludzi, by bronić... narodowej suwerenności. Tak samo było z zawaleniem lustracji, ochrony życia, budowy pluralizmu w mediach. W opozycji jedno, w realu - drugie. Podobnych przykładów jest więcej, przygotowałem na ten temat dokument, myślę, że wkrótce ujrzy światło dzienne. Żeby było jasne, w wszystkich przegranych sprawach ludzie dzisiejszej SP Cymański, Ziobro, Mularczyk, Dorn czy ja podejmowaliśmy wewnątrz PiS kontrakcję w obronie zasad i kluczowych spraw. Na ogół bez skutku. Właśnie dlatego powstała Solidarna Polska. Chcemy być gwarantem tego, że nigdy więcej podobne odstępstwa od własnego programu nie będą mieć miejsca. I jesteśmy w tym wiarygodni.

Kto wystartuje z list Solidarnej Polski do Sejmu w 2015 r., skoro wszystkie jej znane twarze wyjadą do europarlamentu?
Niektórzy z nas wrócą do Sejmu.

Czyli Pan będzie miał jedynkę na Pomorzu w 2015 r.? Nawet jeśli za rok wejdzie Pan do PE?
Biegacz, który nie biega, nie jest biegaczem. Polityk, który nie podaje się weryfikacji wyborczej, nie jest politykiem. Dlatego musimy wziąć udział w wyborach do europarlamentu. Ale nie wykluczamy, że rok później przedłożymy sprawy krajowe nad europejskie. Jesteśmy w PE, żeby nabierać doświadczenia przydatnego dla kraju.

Nie ma Pan wrażenia, że zapotrzebowanie na polityków prawicowych będzie maleć? Chociażby gorąca dyskusja, jaka wybuchła po słowach abp. Michalika, wyraźnie pokazuje, że coraz więcej do powiedzenia mają osoby o lewicowych poglądach. Czasy, gdy prawica zgarniała 70 proc. głosów, definitywnie minęły.
Nie łączyłbym tej sprawy z zapotrzebowaniem na polityków którychkolwiek. Choć arcybiskup wyjaśnił, że zabrakło mu precyzji i intencje były inne, bo podnosił kwestię współodpowiedzialności złych relacji w rodzinie to jednak chlapnięcie wyszło ciężkie. Dziecko nigdy nie jest winne pedofilii, tylko ofiarą zboczeńca. I żadne zaniedbania ze strony rodziców, czy nawet niezdrowe między nimi relacje nie mogą usprawiedliwiać sprawcy zbrodni pedofilii wobec ich dziecka. Pedofilia to najcięższy grzech. Jezus mówił, że lepiej byłoby rzucić takich, którzy skrzywdzą dziecko, w morze z kamieniem młyńskim u szyi. Nauczanie Kościoła jest jednoznaczne w obronie dzieci i dobrze, że abp Michalik wycofał się z tych słów i przeprosił. Natomiast obrzydliwa jest rozpętana przy tym nagonka, w której nie chodzi o dobro dzieci, lecz atak na Kościół. Księża katoliccy to przecież promil wśród sprawców pedofilii a poprzez jednowymiarowe bombardowanie tematu stwarza się wrażenie, że ksiądz = pedofil. Niedobrze mi jest, gdy robi to np. gazeta, która kilka tygodni temu fetowała Daniela con-Bendita, europejskiego celebrytę z partii Zielonych, który przyznał się i chwalił wręcz aktami czynnej pedofilii, której dopuszczał się jako wychowawca dzieci. I co? Autorytet! Nie lepiej, gdy widzę tę nagonkę w telewizji, która tabunami zapraszała do produkowania się na antenie cmokierów w obronie Polańskiego, który do dziś nie odpowiedział karnie za gwałt na 13-latce sprzed 36 lat. Bo przecież jego bronią filmy, które zrobił! A kto wreszcie, jakie medium zdemaskuje celebrytów, w tym artystów pedofilów przez lata wykorzystujących dzieci z Dworca Centralnego? Kto, w nawiązaniu do "Dzieci z dworca Zoo" zrobi wstrząsający obraz "Dzieci z Dworca Centralnego"? Może wyreżyseruje go Polański, a jedną z ról zagra Olbrychski? Skoro potrafił bronić pedofila, może niech teraz da jakiś artystyczny wyraz w obronie ofiar pedofilii, co? W każdym razie, Solidarna Polska zamierza wnieść ustawę o dożywotnim zakazie zajmowania się zawodowo dziećmi przez wszystkie osoby skazane kiedykolwiek za pedofilię, gdyż jest stwierdzone naukowo, że z tych skłonności po prostu nie da się wyleczyć. Więc trzeba od dzieci izolować.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Pan Kurski na twarzy ma namalowany PIS.

Dodaj ogłoszenie